Fundacja Strefa Kobiet

Miesiąc: październik 2015 Strona 1 z 2

31.10.2015 W tych dniach warto się zatrzymać

Po ludziach zostają różne pustki i przestrzenie… fragmenty wspomnień, rozmazane obrazy, pozacinane kadry filmów, zagięte rogi w książkach, używane chusteczki w kieszeniach, skasowane bilety w porfelach, wpisy w kalendarzach, bilety z pralni, wciąż “żyjąca” komórka z przychodzącymi ofertami z sieciówek, zapychająca się codziennie nowym reklamami skrzynka mailingowa, aktywne konto na facebooku z nowymi zdjęciami znajomych z wakacji, ale też z kolejnymi życzeniami urodzinowymi dla Nieobecnego/nej już, pełnych słów: “zdrowia”, “sto lat” ect., bo nikt z żyjących nie poinformował, że: “Żył 35 lat”, “Odeszła po ciężkiej chorobie”, “Zmarła dnia…”

Po ludziach pozostają różne pustki i przestrzenie…

kartki_terapia_szymborska

I dlatego dajemy radę i Wam też tego życzymy!

Max

29.10.2015 Nie wystarczy wierzyć, trzeba konsekwentnie działać!

To świetna sprawa realizować własne marzenia!

Jedno z naszych spełni się już za 3 tygodnie 🙂

Za kilka dni zdradzimy Wam szczegóły, a tymczasem mały przedsmak.

 

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

 

Strefa Aktywnego Rodzica

Drogie i Drodzy!

We wrześniu przeprowadziłyśmy w naszej siedzibie warsztat dla rodziców nastolatków – Nastolatek, czyli kto? (2 spotkania), na którym skupiłyśmy się przede wszystkim na przyjrzeniu się własnym potrzebom, granicom, trudnościom, przekonaniom dotyczącym wychowania i oczekiwaniom stawianym dziecku. Nie mniej ważne było również poszukanie własnych mocnych stron ułatwiających budowanie pozytywnych relacji z nastolatkiem.

Efektem tamtych spotkań, a przede wszystkim odpowiedzią na Wasze zapotrzebowanie, jest utworzenie Strefy Aktywnego Rodzica, zarówno miejsca tematycznych spotkań dla rodziców, jak i wirtualnej przestrzeni, w której będziecie mogli/ły odnaleźć interesujące dla Was informacje.

***

Zapraszamy kolejne części warsztatów dla rodziców nastolatków, z serii

Nastolatek, czyli kto?

Terminy i tematy spotkań:

  1. 3.11.2015 – Jak wspierać poczucie własnej wartości u nastolatka? 
  2. 8.12.2015 – O sztuce porozumiewania się w rodzinie: aktywnie słucham i konstruktywnie przekazuję.
  3. 12.01.2016 – Ustalanie granic i rozwiązywanie problemów.
  4. 9.02.2016 – Nagroda i zachęta.

Informacje organizacyjne:

  1. Spotkania mają formę warsztatową.
  2. Prowadzone są w małych grupach (6-10 osób).
  3. O przyjęciu decyduje kolejność zgłoszeń oraz dokonanie wpłaty za warsztat.
  4. Zajęcia odbywają się w godzinach 17.30-20.00.
  5. Miejsce warsztatów: Fundacji Strefa Kobiet, Aleja Papieża Jana II 15/12 w Szczecinie.
  6. Inwestycja: 30 zł za każde spotkanie (wpłaty w terminie: nie później, niż dwa dni przed rozpoczęciem warsztatu (konto podawane indywidualnie po zgłoszeniu się na warsztat).

Zajęcia prowadzi Małgorzata Mrozik w ramach Pracowni terapii i rozwoju superEgo Informacje o prowadzącej TU

Zapraszamy!

[contact-form-7 id=”10891″ title=”Warsztaty wychowawcze dla rodziców”]

22.10.2015 Pomoc dla osób LGBTQ i ich rodzin w Szczecinie!

W ramach projektu Razem Bezpieczniej Kampania Przeciwko Homofobii przeszkoliła nas, psychologów, terapeutów, ogólnie rzecz ujmując „pomagaczy” i „pomagaczki” i stworzyła sieć osób udzielających wsparcia psychologicznego osobom LGBTQ i ich rodzinom. To szczególnie cenna inicjatywa dla osób mieszkających poza Warszawą.

Zapraszam więc:

Małgorzata Mrozik, Szczecin
Tel.: 506-074-740
Poradnictwo, terapia

Fundacja Strefa Kobiet
www.strefakobiet.org
info@strefakobiet.org
Pracownia terapii i rozwoju superEGO
www.terapia-mrozik.pl
info@terapia-mrozik.pl

Fot. Fundacja Strefa Kobiet_Parada_2015 (136) (300x200)

Fot. Fundacja Strefa Kobiet_Parada_2015

 

Tu pełna lista specjalistów i specjalistek w Polsce: http://kph.org.pl/pomoc/pomoc-psychologiczna/

 

22.10.2015 Wciąż powracające poczucie własnej wartości

Pracuję od wielu lat z ludźmi. To były różne miejsca, różne środowiska. W tym ogromnym ludzkim kalejdoskopie zauważałam kilka wspólnych mianowników, ale mam wrażenie, że jeden z nich dominuje najaktywniej: zbyt niskie poczucie własnej wartości!

Spotykam osobę i mam wrażenie, że właściwie niczego nie brakuje jej do zadowolenia lub nawet do szczęścia, aż tu nagle, po kilku minutach rozmowy, wyłania się spod masek osuwających się z twarzy, pokruszona osoba, niepewna swojego zdania, niedowierzająca we własne siły, deprecjonująca własne dokonania, czy po prostu w całości siebie nieakceptująca.
Powiecie, że przesadzam? Nic z tych rzeczy. Nie jest dobrze z pozytywną samooceną: sporo osób źle o sobie myśli, nie dba o swoje życie, o swoje emocje, o swój wizerunek, higienę funkcjonowania, nie dba też o zdrowe relacje interpersonalne. Wciąż obawia się odrzucenia i porażek, a przez rezygnuje z podejmowania prób osiągnięcia sukcesu.

***

Możliwe, że Twoje podstawowe potrzeby są zaspokojone, że „odżywiają” Cię wartościowe dla Ciebie uczucia, że czujesz się spełniony/a, odnoszący/a sukcesy, że oznaki uznania społecznego (przyjaźnie, miłości, sympatie, szacunek) solidnie umocowują Cię w codziennym funkcjonowaniu wśród ludzi. Jeżeli tak jest to możesz sobie pogratulować zdrowego stosunku do własnej osoby.

Ale jeżeli nie rozumiesz, dlaczego Twoje życie nie wydaje Ci się satysfakcjonujące, zapytaj siebie, jak to jest z Twoim odczuwaniem własnej wartości, jak czujesz się we własnej skórze. To może być początek Twoich zmian.

Przeczytaj dla uzupełnienia powyższego, to co wpisałam TU: http://terapia-mrozik.pl/20-10-2015-gdy-uznaje-wlasna-wartosc/ i zacznij pracę nad sobą i dla siebie, szkoda marnować życie!

Niech „machina” działa sprawnie!

Powodzenia!

machina

Fot. Pracownia terapii i rozwoju superEGO

20.10.2015 Nasze cudowne i wyjątkowe kobiety z Kręgu Kobiet

Spotkanie Kręgu Kobiet zaczęłyśmy w poniedziałek 19.10., tak jak planowałyśmy – o 18.00, zakończyłyśmy, hmm… odrobinę później 😉 , niż było w planach. Było na bogato, smakowicie i wesoło. Dziękujemy, Dziewczyny, za te specjały!

Owoce po spotkaniu, tak jak obecna pora roku – obfite i dorodne. Mamy plany na następne spotkania i to nie tylko w naszej siedzibie. Dostałyśmy np. zaproszenie na buszowanie w książkach i delektowanie się pyszną kawą w Klubokawiarni Fika (http://www.fika.szczecin.pl/) – wybieramy się na tam m.in. na Światowy Dzień Spódnicy, 30 października! I Was też zapraszamy!

Zaprosiłyśmy Dziewczyny się na organizowany przez nas w listopadzie wernisaż pewnej bardzo zdolnej artystki w Piwnicy Kany (o tym już niedługo szczegółowo).

Następny Krąg Kobiet planujemy m.in. osnuty wełną ;), poza tym rozglądamy się za miejscem na wspólne wyjście na Andrzejki. Nasze plany sięgnęły już nawet do grudnia, do robienia ozdób i organizowania Wigilii.

To był bardzo dobry czas. Naładował nam akumulatory na następne dni.

Pod zdjęciami przepis od Kasi na ciasto, które nie ma prawa się nie udać 🙂

Do następnego spotkania, Dziewczyny (obydwie z Karoliną dziękujemy za dziś Basi, Bożence, Iwonce, Kasi, Małgosi, Monice, Natalii, Pauli i Zuzie)

Ciasto ucierane ze śliwkami i kruszonką

Składniki:
• 2 szkl mąki luksusowej (szkl. o poj. 250 ml)
• 1 szkl. cukru
• 250 g masła
• 4 średnie jajka
• szczypta soli
• 1/3 szkl mleka/opcjonalnie/
• 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
• 2 łyżeczki cukru waniliowego
• ok. 3/4 kg śliwek /warto użyć dużych, mięsistych i nie za bardzo soczystych/

Na kruszonkę: ok. 50 g zimnego masła i po ok. 1/2 szkl. mąki oraz zwykłego cukru
Do formy: masło + bułka tarta/ewentualnie papier do pieczenia

Sposób przygotowania:
Roztopić masło i zostawić żeby przestygło. Śliwki umyć i wypestkować przecinając je wzdłuż na pół. Z zimnego masła, mąki i cukru zagnieść kruszonkę i odłożyć ją do lodówki. Robi się ją tak, że zimne masło kroi na kawałki, przekłada do miseczki, dosypuje mąkę oraz cukier i rozciera palcami aż powstanie jakby mokry piasek z większymi zbitymi grudkami, ale masło ma być zupełnie roztarte. Kruszonka powinna być dobrze schłodzona zanim posypiemy nią ciasto.

Jajka ubić/utrzeć z cukrem zw., waniliowym i solą na puszystą masę. Cienkim strumieniem, nie przerywając miksowania, wlewać rozpuszczone, przestudzone masło. Następnie wmieszać powoli przesianą z proszkiem do pieczenia mąkę i ewentualnie dolać trochę mleka, gdy masa będzie za gęsta – trzeba to zrobić na wyczucie bo każda mąka jest inna i inaczej chłonie wilgoć.
Ciasto wylać na wysmarowaną tłuszczem i wysypaną bułką tartą blaszkę (25x35cm). Na wierzchu ułożyć śliwki, ciasno jedna przy drugiej „brzuszkami” do dołu. Całość posypać zimną kruszonką.
Blachę wstawić do nagrzanego do 170 st.C piekarnika i piec ok. 1 godziny, ale po 45 min. trzeba sprawdzić stan ciasta patyczkiem.

Smacznego!

18.10.2015 O tym po co?, dla kogo?, czyli Wy pytacie, a my odpowiadamy

Po wczorajszym wielogodzinnym spotkaniu w naszej siedzibie z ciekawymi kobietami chcę podzielić się z Wami kilkoma refleksjami na temat naszej działalności:

  • Przede wszystkim jesteśmy często pytane o to skąd pomysł na takiego typu działalność?

Odpowiedź mogłaby trwać długie chwile lub zająć kilka stron, ale tak w skrócie brzmi: pomysł wziął się z naszej ogromnej świadomości tego, jak żyją kobiety w Polsce, z jakimi problemami się borykają, w jakie pułapki wpadają, w jakich układach tkwią latami, jak gubią siebie po drodze w codziennym pędzie, jak ulegają manipulacjom, a będąc ofiarami różnorakiej przemocy, żyją w przeświadczeniu: bo to wszystko i tak moja wina, jak „odkładają siebie, swoje kariery, pasje na później”, jak po latach nie potrafią marzyć, jak nie zauważają, że żyją wg. czyjegoś scenariusza, realizują czyjeś cele, jak myślą o sobie jestem za stara, za młoda, za gruba, za brzydka, za głupia ect., jak nieustająco „ratują” wszystkich z opresji, jak zawsze radzą sobie z problemami, jak dają radę bez czyjejkolwiek pomocy, bo nie chcą lub nie potrafią o nią poprosić, jak ciągną lub dźwigają długie lata podwieszonego/ną pod siebie wyzyskiwacza/czkę, lenia czy darmozjada, jak „uzdrawiają” pijaka i moczymordę, jak odgrywają rodzinną i międzysąsiedzką szopkę pt. jesteśmy bardzo porządną rodziną, a X w naszej rodzinie jest jedynie przemęczonym, przepracowanym człowiekiem, ale to dobry ojciec, wspaniały mąż, wyjątkowa teściowa

  • Sporadycznie, ale pojawia się jeszcze pytanie o to, co właściwie dajemy kobietom?

Mogłabym zbyć pytającego/cą odesłaniem do naszej strony, ale tak sobie myślę, że nie sposób zawrzeć na stronie emocji, intencji czy przekonań, tak by wybrzmiewały z każdego z naszych działań. Odpowiem więc: dajemy kobietom miejsce!, miejsce bezpieczne, funkcjonujące w oparciu o szacunek i otwartość i duże pokłady empatii. Ale też stawiamy wymagania wobec naszych gości/ciń: zapraszamy do dyskusji, a nie krytyki, do podejmowania prób rozumienia, a nie odrzucania, do pracy w życzliwej atmosferze, do wzajemnego uczenia się i doświadczania, do zabawy, do zarażania się pasjami, do wspierania w kryzysach…

Dajemy też naszą wiedzę i doświadczenie. Doszkalamy się wciąż u najlepszych w kraju w interesujących nas dziedzinach, czytamy fachową literaturę, podnosimy swoje kwalifikacje, nawiązujemy współpracę z kolejnymi organizacjami, bardziej od nas doświadczonymi, czerpiemy od nich… nie stoimy miejscu!

Dajemy kobietom również czas i ten warsztatowy, i ten poza, na indywidualnych spotkaniach. Długie godziny przeznaczone na poszukiwanie rozwiązań, wyjść z trudnych sytuacji, sposobów na zażegnywanie kryzysów. Ale też czas na zwykłe wysłuchanie o problemie, czas na przyjęcie od kogoś wycinka jego biografii.

  • Często pada pytanie o … siłę.

Nie czujemy się wyjątkowo silne. Nie stawiamy sobie za cel przenoszenia gór i walki przeciwko wszystkiemu, o wszystko i ze wszystkimi. Mamy jasny cel, przekonanie o słuszności naszych działań. Poza tym to, co robimy jest naszą pasją, a to że dostajemy od Was mnóstwo informacji zwrotnych potwierdzających zasadność naszego istnienia i funkcjonowania upewnia nas jeszcze bardziej w tym, że obrałyśmy właściwą drogę. Jesteśmy elastyczne w naszych działaniach i bierzemy pod uwagę potrzeby z jakimi się do nas zgłaszacie, a to nie pozwala nam na nudę i nie dopuszcza do wypalenia.

To wszystko małymi kroczkami, według naszej filozofii życia opartego na CODZIENNIE KROK DO PRZODU.  Bez zbytniego blichtru i pustej reklamy, bo nie na tym chcemy opierać nasze istnienie. Najcenniejsze jest dla nas to, że polecacie nas swoim znajomym, że przysyłacie do nas kolejne osoby, że przyprowadzacie ze sobą kobiety w potrzebie lub tak zwyczajnie ciekawe tego, co robimy. A coraz częściej słyszymy od Was, że o miejscu, które stworzyłyśmy mówicie: NASZA STREFA – nie ma większej nagrody dla nas.

  • Wczoraj pojawiło się też pytanie o to w jaki sposób „oczyszczamy się” z trudnych emocji, „ciężkich tematów” z jakimi przychodzicie do nas?

Z tym różnie bywa, bo to co robimy jest dla nas ważne, a więc każda osoba i jej narracja zostawiają w nas swój ślad. „Oczyszczanie” jest konieczne, tak jak w każdym zawodzie pomagacza/czki. My jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że korzystamy z superwizji, wsparcia fachowców-przyjaciół, ale też umiemy dystansować się od pracy i zajmować własnym rozwojem, realizować inne swoje pasje, cieszyć z wyjazdów, ładować akumulatory na spektaklach, koncertach czy po prostu przy dobrej książce w zaciszu domowym.

!!! A tak na koniec: pamiętajcie, że nie musicie być cały czas silne ponad swoje możliwości, wszechwiedzące i zaradne, udowadniające światu, że nie potrzebujecie niczyjego wsparcia, że same ogarniacie swoje życie, życie Waszego chorego dziecka, starzejących się rodziców czy partnera po wylewie. Praca na trzech etatach, funkcjonowanie w zabieganiu, ściśle wg. kalendarza, przemęczenie odreagowywane na szalonych imprezach niezliczoną ilością wlewanych w siebie drinków, brak stabilizacji uczuciowej, dobrego dla Was seksu, brak czasu na kontakty z ciekawymi ludźmi, brak relaksu i odpoczynku są rozwiązaniami na krótki czas. Nieraz warto się zatrzymać i obejrzeć swoje życie z pozycji widza, z boku. To tak tylko ku refleksji do dzisiejszej popołudniowej kawy.

Przed nami jutrzejszy Krąg Kobiet, czas na spontaniczne spotkanie z kobietami, które już znamy od dawna i z tym, które pojawią się u nas po raz pierwszy. Frekwencja zapowiada się duża, choć nie wysyłałyśmy zaproszeń na Wasze skrzynki mailingowe, nie stworzyłyśmy tym razem wydarzenia, nie puściłyśmy sms-przypominajek. Tak dzieje się dzięki naszemu spójnemu działaniu i konsekwencji, ale przede wszystkim dzięki temu, że do nas wracacie i polecacie nas innym kobietom.

Do zobaczenia więc! Do kolejnych spotkań na warsztatach, na doświadczeniach podczas dramy, na pogaduchach przy kawie, na planowaniu wydarzeń i wyjazdów!

Zmiana jest możliwa u każdego/dej z nas, tylko musi pojawić się ta mała zapalająca iskra. Trzeba o nią dbać, żeby na starcie nie zgasła, przyduszona strachem, obawami, niewiarą, podszeptami innych…

Krąg Kobiet – październik 2015

Zapraszamy na kolejne spotkanie

Kręgu Kobiet

Ideą Kręgu Kobiet jest tworzenie przyjaznego środowiska skupiającego kobiety, miejsca, w którym kobiety w różnym wieku, z różnymi potrzebami i doświadczeniami będą mogły cyklicznie, raz w miesiącu, spotykać się, dyskutować przy kawie, dzielić się swoimi pomysłami, potrzebami, doświadczeniami czy umiejętnościami z innymi kobietami.

To ma być dobry czas dla Was!

Zapraszamy! Spotkania są nieodpłatne.

Tym razem spotkanie pod hasłem:

Już jesień! – Wyciągamy z szuflad i szaf  ciepłe szale i dobre wspomnienia

19 października (poniedziałek),

godz. 18.00-20.00, w naszej siedzibie.

Nie zabraknie rozgrzewającej herbaty z imbirem, świec i przyjemnych aromatów. Ciacho własnego wypieku też się znajdzie 🙂

Następne spotkania zaplanowałyśmy: w 2015r.: 16XI, 21XII (Strefowa Wigilia); w 2016r.: 18I, 22II, 21III, 18IV, 16V.

UWAGA! Ze względu na ograniczoną ilość miejsc prosimy o wcześniejsze zgłoszenie się na adres: info@strefakobiet.org lub telefonicznie: 506 074 740 (Małgosia) lub formularzem zgłoszeniowym

[contact-form-7 id=”10851″ title=”Krąg Kobiet”]

7.10.2015 O wizycie niesamowitej osoby w Strefie Kobiet!

Spotkania, poumawiane wizyty różnych osób: partnerów do współpracy, kobiet doznających przemocy, osób po porady w różnych sprawach… – to u nas niemalże codzienna sprawa.

W ubiegły wtorek ostatnią umówioną osobą była pani A. Wpadła do naszej siedziby, tak, dosłownie wpadła. O kulach wprawdzie, ale za to z jakim impetem! Wulkan energii, optymizmu i zdrowego rozsądku! Aż miło przebywać z  t a k ą  osobą. Mówiła o tym przez co przeszła, ale też o tym jak chce działać, wykorzystując własne doświadczenia.

Późnym wieczorem tego dnia dostałam na skrzynkę internetową poniższą wiadomość:

Dobry wieczór Pani Małgosiu, 

po rozmowie z Panią dostałam takiego kopa energetycznego, że od razu usiadłam i napisałam post na stronę Fundacji, a także uruchomiłam fanpage na FB i jak tylko trochę go ogarnę to dam znać 😀

Pozdrawiam
A.

Post pani A.:

Wielu ludzi uważa, że wiele rzeczy dzieje się przypadkiem. Hmmmm… no cóż, ja nie wierzę w przypadki. Wierzę za to, że odpowiedni ludzie pojawiają się w naszym życiu dokładnie wtedy, kiedy mają się pojawić i kiedy są nam niezbędni, abyśmy mogli pewne rzeczy zrozumieć, a innym razem żeby dać nam impuls do działania.
Jak nowopoznana osoba i dwie godziny rozmowy mogą wpłynąć na drugą osobę? Oj mogą i to bardzo. Dzisiaj poznałam panią Małgosię, gwoli ścisłości poznałyśmy się mailowo parę dni wcześniej, a dzisiaj miałyśmy okazję poznać się osobiście i porozmawiać o wielu ważnych dla nas sprawach.
Moja historia zaczęła się niemal 30 lat temu… Był rok 1987, chodziłam do drugiej klasy szkoły podstawowej. Mieszkaliśmy na wsi, więc drogę do i ze szkoły trzeba było pokonać autobusem. Feralnego dnia, 12 marca, wracałam ze szkoły i przechodząc przez jezdnię wpadłam pod samochód. W tej chwili już nie ważne, czyja była wina, moja, bo się zagapiłam czy kierowcy, który nie zastosował się do przepisów. Wylądowałam w najbliższym szpitalu z siedemnastoma złamaniami i wstrząśnieniem mózgu. Świadkowie twierdzili, że miałam mnóstwo szczęścia, że nie uderzyłam głową o betonową studnię, która była w pobliżu, bo wtedy bym nie przeżyła. Szczęście w nieszczęściu, można powiedzieć. Natomiast nieszczęście w tym szczęściu takie, że trafiłam do lekarza, który dyplom sobie chyba kupił, bo na pewno na niego nie zapracował (i wybaczcie, nie zamierzam za to stwierdzenie nikogo przepraszać).
Ów lekarz poskładał mnie tak, że lewa ręka zaczęła się krzywo zrastać w nadgarstku, prawa ręka ze złamaniem całkowitym z przesunięciem kości miała założony gips do wysokości złamania, a lewą nogę z potrójnym wieloodłamkowym złamaniem, zamiast na wyciąg, włożył w gips. Skutek był taki, że noga spuchła, wdała się gangrena, i ….
Po dwóch tygodniach pobytu w tym szpitalu, przetransportowano mnie do szpitala wojewódzkiego, gdzie trafiłam pod opiekę najwspanialszego ordynatora ortopedii, jaki mógł się wtedy trafić. Źle zrastającą się rękę złamano i złożono ponownie, drugą rękę również poskładano i zabezpieczono odpowiednio i zgodnie ze sztuką lekarską. Natomiast, żeby ratować lewą nogę, zdjęto mi skórę z prawego uda i zrobiono przeszczep. Jednak lekarze ostrzegali, że jeżeli się przeszczep nie przyjmie to grozi mi… amputacja…
Amputacja??!! Jak można powiedzieć dziewięcioletniemu dziecku, że utnie się mu nogę??? Trzy dni, trzy najdłuższe w moim dzieciństwie dni, trwało zanim lekarze orzekli, że przeszczep się przyjął i amputacja nie będzie konieczna. Gdybym nie była zagipsowana od szyi po pięty, to z radości skakałabym pod sufit. Noga niestety nie była już sprawna, ani zdrowa, bo była zabliźniona i sparaliżowana od kolana w dół, ale moja własna.
Nikt jednak nie przewidział skutków długofalowych tych wydarzeń. Noga oczywiście od czasu do czasu dawała o sobie znać, a to bolała, a to spuchła lub była mocno i intensywnie zaczerwieniona. Lekarze zrzucali to na karb tego, że jest, jaka jest po wypadku, więc ja też niczego więcej się nie doszukiwałam. W ten błogi i nieświadomy sposób minęło 25 lat…
Cztery lata temu (rok 2011) piękny, ciepły, majowy dzień, wróciliśmy z mężem z działki. Ja jeszcze poszłam zanieść babci zakupy, które zrobiłam po drodze. Babcia mieszka cztery ulice ode mnie, spacerkiem jest to 15 minut, ja wracałam godzinę czasu i szłam jakbym była pijana. Weszłam do domu i mówię do męża, że jakoś dziwnie się czuję, a on mi na to, żebym zmierzyła temperaturę. Zrobiłam to i własnym oczom nie wierzę… ponad 40 stopni, gdzie przez 25 lat stan podgorączkowy to było wszystko co miałam, jak byłam chora.
Jest piątek wieczorem, przychodnie pozamykane, do szpitala trzeba mieć skierowanie, jedyne co zostaje to przychodnia dyżurna… pominę milczeniem, przez co musi przejść człowiek, który leci przez ręce, bo ma wysoką gorączkę i żadnych innych objawów. Stwierdzenie lekarza, że jak mam tylko gorączkę to on nie może mi pomóc – no halo??!! Gorączka nie bierze się z powietrza.
Summa sumarum – po wielu, niekoniecznie sympatycznych przejściach – zdiagnozowano u mnie ostre zapalenie kości, spowodowane gronkowcem złocistym. Wszystko też znalazło się na odpowiednim miejscu, wszelkie dotychczasowe objawy, których nie można było powiązać z niczym innym, oraz inne dolegliwości, niekoniecznie związane z nogą.
W międzyczasie zmieniłam przychodnię i znów trafiłam w ręce lekarzy z prawdziwego zdarzenia. Próbowali na wszelkie sposoby zaleczyć choróbsko lekami, ale nic z tego nie wyszło. Pod koniec roku trafiłam do szpitala z zaleceniem leczenia operacyjnego. Żaden z młodych lekarzy nie podjął się prowadzenia i podjęcia decyzji odnośnie mojej nogi, dopiero jak ordynator wrócił z konferencji to podjęto decyzję. Ordynator poprosił mnie do gabinetu zabiegowego i w obecności pani opatrunkowej mówi tak: „Pani Aniu, mamy dwie opcje, a w zasadzie trzy…
1. Leczenie operacyjne u nas, ale od razu mówię, że nie mieliśmy do czynienia z tak zaawansowanym stanem zapalnym, więc nie daję więcej jak 10-15% szans na wyleczenie;
2. Leczenie operacyjne w specjalistycznej klinice w Otwocku, gdzie mają oddział leczenia zapaleń kości;
3. Trzecie wyjście, najmniej sympatyczne… amputacja…”
Amputacja??!! Znowu??? No dobra, jestem dorosła, jeżeli to ma mi pomóc, to trzeba tę sprawę przemyśleć… Ale najpierw wypróbujemy opcję nr 2.
Po nowym roku pojechałam do Otwocka – świetny szpital, fantastyczni lekarze – wyczyścili kość i wróciłam do domu. Wszystko było w porządku przez półtora roku. Później wszystko wróciło, można nawet powiedzieć ze zdwojoną siłą. Tyle, że tym razem wiedzieliśmy już co robić.
Najpierw wyniki: OB – 33 (norma 12), CRP (stan zakażenia bakteryjnego – norma 5) – 146 (wynik wydano po dwukrotnej analizie – dopisek z laboratorium) – do lekarza prowadzącego od razu po skierowanie do szpitala. W międzyczasie zapada decyzja – podejmujemy się amputacji – nie podejmuję się, nie podejmujesz się – podejmujemy się – w takich chwilach człowiek dopiero rozumie słowa przysięgi małżeńskiej „… w zdrowiu i w chorobie…”. Będzie ciężko, ale damy sobie radę.
Jadę do szpitala. W szpitalu lekarz pyta, czy nie lepiej byłoby jeszcze raz pojechać do Otwocka? Na co ja odpowiadam, że nie ma problemu, pytanie zasadnicze brzmi jednak: Jak długo będzie dobrze? Pół roku… rok… góra kolejne półtora, ja nie mam na to czasu, mam inne priorytety, które chciałabym zrealizować, a nie martwić się kiedy znów złoży mnie gorączka. Na co lekarz z niedowierzaniem, to chce się pani poddać amputacji? Moja odpowiedź brzmi: Tak, ale kolano zostaje.
Dwa miesiące różnych badań, wyników, prześwietleń, scyntygrafii, rezonansu. Można ratować kolano. Termin operacji początek listopada. Praktycznie do ostatniej chwili – czyli mniej więcej tydzień przed pójściem do szpitala – nikt nie wiedział o tym jaką decyzję podjęliśmy. Jedynie moja siostra wiedziała od samego początku. I odpowiednio wcześnie poinformowałam swojego szefa o zaistniałej sytuacji i o tym, że na jakiś czas będzie trzeba znaleźć zastępstwo, bo niestety nie wiem ile mi zajmie powrót do zdrowia.
4 listopada 2014 roku stawiłam się w szpitalu. Większość ludzi ogromnie się dziwiła, że zdecydowałam się na taki krok, jednak do wszystkich przemawiało tłumaczenie, że mając do wyboru, życie bez nogi, a z protezą versus kwatera na cmentarzu, bo kolejnego ataku mogłam nie przeżyć, to chyba wybór staje się prosty.
Operacja miała miejsce 6 listopada. Nie twierdzę, że nie bolało, bo byłoby to kłamstwo grubymi nićmi szyte. Miałam za to czas na poszukanie informacji maści wszelakiej odnośnie amputacji i rzeczy z nią związanych. Konkluzja jest jednoznaczna – informacje szczątkowe, jedna fundacja, która pomaga osobom po amputacjach, praktycznie zero wsparcia dla takich osób – przy około 15 tysiącach amputacji rocznie w skali kraju??!! Żarty jakieś.
W szpitalu poznałam pana, któremu też amputowano nogę, śmiało mogę powiedzieć, że gdyby nie ja i moje podejście do całej sprawy, i nasze rozmowy, ten człowiek by się załamał do reszty i nigdy nie pogodził z tym, że stracił nogę i musi z tym funkcjonować.
Straciłam nogę, razem z nią osoby, które nie potrafiły się z tym pogodzić, ale odzyskałam zdrowie i szanse na długie życie, zyskałam przyjaciół, którzy mnie wspierają, a przy okazji poszukiwań narodził się „PROJEKT AMPUTACJA” – wiedzy i pomocy osobom w podobnej do mojej sytuacji. Dzięki pani Małgosi z Fundacji Strefa Kobiet zyskałam impuls do działania i wyrwałam się z zastoju, w którym tkwiłam od jakiegoś czasu. Wkrótce… ciąg dalszy 🙂

Pani A., dziękuję za dobre słowa – nigdy ich dość, bo uzupełnianie energii w zawodzie „pomagaczki”, rzeczą niezbędną dla zdrowia jest! Do kontaktów następnych i spełniania się Pani wielu marzeń 🙂

Strona 1 z 2

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén