Fundacja Strefa Kobiet

Tag: Szprota

Szprotest: Seksuolog prowokuje wymioty

Za zgoda autorki umieszczamy cały wpis dotyczący głośnej wypowiedzi K. Boćkowskiego. Polecamy wpis, jak i cały blog.

1174969_10201776392001165_1013304751_n

Kariera Krzysztofa Boćkowskiego, seksuologa i ginekologa, który zabłysnął na łamach najpierw Czasu Białegostoku, a później Tok FM zamiast przygasnąć po pierwszym trzęsieniu ziemi chyba niestety się rozwija. Winię o to odrobinę Judytę Kokoszkiewicz z Czasu Białegostoku, która w ogóle uznała, że opinia seksuologa (a nie, dajmy na to – policjantki czy psychologa) jest istotna, gdy mówi się o przyczynach gwałtu. Twierdzę bowiem, że przede wszystkim o gwałcie należy rozmawiać albo w wymiarze czysto kryminalnym, z wykorzystaniem policyjnych statystyk czy Niebieskiej Linii, albo też w wymiarze kulturowym. Specjalista od pożycia seksualnego, choćby i z pozycji biegłego sądowego, ma w tym temacie takie same kompetencje co przypadkowy pasażer w tramwaju i z takim samym prawdopodobieństwem trzaśnie z przytupem srogiego kocopoła.

O obwinianiu ofiary pisałam tu już tyle razy, że prawie czuję się zniechęcona tematem. Widząc jednak, jak facebookowi celebryci dołączają się do opinii “ofiara gwałtu nie jest winna, ALE”, poruszę ten temat raz jeszcze. I jeszcze, i jeszcze, bo chyba nigdy dość.

Spójrzmy jeszcze raz, co mówi pan doktór:

Dlaczego kobiety wstydzą się przyznać, że zostały zgwałcone? Bo często same nie wiedzą, co tak naprawdę się stało, sytuacja była niejasna. Przykładowo, gdy kobieta umawia się na randkę, nie jest chyba świadoma, kolokwialnie mówiąc, że mężczyzna zawsze jest nastawiony na seks. Dziwić może to zaskoczenie kobiet, które mówią „po fakcie”, że chciały się tylko pocałować, a tymczasem zdarzyło się więcej. Problemem mężczyzn jest to, że trudno jest im odczytywać sygnały płci przeciwnej – ciężko jest się domyślić, kiedy kobieta chce, a kiedy nie chce.

I wiecie co: to jest trafna diagnoza. Zanim mnie zakrzyczycie, już wyjaśniam, co w niej trafnego: w naszej kulturze pojęcie “gwałtu na randce” właściwie nie istnieje. Więc tak – kobieta doświadczywszy przemocy seksualnej nie jest pewna, co się stało i na ile stało się to z jej winy. Mężczyźni wzrastają w przekonaniu, że jeśli pozwoliła na pocałunek, to pozwoli na wszystko – przecież tak jest nawet w niewinnym kinie familijnym made in USA, nie tylko w pornografii. I faktycznie nie umieją rozpoznać sygnału, że pocałunek wystarcza, flirt wystarcza, nie posuwamy się dalej. Nie jest to jednak – a tak wydaje się twierdzić pan doktor – wina kobiet, lecz systemu, który uczy nas, kobiety, uległości, zaś mężczyzn nie uczy, by pytać o intencje. Potrzebna jest zmiana.  Musimy powtarzać komunikat “jeśli nie jesteś pewny, czy chce, zakładaj, że nie chce” tak długo, aż stanie się oczywistym.

(kwestię męskiego wiecznego nastawienia na seks w cytowanej wypowiedzi pomijam – nawet jeśli to nastawienie występuje, nie jest ono wyłącznie męską domeną i nadal nic nie usprawiedliwia)

Dalej jednak pan doktor już odjeżdża ze stacji “Umiarkowana Mizoginia” w kierunku “Batshitcrazyville”, mówiąc:

Fakty, że tylko 10% kobiet zgłasza gwałt na policję wynika też z nastawienia – dla jednej ten gwałt był wielką tragedią, dla innej niekoniecznie. Wydaje mi się, że na policję zgłaszają się takie kobiety, które faktycznie nieszczęśliwie stały się ofiarami bestialskiego gwałtu, i które nie mają sobie samym niczego do zarzucenia.

Z całą pewnością jest tak, że nie wszystkie przeżywamy tę krzywdę tak samo. Przyczyny niskiej zgłaszalności gwałtów są jednak inne: aktualnie ofiara musi przejść przez długą drogę przesłuchań, niedowierzania i udowadniania, że nie zrobiła nic prowokującego. Biorąc jednocześnie pod uwagę, że ponad trzy czwarte gwałtów jest dokonywanych przez sprawców znanych ofierze – trudno się dziwić niechęci do zgłoszeń. Jak donieść na swojego męża, chłopaka czy kuzyna? Jak dowieść, że po dwóch piwach na randce i paru pocałunkach jednak nie chciało się seksu? Szansa na ukaranie czy choć odizolowanie sprawcy jest niewielka, zaś rozgrzebywanie intymnych szczegółów zajścia – upokarzające.

W dyskusji o zjawisku gwałtu bardzo często miesza się dwa porządki: jak jest i jak powinno być.

Jest tak, że męźczyźni gwałcą. Nie wszyscy. Pewna część. Czasem dlatego, że mają nasrane we łbie i chcą pokazać, kto tu rządzi, jak na przykład nadmiernie kontrolujący mężowie. Czasem dlatego, że są durnymi gimbusami, którzy całą wiedzę o życiu seksualnym mają z redtube’a, przechwałek kolegów i katechez zwanych przygotowaniem do życia w rodzinie – i nie wiedzą, że można poprzestać na pocałunku. Czasem dlatego, że przez całe życie słyszeli, że kobiece “nie” oznacza “być może”.

Dlatego, gdy przyjaciółka pójdzie na spotkanie z kolesiem poznanym przez internet, być może zasugeruję jej miejsce publiczne, naładowaną komórkę i pilnowanie drinka. Nie będzie to jednak moja sprawa i nie będę jej odpytywać, czy tego dopilnowała. Tak, jest to pewna hipokryzja. Godzę się z nią.

Powinno być tak, że choćby szła przez tę mityczną Pragę bez tych mitycznych majtek – nikt nie ma prawa jej tknąć (co najwyżej zadzwonić na Straż Miejską, bo może chora lub ućpana). Powinno być tak, że nastolatka umawiająca się z kumplem ze starszej klasy wróci do domu i będzie miło wspominała pierwszą randkę. Powinno być tak, że każde “nie” oznacza “nie”.

Dlatego nigdy nie wyskoczę z ogólną radą, by nie chodzić w dane miejsca, nie wkładać określonych ciuchów i unikać legalnych używek. Nie możemy chować się w twierdzach i zasłaniać ciała tylko dlatego, że jest jak jest. W żadnym wypadku do publicznego dyskursu nie powinniśmy dopuszczać porad, jak uniknąć gwałtu. Porada, jak go uniknąć jest bowiem jedna: nie gwałć.

Na to, że jest jak jest, nie pomoże więzienie kobiet we własnych domach i wychowywanie ich w atmosferze poczucia zagrożenia. Pomoże jednak przypominanie wszystkim, że sam popęd seksualny nie oznacza, że musimy mu ulegać wbrew woli drugiej strony – inne czynności fizjologiczne jakoś mamy pod kontrolą, prawda?

Powtórzę swoją wyliczankę z notki “Oczy ofiary“:

Kobieta w każdej chwili może powiedzieć “nie”. Jej “nie” znaczy “nie”. Nie daj sobie wmówić, że znaczy coś innego. Ludzie, którzy nie traktują poważnie czyjegoś “nie” kończą w brunatnych mundurach.

Jeśli ma krótką spódniczkę, to chce ładnie wyglądać, a nie być przeleciana.
Jeśli ma wielki dekolt, to lubi swoje ciało, a nie seks wbrew swojej woli.
Jeśli pije na imprezie, to chce się rozluźnić, a nie ściągnąć majtki.
Jeśli się z tobą całuje, to chce się całować w usta.
Jeśli ma opinię osoby, która chętnie sypia z innymi, to nadal nie oznacza, że jesteś na jej liście.
Jeśli się upiła i śpi, to woli odespać niż dostać otarć w miejscach intymnych.

Jestem wściekła, że powtarzamy tę dyskusję, że zawsze po “nie winię ofiar gwałtu” jest jakieś “ALE”. Przeświadczenie, że każda opinia jest cenna – jest przereklamowane. Większość opinii o gwałtach, jakie czytam na facebooku czy blogach to drętwe pierdolenie o prawdzie leżącej pośrodku bez śladu choćby próby poznania zjawiska, sięgnięcia po statystyki policyjne czy teksty na stronie Niebieskiej Linii. Bez śladu pojęcia, że żadne inne przestępstwo nie jest tak obudowane kulturową chęcią obwinienia ofiary o to, co się stało i bez żadnej refleksji, że dotyka najbardziej intymnej strefy życia.

Mam zatem taką propozycję: jeśli ktoś zamierza sformułować opinię o ofiarach z dodaniem “ALE”, niech zastanowi się, kogo interesuje ta opinia – bo nas, osoby zajmujące się od długiego czasu profilaktyką przemocy seksualnej zupełnie nie. NIKT WAS NIE PYTA O ZDANIE. Wynoście się z nim z przestrzeni publicznej na dobre.

Źródło: http://szprotestuje.wordpress.com/2013/11/03/seksuolog-prowokuje-wymioty/

Etykieta zastępcza

 

Pamiętacie etykiety zastępcze? Ja średnio, w końcu miałam wszystkiego 12 lat, gdy w telewizji nie było teleranka, a za to wystąpiła jedna okropna pani z loczkami i ogłosiła, że skończył się komunizm. W tym czasie bardziej mnie interesowały moje pierwsze miłości, jeżdżenie na rowerach z koleżankami z klasy i dość już kobiece ciało, wzbudzające niezdrową ciekawość tego czy owego wujaszka tudzież kuzyna.

Tematy, jakie poruszam na tym blogu – feminizm, przemoc domowa, prawa mniejszości – regularnie są nazywane “zastępczymi”. Jest to dla mnie kolejny przykład na to, że choćbyśmy nie wiem, jak zaklinali rzeczywistość i ogłaszali, że rewolucja jest wygrana – światem nadal rządzą bogaci, biali, heteroseksualni faceci, których w dużej mierze nie dotyczy dyskryminacja.

Mające skłonności do lekkiej mizandrii koleżanki mawiają niekiedy, że widać to po tematach, jakie zastępcze nie są: kolejne igrzyska (chłopcy lubią grać), tasowania w partiach (chłopcy lubią rywalizować), figle na giełdzie, architektoniczny kult cargo (postawimy wieżowiec i firma sama się sprowadzi) – działania polityczne i ekonomiczne służące w dużej mierze do utrzymania status quo, nie naprawy problemów, które w żaden sposób ich nie dotykają. Nierówność płac? Mniejsza emerytura? Pomoc ofiarom przemocy? Sfiksowały te baby.

Pierwszym krokiem do zrozumienia, w jak wielkim stopniu niezastępcze są to tematy, jest uświadomienie sobie uprzywilejowanej pozycji. Pisałam już kiedyś o tym: nigdy nie zwalczę do końca hipokryzji dyskutując o bezdomnych zza monitora drogiego laptopa, bo nie jestem w ich skórze. Jedyne, co mogę zrobić, to przypomnieć sobie okres, w którym nie było mi daleko do takiego stanu i uświadomić sobie, jak dużo miałam szczęścia, uzyskując wówczas wsparcie. Czasy niepewności ekonomicznej trochę pomagają w zrozumieniu tego wspólnotowego aspektu wydobywania się z dołka.

Tematy zastępcze są najbliżej życia, jak tylko mogą. Dotykają codziennej ekonomii: nie tej loterii na giełdzie, lecz tej, co do garnka włożyć i jak przeżyć do wypłaty. Dotykają codziennej psychologii: nie tej, jak sprzedać opony do nissana, lecz tej, jak wytłumaczyć córce, czemu ksiądz mówi o niej “diablica”, bo nie chodzi na religię. Socjologii: nie tej od promowania lepperów tego świata na liderów, lecz tej od przyczyn dziedziczenia biedy w łódzkiej kamienicy. The Other 99% science.

Uprzywilejowani po prostu nie pamiętają, że to, co mają zastane: ciepłe łóżko, wyżywienie, wspierający bliscy, dostęp do wiedzy, opieki lekarskiej i działających mediów – to nadal są przywileje, choć powinny być prawami. Neoliberalny paradygmat, w jakim żyjemy mniej więcej od czasów obwieszczenia pani z loczkami sprawia, że nadal jest problem z powszechną dostępnością tych świadczeń.

Więc my, nosicielki tematów zastępczych, przypominamy im o tym. Mówimy, że kluczowym jest najadać się pełnowartościowym posiłkiem, bo z tego rosną zdrowe, rozumne dzieci. Tłumaczymy, że ważny dla wszystkich jest bezpieczny dom, bo bez niego człowiek popada w depresje, uzależnienia i toksyczne relacje. Podkreślamy, że krzywda dzieje się częściej za drzwiami sąsiada niż w mrocznych uliczkach czy w luksusowych kasynach. Pokazujemy na to statystyki i badania, co jest trochę daremne w kraju, w którym najwięcej do powiedzenia ma gromada kolesi opowiadających mnóstwo rzeczy o swoim niewidzialnym przyjacielu.

Walczymy o poczucie bezpieczeństwa i spokój. O najbardziej podstawowe potrzeby emocjonalne każdego z nas.

Chciałabym, by inne dwunastolatki nie przeżywały przykrego zawstydzenia, jakiego doświadczałam (i jakiego doświadczają inne dwunastolatki na całym świecie); tego obmacywania wzrokiem, głupkowatych uwag, niezupełnie przypadkowych dotknięć – bo jak sobie z tym poradzić? My, feministki, staramy się także w ramach programów edukacji seksualnej uczyć młodych ludzi, jak reagować w takich sytuacjach. Ja, fetyszystka, doskonale wiem, że może się podobać tak młodziutkie ciało – wiem też, że najgorsze, co mogę zrobić, to pójść full Humbert Humbert. Nigdy nie wprowadzimy policji myśli, zależy nam tylko na tym, by potencjalny molestator poprzestał na własnych fantazjach.

kadr z komiksu "Blacksad" - chciałabym, by wszyscy reagowali na gwizdy jak kot po prawej

kadr z komiksu “Blacksad” – chciałabym, by wszyscy reagowali na gwizdy jak kot po prawej

Gdy miałam 12 lat, ważne były dla mnie pierwsze miłości, wypady na rowerach i moje ciało. Dwunastolatki w innych krajach kończą edukację, zachodzą w pierwsze ciąże, próbują narkotyków, trafiają na ulice. Byłam uprzywilejowana i staram się o tym pamiętać.

Źródło: http://szprotestuje.wordpress.com/2013/08/28/etykieta-zastepcza/

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén