Fundacja Strefa Kobiet

Miesiąc: wrzesień 2015

30.09.2015 O kobietach samotnych i smutnych, choć z pozoru…

Za każdym razem, gdy przygotowuję materiał na nowy warsztat, którego przesłaniem przewodnim ma być przeciwdziałanie przemocy wobec kobiet, stają mi przed oczami te wszystkie zalęknione, zmęczone czy sfrustrowane kobiety, które pojawiają się w naszej fundacji. Przypominam sobie ich słowa, opowieści… Ale najbardziej wbijają mi się w pamięć ich twarze – te pamiętam dokładnie, nawet jeżeli imiona ulatują z pamięci.

Zaczyna się tak samo: dzwoni telefon, odzywa się kobiecy głos, niepewny, nieufny, ale wreszcie przekonany, że chce przemówić. Rozmawiamy przez chwilę, umawiamy się na spotkanie w fundacji… Domofon, wreszcie się widzimy… W drzwiach pojawia się zwyczajna osoba, jedna z wielu takich, jakie pracują w naszych urzędach, rozliczają nasze podatki, prowadzą swoje drobne biznesy, odprowadzają dzieci do szkoły, spacerują z rodzinami po Jasnych Błonach. Zadbana, miła, jeszcze niepewnie uśmiechnięta… Zasiadamy w zaciszu przy aromatycznej kawie i zaczynamy rozmowę.

To jest tak, że zazwyczaj nie widać śladów po razach na twarzy, sińców na ciele… Najczęściej zresztą w ogóle ich nie ma. Tych fizycznych. Bo tych psychicznych jest już tak wiele, że przestają mieścić się w umyśle: nieustannie dźwięczą słowa, obrazy, cierpnie skóra od wiecznego upokarzania, niemoc życia w zależności zabiera radość zwyczajnego funkcjonowania… Do tego dochodzi złość na samą siebie za dawne wybory, za godzenie się na takie życie, za bierność. I wyrzuty sumienia za to, że dzieci wysłuchują regularnie, są świadkami, rozjemcami nierzadko, za to że współcierpią, izolują się z czasem, zamykają w sobie, przestają szanować. Jednak za każdym razem, jak mantra, pojawiają się myśli, że przecież nie jest tak najgorzej, mamy dom, dwa samochody, jest co jeść, mamy się w co ubrać. On przecież daje pieniądze. Że wylicz i rozlicza? Przecież to on nas utrzymuje, więc to normalne, że chce wiedzieć na co i ile, i czy jest konieczność, to nic złego. Nieraz krzyczy? Bo ma ciężkie chwile w firmie, jest zmęczony? Żąda ciszy i niezawracania mu głowy pierdołami? A co w tym dziwnego? Zajmę się wszystkim, ogarnę wywiadówki dzieciaków, pozałatwiam sprawy. On nie musi nawet wiedzieć. Przecież to takie drobne wyskoki córki, nastolatka, wiadomo. A syn? Nic się nie stało, odzywa się tak do mnie od jakiegoś czasu, ale to dobry chłopak, jest przemęczony, w tych szkołach tyle teraz zadają, poza tym jest dyslektykiem, dojrzewa, nie jest mu łatwo, wiadomo.

A seks? Kto ma o tym czas myśleć? W tym zabieganiu, w natłoku obowiązków. On późno wraca, coś zjada, odpoczywa przy komputerze, relaksuje się, wie pani. Poza tym jest bardzo nerwowy, drażliwy, wypija drinka czy dwa na uspokojenie i zasypia w fotelu, zmęczony, wiadomo. Nieraz jak jest w dobrym humorze, jak w firmie, wie pani, jakiś kontrakt, umowa, sukces… – coś dobrego, jak się zdarza (ja dokładnie nie wiem, bo mi nie mówi, bo i tak bym nie zrozumiała, więc już teraz nawet nie pytam), to wtedy, tak śpimy w jednym łóżku i jest seks… ale to trochę inaczej, niż kiedyś: szybko, w pośpiechu, nieraz trochę… brutalnie z jego strony, ale tylko nieraz, to może dlatego, że tak rzadko i wie pani, facet to inaczej, jak mu się nazbiera, to i się wyżyć musi… No, nie wiem. Szkoda, że już nie tak jak kiedyś.

Właściwie to nie znam jego znajomych. Na biznesowe spotkania chodzi beze mnie, bo mówi, że to nie dla moich uszu, bym się zanudziła. Nieraz z delegacji przywozi mi magnes na lodówkę, ładny zazwyczaj, taki jakiego jeszcze nie mam, bo wie pani, zbieram magnesy.

Nie, nie, za bardzo razem nie wyjeżdżamy, na święta tylko, do rodziców. Mamy dom, rośliny, psy i kota – trzeba pilnować tego, dbać, wie pani, ktoś musi, wszyscy zajęci, szkoła, praca.

Nieraz mi żal, bo zaczęłam doktorat… ale to już tak dawno było. Ale to chyba nawet słuszne było, że zostawiłam, bo co by z tego za pieniądze były. Mąż od razu się wstrzelił w dobrą firmę, wspinał, awansował, to wiadomo, że jemu kolejne szkoły bardziej się przydawały. Ja czekałam aż będzie dla mnie czas i tak z roku na rok, ciągle czegoś trzeba było pilnować… Mąż mi mówił, że to moje prawo sprzed kilkunastu lat, to ja mogę sobie teraz w buty wsadzić. No i chyba już wsadziłam. Trochę szkoda, ale teraz nie czas o tym myśleć – trzeba dzieciaki edukować, bo przed nimi życie.

Takie życie zwyczajne mam, jak innych pewnie. Nie wiem, bo nie mam tu znajomych. Zostałam tu po studiach i tak jakoś wciąż nie było czasu na poznawanie ludzi.

O czym marzę? Nie wiem, nie myślałam o tym… Żeby dzieciakom się udawało. Dla siebie o czym marzę? No, nie wiem… Pomyślę, ale nie wiem teraz.

To fikcyjny monolog oczywiście, bardziej studium wielu przypadków, niż jedna osoba, ale wszystko rzeczywiste i niestety często powtarzalne. Tzw. zwykłe kobiety, z pozoru zadowolone, spełnione, a w rzeczywistości uzależnione, uwikłane, pogubione, bez perspektyw, bez własnych wyzwań i celów, coraz bardziej w środku puste, smutne i zrezygnowane, nieszanujące siebie, pozwalające na brak szacunku ze strony otoczenia.

No nic, wracam do pracy nad warsztatem. Taka refleksja była mi widocznie teraz właśnie potrzebna. Dopracuję weekendowy warsztat dla kobiet, a potem pobiegnę na zajęcia z kobietami, tymi z pozoru zadowolonymi z tego, co mają, a w środku zalęknionymi, bojącymi się odebrać dzwoniący od niego telefon, dzielącymi się z innymi kobietami w kręgu kolejnymi trudnymi opowieściami, cytującymi kolejne obelżywe określenia pod swoim adresem i zadającymi to samo od dawna pytanie: to co ja mam zrobić? przecież on w sumie nie jest taki zły!

Warsztat KOBIETY MAJĄ GŁOS! w Teatrze Kana!

Przed nami kolejna odsłona PROJEKTU MATECZNIK – cyklu spotkań z wybitnymi autorytetami, promocji książek, prezentacji spektaklu „Projekt: Matka” oraz warsztatów twórcze, związanych z szeroko rozumianym tematem współczesnego macierzyństwa.

 

Zapraszamy więc za tydzień, 2-4 października, do Teatru Kana w Szczecinie:

  • 2 i 3 października: spektakl PROJEKT – MATKA, szczegóły TU
  • 3 października: MACIERZYŃSTWO BEZ LUKRU I SZMINKI – spotkanie z Dorotą Smoleń i promocja książki „Mamo, dasz radę! Macierzyństwo od A do Z”, szczegóły TU
  • 3 i 4 października: KOBIETY MAJĄ GŁOS! – warsztat – Fundacja Strefa Kobiet

***

SZCZEGÓŁY DOTYCZĄCE AUTORSKIEGO WARSZTATU DRAMOWEGO FUNDACJI STREFA KOBIET

„KOBIETY MAJĄ GŁOS!”

w dniach 3 i 4 października (sobota i niedziela),

w godzinach 11.00-14.00

zapraszamy do Teatru Kana w Szczecinie

Od dzieciństwa wbijana w utarte schematy, przygotowywana do ról z góry ustalonych, odgrywanych od pokoleń, bezdyskusyjnych, wiadomych… – KOBIETA-MATKA. Hasłowo zdefiniowana wydaje się nie mieć żadnych potrzeb, pokus, refleksji, dylematów, a gdy te pojawiają się jednak w jej głowie sama karci się za nie, ucisza je, gasi w zarodku, zadziwia się, że w ogóle istnieją, oskarża, zadręcza samą siebie, czuje się odmienna, a czasem po prostu zła. I tak rodzą się pytania: Kim i po co jestem? Na co się godzę? Jak chcę by wyglądało moje dalsze życie? Jakie mam potrzeby? Skąd mam brać siły do zmagania się z codziennością? I… kiedy znajdzie się wreszcie czas na dla mnie?

O tożsamości, o dylematach, o potrzebach spełniania się, o przełamywaniu stereotypów, o rolach i schematach – o tym wszystkim na aktywnym warsztacie pełnym ćwiczeń, dramy, naszych refleksji i dyskusji. We własnym kobiecym bezpiecznym gronie! Bez nadęcia, za to z uwagą dla swoich potrzeb i szacunkiem dla innych. W celu wzmocnienia poczucia własnej wartości, odczarowania samoograniczeń, przypomnienia sobie o sile własnych marzeń, o byciu po prostu sobą…

Warsztat poprowadzi:
MAŁGORZATA MROZIK – kobieta, matka dorosłego młodego człowieka, terapeutka, pedagożka i socjolożka, mentorka dorosłych i młodzieży, certyfikowana trenerka biznesu i antydyskryminacyjna, prezeska Fundacji Strefa Kobiet (www.strefakobiet.org) – szczecińskiego miejsca dedykowanego kobietom, ich rozwojowi, wzmacnianiu ich samoświadomości, obronie przed przemocą, ochronie prawnej, ale też miejsca do nauki, wspólnego doświadczania i zabawy; trenerka umiejętności psychospołecznych z wieloletnim doświadczeniem, ale przede wszystkim miłośniczka zmian i rozwoju, wciąż uczy siebie i innych, zaszczepia w ludziach wiarę w siebie i miłość do samodoskonalenia się przez całe życie, stawia na ciekawych ludzi, ciekawe miejsca i ciekawe sytuacje, wierzy, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że zmiany są możliwe (te w nas przede wszystkim!) i że warto wykorzystywać nadarzające się okazje.

Zobaczcie na zachętę zdjęcie z poprzedniego naszego warsztatu w ramach Matecznika. Więcej: http://www.strefakobiet.org/matka-kobieta-czlowiek/

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

 

Źródło informacji o wydarzeniach: http://www.kana.art.pl/program_2015_10.html

Czekamy na Was, zapraszamy!

Miejsce warsztatu: Teatr Kana, Plac św. Piotra i Pawła 4/5, Szczecin
Kwota za 2 dni warsztatowe: 30 złotych

Zgłoszenia: paula@kana.art.pl lub info@strefakobiet.org, tel. 506 074 740 lub za pomocą poniższego formularza

 

[contact-form-7 id=”11028″ title=”Warsztat KOBIETY MAJĄ GŁOS!”]

 

24.09.2015 Po warsztatach pozytywnego myślenia

Fotografia Fundacja Strefa Kobiet (3)

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Kolejny warsztat zakończony! Nie ma śladu po uporządkowanych przed spotkaniem materiałach: wszystkie rozdane, wypełnione, omówione.

Za każdym razem, gdy kolejna grupa wychodzi po swoim warsztacie, zostaję na chwilę w sali, żeby pobyć w pustej przestrzeni, w ciszy. Nie porządkuję wtedy wnętrza, nie ustawiam krzeseł, nie składam materiałów – tak jakbym chciała zostać dokładnie w tej atmosferze, jaką wytworzyły obecne tu jeszcze chwilę temu osoby. To dobry czas, czas na złapanie oddechu po warsztatowych emocjach i powolnego powrotu do swojego prywatnego zakątka. Chwila na oczyszczenie głowy, ale też na dokładne zapakowanie na przyszłość poczucia dobrze wykonanej pracy, poczucia satysfakcji i ogólnego zadowolenia. Na analizę szczegółów i poprawianie tego, co mogło być lepsze, przyjdzie czas, gdy umysł odpocznie i będzie zdolny do racjonalnego przetwarzania.

Dzisiejszy warsztat, zakończony znacznie po czasie, a przegadany z ostatnimi wychodzącymi jeszcze dłużej, był dla mnie jakoś wyjątkowo ważny. To oczywiście zasługa osób, które zapełniły salę, ich pracy, zaangażowania, okazywanych przez nich emocji, wypowiadanych komentarzy i uwag. Bardzo wartościowy dla mnie czas! Zaczerpnęłam ponownie mnóstwo dobrego dla siebie i dla swojego warsztatu pracy.

Dziękuję za ten wieczór: Agnieszce, Agnieszce, Aldonie, Anett, Basi, Dominice, Donacie, Ewie, Joannie, Kasi, Kasi, Małgosi i Oli. To była wielka przyjemność dzielenia się z Wami i przyjmowania od Was.

Fotografia Fundacja Strefa Kobiet (4)

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Wielobarwnego myślenia można się nauczyć, akceptując pojawiające się, co jakiś czas ciemne barwy, ale robiąc też coraz więcej miejsca w swoim umyśle na wszystkie pozostałe. To wymaga czasu i pilnowania tego, by nie wracać do starych, szkodliwych nawyków. Dość mozolne, ale w efekcie polepsza życie, więc warto.

Wykonaniem kroku milowego jest uświadomienie sobie, co w Tobie nie działa. Dokonałaś rozpoznania, postawiłaś diagnozę! Teraz już możesz podjąć „leczenie”.

Możesz też nie robić nic, nie zmieniać, nie wzmacniać się, nie polepszać. To Twój wybór. Pomyśl tylko, jaką chciałabyś być osobą za 10 lat, jak chcesz wtedy funkcjonować, jak wyglądać, kim być, … ? Pomyśl też, czy postępując tak jak do tej pory, myśląc jak teraz o sobie myślisz, tkwiąc w tym w czym teraz tkwisz, będziesz w stanie być za jakiś czas tą wyobrażaną sobie osobą. Czy warto pozbawiać się zadowolenia z życia i korzystania z niego w pełni? Wysiłek się opłaci! Spróbuj! Powodzenia w doświadczaniu! 🙂

 

Girl on Bike – projekt Katarzyny Zwolak!

fot. Beata Lechowicz

fot. Beata Lechowicz

Kasia Zwolak, nasza znajoma, przemiła osoba, otwarta na zmiany i zdeterminowana w swoich postanowieniach. Powiecie: przesłodzona laurka! Nic z tego!

Poznałam Kasię kilka lat temu na jednym z najważniejszych w moim dotychczasowym życiu cyklu warsztatów antydyskryminacyjnych w ramach projektu „Nikt nie rodzi się z uprzedzeniami” (Fundacja Autonomia i Stowarzyszenie Kobiet Konsola). Cecha charakterystyczna Kasi: ujmujący uśmiech (i tak jej zostało do dziś 😉 ).

Po kilku latach było kolejne nasze wspólne doświadczanie, tym razem na szkoleniach Kongresu Kobiet, gdzie Kasia bardzo aktywnie działała.

***

kasia3

Teraz Kasia podjęła się nowego wyzwania i to jakiego! Wystartowała z Warszawy na swoim rowerze i wciąż jedzie, bo to daleka podróż, do Stambułu! Kasia chce doświadczać kontaktów z ludźmi, spisywać ich historie, po to by napisać książkę. Jak mówi, interesuje ją historia pojedynczego człowieka, bo wierzy, że każdy z nas ją ma.

Kasia na bieżąco zapisuje wszystko, co dotyczy podróży, kontaktów z ludźmi, uwiecznia ich na zdjęciach i przekazuje nam wszystkim. TU możecie współuczestniczyć w jej przeżyciach i przygodach:

https://www.facebook.com/GoGirlOnBike?pnref=lhc

http://girlonbike.co/

kasia2

 

Trasa, którą Kasia pokona to: start z Warszawy przez Kraków – Wiedeń – Lublanę – Zagrzeb – Belgrad – Sarajewo – Tiranę – Ateny aż do Stambułu. Łącznie około 5 tysięcy kilometrów!

 

***

Piszemy o Kasi, żeby Wam pokazać, że można robić w życiu nietuzinkowe rzeczy, podejmować niecodzienne wyzwania, zmagać się ze sobą, sięgać po nowe, przy okazji cieszyć się tym jak dziecko, uczyć, smakować i doznawać, po prostu SPEŁNIAĆ SWOJE MARZENIA!

***

Więcej o tej wspaniałej, radosnej i upartej w realizacji swoich pomysłów Kobiecie i jej projekcie możecie przeczytać TU: https://polakpotrafi.pl/projekt/bike-stories i tu też możecie wspomóc drobną cegiełką całe przedsięwzięcie – bardzo warto!

***

Kasiu, bardzo Ci kibicujemy i trzymamy kciuki za sukces!

Jesteś wspaniałą osobą!

Dobrzej drogi i dobry, ciekawych ludzi na trasie!

*Zdjęcia zamieszczone za zgodą K. Zwolak

 

 

 

Krąg Kobiet – reaktywacja

Za nami pierwsze z cyklu spotkanie Kręgu Kobiet.

Ideą jest tworzenie przyjaznego środowiska skupiającego kobiety, miejsca, w którym kobiety w różnym wieku, z różnymi potrzebami i doświadczeniami będą mogły cyklicznie, raz w miesiącu, spotykać się, dyskutować przy kawie, dzielić się swoimi pomysłami, potrzebami, doświadczeniami czy umiejętnościami z innymi kobietami.

Chętne osoby zapraszamy do podejmowania wraz z nami drobnych działań na rzecz osób starszych, samotnych matek, dzieci z domów dziecka czy innych działań – wszystko zależy od naszych wspólnych pomysłów i chęci.

Spotkania w Kręgu Kobiet to ma być optymalny czas dla Was/nas!

Spotkania są nieodpłatne.

 

Zapraszamy na następne spotkania (w 2015r.: 19X, 16XI, 21XII; w 2016r.: 18I, 22II, 21III, 18IV, 16V). Możesz do nas dołączyć w każdej chwili. Zgłoś się telefonicznie lub mailowo, ponieważ mamy ograniczoną ilość miejsc.

 

Poniedziałkowe spotkanie przebiegało pod hasłem:

 Za chwilę jesień – zbieram, gromadzę, korzystam,

czyli jak zapewniać sobie wszystko, co dla mnie najlepsze? 

ZBIERAM: Zebrałyśmy wstępne informacje o sobie, o swoich zasobach, możliwościach i chęciach.

GROMADZĘ: Zgromadziłyśmy pomysły na najbliższy czas.

KORZYSTAM: Chcemy jak najwięcej zrobić dla siebie w najbliższym czasie, po to by się wzmacniać, uczyć i doświadczać, ale nie mniej ważne są dla nas też inne kobiety –  z nimi podzielimy się naszą wiedzą, czasem i umiejętnościami.

Alicjo, Basiu, Danko, Ewo, Iwonko, Asiu, Mario, Marto, Mileno, Moniko, Natalio, Zuzo – dzięki wielkie za obecność, poczucie humoru i pomysły! Karo – dodatkowo dzięki za zdjęcia.

Do następnego spotkania!

 

Jest moc, bo znamy nasze zasoby i umiemy określić cele, jakie chcemy realizować.

21.09.2015 Szkolenie KPH Wsparcie psychologiczne dla osób LGBTQ

W ubiegły weekend Pomagacze i Pomagaczki z całej Polski zjechali/ły się na dwa dni do KPH na podsumowanie dwuletniego szkolenia Wsparcie psychologiczne dla osób LGBTQ. Bardzo pożyteczne spotkanie, tym bardziej że miałam wrażenie, że przyjechały osoby tak na serio zainteresowane tematem. To niełatwa do ogarnięcia strefa, ale bardzo pociągająca w swojej trudności i delikatności.

Spotkanie oscylowało przede wszystkim wokół wymiany doświadczeń, informacji zwrotnych, wyjaśniania wątpliwości – dużo tego było, a i tak miałam wrażenie, że poruszyliśmy/łyśmy jedynie nikły procent problemów, odpowiedzieliśmy/łyśmy sobie tylko na niewielką ilość pytań. Mimo wszystko był to dla mnie bezcenny czas: wymiana doświadczeń, wspólne rozwiązywanie problemów, a przede wszystkim sieć nowych kontaktów z całej Polski!

Bardzo wartościowe było dla mnie spotkanie z dr Danielem Bąkiem, psychologiem i psychoterapeutą, twórcą Programu pomocy psychologicznej i rozwoju osobistego „Tęczówka” (od 2009). Od dawna zaglądam na jego stronę i korzystam z materiałów. Polecam: http://www.psychoterapia-lgbt.pl/

Innego rodzaju przeżyciem i wartością było dla mnie spotkanie z Tamarą Uliasz. Przeczytajcie o tej mądrej Kobiecie, bardzo warto: http://akceptacja.uniainteractive.pl/o-nas/tamara-uliasz/.

Prezent przekazany nam przez p. Tamarę, świeżo wydaną publikację, rozmowy Wiktorii Beczek z rodzicami osób LGB, „Rodzice, wyjdźcie z szafy!”, z przemową prof. Moniki Płatek, pochłonęłam jednym tchem. Dziękuję za nią, dostarcza dużo pozytywnych emocji i pokazuje, że nawet tzw. trudne tematy można „przetrawić” i żyć ze sobą pozytywnie.

Rozjechaliśmy/łyśmy się do swoich miejscowości, wróciliśmy/łyśmy do swoich miejsc pracy bardziej gotowi/e do jeszcze aktywniejszego pomagania i podejmowania coraz trudniejszych wyzwań.

Dzięki wielkie dla KPH za zaproszenie do projektu, a Kasi, Magdzie i Janowi za realizację. Piszcie już następne dobre projekty dla nas 🙂 Bardzo czekam 🙂

Fot. Fundacja Strefa Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Strefa Kobiet

17.09.2015 Jesienna reaktywacja – cudnie tętni w Strefie!

 

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Otwieramy nasze podwoje na jesienne działania.

Całe wakacje Strefa służyła indywidualnym spotkaniom – przychodziłyście po porady, na konsultacje, po wskazówki lub zwyczajnie – podzielić się z nami swoimi radościami czy bolączkami. To bardzo cenny dla nas czas – wzbogaca, dał wskazówki do dalszych działań dedykowanych Wam, upewnił też kolejny raz o potrzebie naszego istnienia.

Wczoraj ruszyły pierwsze po wakacyjnej przerwie warsztaty, Strefa znowu zatętniła gwarem, śmiechem i kolorytem różnych osób! Świetne wrażenie!

 

 

 

 

 

Pielęgnujemy wnętrza Strefy, po to by były dla Was i dla nas jak najbardziej przyjazne.

Na warsztatach pracujecie ze sobą doceniając odmienność innych, w atmosferze dyskrecji i szacunku, angażując się na miarę swoich możliwości, w poczuciu bezpieczeństwa własnego i poszanowaniem granic innych.

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Wszystko wstępnie rozplanowane na najbliższy czas, z zachowaniem przestrzeni na sprawy nieprzewidziane, po to by mogło nas/Was coś zaskakiwać, by czas obfitował w niespodzianki.

Zresztą już za kilka dni ogłosimy kilka nowych naszych pomysłów 😉

Zapraszamy! Odwiedzajcie naszą stronę!

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

 

 

 

 

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – KAJA, Kobieta konsekwentnie poszerzająca własną strefę komfortu!

codziennieW ramach autorskiego projektu CODZIENNIE KROK DO PRZODU zamieszczamy opowieści zwykłych-niezwykłych kobiet, które poznałyśmy w naszej fundacji lub które przewinęły się przez nasze życia przy okazji różnych naszych działań, wyjazdów, wydarzeń. Zaprosiłyśmy je do tego, żeby podzieliły się z innymi swoimi doświadczeniami, żeby opowiedziały o tym, jak udało im się podnieść po różnych życiowych zawirowaniach i nie tylko wstać, ale CODZIENNIE stawiać chociażby ten jeden KROK DO PRZODU! To kobiety, które uwierzyły, że warto się starać i żyć jak najpełniej się tylko da. Kobiety w różnym wieku, z różnych miejsc, z różnym wykształceniem, pochodzeniem, zasobnością portfela – prawdziwa przebogata mozaika!

Kaję znamy już od dłuższego czasu. Wiedziałyśmy dobrze, że proponując Jej udział w naszym projekcie uzyskamy bardzo cenny materiał i dla siebie i dla Was. I tak się stało. Umówiłyśmy się w Strefie, po to bym mogła spisać Jej opowieść, ale zapisałam niewiele – wsłuchałam się w słowa, wpatrzyłam w miny i gesty – to był bardzo dobry przekaz, wartościowy, pełen różnych, prawdziwych emocji. Wiedziałam, że po naszym spotkaniu Kaja sama, w zaciszu domowym, spisze najlepiej własną opowieść. Nie myliłam się!

*Kaja – młoda, piękna Kobieta, po ogromnej życiowej przemianie, odważna i konsekwentna, a przy tym wszystkim niezwykle ciepła i miła, radosna, ze specyficznym poczuciem humoru (pomieszanie delikatności z zadziornym pazurkiem); Kobieta, która zawalczyła o siebie i wzięła swoje życie pod własną opiekę… Obserwujemy, jak zmienia się w cudownego motyla, dopingujemy też zmianie – to bardzo pozytywny obraz.

Kaja zmieniła swoje życie, a teraz je troskliwie pielęgnuje, bo dobrze wie, że pamięć o własnych potrzebach nie może być okazyjna, z doskoku. To proces i ciężka praca, ale niezwykle opłacalna.

Poznajcie opowieść Kai 🙂

O strefie komfortu, życiu poza nią i byciu sobą

Mam bardzo mocno zapuszczone korzenie w strefie komfortu. Wynika to z mojego życia, które dotychczas prowadziłam.

Okres dzieciństwa i dorastania spędziłam w tradycyjnym modelu rodzinnym, czyli rodzice dający poczucie bezpieczeństwa swoim dzieciom. Głównie to ojciec był osobą, która dawała je całej mojej najbliższej rodzinie czyli mamie, mnie i mojemu rodzeństwu. Było tak dlatego że ojciec odgrywał rolę najważniejszego, najmądrzejszego, wiedzącego najlepiej, a reszta była mu podporządkowana, szanując jego zdanie, decyzje, bo przecież on wie najlepiej i chce naszego dobra.

W takim modelu przeżyłam 25 lat, nie zawsze zgadzając się ze zdaniem rodziców, ale bojąc się mieć swoje własne. Gdy minął okres wspólnego mieszkania i przyszedł czas by wziąć życie we własne ręce, czyli wyprowadzki do innego miasta, czułam się szczęśliwa, ale i przerażona. Zamieszkałam sama, podjęłam pracę i zaczęłam żyć po swojemu. Realizowałam swoje plany, to czego zawsze chciałam spróbować, uczyć się tańczyć, bo tego od dawna pragnęłam.

Jednak to czego kiedyś chciałam spróbować nie uczyniło mnie szczęśliwą. Szybko pojawiła się niechęć, brak wiary w siebie, we własne możliwości, zbyt wysokie stawianie sobie poprzeczki. To wszystko zniechęcało, sprawiło, że szybko poczułam się samotna, bez kogoś bliskiego, kto by był przy mnie i motywował w takich chwilach. Nie musiałam długo czekać, bo w moim życiu pojawił się ktoś, kto stal się dla mnie kimś ważnym. Był gdy potrzebowałam wysłuchania, pomocy, dawał mi swoje zainteresowanie, wspierał i zaopiekował się. Wtedy zrezygnowałam ze wszelkich moich zainteresowań, tańca i schroniłam się w życiu z drugą osobą i dla niej.

Z czasem moja intuicja, mój wewnętrzny głos, zaczął mi podpowiadać i oznajmiać, że coś jest nie tak, że nie jestem szczęśliwa w tej relacji, z tym partnerem, ze sobą samą i domagał się żebym coś z tym zrobiła. Jednak robiłam niewiele, bo zrobienie czegoś oznaczało sprzeciwienie się drugiej osobie, życie po swojemu, a to wiązało się z konsekwencjami, choćby takimi, że będę musiała opuścić dotychczasową strefę komfortu i ponownie żyć w pojedynkę. Myśl o tym powodowała u mnie przerażenie tak silne, że po próbach przeciwstawienia się, zawalczenia o siebie, zawsze pasowałam. Stwierdzałam, że jednak spróbuję naprawić tą relację, uszczęśliwić siebie i dalej żyć. W strefie komfortu, nie zawsze wygodnej, komfortowej, ale własnej i znanej. Takie postępowanie sprawiało, że coraz bardziej słabłam w sensie psychicznym, wegetowałam; zamiast żyć w zgodzie ze sobą, unieszczęśliwiałam siebie i jednocześnie oskarżałam samą siebie – masz czego chciałaś! W tym wszystkim byłam niepewna siebie, swoich myśli, uczuć, pogubiona, chcąca z tym skończyć, ale jak mam to zrobić? Wyjście poza strefę komfortu oznaczało zmianę życia, otoczenia – niby chciałam, ale bałam się nieznanego.
Teraz żyję w mojej własnej strefie komfortu, w pojedynkę sama ze sobą i wiem, że da się tak żyć. Po opuszczeniu mojej kolejnej strefy komfortu zrozumiałam, że muszę zacząć żyć według własnych zasad, a nie czyichś. Teraz żyję we własnej strefie komfortu, czyli reguły ustalam ja sama, w porozumieniu ze sobą :). Często pytam siebie czego chcę, co czuję, jak bym chciała coś zrobić, czego się boję i słucham mojego wewnętrznego głosu, tego co mi odpowiada, co by chciało moje wewnętrzne dziecko. Teraz już nie obwiniam siebie, nie ganię za niepowodzenia. Poprzeczki ustawiam, ale już nie tak wysoko jak kiedyś, bo wiem, że wszystko jest pracą, nawet ciężką, a każda, nawet najmniejsza zmiana czegoś w sobie, jest jednocześnie tą największą. Pokochałam siebie, wszystko co robię, robię dla mnie samej.

Przez ten okres, kiedy opuściłam moją strefę komfortu było mi cholernie ciężko! Wtedy wszystko się posypało, moje życie, cała Ja, nawet o moje zdrowie. Jedyną osobą, którą zawsze miałam, mam i będę miała to Ja sama, więc kogo mam kochać najbardziej w świecie, jak nie siebie?! Tylko Ja sobie pomagałam, gdy choroba powaliła mnie z nóg. Wszystkie osoby, na które mogłabym wtedy liczyć, były daleko. Stanęłam na wysokości zadania i zawalczyłam o siebie. Zaczęłam zwracać większą uwagę na to co jem i ile, bo był taki okres, że nie czułam potrzeby by jeść, dostarczając organizmowi minimum. Zmieniłam nastawienie do kupowania jedzenia i jego konsumowania. Chciałam dostarczyć swojemu organizmowi cennych witamin, żeby miał siłę dalej walczyć, żeby miał siłę żyć, a nie jechał na rezerwach. To wszystko to ciągły proces, który będzie trwał przez całe życie. Teraz wiem, że to co zrobiłam było słuszne. Zawalczyłam o siebie. Robiąc to co teraz robię, jestem spójna sama ze sobą, a to daje mi wiarę, że to wszystko ma sens.

W chwilach zwątpienia (a bywa ich dużo), które co jakiś czas mi towarzyszą, szukam zrozumienia mojego stanu i drogi, którą przemierzam w literaturze – lubię czytać. Szerokim źródłem informacji jest także Internet. Mam ulubione strony, na których znajduję wartościowe przemyślenia, rady i biorę z nich to, co dla mnie najlepsze. Lubię także chodzić na wszelkiego rodzaju warsztaty, które wpływają na mój rozwój, pozwalają spojrzeć na sytuacje z innej perspektywy, a także zintegrować się z innymi osobami. Moja strefa komfortu ciągle ewoluuje razem ze mną, ale najważniejsze jest to, że nie obawiam się zmian i jestem na nie otwarta, bo przecież życie pisze różne scenariusze.

Nie wspomniałam jeszcze o jednym – w strefie komfortu, którą sama zbudowałam i wciąż buduję, podjęłam naukę tańca. W końcu robię to pełna piersią i to mnie uszczęśliwia! Oprócz tego rozwijam także inne zainteresowania, które w sobie odkrywam. Oczywiście także i teraz mam chwile zwątpienia w to co robię, bo każda nauka czegoś nowego to duży trening dla nas samych, dla naszych słabości, ale teraz wiem, jak siebie zmotywować i jakich argumentów w stosunku do siebie użyć, żeby nie dać się pokonać własnym słabościom, żeby wciąż mi się chciało, żeby iść do przodu, codziennie krok do przodu! 😀

Pozdrawiam serdecznie Kaja

*Kaja – na prośbę rozmówczyni, jej imię zostało zmienione

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – BARBARA, kobieta smakująca świat pisaniem.

 

 

 

 

Dziś opowieść Barbary, kobiety, która napisała do nas z drugiego końca Polski, po to by podzielić się z nami i z Wami historią swojej miłości do pisania, do innych ludzi i do samego życia!

 

Opowieść Barbary:

W moim życiu wiele się wydarzyło. Mam za sobą wiele ciekawych chwil, miłych, niemiłych. Los mnie doświadczył.
Miałam 25 lat jak wydawało mi się wtedy runął mój świat, nastąpiła zmiana, nastąpiło przebudzenie. Narzeczony mnie porzucił dla innej, ot banalna historia, tylko powód może mniej banalny jak na tamte czasy- pieniądze. Wtedy jeszcze studiowałam, ale po okresie rozpaczy, a bardzo to przeżyłam, to bolesne, przykre rozstanie wstąpił we mnie nowy duch, nowa nadzieja, zaczęłam działać. Znalazłam na czas wakacji pracę w dużym mieście, tam się przeprowadziłam, znalazłam też dodatkowe zajęcie, dodatkowe źródło dochodu, sprzedaż kosmetyków. Potem skończyłam studia, zaczęłam pracować, któregoś razu szef mnie nagle zwolnił, wykrętnie się tłumaczył, w tym czasie doszły poważne problemy ze zdrowiem, co utrudniało mi bardzo życie codzienne i zawodowe, mimo to, mimo cierpienia nie poddawałam się chodziłam do pracy. Zaczęłam też szukać nowej pracy i ją dostałam, mimo że wyniki badań lekarskich były zatrważające, nieciekawe, co mnie zdołowało, ale cieszyłam się, że dostałam pracę, tym razem w innym mieście, w którym zamieszkałam, poznałam nowe osoby, pracując tam zaczęłam tworzyć, ot, niewinne, miłe, nieskomplikowane, ale wesołe, rymowane życzenia- wierszyki dla koleżanek na urodziny czy imieniny, co bardzo im się podobało i mówiły, że marnuję się w tym urzędzie. Pisałam już kiedyś dawno temu wiersze, ale siostra z tego kpiła, stwierdziła, że ze mną jest chyba coś nie tak, skoro piszę wiersze, nikt nie czytał tych wierszy, więc po jakimś czasie zeszyt z nimi wylądował gdzie na dnie szafy.
5 lat temu przez przypadek znalazłam w Internecie stronę Marzycielska Poczta, wspaniała akacja pisania listów do dzieci, pisanie na stronie Marzycielskiej Poczty do dzieciaków, wspaniałych, mądrych, wrażliwych dzieci, to One zainspirowały mnie do pisania. Zaczęłam pisać wiersze o zwierzątkach, o tym jakie są, co je charakteryzuje, wyróżnia, wiersze te czytały marzycielskie dzieci. Niejednokrotnie pisałam wiersze o tych dzieciach, tworzyłam historyjki o Nich, dla Nich. Kiedyś też napisałam nową wersję pewnej znanej współczesnej bajki, wydrukowałam ja i oprawiłam, dałam w prezencie mojej siostrzenicy, inne dzieci też ją czytały, podobała się im ona.
W tamtym roku odważyłam się i wzięłam udział w konkursie literackim z okazji Światowego Dnia Kota, napisałam wiersz o moich kotach, spodobał się jury, zostałam wyróżniona, nagrodzona w konkursie, dodam, że w tym roku też zostałam wyróżniona w tym konkursie literackim organizowanym przez Miejską Bibliotekę Publiczną, tym razem napisałam opowiadanie o kotach, z dreszczykiem to było dla mnie wspaniałe osiągnięcie, miła sprawa.
Od ubiegłego roku intensywnie tworzę, wiersze dawałam do przeczytania moim znajomym, mówili, że dobrze się czyta moje wiersze, że mam lekkie pióro, że tak ładnie w słowa ubieram swoje emocje, pragnienia, wyrażam w nich w siebie, czytanie moich „dzieł” sprawiało im radość.
Brałam udział w innych, internetowych konkursach literackich i nic, bez echa, nawiązałam nawet kontakt z jednym z łódzkich stowarzyszeń literackich, na ich potrzeby, specjalnie dla nich napisałam przeszło 25 wierszy, Pani z tego stowarzyszenia przysłała mi wiadomość, że nie są jednak Oni zainteresowani wydaniem moich wierszy, było mi przykro, że mam się skontaktować z lokalnym środowiskiem twórców, co zrobiłam, ale nie dostałam, żadnej odpowiedzi, znowu nic lub założyć bloga z wierszami, ten pomysł jakoś budził we mnie wątpliwości. Nie poddałam się, wzięłam więc udział w pewnym konkursie literackim, internetowym, brałam już raz w nim udział, nie zdobyłam żadnej nagrody, ale trudno, raz byłam rozżalona, smutno mi było, byłam też zrezygnowana, napisałam więc do redaktora, organizatora tego konkursu, napisał, że dobrze, że mam samokrytykę, ale trochę niepotrzebnie, za bardzo, że bardzo wielu ludzi brało udział w tym konkursie, nie sposób więc wszystkich wyróżnić, docenić, było tylko 3 laureatów.
Któregoś razu jednak spontanicznie utworzyłam bloga, napisałam kilka wierszy, jednak mój entuzjazm został szybko zgaszony, ktoś wyśmiał mnie, moją twórczość, zlekceważył, stwierdził, że nie umiem pisać, nie mam talentu, że wiersze są żenujące, po namyśle usunęłam więc bloga, dodam jednak, że ktoś napisał, że mam się nie przejmować negatywnymi komentarzami, że to mój blog i mogę na nim piać co i jak chcę, potem znowu założyłam następny blog, ale go też usunęłam, ale „do trzech razy sztuka”. Mój najnowszy blog prowadzę już ponad miesiąc, na wszelki wypadek wyłączyłam opcje komentarze, by się nie denerwować, co jakiś czas zamieszczam tam wiersze, blog ten ma już kilkaset odsłon.
Piszę, bo lubię, to mój sposób na życie, na smutki, na stres, choć mój stan zdrowia się pogarsza, za mną dwie i przede mną kolejne dwie operacje kręgosłupa to staram się znaleźć czas by pisać, piszę oczywiście, jak mogę, jak ból nie jest zanadto dokuczliwy.
Teraz moje wiersze czyta ktoś jeszcze, nie wiem co z tego wyniknie, z tej znajomości, ale trzeba być dobrej myśli, ten ktoś, dla mnie ważny wspiera mnie w moich działaniach, nie śmieje się ze mnie, z mojej pasji, nie kpi z niej jak siostra czy kolega, lubi czytać moje wiersze, podobają się Mu one, też kiedyś pisał wiersze, mamy więc jedno z kilku wspólne zainteresowanie.
Oprócz pisania wierszy, piszę też maile, kontaktuję się z różnymi fundacjami, stowarzyszeniami, które pomagają innym, min. chorym dzieciom, kobietom, na ogół dostaję pozytywne maile z miłymi słowami, podziękowaniami, czasem moje maile pozostają bez odpowiedzi.
Kiedyś poznałam miłą, starszą Panią z lokalnego oddziału Amazonek, razem zorganizowałyśmy profilaktyczne spotkanie na temat walki z rakiem piersi, mało Pań było na tym spotkaniu, ale ważne, że choć kilka na nie przyszło, było zainteresowane tym tematem, rozdałam też koleżankom stosowne kalendarzyki, materiały jak walczyć z rakiem, jak się badać.
Lubię myśleć o innych, pomagać innym, warto, to cieszy, daje chęć, bodźce do działania, życie czyni lepszym, ciekawszym, to miłe, wyjątkowe wyróżnienie jak chore dzieci z całej Polski mówią do mnie ciociu, spotykają się ze mną, piszą do mnie, dzwonią, przysyłają kartki z różnych okazji, wspierają w ciężkich chwilach choć same lekko nie mają.
Oto moja historia, historia trzydziestoparoletniej kobiety, „artystycznej duszy”, trochę zwariowanej i narwanej kobiety, która więcej i więcej chce smakować życia, cieszyć się nim, dzielić je z innymi, poznawać świat, innych ludzi, która tak bardzo chce żyć, po prostu żyć.

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén