Fundacja Strefa Kobiet

Miesiąc: październik 2015

6.10.2015 Po spotkaniu z Dorotą Smoleń

Po warsztacie KOBIETY MAJĄ GŁOS i po spektaklu PROJEKT MATKA wieczorem, w ubiegłą sobotę, wzięłyśmy udział w spotkaniu z p. Dorotą Smoleń, redaktorką, felietonistką, dziennikarką, recenzentką i blogerką, która prowadzi blogi od-rana-do-wieczora.blog.pl, czytam-dzieciom.blogspot.com, współtworzy dwiechochelki.pl, koordynuje akcję charytatywną „Macierzyństwo bez lukru”. Jest autorką książek „Mamo dasz radę!” i „Jaś Pierwszoklasista i Połykacz Liter”, z psychologiem Karoliną Piękoś napisała poradnik „Sześciolatki w szkole”. Spotkanie odbyło się w Teatrze Kana w ramach kolejnej odsłony Projektu MATECZNIK i miało wiele mówiący tytuł: Macierzyństwo bez lukru i szminki.

Nie żałuję lat spędzonych z dziećmi w domu, ale też nie nazwę tego czasu sielanką czy celebrowaniem macierzyństwa. W moim przypadku było to raczej miotanie się między zajmowaniem się dziećmi, a wielką potrzebą samorealizacji, nieustanne wyszarpywanie czasu dla siebie i swoich pasji, żeby mieć poczucie, że nie jestem tylko maszyną do sprawnego prowadzenia domu.  (fragment „Mamo, dasz radę! Macierzyństwo od A do Z”, s. 48).

Przeczytajcie książkę, bo warto. Podarujcie ją innym kobietom, żeby zrozumiały, że macierzyństwo, oprócz pięknych chwil, składa się też z wielu wyzwań, przynosi rozczarowania, stawia duże wymagania i że jest to całkowicie normalne. Podzielcie się nią z mężczyznami – oni również powinni poznać prawdziwą twarz macierzyństwa. A może przy okazji Wasi partnerzy czy dorośli już synowie podzielą się z Wami swoimi refleksjami na temat własnych dylematów o tacierzyństwie. Wychowanie to wspólne wyzwania i obowiązki! Dialog i wzajemne wsparcie są bardzo ważne!

Ciekawej lektury książek i blogów!

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

 

6.10.2015 …bo Kobiety są świadome swoich głosów i umieją ich używać!

Za nami kolejne warsztaty, tym razem antyprzemocowe wobec kobiet, w ramach Projektu MATECZNIK Teatru Kana: „KOBIETY MAJĄ GŁOS!”

Ubiegła sobota i niedziela pełne były refleksji nad własnymi tożsamościami, obfitowały w próby znalezienia odpowiedzi na pytania o drogi, które już udało się pokonać, ale też w uświadomienie sobie celów, które są ważne, wyzwań, które czekają. Przyglądałyśmy się własnym ograniczeniom, rolom przyjmowanych w życiu, uwierającym stereotypom i  skostniałym schematom. To był dobry czas na doświadczanie, odgrywanie ról, refleksje, przeżywanie, ruch, dobrą zabawę i dyskusje, a wszystko to w bezpiecznej, niecodziennej przestrzeni.

Dziękujemy za bardzo zaangażowaną obecność i wytworzenie przyjaznej atmosfery: Basi, Bibi, Donacie, Iwonce, Joasi, Joli, Karoli, Małgosi, Natalii i Pauli.

Bibi – wielkie dzięki za zaproszenie do MATECZNIKA.

Teatrowi Kana dziękujemy za – jak zwykle – przyjazną gościnę i niezwykły klimat – lubimy tu wracać!

 

01.10.2015 Warsztaty wychowawcze dla rodziców nastolatków za nami

Za nami dwa spotkania w ramach Warsztatów wychowawczych dla rodziców nastolatków. Minęło kilka dni i mogę już teraz z dystansu stwierdzić, że były dla mnie wyjątkowe. Przede wszystkim ze względu na osoby, które wzięły w nich udział, osoby bardzo świadome tego po co się przyszły, świadome swoich potrzeb w zakresie spraw poruszanych na warsztacie, ale co nie mniej ważne, świadome siebie. I tu dziękuję za obecność, wartościowe  refleksje i ogromne pokłady empatii: Agnieszce, Ani, Beacie, Emilii, Iwonie, Iwonie, Małgosi, Martynie, Natalii i Renacie. Dobrze jest pracować w dialogu. Dobrze jest wymieniać konstruktywne uwagi. Dobrze też słuchać o prawdziwych emocjach.

Jak się okazało nie jest tak źle z odpowiedzią na pytanie: jaki jest mój syn/córka? Nawet minusy nie zawsze okazywały się ocenami negatywnymi, a raczej sprawami trudnymi do rozwiązania czy konfliktogennymi.

IMG_6454 (533x800) (533x800)

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Dobry kontakt z dorastającym dzieckiem jest bardzo ważny dla obydwu stron, tak więc warto pamiętać o zasadach dobrej komunikacji:
1. Słuchaj, kiedy twoje nastoletnie dziecko jest w nastroju do mówienia, a nie zmuszaj go, żeby się przed tobą otworzyło. „Najpierw staraj się zrozumieć, a potem być zrozumianym” (Sean Covey).
2. Trzymaj się zasady 10 słów lub mniej. Nie praw kazań, powiedz to, co masz powiedzieć w maksimum 10 słowach – przy słowie 11. twój nastolatek i tak wyłącza fonię.
3. Słuchaj aktywnie, zachęcaj swojego nastolatka do wyrażania swoich opinii i uczuć (dajesz mu w ten sposób poczucie zrozumienia).
4. Uczciwie daj wyraz swoim uczuciom, posługując się słownictwem, które przekazuje sedno sprawy i nie rani przy tym nastolatka

 

Jasny przekaz daje wiersz Dorothy I. Nolte, o którym wspominałam na warsztacie (przypominam, zgodnie z obietnicą:

Dorothy I. Nolte pt. „Dzieci”

Dzieci wciąż krytykowane
uczą się potępiać.
Dzieci wychowywane w atmosferze wrogości
uczą się walczyć
Dzieci wzrastające w strachu
uczą się bać.
Dzieci, które spotykają się wciąż z politowaniem
uczą się użalać nad sobą.
Dzieci ciągle ośmieszane
uczą się nieśmiałości.
Dzieci wzrastające pośród zazdrości
uczą się, czym jest zawiść.
Dzieci bezustannie zawstydzane
uczą się poczucia winy.
Dzieci otoczone tolerancją
uczą się cierpliwości.
Dzieci otrzymujące dość zachęty
uczą się śmiałości.
Dzieci, którym nie szczędzi się pochwał,
uczą się uznawać swą wartość.
Dzieci w pełni aprobowane
uczą się lubić samych siebie.
Dzieci akceptowane
uczą się odnajdywać w świecie miłość.
Dzieci, które często słyszą słowa uznania,
uczą się stawiać sobie cele.
Dzieci wzrastające w atmosferze wspólnoty
uczą się hojności.
Dzieci otoczone rzetelnością i uczciwością
uczą się, czym jest prawda i sprawiedliwość.
Dzieci wychowywane w poczuciu bezpieczeństwa
uczą się ufać sobie i innym.
Dzieci dorastające w klimacie przyjaźni
uczą się, jak wspaniale jest żyć.
Dzieci otoczone łagodnością
uczą się spokoju ducha.
Czym żyją Twoje dzieci?

Opierając się na silnych podstawach (część czerwona poniższego zapisu) można efektywnie pracować nad wszelkimi niedociągnięciami, po to by poprawiać relacje. Na to nigdy nie jest za późno!

IMG_6510 (584x800) (4)

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Dobrze jest rozumieć swoje emocje, funkcjonować bez oskarżania i biczowania się, a za to w zrozumieniu i gotowości do dialogu dialogu.

Powodzenia, drogie Panie! Dbajcie o siebie, bo to też niezmiernie ważne.

Już niedługo porozmawiamy o konfliktach, karaniu i jego konsekwencjach.

Do zobaczenia! 🙂

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – NATALIA, o zdrowieniu, zwalnianiu i stawaniu się dla siebie coraz ważniejszą osobą!

 

codziennie

W ramach autorskiego projektu CODZIENNIE KROK DO PRZODU zamieszczamy opowieści zwykłych-niezwykłych kobiet, które poznałyśmy w naszej fundacji lub które przewinęły się przez nasze życia przy okazji różnych naszych działań, wyjazdów, wydarzeń. Zaprosiłyśmy je do tego, żeby podzieliły się z innymi swoimi doświadczeniami, żeby opowiedziały o tym, jak udało im się podnieść po różnych życiowych zawirowaniach i nie tylko wstać, ale CODZIENNIE stawiać chociażby ten jeden KROK DO PRZODU! To kobiety, które uwierzyły, że warto się starać i żyć jak najpełniej się tylko da. Kobiety w różnym wieku, z różnych miejsc, z różnym wykształceniem, pochodzeniem, zasobnością portfela – prawdziwa przebogata mozaika!

 

 

Natalię* znamy od kilku lat. Wrażliwa, miła i bardzo ciepła osoba. Pierwsze kontakty przebiegały w sporym rozchwianiu emocjonalnym z jej strony, ale mimo tego zawsze miała w zapasie dużo pogody ducha i życzliwości dla ludzi. Pojawiła się u nas z niewesołą perspektywą swojego dalszego osobistego życia. Dziś ma już wiele zmian za sobą, a wiemy, że chciałaby znacznie więcej i temu dopingujemy.

Natalia jest przykładem dojrzałej kobiety, która doskonale zna swoją wartość, nie zapomina o tym, czego dokonała, co osiągnęła, szczególnie zawodowo, i dzięki temu nie ma w niej zgody na tkwienie w układzie bez perspektyw, na życie w odrętwieniu, na odmawianie sobie zaspokajania własnych potrzeb. Chce się spełniać na każdym polu, a że nie wszystko tu i teraz jest zależne od niej, dokonuje zmian i ulepsza swoje życie tam gdzie tylko może.

Niepotrzebna nam była rozmowa face to face, wiedziałam, że Natalia sama doskonale da sobie radę z naszą propozycją i tak też się stało.

Przeczytajcie, co ma Natalia ma Wam do przekazania.

***

Witam wszystkie Czytelniczki i wszystkich Czytelników.

Kiedy Małgosia zaproponowała mi udział w projekcie, moją pierwszą myślą było – super, fajnie, opowiem o sobie bo fajna jestem i niech się pochwalę.

Potem przyszła refleksja numer dwa – no niby taka jestem fajna, to niby co mam o sobie napisać?… Że pochwalić się? Niby czym?… Właściwie to raczej przeciętna jestem taka, nie jakaś bojowniczka ani za, ani przeciw, przeciwności losu mnie nie zjadają (odpukać) i walczyć z nimi nie muszę, nie tworzę jakichś ambitnych projektów, nie udzielam się bardzo… O czym więc pisać?…

A, pal licho, miało być o mnie to będzie o mnie. I o codziennym kroku do przodu.
Ważne jest to „do przodu”. Bo jak jest przód, to znaczy, że jakiś kierunek jest i wtedy można dokądś podążać. Albo nie podążać, jak się nie chce lub nie może. Ale jak kierunku nie ma, to „krok po kroku” można iść donikąd…

Bo ja tak sobie długo szłam przez życie bez świadomości podążania dokądkolwiek. Życie mnie pchało trochę tu, trochę tam. Szkoły, studia, małżeństwo, dziecko, praca, kariera… wszystko się w odpowiedniej porze pojawiało i jakoś tam się działo. Nawet jeśli czasem wydawało mi się, że niekoniecznie właśnie tego chcę, to jakoś nie miałam chwili na to, aby się zatrzymać, zastanowić, pomyśleć – czy to na pewno mój kierunek jest? Czy to właśnie mój „przód”? Wszystko szło szybko i samo się działo, jedne obowiązki goniły następne, potrzeby rosły, możliwości również, tylko czasu na korzystanie z tych możliwości było jakby coraz mniej. I świadomości coraz mniej. I ciekawości, i radości też coraz mniej.
I tak się doprowadziłam do stanu typowego „praca – dom – spanie – praca – jedzenie – dom – spanie – praca – dom – praca – …” Jak chomiczek w kołowrotku.

Trochę nawet próbowałam robić rzeczy „dla siebie”, ale nawet jak znajdowałam czas na przyjemność, to uparty mózg cały czas gdzieś tam w tle i tak przetwarzał – co, kiedy, gdzie i w jakiej kolejności jeszcze mam zrobić. Czytam sobie książkę (no przecież przyjemność sobie zrobiłam, czyż nie?), ale w głowie nieustanne: „jeszcze przygotować coś tam na sobotę”, „ten raport w pracy to pamiętaj że jeszcze trzeba dopracować”, „nie zapomnij że…”, „ile tam ludzi ma być – chyba ze dwadzieścia?”…
I tak rok po roku. Zmęczenie straszne. I smutno coraz bardziej. I samotnie. No ale przecież „nic złego się nie dzieje” i „no czego ty wymyślasz, dziewczyno?, przecież wszystko gra” – sama tak do siebie mówiłam i sama sobie wmawiałam, że jest dobrze. Przecież rodzinę mam, nikt nie choruje, z pieniędzmi dajemy radę, jest co jeść i gdzie mieszkać, dziecko jakoś się uczy i nie wagaruje, no to – o co kaman?…

W końcu organizm powiedział – dość. Skoro sama nie widziałam, że jest źle, to moje ciało zaczęło mi to wyraźnie dawać do zrozumienia (bo nasze ciała całkiem mądre są – teraz to wiem). Zaczęło boleć. To było ze cztery lata temu.
Chodzenie po lekarzach w poszukiwaniu diagnozy dało tylko jedno – wszystkie badania mówiły, że jestem zdrowa 🙂 . A ból był już taki, że w nocy spać nie mogłam, a nawet jak zasnęłam, to się budziłam przy byle ruchu. Ale zdrowa jestem przecież…

No to jak nie lekarze, to ja sama muszę pomyśleć. I zaczęłam myśleć. W końcu zaczęłam myśleć. O sobie. I o tym, czego może MI potrzeba… Nie mojej mamie, nie dziecku, nie mężowi, nie szefowi, nie koleżance, tylko MI. I wiecie – okazało się, że ja też potrzebuję różnych rzeczy. Jeszcze nie do końca i nie zawsze wiem, jakich. I jeszcze nie do końca wiem, jak je sobie dać…
Ale przynajmniej mam już kierunek – poznać siebie. Poznać siebie bardziej. I poznać świat i jego możliwości. Bo świat ciekawy bardzo jest. I ja też jestem ciekawa. Jestem ciekawa świata i ja jako osoba jestem ciekawa dla świata. Bo fajna jestem 🙂 .

Nadal dużo pracuję, nadal mam dużo obowiązków i właściwie jakby spojrzeć obiektywnie, to tak za dużo to się nie zmieniło. Tylko ja się zmieniłam bardzo i moje podejście do siebie samej i do świata naokoło. Jestem ważna i mam prawo chcieć albo nie chcieć, zgadzać się albo odmawiać. To takie proste, a takie trudne…
Znów mnie wiele rzeczy cieszy. Znów zaczęłam zauważać te rzeczy, które mnie cieszą i dałam im na to szansę. Zauważam siebie samą i widzę, kiedy mam już dość. Uczę się wyciszać, zwalniać, dostrzegać… Te ostatnie parę lat (tak, tak, to nie przychodzi samo ani szybko) dużo pracowałam nad sobą i swoim podejściem do życia, do świata, do siebie i do innych. Teraz się sobie podobam.
Ciało jeszcze czasem boli, ale coraz rzadziej i znacznie, znacznie mniej. Ani w spaniu mi nie przeszkadza, ani żadnych leków nie biorę. Próbuję różnych nowych rzeczy, czytam o wielu fajnych rzeczach, zauważam nowe obszary, które dotychczas albo pomijałam (bo brak czasu) albo lekceważyłam (bo to głupoty jakieś), nowych ludzi spotykam. Ciekawych.
Jeszcze czasem bywają gorsze dni, no ale bez nich nie odczuwałabym przecież tych lepszych. Jeszcze nie wszystko ułożyłam sobie tak, jak bym chciała, ale dzięki temu mam na co czekać i co planować. Jeszcze wiele mam spraw, które czekają na przemyślenie i czasem – podjęcie decyzji. Ale to powoli… Codziennie krok po kroku… Do przodu 🙂 .

PS. Jak widać, teraz popadłam w drugą skrajność – nieuleczalny optymizm 🙂 . Może z czasem trochę mi przejdzie, ale na razie podoba mi się tak, jak jest.

*Natalia – na życzenie osoby piszącej powyższe jej imię zostało zmienione.

Strona 2 z 2

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén