Fundacja Strefa Kobiet

Tag: seksizm

Smak odgrzewanych kotletów

Artykuł Beaty Kozak, który ukazał się na stronach czasopisma „Zadra”, jest kolejnym głosem walki z seksizmem oraz obala mity dotyczące reklamowania. Porusza sensowność umieszczania nagich sylwetek kobiet w reklamach. Poniżej fragment tekstu:

„Badanym pokazywano seksistowskie reklamy z nagimi kobietami lub wyraźnymi aluzjami do seksu – a potem pytano ich, co konkretnie było reklamowane. Tylko około kilkanaście procent osób było w stanie odpowiedzieć prawidłowo. Reszta tłumaczyła, że skoncentrowali się na „seksownym” przekazie do tego stopnia, że nie zwrócili uwagi, co oglądany filmik czy obrazek reklamuje. Dla marketingowców to bardzo pouczające doświadczenie. Okazuje się, że golizna zasłania to, o co im naprawdę chodzi i odwraca uwagę od reklamowanego produktu. A przecież firmy nie chcą fundować ludziom erotycznych obrazków, żeby się ludziska mogli podjarać przed billboardem albo telewizorem. Firmy chcą zysku, chcą naszych pieniędzy, chcą zarabiać. Skoro więc napakowane seksem reklamy nie pociągają za sobą znacznego wzrostu sprzedaży, handlowcy nie będą sobie zawracać głowy marketingiem, który nie działa tak sprawnie, jak by chcieli. Tak więc „goła baba” nie jest dźwignią handlu.”

SKK przypomina, że seksizm dotyka nie tylko kobiet, ale i mężczyzn.

Więcej na ten temat: http://pismozadra.pl/felietony/beata-kozak/659-smak-odgrzewanych-kotletow

Justyna Kowalska: Spokojnie, to tylko niesmaczny humor

 

Zaproszenie do polubienia strony przychodzi, akurat gdy w ramach swojego porannego rytuału linkuję na Facebooku posty ulubionych portali feministycznych. Strona jest zatytułowana „Olej feministki, pokaż cycki” i wygląda na to, że została mi „polecona” z premedytacją – żaden ze wspólnych znajomych zaproszenia nie otrzymał. Cóż za wyróżnienie! Ale mniejsza o to – „rekomendujący” znika z listy moich kontaktów, a ja zaglądam na „Olej feministki, pokaż cycki”.

Zalewa mnie morze piersi. Twarzy brak. Pod zdjęciami „werdykty” dotyczące rozmiarów i kształtów oraz seksualne fantazje frustratów. Bez większego namysłu klikam „Zgłoś stronę”, zaznaczam opcję „Uważam, że nie powinno znaleźć się na Facebooku” – po czym zaczynają się schody. Gdzie jest przycisk „Perfidny seksizm”? Jest co prawda opcja „Propagowanie treści o charakterze erotycznym” i w sumie z braku laku mogłoby to wystarczyć, ale tak naprawdę nie chodzi tutaj o erotykę – chodzi o odzieranie kobiet z człowieczeństwa, o to, że te piersi są wrzucane bez twarzy i reszty ciała, jakby były samoistnym organizmem – stworzonym do oceniania, porównywania, oglądania. No nic, zgłaszam jako „erotykę”, ale nie jestem usatysfakcjonowana. Miałam już ten problem wiele razy przedtem – choćby przy zgłaszaniu zdjęcia ze strony dla muzyków, prezentującego dwie kobiety: jedną z bardzo obfitym, sztucznym biustem, drugą z niewielkim. Napis pod spodem radził realizatorom dźwięku: „Jaki miks takie laski. Dobrze wygląda, jak nie jest płaski”. Seksizm ewidentny – ale miałam do wyboru tylko opcje takie jak „spam lub oszustwo”, „przemoc”, „zażywanie narkotyków”, „symbol lub treść propagująca nienawiść” albo „nagość lub pornografia”. Z braku innych opcji również wtedy zaznaczyłam to ostatnie. Po dwóch dniach dostałam wiadomość zwrotną – Facebook nie stwierdził naruszenia zasad. W międzyczasie przeprowadziłam rozmowę z kolegą, który polubił w/w zdjęcie. Nie będę przytaczać całej rozmowy, tylko jej sedno: kolega uważał, że zdjęcie jest w porządku, bo ma żartobliwą formę. „Przecież nie napisali wprost: «płaskie» laski są bezwartościowe. Nie nawołują do gwałcenia czy bicia. To chyba lepsze niż «jawny» seksizm”?

Lepsze? Mamy teraz zacząć dzielić treści na „lżejszy, akceptowalny” seksizm i ten „jawny, poważny”? Na „cięższy seksizm” czy nawoływanie do przemocy w stylu „Zabijajcie kobiety, które nie chcą gotować” byłaby swoja drogą pewnie bardziej zdecydowana reakcja – chociaż też nie wiadomo, bo zdjęcie ze zrzuconą ze schodów, zakrwawioną dziewczyną i tekstem „Następnym razem zrobi kanapki” też nie zostało uznane za naruszające zasady. Idealnie wpisało się bowiem w plagę tzw. „żartów”, w ramach których co krok na sucho uchodzi mediom i portalom społecznościowym przemycanie seksizmu, gloryfikowanie przemocy i gwałtu, podkreślanie niższej pozycji społecznej kobiety, jej „przeznaczenia” do kuchni albo do seksu i tak dalej. Nawet osoby wydawałoby się inteligentne i oczytane (jak mój kolega) zdają się nie zauważać zgubnej roli seksistowskich żartów, cementujących w „lekkiej” formie dyskryminację ze względu na płeć.

Oczywiście – jeśli któraś z nas zareaguje – z biegu dostanie łatkę „wściekłej feministki”, bez poczucia humoru, radykalnej, węszącej wszędzie niesprawiedliwość, „niedoruchanej”, wynajdującej tzw. „tematy zastępcze”, a nie „prawdziwe” problemy. Swego czasu istniała na Facebooku strona o nazwie „Rapebook”. Jej założycielka, Trista Hendren, regularnie zgłaszała seksistowskie „żarty”, a także treści związane z przemocą i molestowaniem seksualnym. Co dostała w zamian? Groźby, że jeżeli nie zlikwiduje strony, zostanie pobita, zgwałcona i uwięziona w piwnicy. W obawie o bezpieczeństwo swoje i swoich dzieci, Hendren zamknęła Rapebook. Seksizm i przemoc jak były, tak są nadal. A ci, którzy wrzucali „zabawne” zdjęcia i statusy, ewidentnie pouciekali się do mniej „zabawnych”, a bardziej poważnych i „jawnych” gróźb, gdy przedstawicielka tej „zabawnej” płci ośmieliła się zaburzyć porządek, pozwalający im na dyskredytowanie i upokarzanie kobiet.

Gdy myślę o zwycięstwach po „naszej” stronie, jedyne co mi przychodzi na myśl to akcja zorganizowana przez WAM (Women, Action & the Media), polegająca na zachęcaniu użytkowników i użytkowniczek Facebooka do zostawiania wiadomości na Facebookowych profilach gigantów takich jak Dove, British Airways czy Nissan. Firmy te reklamowały swoje produkty obok zdjęć promujących mizoginię i przemoc wobec kobiet. Zaczęły masowo dostawać wiadomości w stylu: „Przestanę używać produktów waszej firmy, jeśli nie wycofacie reklam figurujących obok obraźliwych treści”. Miało to zmusić firmy do zawieszenia współpracy z Facebookiem aż do czasu zmiany jego polityki w tej sprawie. Akcja odniosła pewien skutek – Nationwide UK, Nissan i kilka innych firm wycofało swoje reklamy. Pod koniec maja Facebook wydał oświadczenie, w którym zapewnił, że podejmie współpracę z prawnikami/prawniczkami i organizacjami działającymi na rzecz praw kobiet w celu opracowania lepszych strategii zwalczania obraźliwych treści. Facebook, którego motto to podobno „sprawić, żeby świat był bardziej otwarty i zawsze w kontakcie”, twierdzi, że robi wszystko, żeby znaleźć kompromis pomiędzy wolnością wypowiedzi a stworzeniem bezpiecznej, komfortowej dla wszystkich platformy. Dokłada też wszelkich starań, aby skutecznie odróżniać mowę nienawiści od „niesmacznego humoru”. Jak twierdzi, „są przykłady obraźliwych treści, w tym niesmacznego humoru, które nie są mową nienawiści i nie naruszają (..) zasad.” Czyli seksistowski humor jest w gruncie rzeczy w porządku.

Ja natomiast myślę, że każda forma seksizmu, „lekka” czy „ciężka”, jest naganna. I myślę, że wiedzą o tym również zainteresowane współpracą z Facebookiem organizacje pozarządowe. Mam nadzieję, że zaczną skutecznie monitorować tę samowolę, która przetacza się codziennie przez Facebook. Na stronie z oceanem nadmuchanych piersi (i brakiem twarzy) wyłowiłam kilka męskich komentarzy – „Dziewczyny tak chętnie pokazują cycki w internecie ale chłopakom na żywo to już nie bo to nie wypada”, „Ta po prawo to chyba Niemka bo coś jej zwisło”, „Kto wybrzydza, ten nie rucha”, „Wjechałbym jak świnia w pomidory”. Dobitnie pokazują one, jaką krzywdę robi dzisiejszej młodzieży – chłopcom i dziewczętom – tak brutalne uprzedmiotowienie kobiet. Bo co się okazuje? Większość zdjęć nadsyłają same dziewczyny. Jest nawet konkurs – „najlepsze cycki wygrywają koszulkę”. Seksistowskie treści zewsząd bombardujące młodych ludzi sprawiają, że oni sami zaczynają postrzegać siebie głównie przez pryzmat „obiektywnej” atrakcyjności fizycznej, na czym niestety najbardziej tracą kobiety. Oczy nie tylko mężczyzn, ale również samych dziewcząt i kobiet, są zwrócone na ciało, opisywane w coraz wulgarniejszy sposób. Kobieta przestaje być w takim kontekście sumą swej osobowości, doświadczeń, talentów i wyglądu, a staje się produktem podzielonym na sekcje „nogi”, „pupa”, „piersi”, „twarz”.

Ciekawa jestem, czy Facebook i tym razem zignoruje moje zgłoszenie, twierdząc, że zdjęcia nie naruszają jego zasad. Pewnie dowiem się, że wulgarne, wykadrowane fotografie piersi na Facebooku są w porządku, a teksty w stylu „najlepsze cycki wygrywają koszulkę” to tylko niesmaczny humor. Jest to jeszcze bardziej absurdalne w kontekście dzisiejszego zawieszenia mojego konta na Facebooku – w ramach kary za udostępnienie jakiś czas temu artystycznego, czarno-białego aktu kobiecego.

Justyna Kowalska

Wykorzystane artykuły:

Artykuł o atakach na Tristę Hendren

Facebook o zmianie swojej polityki ws. mowy nienawiści

Artykuł o skutkach kampanii WAM

Źródło: http://codziennikfeministyczny.pl/spokojnie-tylko-niesmaczny-humor/

Etykieta zastępcza

 

Pamiętacie etykiety zastępcze? Ja średnio, w końcu miałam wszystkiego 12 lat, gdy w telewizji nie było teleranka, a za to wystąpiła jedna okropna pani z loczkami i ogłosiła, że skończył się komunizm. W tym czasie bardziej mnie interesowały moje pierwsze miłości, jeżdżenie na rowerach z koleżankami z klasy i dość już kobiece ciało, wzbudzające niezdrową ciekawość tego czy owego wujaszka tudzież kuzyna.

Tematy, jakie poruszam na tym blogu – feminizm, przemoc domowa, prawa mniejszości – regularnie są nazywane “zastępczymi”. Jest to dla mnie kolejny przykład na to, że choćbyśmy nie wiem, jak zaklinali rzeczywistość i ogłaszali, że rewolucja jest wygrana – światem nadal rządzą bogaci, biali, heteroseksualni faceci, których w dużej mierze nie dotyczy dyskryminacja.

Mające skłonności do lekkiej mizandrii koleżanki mawiają niekiedy, że widać to po tematach, jakie zastępcze nie są: kolejne igrzyska (chłopcy lubią grać), tasowania w partiach (chłopcy lubią rywalizować), figle na giełdzie, architektoniczny kult cargo (postawimy wieżowiec i firma sama się sprowadzi) – działania polityczne i ekonomiczne służące w dużej mierze do utrzymania status quo, nie naprawy problemów, które w żaden sposób ich nie dotykają. Nierówność płac? Mniejsza emerytura? Pomoc ofiarom przemocy? Sfiksowały te baby.

Pierwszym krokiem do zrozumienia, w jak wielkim stopniu niezastępcze są to tematy, jest uświadomienie sobie uprzywilejowanej pozycji. Pisałam już kiedyś o tym: nigdy nie zwalczę do końca hipokryzji dyskutując o bezdomnych zza monitora drogiego laptopa, bo nie jestem w ich skórze. Jedyne, co mogę zrobić, to przypomnieć sobie okres, w którym nie było mi daleko do takiego stanu i uświadomić sobie, jak dużo miałam szczęścia, uzyskując wówczas wsparcie. Czasy niepewności ekonomicznej trochę pomagają w zrozumieniu tego wspólnotowego aspektu wydobywania się z dołka.

Tematy zastępcze są najbliżej życia, jak tylko mogą. Dotykają codziennej ekonomii: nie tej loterii na giełdzie, lecz tej, co do garnka włożyć i jak przeżyć do wypłaty. Dotykają codziennej psychologii: nie tej, jak sprzedać opony do nissana, lecz tej, jak wytłumaczyć córce, czemu ksiądz mówi o niej “diablica”, bo nie chodzi na religię. Socjologii: nie tej od promowania lepperów tego świata na liderów, lecz tej od przyczyn dziedziczenia biedy w łódzkiej kamienicy. The Other 99% science.

Uprzywilejowani po prostu nie pamiętają, że to, co mają zastane: ciepłe łóżko, wyżywienie, wspierający bliscy, dostęp do wiedzy, opieki lekarskiej i działających mediów – to nadal są przywileje, choć powinny być prawami. Neoliberalny paradygmat, w jakim żyjemy mniej więcej od czasów obwieszczenia pani z loczkami sprawia, że nadal jest problem z powszechną dostępnością tych świadczeń.

Więc my, nosicielki tematów zastępczych, przypominamy im o tym. Mówimy, że kluczowym jest najadać się pełnowartościowym posiłkiem, bo z tego rosną zdrowe, rozumne dzieci. Tłumaczymy, że ważny dla wszystkich jest bezpieczny dom, bo bez niego człowiek popada w depresje, uzależnienia i toksyczne relacje. Podkreślamy, że krzywda dzieje się częściej za drzwiami sąsiada niż w mrocznych uliczkach czy w luksusowych kasynach. Pokazujemy na to statystyki i badania, co jest trochę daremne w kraju, w którym najwięcej do powiedzenia ma gromada kolesi opowiadających mnóstwo rzeczy o swoim niewidzialnym przyjacielu.

Walczymy o poczucie bezpieczeństwa i spokój. O najbardziej podstawowe potrzeby emocjonalne każdego z nas.

Chciałabym, by inne dwunastolatki nie przeżywały przykrego zawstydzenia, jakiego doświadczałam (i jakiego doświadczają inne dwunastolatki na całym świecie); tego obmacywania wzrokiem, głupkowatych uwag, niezupełnie przypadkowych dotknięć – bo jak sobie z tym poradzić? My, feministki, staramy się także w ramach programów edukacji seksualnej uczyć młodych ludzi, jak reagować w takich sytuacjach. Ja, fetyszystka, doskonale wiem, że może się podobać tak młodziutkie ciało – wiem też, że najgorsze, co mogę zrobić, to pójść full Humbert Humbert. Nigdy nie wprowadzimy policji myśli, zależy nam tylko na tym, by potencjalny molestator poprzestał na własnych fantazjach.

kadr z komiksu "Blacksad" - chciałabym, by wszyscy reagowali na gwizdy jak kot po prawej

kadr z komiksu “Blacksad” – chciałabym, by wszyscy reagowali na gwizdy jak kot po prawej

Gdy miałam 12 lat, ważne były dla mnie pierwsze miłości, wypady na rowerach i moje ciało. Dwunastolatki w innych krajach kończą edukację, zachodzą w pierwsze ciąże, próbują narkotyków, trafiają na ulice. Byłam uprzywilejowana i staram się o tym pamiętać.

Źródło: http://szprotestuje.wordpress.com/2013/08/28/etykieta-zastepcza/

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén