Fundacja Strefa Kobiet

Tag: gwałt

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – OLGA, o gwałcie na ciele i duszy!

codziennieW ramach autorskiego projektu CODZIENNIE KROK DO PRZODU zamieszczamy opowieści zwykłych-niezwykłych kobiet, które poznałyśmy w naszej fundacji lub które przewinęły się przez nasze życia przy okazji różnych naszych działań, wyjazdów, wydarzeń. Zaprosiłyśmy je do tego, żeby podzieliły się z innymi swoimi doświadczeniami, żeby opowiedziały o tym, jak udało im się podnieść po różnych życiowych zawirowaniach i nie tylko wstać, ale CODZIENNIE stawiać chociażby ten jeden KROK DO PRZODU! To kobiety, które uwierzyły, że warto się starać i żyć jak najpełniej się tylko da. Kobiety w różnym wieku, z różnych miejsc, z różnym wykształceniem, pochodzeniem, zasobnością portfela – prawdziwa przebogata mozaika!

Olga* mówi o sobie, że jest kobietą r o z k w i t a j ą c ą. Lubi swój czas dojrzałości, cieszy się nim i nic, oprócz obawy przed chorobami nie zaprząta jej głowy. Ma nadzieję, że praca, którą obecnie wykonuje będzie dawała jej na chleb jeszcze długo. Ma swoje hobby, dobry związek, tzw. odchowane dzieci, więc właściwie wszystko.

MM.: Przyjęłaś zaproszenie do naszego projektu po dłuższym namyśle… A właściwie na początku odmówiłaś. Powiedziałaś, że właściwie nie miałabyś się czym podzielić z innymi.

O.: No wiesz, trochę kokietowałam. W życiu pięćdziesięciolatki zdążyły się zdarzyć różne sprawy, i te dobre, i gorsze. Miałam swoje kryzysy i sukcesy, było różnie. Ja tylko nie miałam w głowie pomysłu na to, co z moich opowieści mogłoby posłużyć innym. Dopiero później pomyślałam sobie o… mojej matce. Jest trochę zadr, które tkwią we mnie. Mimo terapii, to takie bolesne wspomnienia. Za każdym razem, gdy do nich wracam widzę siebie, takie małe wystraszone dziecko, potem dorastającą wycofaną dziewczynę… ech!

Opowieść Olgi:

Neurotyczna, skoncentrowana na sobie, znerwicowana i niepohamowana w swoich gniewnych zapędach matka, to koszmar dla dziecka. Taka właśnie była moja. Zdominowała całkowicie ojca, ustawiła według swoich reguł. Mnie obrabiała, jak oporny materiał, heblowała tępym ostrzem, aż się poddałam w tym sensie, że wyparłam wszystkie swoje chcenia. Tkwiłam w swoim pokoju, zanurzona w książkach, w nauce. Czułam, że odstaję od wielu zadowolonych z siebie, spełniających się rówieśników, ale nie wiedziałabym nawet, jak to jest korzystać z życia i nawet, gdyby ona mi na cokolwiek pozwoliła nie umiałabym chyba tego. Krótka smycz, przemoc fizyczna i słowna zabiły we mnie spontaniczną radość, zadowolenie z siebie, nadzieję, że mogę mieć szczęśliwe życie, że ktokolwiek może mnie kochać.

Odeszłam fizycznie z domu zaraz po maturze, ale psychicznie zamknęłam się na moich rodziców, gdy miałam… 12 lat. Wtedy zdarzył się wypadek, który zakończył moje dzieciństwo, jakiekolwiek by nie było. Ledwo znajomy mi chłopak, sprawiający wrażenie zwyczajnego, zgwałcił mnie, tak po prostu, w biały dzień… Zwabił w ustronne miejsce, zastraszył i zrobił swoje. Zwyczajny chłopak, w zwyczajny dzień… Gdy biegłam zapłakana do domu, miałam wrażenie, ze wszyscy na ulicy wiedzą, co się stało. Uciekłam, wydawało mi się, do bezpiecznego miejsca. Innego nie miałam. W domu popłoch, zawodzenie: „Dlaczego mnie to spotkało?!” – „mnie”, czyli ją, moją matkę. Potem mobilizacja: trzeba zgłosić sprawę do prokuratury, „zniszczyć gnoja” i po godzinie, dwóch, od wydarzenia jazda PKSem do innego miasta. Niekończąca się dla mnie podróż, a tylko około godzinna, w zatłoczonym autobusie. Siedziałam wciśnięta w okno, ze strachu, bo obok mnie usiadł jakiś mężczyzna. Moi rodzice jechali z pozoru ze mną: czyli kilka siedzeń ode mnie, razem, matka wbita była w ojca, ze zgniecioną z rozpaczy twarzą… A ja tak chciałam wtedy, żeby ktoś bliski chociaż potrzymał mnie za rękę. Zamiast tego zaczęły pojawiać się we mnie wyrzuty sumienia, za to, że matka przeze mnie cierpi, że ją skrzywdziłam, tym co się stało.

Potem pierwszy raz ginekolog, a nawet pani ginekolog, „żebym czuła się lepiej z kobietą”. Nie było lepiej, bo pani była rozczarowana brakiem potężnych uszkodzeń mojego ciała. Skoro były nikłe, pozwoliła sobie na stwierdzenie: „same się nadstawiacie, a potem macie pretensje” – i znowu pojawił się we mnie wstyd i to cholerne poczucie winy, znowu kogoś zawiodłam.

Sprawa została umorzona. Chyba byłam mało wiarygodna – nigdy nie poznałam przyczyny! I znowu poczucie winy i coraz częstsze uwagi matki, świadczące o tym, że nie jestem dla niej wiarygodna, że ona właściwie nie ma powodów, żeby mi wierzyć, skoro inni nie uwierzyli. Po kilku latach dowiedziałam się, że mój gwałciciel dostał kilkuletni wyrok za serię gwałtów na kobietach. Poczułam się z tym lepiej i nie chodziło mi już tak bardzo o to, że zelżał przerażający strach przed nim, z jakim zmagałam się przez całe swoje dorastanie, ale o to, że wreszcie ktoś uwierzył, że on robił innym krzywdę. Nikt niestety nie uwierzył mi…

Miałam zawsze niemożliwe do zniszczenia przez kogokolwiek pragnienie doświadczania nowych rzeczy i podejmowania nowych wyzwań, dlatego mam teraz życie takie, jakie chcę. Mam też bardzo wyczulony radar na ludzi, którzy szkodzą temu, jak żyję i od nich uczę się na czas odchodzić. Daje mi siłę ciekawość, z jaką podchodzę do świata, dzięki czemu moje życie jest ciekawe, w wielu kolorach, zmienne, nie ma w nim mowy o nudzie. Dziś mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Może było mi trudniej, niż tym, którzy mieli dobre, kochające domy – oni mogli powielać pozytywne wzorce, a ja musiałam je sobie stworzyć. Ale udało się i teraz żyję pełnią życia. Włożyłam w naprawienie swojej zepsutej maszynerii mnóstwo pracy, wymieniłam wiele uszkodzonych elementów, aż zaczęła sprawnie działać. Dbam o nią cały czas, bo nic nie jest na stałe, na zawsze! Nie wolno zapominać o sobie, zostawiać siebie na potem. Trudno się pozbierać, gdy przez długi czas nie dbamy o nasze ciało, gdy tkwimy w napięciu, nie uwalniamy emocji, czy gromadzimy gniew.

Moja matka umiera, odkąd pamiętam, od zawsze jest w spazmach i histerii, podejrzeniach i strachu, w galopującej kontroli wszystkiego i wszystkich. Stara była już w wieku 30. lat tak o sobie mówiła. Całe swoje otoczenie skażała i skaża narzekaniem i złorzeczeniem. Ja tak nigdy nie chciałam żyć, taki miałam główny cel w życiu i wiecie co? UDAŁO MI SIĘ!

Odcinajcie się na czas od swoich domów, szczególnie tych toksycznych! Żyjcie swoim życiem. Naprawiajcie to, co Wam nie działa, tak jak trzeba w środku, bo kurcze, życie jest fajne i wcale nie musi być wieczną męką!!!

Ps. I dbajcie o swoje dzieciaki! One potrzebują WAS! Chcą mieć zrozumienie, zainteresowanie, troskę, bezpieczeństwo. Z pierdoł i zalewających ich gadżetów nie zbudują sobie szczęśliwego życia. Miejcie dla nich czas. Niańki to nie wszystko, babcie też za mało. One nie potrzebują 5 kół zainteresowań i 3 dodatkowych języków. Nie wychowujcie niepozbieranych samotników. Rozmowa i zwyczajne bycie nic nie kosztują!

*Olga – na prośbę rozmówczyni, jej imię zostało zmienione.

List otwarty ws. gwałtu na kobiecie chorej na padaczkę

Podpisałyśmy i My. Treść listu poniżej:

 

Sąd rejonowy w Elblągu skazał dwóch ratowników medycznych, Mariusza C. i Jarosława G., na  – odpowiednio – 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat i 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata za gwałt na kobiecie. Wyrok nie jest prawomocny.

Do gwałtu doszło podczas szkolenia w Kaliningradzie, w którym uczestniczyli między innymi ratownicy medyczni z Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu. Towarzyszyła im pani Aleksandra, tłumaczka. Po powrocie do kraju kobieta zgłosiła na policję, że została zgwałcona. Prokuratura wszczęła śledztwo.

Gwałciciele wiedzieli, że pani Aleksandra jest chora na epilepsję. W trakcie gwałtu dostała ataku, przez co utraciła na jakiś czas świadomość.

Proces dwóch ratowników medycznych w elbląskim sądzie rozpoczął się w czerwcu ubiegłego roku. Jednemu z oskarżonych postawiono zarzut zgwałcenia oraz tzw. innych czynności seksualnych, natomiast drugi został oskarżony jedynie o inne czynności seksualne. Grozi za to kara, odpowiednio, do 12 i do 8 lat więzienia. Żaden z mężczyzn nie przyznał się do winy.

Oburzający jest nie tylko sam fakt wykorzystania kobiety, która w trakcie zdarzenia była całkowicie bezbronna, ale także skandalicznie niskie wyroki, jakie zasądzono sprawcom. Nie jesteśmy zwolennikami_czkami wysokich kar, stawiamy na resocjalizację, ale prawo musi działać w imię sprawiedliwości i ochrony osób pokrzywdzonych. Wyroki zapadłe w tej sprawie dają nam poczucie, że tak się tym razem nie stało.

Do problemu zbyt łagodnej legislacji dochodzi niejednokrotnie mentalność sędziów. Coraz częściej mamy do czynienia z wyrokami, które uwłaczają zwykłemu poczuciu sprawiedliwości. Sądy wciąż zbyt łagodnie traktują gwałcicieli, ukazując brak wiedzy i wrażliwości. Mamy świadomość, że potrzebna jest tu edukacja i czynimy wszystko, by uwrażliwiać i przekazywać wiedzę o przemocy seksualnej.

Przemoc seksualna jest skrajną formą wykluczenia – kompletnym zaprzeczeniem najbardziej podstawowych zdolności człowieka do empatii i wzajemnego szacunku. Jest wyrazem dominacji i władzy. Brutalność aktu zgwałcenia, jakiego dopuścili się obaj mężczyźni, spotęgowana wykorzystaniem choroby kobiety, jest obrzydliwa i zasługuje na radykalne potępienie.

Nie możemy dopuścić, aby karą za taką zbrodnię były 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat czy 8 miesięcy w zawieszeniu na 3 lata. W solidarnym społeczeństwie za adekwatnym wyrokiem za przestępstwo gwałtu idzie napiętnowanie społeczne. Tymczasem można odnieść wrażenie, że zamiast poszkodowanych to sprawcy są pod społeczną ochroną.

Jaki obraz ta sytuacja przedstawia ludziom mogącym doświadczyć gwałtu bądź zastanawiającym się nad złożeniem zeznań? Jak traktuje się kobiety w naszym kraju? Co mamy teraz powiedzieć tym, które chcą iść na policję? Po raz kolejny otrzymujemy gorzką lekcję życia, że instytucje odpowiedzialne za ochronę osób doświadczających przemocy zawiodły.

Czas wreszcie przerwać milczenie nad sprawcami przemocy seksualnej!

Codziennik Feministyczny

Sygnatariuszki_e:

Centrum Praw Kobiet
Dziew/czyny
Fundacja Feminoteka
Fundacja Autonomia
Fundacja Mama
Fundacja RÓWNOŚĆ.INFO
Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny
Fundacja Strefa Kobiet
Głosy Przeciw Przemocy
Lewica.pl
Obserwatorium Równości Płci
Pismo feministyczne „Zadra”
Porozumienie Kobiet 8 Marca
Stowarzyszenie Kobiet Konsola
Stowarzyszenie Inicjatyw Kobiecych
Stowarzyszenie Kongres Kobiet
Stowarzyszenie na Rzecz Kultury Różnorodności bez!miar
YESteśMy

Źródło: http://codziennikfeministyczny.pl/list-otwarty-ws-gwaltu-na-kobiecie-chorej-na-padaczke/

Oświadczenie w sprawie praw zgwałconej 11-latki

Stowarzyszenie Strefa Kobiet podpisuje się pod oświadczeniem oraz apeluje do mediów o wstrzemięźliwość w głoszeniu wszelkich informacji dotyczących tragedii 11-latki. Nie uczestniczmy w nagonce medialnej, ta dziewczynka już dość wycierpiała.

Kilka dni temu opinią publiczną wstrząsnęła sprawa dwóch nastoletnich chłopców, którzy zgwałcili jedenastoletnią kuzynkę. Wskutek gwałtu pokrzywdzona zaszła w ciążę, zaś jej rodzice wystąpili o zgodę na aborcję. Zgodnie z informacjami podawanymi przez media, sąd wyraził na to zgodę.

bbbb

Ilustracja Doroty Świderskiej

Upublicznienie informacji o przestępstwie i zgodzie sądu na przeprowadzenie zabiegu przerwania ciąży spowodowało niepokojące reakcje. W atmosferze nagonki konserwatywni publicyści moralizują, aby dziewczynka donosiła ciążę, wbrew swojej woli, mimo krzywd, jakich doznała w wyniku przemocy seksualnej i bez względu na psychiczne i fizyczne konsekwencje ciąży i porodu.

Podawane są przy tym nieprawdziwe informacje z zakresu zdrowia kobiet, np. o tzw. „syndromie postaborcyjnym”, którego istnienie nigdy nie zostało udowodnione. Wprowadzanie opinii publicznej w błąd za pomocą zmanipulowanych „twierdzeń naukowych” w celu zmuszenia 11-letniej dziewczynki do noszenia ciąży niechcianej i zagrażającej jej zdrowiu i życiu oraz opatrywanie tego wyrazami troski o nią, uważamy za wyraz ogromnej hipokryzji i mizoginii. Pragniemy wyrazić oburzenie pogardą dla cierpienia tej dziewczynki i arogancją, z jaką po raz kolejny zarządza się kobiecym ciałem dla własnych interesów i przekonań.

Warto w tym kontekście przypomnieć nagonkę wymierzoną w 2008 r. w 14-latkę z Lublina, która po otrzymaniu zgody na terminację ciąży powstałej w wyniku gwałtu była prześladowana przez aktywistów/ki ruchu antyaborcyjnego. Wykonania zabiegu najpierw odmówił lekarz lubelskiego szpitala im. Jana Bożego, namawiając jednocześnie matkę i dziewczynkę na konsultację z księdzem. Następnie wykonania zabiegu odmówiła jedna z warszawskich placówek, pod którą dziewczynka i jej matka zostały „w imię życia” zaatakowane przez dwójkę aktywistów. Wezwany na miejsce zdarzenia policjant przedstawił matce dziewczyny postanowienie lubelskiego sądu o ograniczeniu jej praw rodzicielskich, a nastolatkę umieścił w pogotowiu opiekuńczym. Ostatecznie, po interwencji ówczesnej ministry zdrowia, udało się uzyskać zgodę na aborcję. Zabieg wykonano w Gdańsku co upubliczniła Katolicka Agencja Informacyjna wbrew woli osób zainteresowanych.

W 2012 r. dziewczynka i jej matka wygrały proces przeciw Polsce w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, który orzekł, że Polska naruszyła przepisy europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności dotyczące zakazu nieludzkiego i poniżającego traktowania, prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, a także prawa do wolności i bezpieczeństwa osobistego. Była to jedna z kilku przegranych przed Trybunałem przez Polskę spraw związanych z dostępem obywatelek do legalnej aborcji, prawa do odwołania od decyzji lekarza(rki) i zachowania tajemnicy lekarskiej.

W ostatnich dniach upubliczniona została tzw. „Deklaracji wiary lekarzy katolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej”, w której lekarze deklarują, że będą odgórnie, bez względu na indywidualny stan zdrowia (w tym stan zdrowia psychicznego), potrzeby oraz prawo do samostanowienia i wolność sumienia pacjentek odmawiać kobietom przeprowadzenia określonych zabiegów i udzielenia świadczeń z zakresu zdrowia reprodukcyjnego. Takie działania już są podejmowane, nie tylko w sprawach związanych z przemocą seksualną: 8 czerwca tygodnik „Wprost” zamieścił artykuł o profesorze Chazanie, który odmówił zgodnej z prawem aborcji powołując się na klauzulę sumienia. Znana jest także sprawa Alicji Tysiąc, w której brak procedury odwołania się od odmowy przeprowadzenia zabiegu został uznany przez Trybunał w Strasburgu za naruszenie praw człowieka.

W kontekście opisanych wyżej historii oraz tzw. „deklaracji wiary” coraz bardziej istotna staje się kwestia realnego zapewnienia przez państwo polskie swobodnego dostępu swoim obywatelkom do wszystkich zgodnych z prawem świadczeń medycznych.

Przypominamy, że aborcja w przypadku ciąży będącej wynikiem przestępstwa, zagrożenia dla zdrowia lub życia kobiety oraz nieodwracalnych wad płodu jest w Polsce zabiegiem legalnym. Państwo polskie jest zatem zobowiązane do zapewnienia swoim obywatelkom możliwości skorzystania z tego świadczenia medycznego. Co więcej, większość społeczeństwa popiera przeprowadzanie zabiegów przerwania ciąży w tych przypadkach (wg badań CBOS z 2012 r. 78% Polek i Polaków popiera prawo do przerwania ciąży będącej wynikiem gwałtu). 

Domagamy się od ministra zdrowia wprowadzenia procedur zabezpieczających prawo kobiet do przysługującej im opieki medycznej, w tym do przerwania ciąży w sytuacjach określonych prawem. Polskie prawo antyaborcyjne należy do najostrzejszych w Europie, a mimo to jest z trudem egzekwowane z powodu lekarzy(rek) pogardzających swymi pacjentkami. Jest to szczególnie dramatyczne, gdy w grę wchodzi dobro dziewczynek i kobiet poszkodowanych gwałtem. Prawo powinno być zmienione w kierunku zapewnienia im pełnej i ogólnodostępnej opieki zdrowotnej oraz ochrony przed działaniami ludzi, którzy własną mizoginię nazywają sumieniem, stosując metody zastraszania i publicznej nagonki. Domagamy się również jasnych procedur i wyciągania konsekwencji wobec osób winnych łamania tajemnicy lekarskiej (udostępniania informacji o stanie zdrowia i przeprowadzonych zabiegach osobom niepowołanym, w tym przedstawicielom Kościoła Katolickiego, aktywist(k)om antyaborcyjnym i mediom). Przypominamy, że minister zdrowia ma obowiązki wobec pacjentek i obywatelek, nie wobec biskupów, i nie wobec fanatyków. Ma obowiązek zapewnić dostęp do należnych świadczeń zdrowotnych i zachowania tajemnicy lekarskiej wszystkim, w tym kobietom i zgwałconym dzieciom.

Jednocześnie wyrażamy zdecydowany sprzeciw wobec publicznego oceniania ofiar gwałtu i narzucania im sposobu radzenia sobie z traumą i jej skutkami. Dziennikarze(rki) i publicyści(stki), którzy roszczą sobie prawo do decydowania o życiu i zdrowiu 11-letniej ofiary gwałtu w praktyce realizują te same cele co sprawcy przemocy seksualnej, tj. dominacji i władzy nad kobiecym ciałem. Jednak w przeciwieństwie do nieletnich sprawców robią to z pozycji moralnych autorytetów broniących najważniejszych wartości. Chcą oni realizować swoje ideologiczne cele kosztem ofiar przemocy seksualnej, co w publicznej debacie nie powinno mieć miejsca.

My, niżej podpisani i podpisane:

Codziennik Feministyczny

Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny

Fundacja Feminoteka

Fundacja Karat

Głosy Przeciw Przemocy

Hollaback! Polska

Porozumienie Kobiet 8 Marca

Stowarzyszenie Pro Femina 


Komentarz Ewy Rutkowskiej:

Media piszą o gwałtach, potwornych nadużyciach w Indiach. Tu widać oburzenie, potępienie dla sprawców i dla polityków. Tym ostatnim słusznie zarzuca się bezczynność, niechęć do zajęcia się problemem przemocy i przemocy seksualnej wobec kobiet. Sporadycznie jednak pojawiają się komentarze dotyczące przyczyny tej przemocy. Nie przeczytamy w prasie i nie usłyszymy w telewizji ani w radio, czemu „służy” ta przemoc, co nam ona „załatwia” na poziomie społecznym. Służy zatem ona trzymaniu kobiet w ich rolach, w ryzach, w przekonaniu, gdzie powinno być ich miejsce. Przemoc daje sprawcom poczucie panowania nad kobietami, daje możliwość karania w sposób najbardziej dotkliwy i szantażowania. Kobieta szantażowana przez partnera, zgodzi się na wiele, by „dzieci miały ojca”, by nie wypominano jej, że zamiast dźwigać krzyż swój, rozwiodła się, zgodzi się na przemoc ekonomiczną, by nie być bitą, na seksualną, by partner/mąż nie wyżywał się na dzieciach, etc. Szantaż w pracy jest równie skuteczny. Kobiety muszą zachować pracę, by utrzymać dzieci, by przeżyć, „godzą się” na mniejsze zło „godząc się” tym samym na molestowanie seksualne, złe warunki pracy, poniżanie, etc.

Tymczasem w Polsce dzieją się podobne tragedie, podobne do tych, które mają miejsce w Indiach. Może na mniejszą skalę, może nie są gwałcone turystki. Ale czy naprawdę skala przemocy domowej wobec kobiet jest nam znana? Czy media zadały sobie pytanie, dlaczego w przypadku kobiet, które zostały obwołane „dzieciobójczyniami” nie wchodziła czasem w grę przemoc, w tym przemoc seksualna? Czy nie można przyjąć hipotezy o ich zastraszeniu przez całe rodziny, o dominującej roli biedy, w której żyły, o niemożliwości stosowania bezpłatnej antykoncepcji (jeśli ma się trójkę dzieci i zarabia w hipermarkecie 1500 złotych na rękę, to koszt 40 złotych za antykoncepcję miesięcznie, wizyta u lekarza(rki) od czasu do czasu – 120-150 zł plus dojazd, to są kwoty zaporowe), o być może gwałtach dokonywanych przez męża? Dlaczego tych pytań media nie stawiają?

Dlaczego nie naciskają wraz z organizacjami feministycznymi na premiera w sprawie ratyfikacji konwencji? Dlaczego odnośnie w zasadzie wszystkich problemów media uznały, że trzeba pytać szeroko rozumianych przedstawicieli(ek) KK i potem oddawać się komentarzom ich często kuriozalnych wypowiedzi? Skąd media wzięły swoje z kolei przekonanie, ze prawda leży po środku? Pojawiło się wszak myślenie, ze owszem sprawca gwałtu jest winny, ale ofiara też pewnie miała swoje za uszami?

Dlaczego w kontekście zgwałconej dziewczynki nikt nie zadał sobie pytania o edukację seksualną, czy raczej jej brak w kontekście jej kuzynów? Dlaczego jej prawo do przerwania ciąży jest W OGÓLE jakkolwiek poddawane dyskusji i komentarzom? 

Dziennikarze(rki) w przypadku tego dziecka i całej rodziny dotkniętej tragedią powinni zachować należytą dyskrecję, być może świadomie nie informować o niczym lub ograniczyć informację do absolutnego minimum.

Źródło: http://codziennikfeministyczny.pl/oswiadczenie-ws-praw-zgwalconej/

Boćkowski Krzysztof, psycholog zresztą…

 

Polecamy wpis blogerki Sylwii Kubryńskiej będący reakcją na słowa biegłego sądowego, w dodatku psychologa, Krzysztofa Boćkowskiego, który autorytarnie zaznawał kilka dni temu: często same prowokują i doprowadzają mężczyzn do tych sytuacji” (o nas, kobietach, rzecz jasna, rzeczony raczył wspominać), bo: “Przykładowo, gdy kobieta umawia się na randkę, nie jest chyba świadoma, kolokwialnie mówiąc, że mężczyzna zawsze jest nastawiony na seks”.

Pani Sylwia zastanawia się więc co począć teraz z tyloma kontaktami, jakie dotąd nawiązywała z mężczyznami, a to na wódce, a to na kawie i … nic. Nic nie zaszło. Może odnowić kontakty i podziękować za szlachetność swoim znajomym i za to, że nie została przez nich zgwałcona?

Strach pomyśleć, co Sylwię i nas wszystkie czeka w przyszłości, bo w myśl cytowanego już wyżej Boćkowskiego Krzysztofa, psychologa w dodatku: „Jeżeli kobieta nie chce współżyć, to niech się nie spotyka z mężczyznami. Proste.” Przyjdzie nam omijać męski rodzaj łukiem szerokim, jeżeli tylko do współżycia gotowymi być nie będziemy.

Zachęcamy do lektury: http://kubrynska.com/2013/11/07/dziekuje-ze-mnie-nie-zgwalciles/

Szprotest: Seksuolog prowokuje wymioty

Za zgoda autorki umieszczamy cały wpis dotyczący głośnej wypowiedzi K. Boćkowskiego. Polecamy wpis, jak i cały blog.

1174969_10201776392001165_1013304751_n

Kariera Krzysztofa Boćkowskiego, seksuologa i ginekologa, który zabłysnął na łamach najpierw Czasu Białegostoku, a później Tok FM zamiast przygasnąć po pierwszym trzęsieniu ziemi chyba niestety się rozwija. Winię o to odrobinę Judytę Kokoszkiewicz z Czasu Białegostoku, która w ogóle uznała, że opinia seksuologa (a nie, dajmy na to – policjantki czy psychologa) jest istotna, gdy mówi się o przyczynach gwałtu. Twierdzę bowiem, że przede wszystkim o gwałcie należy rozmawiać albo w wymiarze czysto kryminalnym, z wykorzystaniem policyjnych statystyk czy Niebieskiej Linii, albo też w wymiarze kulturowym. Specjalista od pożycia seksualnego, choćby i z pozycji biegłego sądowego, ma w tym temacie takie same kompetencje co przypadkowy pasażer w tramwaju i z takim samym prawdopodobieństwem trzaśnie z przytupem srogiego kocopoła.

O obwinianiu ofiary pisałam tu już tyle razy, że prawie czuję się zniechęcona tematem. Widząc jednak, jak facebookowi celebryci dołączają się do opinii “ofiara gwałtu nie jest winna, ALE”, poruszę ten temat raz jeszcze. I jeszcze, i jeszcze, bo chyba nigdy dość.

Spójrzmy jeszcze raz, co mówi pan doktór:

Dlaczego kobiety wstydzą się przyznać, że zostały zgwałcone? Bo często same nie wiedzą, co tak naprawdę się stało, sytuacja była niejasna. Przykładowo, gdy kobieta umawia się na randkę, nie jest chyba świadoma, kolokwialnie mówiąc, że mężczyzna zawsze jest nastawiony na seks. Dziwić może to zaskoczenie kobiet, które mówią „po fakcie”, że chciały się tylko pocałować, a tymczasem zdarzyło się więcej. Problemem mężczyzn jest to, że trudno jest im odczytywać sygnały płci przeciwnej – ciężko jest się domyślić, kiedy kobieta chce, a kiedy nie chce.

I wiecie co: to jest trafna diagnoza. Zanim mnie zakrzyczycie, już wyjaśniam, co w niej trafnego: w naszej kulturze pojęcie “gwałtu na randce” właściwie nie istnieje. Więc tak – kobieta doświadczywszy przemocy seksualnej nie jest pewna, co się stało i na ile stało się to z jej winy. Mężczyźni wzrastają w przekonaniu, że jeśli pozwoliła na pocałunek, to pozwoli na wszystko – przecież tak jest nawet w niewinnym kinie familijnym made in USA, nie tylko w pornografii. I faktycznie nie umieją rozpoznać sygnału, że pocałunek wystarcza, flirt wystarcza, nie posuwamy się dalej. Nie jest to jednak – a tak wydaje się twierdzić pan doktor – wina kobiet, lecz systemu, który uczy nas, kobiety, uległości, zaś mężczyzn nie uczy, by pytać o intencje. Potrzebna jest zmiana.  Musimy powtarzać komunikat “jeśli nie jesteś pewny, czy chce, zakładaj, że nie chce” tak długo, aż stanie się oczywistym.

(kwestię męskiego wiecznego nastawienia na seks w cytowanej wypowiedzi pomijam – nawet jeśli to nastawienie występuje, nie jest ono wyłącznie męską domeną i nadal nic nie usprawiedliwia)

Dalej jednak pan doktor już odjeżdża ze stacji “Umiarkowana Mizoginia” w kierunku “Batshitcrazyville”, mówiąc:

Fakty, że tylko 10% kobiet zgłasza gwałt na policję wynika też z nastawienia – dla jednej ten gwałt był wielką tragedią, dla innej niekoniecznie. Wydaje mi się, że na policję zgłaszają się takie kobiety, które faktycznie nieszczęśliwie stały się ofiarami bestialskiego gwałtu, i które nie mają sobie samym niczego do zarzucenia.

Z całą pewnością jest tak, że nie wszystkie przeżywamy tę krzywdę tak samo. Przyczyny niskiej zgłaszalności gwałtów są jednak inne: aktualnie ofiara musi przejść przez długą drogę przesłuchań, niedowierzania i udowadniania, że nie zrobiła nic prowokującego. Biorąc jednocześnie pod uwagę, że ponad trzy czwarte gwałtów jest dokonywanych przez sprawców znanych ofierze – trudno się dziwić niechęci do zgłoszeń. Jak donieść na swojego męża, chłopaka czy kuzyna? Jak dowieść, że po dwóch piwach na randce i paru pocałunkach jednak nie chciało się seksu? Szansa na ukaranie czy choć odizolowanie sprawcy jest niewielka, zaś rozgrzebywanie intymnych szczegółów zajścia – upokarzające.

W dyskusji o zjawisku gwałtu bardzo często miesza się dwa porządki: jak jest i jak powinno być.

Jest tak, że męźczyźni gwałcą. Nie wszyscy. Pewna część. Czasem dlatego, że mają nasrane we łbie i chcą pokazać, kto tu rządzi, jak na przykład nadmiernie kontrolujący mężowie. Czasem dlatego, że są durnymi gimbusami, którzy całą wiedzę o życiu seksualnym mają z redtube’a, przechwałek kolegów i katechez zwanych przygotowaniem do życia w rodzinie – i nie wiedzą, że można poprzestać na pocałunku. Czasem dlatego, że przez całe życie słyszeli, że kobiece “nie” oznacza “być może”.

Dlatego, gdy przyjaciółka pójdzie na spotkanie z kolesiem poznanym przez internet, być może zasugeruję jej miejsce publiczne, naładowaną komórkę i pilnowanie drinka. Nie będzie to jednak moja sprawa i nie będę jej odpytywać, czy tego dopilnowała. Tak, jest to pewna hipokryzja. Godzę się z nią.

Powinno być tak, że choćby szła przez tę mityczną Pragę bez tych mitycznych majtek – nikt nie ma prawa jej tknąć (co najwyżej zadzwonić na Straż Miejską, bo może chora lub ućpana). Powinno być tak, że nastolatka umawiająca się z kumplem ze starszej klasy wróci do domu i będzie miło wspominała pierwszą randkę. Powinno być tak, że każde “nie” oznacza “nie”.

Dlatego nigdy nie wyskoczę z ogólną radą, by nie chodzić w dane miejsca, nie wkładać określonych ciuchów i unikać legalnych używek. Nie możemy chować się w twierdzach i zasłaniać ciała tylko dlatego, że jest jak jest. W żadnym wypadku do publicznego dyskursu nie powinniśmy dopuszczać porad, jak uniknąć gwałtu. Porada, jak go uniknąć jest bowiem jedna: nie gwałć.

Na to, że jest jak jest, nie pomoże więzienie kobiet we własnych domach i wychowywanie ich w atmosferze poczucia zagrożenia. Pomoże jednak przypominanie wszystkim, że sam popęd seksualny nie oznacza, że musimy mu ulegać wbrew woli drugiej strony – inne czynności fizjologiczne jakoś mamy pod kontrolą, prawda?

Powtórzę swoją wyliczankę z notki “Oczy ofiary“:

Kobieta w każdej chwili może powiedzieć “nie”. Jej “nie” znaczy “nie”. Nie daj sobie wmówić, że znaczy coś innego. Ludzie, którzy nie traktują poważnie czyjegoś “nie” kończą w brunatnych mundurach.

Jeśli ma krótką spódniczkę, to chce ładnie wyglądać, a nie być przeleciana.
Jeśli ma wielki dekolt, to lubi swoje ciało, a nie seks wbrew swojej woli.
Jeśli pije na imprezie, to chce się rozluźnić, a nie ściągnąć majtki.
Jeśli się z tobą całuje, to chce się całować w usta.
Jeśli ma opinię osoby, która chętnie sypia z innymi, to nadal nie oznacza, że jesteś na jej liście.
Jeśli się upiła i śpi, to woli odespać niż dostać otarć w miejscach intymnych.

Jestem wściekła, że powtarzamy tę dyskusję, że zawsze po “nie winię ofiar gwałtu” jest jakieś “ALE”. Przeświadczenie, że każda opinia jest cenna – jest przereklamowane. Większość opinii o gwałtach, jakie czytam na facebooku czy blogach to drętwe pierdolenie o prawdzie leżącej pośrodku bez śladu choćby próby poznania zjawiska, sięgnięcia po statystyki policyjne czy teksty na stronie Niebieskiej Linii. Bez śladu pojęcia, że żadne inne przestępstwo nie jest tak obudowane kulturową chęcią obwinienia ofiary o to, co się stało i bez żadnej refleksji, że dotyka najbardziej intymnej strefy życia.

Mam zatem taką propozycję: jeśli ktoś zamierza sformułować opinię o ofiarach z dodaniem “ALE”, niech zastanowi się, kogo interesuje ta opinia – bo nas, osoby zajmujące się od długiego czasu profilaktyką przemocy seksualnej zupełnie nie. NIKT WAS NIE PYTA O ZDANIE. Wynoście się z nim z przestrzeni publicznej na dobre.

Źródło: http://szprotestuje.wordpress.com/2013/11/03/seksuolog-prowokuje-wymioty/

Prosta recepta na gwałt, który gwałtem tylko bywa!

 

Gwałt, jak się okazuje, nie na każdej z nas może odcisnąć bolesne piętno. Wystarczy często zmieniać parterów by być bardziej obojętną na doznaną przemoc. Mniej doświadczone seksualnie kobiety ciężej przeżywają gwałty, jednak największą traumą jest on dla kobiet z rodzin katolickich, które nie podjęły wcześnie współżycia.

Na Policję zgłasza się jedynie 10% poszkodowanych, ponieważ tylko tyle kobiet doznaje gwałtów związanych z przemocą, a co najważniejsze jedynie taki nikły procent nie ma sobie nic do zarzucenia, czyli nie prowokowało mężczyzn, nie było współwinnymi tego, co zaszło!

A poza tym nie należy zapominać o naturze, która wyposażyła mężczyzn w nieograniczoną gotowość do seksu i brak umiejętności analizowania sygnałów wysyłanych przez kobiety

Brawo, panie doktorze! Jasna recepta na to by ból mniej bolał!

Polecamy oburzone!

Źródło: http://czasbialegostoku.pl/artykul/kobiety-same-prowokuja-do-gwaltu-coraz-wiecej-seksualnych-przestepstw-w-regionie

Nagie biusty, przemoc i demokracja

 

Pod artykułem Sama Harrisa To nie jest zwyczajna przemoc czytelnik Ryszard Byrka napisał:

„Można, podobnie jak to robi autor, selekcjonować sprawców okrutnych czynów, ze względu na motywację, czy stan ich umysłu. Można, jednak, próbować poszukać wspólnego mianownika. Proste porównanie dwóch gatunków szympansów, zwierząt najbliżej spokrewnionych z ludźmi, wskazuje na odwrotną korelację między bogactwem kontaktów seksualnych, a agresywnością.

Wsparte na biologii, wychowanie do miłości i współpracy zdaje się wzbudzać w ludziach empatię i potrzebę bliskości, istotnie chroniące nas przed odczuwaniem wrogości. Kultura arabska, relatywnie spokojnie i dość wydajnie, rozwijała się, dopóki była przesycona erotyką, a purytańscy chrześcijanie dopuszczali się potwornych zbrodni na Indianach i Aborygenach. Nie przez przypadek, podstawowym hasłem ruchu hipisowskiego było: Make Love Not War.

To, przez konsekwentne umacnianie pozycji kobiet i odczarowywanie erotycznego tabu, mamy szansę redukować zagrożenie, ale nie przez represje nakręcające spiralę agresji.”

Nie całkiem to prawda, gdyż choroby umysłowe, sadyzm, patologia są również w społeczeństwach otwartych i nadal będziemy czytać o szaleńcach mordujących samotne kobiety, o zwyrodnialcach mordujących dzieci w szkołach, czy strzelających z dachów do przechodniów. Istnieje jednak rzeczywiście korelacja między poziomem agresji w społeczeństwie a religijnym purytanizmem i tłumieniem normalnych zachowań seksualnych. Mamy tu również wyraźne powiązanie z kulturową dyskryminacją kobiet. (Twierdzenie o rozwijaniu się relatywnie spokojnie przesyconej erotyką kultury arabskiej oparte jest raczej na braku kontaktu z historią tamtych krajów niż na faktach, ale to inna sprawa.)

W ostatnich dniach wybuchła dyskusja o historii w związku z wystawioną przez gdańskiego studenta rzeźbą przedstawiającą radzieckiego żołnierza zamierzającego zgwałcić kobietę. Rzeźba została szybko zarekwirowana przez policję, prokuratura umorzyła dochodzenia, ale nie bardzo wiadomo jak to interpretować, bo śledztwo w sprawie możliwego popełnienia wykroczenia ponoć nadal trwa. Nocne pojawienie się rzeźby wywołało burzę w Rosji, gdyż jak to określił ambasador tego kraju „był to przejaw chuligaństwa o charakterze otwarcie bluźnierczym”. Znamienne jest tu użycie określenia z religijnej terminologii. Co jest wyraźnym sygnałem, że jakakolwiek dyskusja o faktach powinna być zakazana, gdyż oznacza szarganie świętości. Polska prasa przypomniała jednak z tej okazji, że gwałcenie kobiet było podczas tej wojny na porządku dziennym i to praktycznie rzecz biorąc przez wszystkie armie, zaś armia radziecka miała tu szczególnie złą sławę.

 

Współcześnie problem ten jest najbardziej dramatyczny w Afryce, gdzie każdego roku mamy dziesiątki tysięcy gwałtów, o których światowa opinia publiczna praktycznie nie jest informowana.

Gwałcenie kobiet wśród terroryzowanej ludności jest często nie tylko aprobowane przez dowództwo oddziałów różnego rodzaju ugrupowań, ale jest wręcz wspierane jako taktyka walki. Gwałt jest skrajną formą poniżenia, odmowy człowieczeństwa, wyrazem pogardy.

W grudniu 2011 roku symbolem świeckiej młodzieży w Egipcie stała się „dziewczyna w niebieskim biustonoszu”. Jej zdjęcie obiegło świat, ale to wydarzenie było również sygnałem, że ci, którzy rozpoczęli „Arabską Wiosnę” nie mają żadnego poparcia w społeczeństwie.

 

 

Wkrótce mieliśmy całą serię doniesień o prawdziwym duchu „Arabskiej Wiosny”:

Holenderska dziennikarka zgwałcona na placu Tahrir.

Prawie 100 kobiet zgwałconych na Placu Tahrir.

80 ataków na kobiety na Placu Tahrir w ciągu jednego dnia.

Te informacje wskazują jednoznacznie, że tego rodzaju czyny nie tylko nie są potępiane przez duchownych, ale były wręcz zachęty do tego rodzaju zachowań.

Odpowiedź na podbudowane religią samcze bestialstwo może się wydawać zdumiewająca. Egipska blogerka Aliaa Elmahdy odpowiedziała na polityczne gwałty zdjęciem topless na swoim Facebooku.

 

 

Pod zdjęciem napisała:„Nie wstydzę się być kobietą w społeczeństwie, w którym kobieta jest zaledwie obiektem seksualnym napastowanym codziennie przez mężczyzn, którzy za nic mają kobiety.”

Łatwo sobie wyobrazić jaką falę oburzenia wywołała w muzułmańskim świecie wśród obrońców religijnych wartości.

Dla religijnych szaleńców każda nagość jest zdecydowanie groźniejszym grzechem niż tysiące gwałtów.

Znacznie bliżej nas, na Ukrainie, grupa kijowskich studentek założyła w 2008 roku organizację „Femen”, która szybko przerodziła się w ruch społeczny. W proteście przeciw prostytucji i przemocy wobec kobiet użyły tej broni, która najbardziej obnaża całą nędzę świętoszkowatej moralności męskich szowinistów.

Ruch szybko przekroczył granice państw i w Sztokholmie Aliaa Elmahdy, egipska działaczka walcząca o szacunek dla kobiet, wystąpiła wspólnie z dziewczynami z Ukrainy.

 

 
W Egipcie powstała grupa Femen Egipt 2, ich dwa hasła wydają się być szczególnie ważne:

 

W Polsce dyskutuje się czasem o przemocy wobec kobiet, częściej o gwałtach księży na dzieciach, sami kapłani jeszcze częściej mówią, o zagrożeniu jakim jest dla moralności feminizm, czy jak to ładnie nazywają arcykapłani — „ideologia gender”.

Zaistniała na kilka godzin rzeźba radzieckiego żołnierza przypomniała na chwilę odległą już historię masowych gwałtów w czasach wojny. Żyjemy w czasach pokoju, więc dziś częściej czytamy o gwałtach kapłanów niż żołnierzy. Kapłani również głoszą, że są strażnikami moralności danej od boga. Nic dziwnego, że nie tylko pomstują na nadmiar gołych ciał, ale również na nadmiar etyki.

Niedawno Katolicka Agencja Informacyjna donosiła o wypowiedzi konsultanta Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski: „Chrześcijanin ma obowiązek poznawania Pana Boga. Gdy uczeń wybiera etykę w szkole, zamiast lekcji religii, to grzeszy przeciw pierwszemu przykazaniu„.

Ks. prof. Tadeusz Panuś (on to bowiem mówił o grzechu zainteresowania etyką) podkreślał, że model szkolnej katechezy w Polsce jest konfesyjny i zgodnie z prawem, to Kościoły i związki wyznaniowe określają treści i formę nauki religii.

Te treści są zgodne z długą tradycją, w której pierwsze przykazanie głosi, nie będziesz miał bogów cudzych przede mną, a jego konsekwencją jest nienawiść i pogarda dla innych, a w ramach współwyznawców, przyzwolenie na traktowanie kobiet jako niepełnych ludzi.

Przywołany na początku tego artykułu komentarz Ryszarda Byrki zawiera istotną obserwację, religie w niemałym stopniu bazują na próbach kontrolowania zachowań seksualnych, co nieodmiennie powiązane jest z dyskryminacją kobiet, a to wiąże się również z cichym przyzwoleniem na gwałt i przemoc.

Religie są sprzeczne z demokracją, demokracja z natury rzeczy ignoruje pierwsze przykazanie i odwołuje się do etyki. Nagie biusty protestujących przeciw gwałtom i przemocy kobiet są pod każdym względem piękniejsze od moralności księdza profesora Panusia i innych.

P.S. Kiedy Janusz Palikot wystąpił przed kamerami telewizji z pistoletem i wibratorem w rękach, żeby zaprotestować przeciw gwałtowi  na komisariacie policji, katolicka Polska nie posiadała się z oburzenia na wibrator, gwałt na komisariacie był dla niej całkowicie akceptowalny i nie wart pięciu sekund uwagi.

Źródło: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9357

Ponton przeciwko słowom arb. Michalika

List Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton, napisany przez Małgorzatę Kot, cały jest wart przeczytania, niemniej poniżej zamieszczam mały fragment:
Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton wyraża oburzenie słowami abp. Michalika o przyczynach pedofilii. … Wypowiedź abp. Michalika jest niezwykle krzywdząca, sugeruje bowiem, że dziecko jest współwinne przemocy seksualnej, której doznaje. Głośno trzeba mówić: winny zawsze jest sprawca, nigdy ofiara przemocy! – komentuje koordynatorka Pontonu Małgorzata Kot.
My również wyrażamy nasz sprzeciw przeciw wiktymizacji ofiar. To sprawca i tylko sprawca jest odpowiedzialny za gwałt. To sprawca winien odpowiadać za swe czyny. Protestujemy przeciwko obarczaniu winą ofiary przestępstwa. Ona już została dostatecznie skrzywdzona. Pomagajmy, a nie krzywdźmy.

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén