Fundacja Strefa Kobiet

Miesiąc: sierpień 2015

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – WERONIKA: o bagażu DDA, o tańcu i o byciu Księżniczką!

codziennie

W ramach autorskiego projektu CODZIENNIE KROK DO PRZODU zamieszczamy opowieści zwykłych-niezwykłych kobiet, które poznałyśmy w naszej fundacji lub które przewinęły się przez nasze życia przy okazji różnych naszych działań, wyjazdów, wydarzeń. Zaprosiłyśmy je do tego, żeby podzieliły się z innymi swoimi doświadczeniami, żeby opowiedziały o tym, jak udało im się podnieść po różnych życiowych zawirowaniach i nie tylko wstać, ale CODZIENNIE stawiać chociażby ten jeden KROK DO PRZODU! To kobiety, które uwierzyły, że warto się starać i żyć jak najpełniej się tylko da. Kobiety w różnym wieku, z różnych miejsc, z różnym wykształceniem, pochodzeniem, zasobnością portfela – prawdziwa przebogata mozaika!

Do fundacji weszła młoda, piękna, wysoka dziewczyna. Znamy się od jakiegoś czasu. Na początku nasze spotkania były nieco tajemnicze, ale z czasem Weronika* zaczęła mówić o sobie coraz więcej i to były słowa z rodzaju tych dobrych i bardzo wartościowych, i dla mnie, i dla innych kobiet. Weronika ma bardzo przyjemną umiejętność komentowania rzeczywistości: z odrobiną wycofania i delikatności, ale trzeźwo i rzeczowo, a to wzbudza ufność i powoduje, że chce się jej słuchać.

Spotkałyśmy się, spisałam to, czym Weronika zechciała się ze mną podzielić, po to bym przekazała to dalej Wam. Było emocjonalnie i zapewne niezbyt dla niej łatwo, ale miałam wrażenie, że oczyszczająco. Mijały godziny, miałam się zabrać za spisanie tego co usłyszałam, ale poczułam, że to zbyt delikatna materia, której na pewno w żaden sposób nie chcę uszkodzić. Zapytałam więc, czy teraz, po naszej rozmowie, zrobi to sama. Zgodziła się chętnie.

Nieraz takie opowieści o skrawkach własnego życia, które zadźwięczą w uszach osoby opowiadającej, zaczynają się porządkować, układać, nabierać kształtów. Mam wrażenie, że to właśnie zdarzyło się Weronice.

Weronika o sobie:

Znasz nieco zarys mojego niełatwego dzieciństwa i młodości. Dziś pewne sprawy to już przeszłość i pozamykane pudełka, których nie otwieram, mając świadomość, że zawsze będą one częścią mnie. Niska samoocena i brak pewności siebie, niewielu przyjaciół (ale przynajmniej ci właściwi), wieczne poczucie winy, dużo tajemnic i wstydu, ciężki bagaż, jaki wynoszą z domu dzieci DDA.
Kiedy 5 lat temu zmarli rodzice w niedługim odstępie czasu mój świat się zawalił… Długo się obwiniałam, choć w gruncie rzeczy wiedziałam, że nie mogłam nic zmienić, bo oni nie chcieli niczego zmienić w swoim życiu. Nałóg to coś nad czym bardzo trudno zapanować.
Jak sobie z tym wszystkim poradziłam? Miałam przy sobie przyjaciół, którym zawszę będę wdzięczna za ich obecność. Niektórzy z nich są przy mnie do dziś, a niektórzy byli tylko przez jakiś czas, ale za to przez ten ważny i trudny dla mnie okres. Oni dawali mi siłę, podnosili, kiedy uginały mi się kolana, po prostu byli. Nie ważne, ile razy upadniesz, liczy się to ile razy się podniesiesz i pójdziesz dalej. Nie umiem sobie tego wytłumaczyć, ale zawsze pojawiały się w moim życiu osoby potrzebne mi w danym czasie, jak ja to mówię, moje anioły.
W międzyczasie w moim życiu pojawił się taniec, który pomógł mi w walce z nieśmiałością, rozbudził apetyt na podróżowanie. W końcu coś sprawiało mi przyjemność, wywoływało uśmiech, w końcu chciało mi się żyć! Dzięki niemu na nowo rozbudziła się moja kobiecość, skrywana za powyciąganymi swetrami i spodniami. Nauczyłam się na siebie patrzeć w lustrze i akceptować to, co w nim widzę. Nauczyłam się też spędzać czas sama ze sobą i doceniać te chwile. Ktoś mnie kiedyś zapytał: „Jak nie polubisz sama siebie, to jak chcesz, żeby inni ludzie ciebie lubili?” i to był taki kopniak, że do dziś mnie kopie, jak sobie przypominam te słowa. Dziś z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że siebie lubię (czasem bardziej lub mniej, ale jednak;) ).
Zapytałaś mnie, Gosiu, co mnie motywuje, żeby codziennie wstać z łóżka, zrobić makijaż i wyjść z domu… Trochę się nad tym zastanawiałam, bo odpowiedź nie jest jednoznaczna i oczywista. Każdy dzień to nowe możliwości, nowe sytuacje, ciekawość tego, co się może wydarzyć. To mi daje siłę.
Są takie dni, kiedy i mi się nie chce nic, nawet otworzyć oka, a co dopiero mówić o wstaniu. Wtedy szukam mądrych myśli, blogów, cytatów zwykłej rozmowy, czasem na siłę zmuszam się do wyjścia z domu na spacer, na zakupy, na rolki, umawiam się z koleżankami na kawę. Ciągle się uczę odganiać te gorsze dni, bo sprawdzone sposoby za którymś razem przestają działać, a ja wiem, że nie chcę się cofnąć. Wiem, że chcę iść do przodu, raz wolniej, raz szybciej, ale już nie do tyłu…to to na pewno nie. Uczę się cieszyć z małych przyjemności, ładować nimi baterie np. czytać książkę w parku na kocu. A dziś np. jadłam najlepszą pizzę od bardzo dawna ze świeżymi pomidorami, mozzarellą i ruccolą – mała rzecz, a cieszy.
Wszystko zależy od Twojego nastawienia do życia. Życie to jest dar, więc trzeba je doceniać. Nigdy nie jest za późno, żeby coś zmienić. Nie wszystko dzieje się też od razu. Musisz zacząć od siebie, a potem zaczyna działać cała reszta. I nie można się poddawać, nawet gdy masz wrażenie, że cały świat jest przeciwko Tobie. Życie daje nam lekcje, a my powinniśmy nauczyć się wyciągać z nich wnioski, a nie rozpaczać miesiącami albo i latami, i analizować, co by było gdyby. Przerobić zadanie domowe i postawić kropkę.
Ostatnio miałam urodziny. Dostałam w prezencie bransoletkę i koleżanka na kartce z życzeniami napisała ”Prezent, który ma Ci przypominać o tym, że jesteś Księżniczką, więc nawet gdy się przewrócisz-Powstań-Otrzep się-Popraw koronę-Idź i baw się dalej”.
I tak jest w życiu, jeśli Ty nie traktujesz siebie jak księżniczkę, to inni też nie będą i nie odnajdą jej w Tobie. Trzymam się mocno tej myśli!
Dziękujemy, Weroniko!

*Weronika – na prośbę rozmówczyni, jej imię zostało zmienione.

Gościłyśmy w Strefie Natalię Geissler

 

Do naszej fundacji przychodzą różne kobiety – prawdziwy kalejdoskop, dlatego tak bardzo lubimy naszą pracę (a powinnam napisać: naszą pasję 🙂 ). Czerpiemy z ich zasobów całymi garściami!

 

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Natalia Geissler pojawiła się u nas już kolejny raz.

Natalia jest artystką, od ponad 20 lat działa na lokalnej scenie „trzeciego obiegu”*, tworzy kolaże, instalacje, pisze wiersze.  Jej ostatnim dziełem jest art-zine* „Pomiędzy” (zdjęcia obok i poniżej). Jego drugi numer można podziwiać w Trafostacji Sztuki w Szczecinie.

 

 

 

 

 

 

 

*Trzeci obieg – wg. Słownika Terminów Literackich, pod red. Janusza Sławińskiego: to ruch wydawniczy oraz alternatywny obieg kaset magnetofonowych (głównie z muzyką rockową), tekstów i grafiki, rozpowszechnianych poprzez fanziny, funkcjonujący poza cenzurą w latach 1980-89.

*Zin to niezależna niskonakładowa gazetka o charakterze niekomercyjnym wydawana przez osobę bądź grupę osób, zazwyczaj dystrybuowana w „trzecim obiegu”. Zwykle jest wyrazicielem poglądów mniejszości, cechuje go oryginalność, swoboda myśli, integralność przekazywanych idei oraz spójność graficzna. Produkcja zinów odbywa się ręcznie, a najbardziej powszechną techniką powielania jest kserowanie.

Podziwiajcie, ale też nabywajcie – na oryginalny prezent, jak znalazł, bo Natalia tworzy unikaty (info: http://www.trafo.org/).

Polecamy!

 

i jeszcze…

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

 

 

Mruuu, jeszcze pachnie lakierem! 😉

I jak tu z przyjemnością nie pracować nawet nad tak trudnymi problemami, gdy notatki można robić w TAKIM notatniku!

Mała rzecz, a niesamowicie cieszy! – oczywiście autorstwo Natalii.

Dzięki wielkie, Natalio!

 

 

 

 

 

 

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – ANNA, świat ciszy i teatr

codziennie

W ramach autorskiego projektu CODZIENNIE KROK DO PRZODU będziemy zamieszczały opowieści zwykłych-niezwykłych kobiet, które poznałyśmy w naszej fundacji lub które przewinęły się przez nasze życia przy okazji różnych naszych działań, wyjazdów, wydarzeń. Zaprosiłyśmy je do tego, żeby podzieliły się z innymi swoimi doświadczeniami, żeby opowiedziały o tym, jak udało im się podnieść po różnych życiowych zawirowaniach i nie tylko wstać, ale CODZIENNIE stawiać chociażby ten jeden KROK DO PRZODU! To kobiety, które uwierzyły, że warto się starać i żyć jak najpełniej się tylko da. Kobiety w różnym wieku, z różnych miejsc, z różnym wykształceniem, pochodzeniem, zasobnością portfela – prawdziwa przebogata mozaika!

 

 

 

ANNA*, kobieta dojrzała, niesamowicie energetyczna, zarażająca optymizmem, z planami na przyszłość, świetnie dogadująca się ze swoimi rówieśnikami i maluchami do 1,20 m też.

 

MM: Aniu, co sobie pomyślałaś, gdy zaproponowałam Ci inny powód wizyty w Strefie, niż dotąd?

ANNA: Najpierw poczułam podekscytowanie, tak wiesz, nigdy w czymś takim nie brałam udziału, nikt nie widział we mnie na tyle ważnej osoby, żebym miała udzielić mu wywiadu.

MM: A jak myślisz, dlaczego ja to zrobiłam?

ANNA: Ty to pewnie wiesz najlepiej. A tak serio, to wielkie dzięki, bo to dla mnie wyróżnienie. Trochę lat już mi się nazbierało, trochę przeżyłam, więc jeżeli moja opowieść o tym, jak staram się postawić CODZIENNIE ten jeden chociaż KROK DO PRZODU może się komuś przydać, to będzie mi fajnie. A tak w ogóle, dobry tytuł projektu! Podoba mi się!

MM: O czym porozmawiamy?

ANNA: Nie porozmawiamy. Ja będę mówiła. Posłuchaj mnie, opowiem taką krótką historię, która sporo namieszała w moim życiu, ale też (widzę to teraz) bardzo je zmieniła.

Moje życie było zwyczajne, choć w niezwyczajnych szarych i ciężkich czasach dorastałam, wtedy tak bardzo było nijako, że szkoda o tym nawet wspominać. W sumie myślę, że wiodłam wtedy bardzo poukładane, spokojne życie, bez większych niespodzianek, bez cięższych chorób, z kiepską kasą w portfelu, ale regularną, z mężem, dwójką dzieci, mieszkaniem w bloku, znajomymi do grillów i imieninowych nasiadówek… I tak się toczyło do około pięćdziesiątki, więc dość długo. Trochę wtedy zaczęło wysiadać mi zdrowie, wiesz, choroby kobiece, przytyłam, rozleniwiłam się, zaczęły dopadać mnie smutki. Dzieci poszły w swoje, dość odległe od nas, strony. Z mężem dogadywaliśmy się dobrze, choć wiadomo, że po latach, trochę już wszystko wypłowiało. Zajmowałam się różnymi sprawami, żeby nie wariować z nudów: robótkami, czytałam, trochę kina, ale to wszystko stawało się coraz bardziej na siłę. Zaczęłam myśleć, że to jakaś, kurczę, równia pochyła. Już sama nie wiem, ile to trwało. Trochę… z pięć lat, chyba. Rodzina i znajomi pewnie mało zauważali, bo robiłam dobrą minę do złej gry. Źle mi było, ale chyba już się jakoś tak usadowiłam w tej sytuacji. Nie próbowałam nic zmienić, a zresztą kompletnie nie wiedziałam jak. A może mi się nie chciało, nie wiem.

W styczniu zaczął się nowy kolejny rok i pierwszy z moich następnych lat, już całkowicie innych od poprzednich. Przy śniadaniu mój mąż nagle się rozpłakał. Ledwo wykrztusił z siebie, że już dłużej tak nie może, że nie da rady, że to go przerasta, że … odchodzi! I odszedł do swojego drugiego życia, od lat, jak mi powiedział, tworzonego z inną kobietą, do innego równoległego z moim świata, o którym nie miałam zielonego pojęcia.

Zostały mi po nim otwarte ze zdziwienia oczy, mnóstwo pytań, cały wachlarz emocji, ale o tym sza! Tego już nie chcę!

Potem przyszła redukcja mojego etatu. Potem znowu cały wachlarz emocji.

Próby znalezienia innej pracy, jakiejkolwiek, bo byłam grubo po 50. I znowu cały wachlarz emocji.

A potem rozmowa, w windzie, zdawkowa, taka, ot, z sąsiadką, młodą osobą, z małym synkiem,  czteroletnim wtedy.

A potem stałam się … nianią! Nianią małego chłopca w grubych szkłach na nosie, chłopca zatopionego w świecie ciszy. Od razu kupił mnie całą. Niesamowicie spokojna istotka, choć to okazało się nie lada wyzwaniem, bo trudno było mi dotrzeć do niego.  I jeszcze ta bariera słuchowa. Zaczęłam czytać na temat jego świata. Wciąż nie dawało mi spokoju pytanie, jak do niego dotrzeć. Nie chciałam go tylko karmić, bawić się z nim czy spacerować. Chciałam, żeby wstąpiło w niego trochę więcej życia. Wreszcie wymyśliłam! A właściwie, podchwyciłam pomysł, przejęłam go po wizycie u mojej terapeutki. Na jednej z wizyt u niej zobaczyłam porozkładane na stole pacynki. Genialne! Że też wcześniej na to nie wpadłam. Szyłam, dziergałam, malowałam – stworzyłam kilkadziesiąt postaci i zaczęliśmy naszą przygodę z graniem. Fenomenalne zabawy, mnóstwo emocji, wciąż nowe pomysły, a mój mały chłopiec z grubymi szkłami na nosie, zatopiony w świecie ciszy, stawał się coraz bardziej aktywny, wesoły i otwarty!

Wieści rozchodzą się szybko, jak się okazuje, bo nie wiedziałam skąd, w jaki sposób, dowiedziała się o mnie dyrektorka jednego z domów dziecka w naszym mieście. Przez znajomą zaprosiła mnie do siebie i tak zaczęła się druga moja przygoda: teatrzyk dla i z dzieciakami z domu dziecka. Ona trwa nadal. Pojawiam się u nich raz w tygodniu, maluchom czytam, ze starszymi rozmawiam, okazyjnie tworzymy spektakle kukiełkowe, wychodzimy z nimi do seniorów. Oj, już sama się zadziwiam, jak to rozwiązał się worek z różnymi zajęciami i ile ich teraz mam!

W międzyczasie koleżanka zachęciła mnie do wzięcia udziału w projekcie. Uczyliśmy się tam pisania bajek. Fantastyczna przygoda i cudne osoby tam poznałam. Mam już kilka zeszytów spisanych bajkowych opowieści, dwa całe o małym chłopcu z grubymi szkłami na nosie, zatopionym w swoim przebogatym świecie ciszy.

Mówią, żeby komuś pokazać te bajki, może ktoś by je wydał, ale czy ja wiem? Leżą. Może czekają na dogodny czas. Na to, co się zdarzy. Bo ja już wierzę, że mimo wszystko, mimo różnych zawirowań i trudnych zwrotów w życiu, może się w nim zdarzyć dużo dobrego. Chociaż wiem też, że samo się nie zdarzyło: w trudnych sytuacjach miałam koło siebie życzliwych ludzi, nie zamknęłam się przed nimi, oni nie pozwolili mi upaść i pomogli robić właśnie te codzienne małe kroczki, nawet takie, które wydawały mi się wtedy bez sensu.

Teraz też bywa różnie, bo przecież to jest życie, a w nim jest raz tak, a raz tak, ale ja już nie jestem tamtą kobietą! Teraz mam pasje i plany, no i trochę maluchów, które na mnie czekają. A na tańce do klubu też muszę chodzić, bo jakbym nie przyszła, to wiem, że jest tam kilka osób, które by się o mnie bardzo zamartwiały. Dobrze jest mieć przy sobie ludzi, bardzo dobrze.

No, to naopowiadałam! Jesienią zaproszę Cię na nasze pacynkowe występy! Nie zdecydowałam się na żadne sensacyjki w swojej opowieści, więc może jest niezbyt ciekawa, ale po co odgrzebywać te wspomnienia i biadolić nad sobą? Trochę jeszcze bolą, a poza tym nic nikomu dobrego by nie przyniosły, a Ty mówiłaś, że wy tu w Strefie chcecie wzmacniać kobiety.

MM: Aniu, bardzo dziękuję za ciepłą i energetyczną rozmowę i do kolejnych naszych spotkań.

*ANNA – imię bohaterki, na jej prośbę, zostało zmienione.

4.08.2015 Zadowolony Dorosły, nieobecny Krytyczny Rodzic, szczęśliwe Spontaniczne Dziecko!

Przesyt impulsów płynących z ekranów i nadajników, z afiszy i sygnalizatorów, ze wszystkich właściwie stron – w takim otoczeniu zazwyczaj funkcjonuje wiele osób! Wciąż do załatwienia mają całe mnóstwo spraw ważnych i poważnych, niezbędnych i niecierpiących zwłoki. Urlopy spędzają w pośpiechu, nierzadko w jeszcze większym zgiełku, przeludnieniu i przepełnieniu impulsami, ściśle zaplanowane, bez marginesu na doznawanie, doświadczanie, pobycie ze sobą, swoimi myślami, z dobrą lekturą, z ulubionymi dźwiękami czy smakami, bez czasu na spokojny sen czy zwyczajne leniuchowanie.

A potem powrót do zgiełku, pośpiechu, stresów, terminów, spotkań, rutyny…

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Jakiś czas temu odkryłam, później zakupiłam, a teraz mam pod ręką i często (szczególnie wieczorami) sięgam po nie, wybieram wzór, który akurat dziś szczególnie przykuwa moją uwagę i zaczynam… kolorować! Element za elementem, powoli, precyzyjnie, dobierając kolory, takie na jakie mam akurat chęć, nie zastanawiając się czy są zgodne z naturalnymi.

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Ważne jest dla mnie by czuć przyjemność, żeby odpoczywać, istotne, żeby włączyło się dziecięce zadowolenie, radość z tworzenia czegoś własnymi rękami. To jedno z tych zajęć, które uwielbiam, bo one przerywają potok myśli o jutrze, o zakupach, opłatach, egzaminach, tekstach do napisania, projektach czy ważnych spotkaniach.

Na drobne przyjemności, na hobby, na nieplanowane krótkie wypady za miasto, spontaniczne spotkanie przy kawie z dawno niewidzianą znajomą, na doznawanie nowych zapachów czy smaków, ja odrobinę szaleństwa nie powinniśmy żałować sobie czasu. Maszyna nie będzie sprawnie działała bez czyszczenia i konserwowania. A my możemy oprócz lepszego działania zyskać dzięki takim drobnym przerywnikom coś jeszcze: wypoczęty i zregenerowany umysł jest bardziej kreatywny, tak więc zyskamy szansę na poprawę jakości swojego życia, nabierzemy odwagi i sił na przeprowadzanie w nim zmian!

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Bawmy się więc, jak najczęściej 😀

 

 

Strona 2 z 2

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén