Fundacja Strefa Kobiet

Tag: codziennik feministyczny

List otwarty ws. uruchomienia telefonu interwencyjnego dla osób doświadczających przemocy

Codziennik Feministyczny

wystosowuje List otwarty ws. uruchomienia telefonu interwencyjnego dla osób doświadczających przemocy!

My popieramy i podpisujemy się!

codz

We wtorek w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich odbyło się spotkanie dotyczące realizacji zaleceń Komitetu CEDAW ws. eliminacji przemocy wobec kobiet. W rozmowach wzięli udział przedstawiciele organizacji pozarządowych, a także reprezentanci rządu, policji i prokuratury.

Zgodnie z ustaleniami, całodobowy telefon dla osób doznających przemocy miałby ruszyć dopiero za dwa lata. Taką decyzję podjął resort finansów, tłumacząc to m.in. kosztami przedsięwzięcia.

Koszty szacuje się na kwotę 340 000 zł. Kropla w morzu budżetów korporacji czy ministerstw. Ponad dwa razy tyle polski rząd wydaje rocznie na kapelanów w jednostkach Straży Pożarnej czy Straży Granicznej. 

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w TOK.fm: „(…) należy wskazać fakt, że na terenie Polski funkcjonują infolinie świadczące pomoc osobom doznającym przemocy w rodzinie, zatem mają one możliwość uzyskania pomocy w tym zakresie”. 

To oczywiście prawda, ale niepełna. Infolinie, które wymienia Ministerstwo, po pierwsze, nie specjalizują się wyłącznie w temacie przemocy. Po drugie zaś, są zakładane przez organizacje pozarządowe. Innymi słowy, państwo wyręcza się trzecim sektorem w zobowiązaniach, których się podjęło. Poza tym telefony te są rozproszone po całej Polsce. Osobie, która doświadcza przemocy trudno dotrzeć do tych informacji, poniewaz rzadko numery te są upowszechniane w formie np. kampanii informacyjnych.

Całodobowy, czynny 7 dni w tygodniu JEDEN numer telefonu, ułatwiłby możliwość z jego korzystania osobom potrzebującym, a tym samym natychmiastowe uzyskanie koniecznej pomocy i wsparcia.

Każdego roku w wyniku tak zwanych nieporozumień domowych zostaje zamordowanych 150 kobiet. Oznacza to, że każdego tygodnia w wyniku przemocy umierają w Polsce 3 kobiety, które mogłyby żyć, gdyby otrzymały pomoc i wsparcie ze strony państwa. Jedną z form pomocy jest możliwość zadzwonienia na bezpłatną infolinię dostępną 24 h na dobę – sięgnięcie po wsparcie musi być jak najłatwiejsze. Rozumieją to organizacje pozarządowe, zajmujące się przeciwdziałaniem przemocy. Rozumieją to aktywiści i feministki. Najwyższy czas, by zrozumiał to rząd i państwo.

Domagamy się, aby polski rząd traktował przemoc wobec kobiet poważnie i nie zasłaniał się brakiem funduszy na tak ważną i potrzebną pomoc dla najsłabszych. Domagamy się jak najszybszego uruchomienia telefonu interwencyjnego dla osób doświadczających przemocy. 

CF

Sygnatariuszki_e:
Centrum Praw Kobiet
Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny
Fundacja Feminoteka
Fundacja Izabeli Jarugi-Nowackiej
Fundacja Pozytywnych Zmian
Fundacja Strefa Kobiet
Fundacja Kobieca i pismo feministyczne Zadra
Głosy Przeciw Przemocy
Obserwatorium Równości Płci Instytutu Spraw Publicznych
Porozumienie Kobiet 8 Marca
Stowarzyszenie Kobiet Konsola
Wanda Nowicka
Fundacja Równość.info
Lambda Warszawa
Praktyka Teoretyczna
Społeczny Monitor Edukacji
Stowarzyszenie Kongres Kobiet
Stowarzyszenie Inicjatyw Kobiecych
Stowarzyszenie Koalicja Karat
Stowarzyszenie Strefa Wenus z Milo

Źródło: http://codziennikfeministyczny.pl/list-ws-uruchomienia-telefonu-interwencyjnego-dla-osob-doswiadczajacych-przemocy/

List otwarty do redakcji miesięcznika Wysokie Obcasy Extra oraz władz Agory

 

Fundacja Strefa Kobiet sygnatariuszką listu otwartego do redakcji miesięcznika Wysokie Obcasy Extra oraz władz Agory. Pełna treść listu poniżej. Prosimy o rozpowszechnianie.

W marcowym numerze miesięcznika Wysokie Obcasy Extra ukazał się artykuł Natalii Waloch-Matlakiewicz pt. „Bank gniewu” na temat polskiego ruchu feministycznego. Zawiera on stwierdzenia, które nie mają pokrycia w rzeczywistości, w związku z czym domagamy się, aby redakcja Wysokich Obcasów Extra zamieściła niniejsze sprostowanie.

Media mają prawo do krytycznej oceny dokonań feminizmu, jednak mają też obowiązek rzetelnego przedstawiania rzeczywistości. Opisując, co polskie feministki robią, a czego nie, jakie problemy poruszają, a jakie pomijają milczeniem, autorka artykułu sformułowała konkretne zarzuty, które są po prostu nieprawdziwe. Świadczy to o tym, że p. Waloch-Matlakiewicz nie dochowała podstawowego dziennikarskiego obowiązku poszukiwania danych, które potwierdzałyby stawiane przez nią tezy oraz weryfikowania tez stawianych przez swoich rozmówców. Kto wie, może gdyby autorka ustaliła fakty, to jej ocena feminizmu wyglądałaby zupełnie inaczej?

P. Waloch-Matlakiewicz mija się z prawdą w wielu ważnych kwestiach. Poniżej odnosimy się do zarzutów, jakie stawia feministkom przytaczając konkretne fakty:

Videorelacja Codziennika Feministycznego: Opieka medyczna, nie watykańska!

13 czerwca, piątek, godz. 15.00, pod Sejmem RP, ul. Wiejska 4/6/8, Warszawa

Głos zabrały m.in.: Wanda Nowicka, Katarzyna Bratkowska, Agnieszka Graff, Barbara Nowacka, Marcelina Zawisza, Ewa Dąbrowska-Szulc, Agata Diduszko-Zyglewska, Kacha Szaniawska, Małgorzata Danicka, Anna Grzywacz, Finka Heynemann, Anna Dzierzgowska oraz Kamila Kuryło.

Deklaracja watykańskiego sumienia to tylko wisienka na torcie sprezentowanym kobietom przez Ministerstwo Zdrowia.  To Ministerstwo Zdrowia z Bartoszem Arłukowiczem na czele przyzwala na to, by kobiety nie miały realnego dostępu do nowoczesnej opieki medycznej. To rząd Platformy Obywatelskiej tworzy sytuację, w której kolejne kobiety muszą szukać sprawiedliwości w Strasburgu. Lekarze mają prawo do swojego sumienia, ale kobiety, które płacą składki na Narodowy Fundusz Zdrowia, mają prawo dostępu do zakontraktowanych świadczeń medycznych. Sumienie lekarza nie może stać ponad sumieniem pacjentki.

Prawa pacjentek są łamane przez lekarzy – fundamentalistów katolickich, którzy zamiast zgodnie z ustawą wskazać inne miejsce wykonania świadczenia, którego nie chcą wykonać, kłamią i oszukują w imię swojego bóstwa i jego kapłanów. Zamiast zagwarantować kobietom w Polsce dostęp do opieki medycznej, Ministerstwo Zdrowia przyzwala na narzucanie im ideologii watykańskiej ws. antykoncepcji (w tym antykoncepcji awaryjnej), poradnictwa z zakresu planowania rodziny, badań prenatalnych, przerywania ciąży i zapłodnienia in vitro.

PODPISZ PETYCJĘ!

Montaż filmu: Kamila Kuryło

Źródło: http://codziennikfeministyczny.pl/videorelacja-opieka-medyczna/

Oświadczenie w sprawie praw zgwałconej 11-latki

Stowarzyszenie Strefa Kobiet podpisuje się pod oświadczeniem oraz apeluje do mediów o wstrzemięźliwość w głoszeniu wszelkich informacji dotyczących tragedii 11-latki. Nie uczestniczmy w nagonce medialnej, ta dziewczynka już dość wycierpiała.

Kilka dni temu opinią publiczną wstrząsnęła sprawa dwóch nastoletnich chłopców, którzy zgwałcili jedenastoletnią kuzynkę. Wskutek gwałtu pokrzywdzona zaszła w ciążę, zaś jej rodzice wystąpili o zgodę na aborcję. Zgodnie z informacjami podawanymi przez media, sąd wyraził na to zgodę.

bbbb

Ilustracja Doroty Świderskiej

Upublicznienie informacji o przestępstwie i zgodzie sądu na przeprowadzenie zabiegu przerwania ciąży spowodowało niepokojące reakcje. W atmosferze nagonki konserwatywni publicyści moralizują, aby dziewczynka donosiła ciążę, wbrew swojej woli, mimo krzywd, jakich doznała w wyniku przemocy seksualnej i bez względu na psychiczne i fizyczne konsekwencje ciąży i porodu.

Podawane są przy tym nieprawdziwe informacje z zakresu zdrowia kobiet, np. o tzw. „syndromie postaborcyjnym”, którego istnienie nigdy nie zostało udowodnione. Wprowadzanie opinii publicznej w błąd za pomocą zmanipulowanych „twierdzeń naukowych” w celu zmuszenia 11-letniej dziewczynki do noszenia ciąży niechcianej i zagrażającej jej zdrowiu i życiu oraz opatrywanie tego wyrazami troski o nią, uważamy za wyraz ogromnej hipokryzji i mizoginii. Pragniemy wyrazić oburzenie pogardą dla cierpienia tej dziewczynki i arogancją, z jaką po raz kolejny zarządza się kobiecym ciałem dla własnych interesów i przekonań.

Warto w tym kontekście przypomnieć nagonkę wymierzoną w 2008 r. w 14-latkę z Lublina, która po otrzymaniu zgody na terminację ciąży powstałej w wyniku gwałtu była prześladowana przez aktywistów/ki ruchu antyaborcyjnego. Wykonania zabiegu najpierw odmówił lekarz lubelskiego szpitala im. Jana Bożego, namawiając jednocześnie matkę i dziewczynkę na konsultację z księdzem. Następnie wykonania zabiegu odmówiła jedna z warszawskich placówek, pod którą dziewczynka i jej matka zostały „w imię życia” zaatakowane przez dwójkę aktywistów. Wezwany na miejsce zdarzenia policjant przedstawił matce dziewczyny postanowienie lubelskiego sądu o ograniczeniu jej praw rodzicielskich, a nastolatkę umieścił w pogotowiu opiekuńczym. Ostatecznie, po interwencji ówczesnej ministry zdrowia, udało się uzyskać zgodę na aborcję. Zabieg wykonano w Gdańsku co upubliczniła Katolicka Agencja Informacyjna wbrew woli osób zainteresowanych.

W 2012 r. dziewczynka i jej matka wygrały proces przeciw Polsce w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, który orzekł, że Polska naruszyła przepisy europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności dotyczące zakazu nieludzkiego i poniżającego traktowania, prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, a także prawa do wolności i bezpieczeństwa osobistego. Była to jedna z kilku przegranych przed Trybunałem przez Polskę spraw związanych z dostępem obywatelek do legalnej aborcji, prawa do odwołania od decyzji lekarza(rki) i zachowania tajemnicy lekarskiej.

W ostatnich dniach upubliczniona została tzw. „Deklaracji wiary lekarzy katolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej”, w której lekarze deklarują, że będą odgórnie, bez względu na indywidualny stan zdrowia (w tym stan zdrowia psychicznego), potrzeby oraz prawo do samostanowienia i wolność sumienia pacjentek odmawiać kobietom przeprowadzenia określonych zabiegów i udzielenia świadczeń z zakresu zdrowia reprodukcyjnego. Takie działania już są podejmowane, nie tylko w sprawach związanych z przemocą seksualną: 8 czerwca tygodnik „Wprost” zamieścił artykuł o profesorze Chazanie, który odmówił zgodnej z prawem aborcji powołując się na klauzulę sumienia. Znana jest także sprawa Alicji Tysiąc, w której brak procedury odwołania się od odmowy przeprowadzenia zabiegu został uznany przez Trybunał w Strasburgu za naruszenie praw człowieka.

W kontekście opisanych wyżej historii oraz tzw. „deklaracji wiary” coraz bardziej istotna staje się kwestia realnego zapewnienia przez państwo polskie swobodnego dostępu swoim obywatelkom do wszystkich zgodnych z prawem świadczeń medycznych.

Przypominamy, że aborcja w przypadku ciąży będącej wynikiem przestępstwa, zagrożenia dla zdrowia lub życia kobiety oraz nieodwracalnych wad płodu jest w Polsce zabiegiem legalnym. Państwo polskie jest zatem zobowiązane do zapewnienia swoim obywatelkom możliwości skorzystania z tego świadczenia medycznego. Co więcej, większość społeczeństwa popiera przeprowadzanie zabiegów przerwania ciąży w tych przypadkach (wg badań CBOS z 2012 r. 78% Polek i Polaków popiera prawo do przerwania ciąży będącej wynikiem gwałtu). 

Domagamy się od ministra zdrowia wprowadzenia procedur zabezpieczających prawo kobiet do przysługującej im opieki medycznej, w tym do przerwania ciąży w sytuacjach określonych prawem. Polskie prawo antyaborcyjne należy do najostrzejszych w Europie, a mimo to jest z trudem egzekwowane z powodu lekarzy(rek) pogardzających swymi pacjentkami. Jest to szczególnie dramatyczne, gdy w grę wchodzi dobro dziewczynek i kobiet poszkodowanych gwałtem. Prawo powinno być zmienione w kierunku zapewnienia im pełnej i ogólnodostępnej opieki zdrowotnej oraz ochrony przed działaniami ludzi, którzy własną mizoginię nazywają sumieniem, stosując metody zastraszania i publicznej nagonki. Domagamy się również jasnych procedur i wyciągania konsekwencji wobec osób winnych łamania tajemnicy lekarskiej (udostępniania informacji o stanie zdrowia i przeprowadzonych zabiegach osobom niepowołanym, w tym przedstawicielom Kościoła Katolickiego, aktywist(k)om antyaborcyjnym i mediom). Przypominamy, że minister zdrowia ma obowiązki wobec pacjentek i obywatelek, nie wobec biskupów, i nie wobec fanatyków. Ma obowiązek zapewnić dostęp do należnych świadczeń zdrowotnych i zachowania tajemnicy lekarskiej wszystkim, w tym kobietom i zgwałconym dzieciom.

Jednocześnie wyrażamy zdecydowany sprzeciw wobec publicznego oceniania ofiar gwałtu i narzucania im sposobu radzenia sobie z traumą i jej skutkami. Dziennikarze(rki) i publicyści(stki), którzy roszczą sobie prawo do decydowania o życiu i zdrowiu 11-letniej ofiary gwałtu w praktyce realizują te same cele co sprawcy przemocy seksualnej, tj. dominacji i władzy nad kobiecym ciałem. Jednak w przeciwieństwie do nieletnich sprawców robią to z pozycji moralnych autorytetów broniących najważniejszych wartości. Chcą oni realizować swoje ideologiczne cele kosztem ofiar przemocy seksualnej, co w publicznej debacie nie powinno mieć miejsca.

My, niżej podpisani i podpisane:

Codziennik Feministyczny

Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny

Fundacja Feminoteka

Fundacja Karat

Głosy Przeciw Przemocy

Hollaback! Polska

Porozumienie Kobiet 8 Marca

Stowarzyszenie Pro Femina 


Komentarz Ewy Rutkowskiej:

Media piszą o gwałtach, potwornych nadużyciach w Indiach. Tu widać oburzenie, potępienie dla sprawców i dla polityków. Tym ostatnim słusznie zarzuca się bezczynność, niechęć do zajęcia się problemem przemocy i przemocy seksualnej wobec kobiet. Sporadycznie jednak pojawiają się komentarze dotyczące przyczyny tej przemocy. Nie przeczytamy w prasie i nie usłyszymy w telewizji ani w radio, czemu „służy” ta przemoc, co nam ona „załatwia” na poziomie społecznym. Służy zatem ona trzymaniu kobiet w ich rolach, w ryzach, w przekonaniu, gdzie powinno być ich miejsce. Przemoc daje sprawcom poczucie panowania nad kobietami, daje możliwość karania w sposób najbardziej dotkliwy i szantażowania. Kobieta szantażowana przez partnera, zgodzi się na wiele, by „dzieci miały ojca”, by nie wypominano jej, że zamiast dźwigać krzyż swój, rozwiodła się, zgodzi się na przemoc ekonomiczną, by nie być bitą, na seksualną, by partner/mąż nie wyżywał się na dzieciach, etc. Szantaż w pracy jest równie skuteczny. Kobiety muszą zachować pracę, by utrzymać dzieci, by przeżyć, „godzą się” na mniejsze zło „godząc się” tym samym na molestowanie seksualne, złe warunki pracy, poniżanie, etc.

Tymczasem w Polsce dzieją się podobne tragedie, podobne do tych, które mają miejsce w Indiach. Może na mniejszą skalę, może nie są gwałcone turystki. Ale czy naprawdę skala przemocy domowej wobec kobiet jest nam znana? Czy media zadały sobie pytanie, dlaczego w przypadku kobiet, które zostały obwołane „dzieciobójczyniami” nie wchodziła czasem w grę przemoc, w tym przemoc seksualna? Czy nie można przyjąć hipotezy o ich zastraszeniu przez całe rodziny, o dominującej roli biedy, w której żyły, o niemożliwości stosowania bezpłatnej antykoncepcji (jeśli ma się trójkę dzieci i zarabia w hipermarkecie 1500 złotych na rękę, to koszt 40 złotych za antykoncepcję miesięcznie, wizyta u lekarza(rki) od czasu do czasu – 120-150 zł plus dojazd, to są kwoty zaporowe), o być może gwałtach dokonywanych przez męża? Dlaczego tych pytań media nie stawiają?

Dlaczego nie naciskają wraz z organizacjami feministycznymi na premiera w sprawie ratyfikacji konwencji? Dlaczego odnośnie w zasadzie wszystkich problemów media uznały, że trzeba pytać szeroko rozumianych przedstawicieli(ek) KK i potem oddawać się komentarzom ich często kuriozalnych wypowiedzi? Skąd media wzięły swoje z kolei przekonanie, ze prawda leży po środku? Pojawiło się wszak myślenie, ze owszem sprawca gwałtu jest winny, ale ofiara też pewnie miała swoje za uszami?

Dlaczego w kontekście zgwałconej dziewczynki nikt nie zadał sobie pytania o edukację seksualną, czy raczej jej brak w kontekście jej kuzynów? Dlaczego jej prawo do przerwania ciąży jest W OGÓLE jakkolwiek poddawane dyskusji i komentarzom? 

Dziennikarze(rki) w przypadku tego dziecka i całej rodziny dotkniętej tragedią powinni zachować należytą dyskrecję, być może świadomie nie informować o niczym lub ograniczyć informację do absolutnego minimum.

Źródło: http://codziennikfeministyczny.pl/oswiadczenie-ws-praw-zgwalconej/

Codziennik Feministyczny: Oświadczenie ws. konkursu na Miss UMK

codziennki logo

Już po raz ósmy Samorząd Studencki Uniwersytetu UMK w Toruniu organizuje Wybory MISS UMK, na które zaprasza „wszystkie studentki”. Samorząd nie widzi w imprezie nic niestosownego – według niego promuje jedynie dobrą rozrywkę, a udział w niej jest dobrowolny.

My jednak mamy z tymi wyborami kłopot. Dlaczego?

Zacznijmy od tego, że oczywiście wybory na Mistera UMK nie są organizowane – choć udział w nich również byłby dobrowolny. Jaki komunikat wysyła taka jednostronna impreza? Że to dla kobiet bardziej liczy się zostanie Miss – tytuł, który zawiera w sobie emfazę na „seksowny” wygląd i podkreśla, że piękno fizyczne jest nadal jednym z najbardziej cenionych cech u kobiet. Nie jest to bowiem konkurs osobowości, jak mogłoby się zdawać – dziewczyny mogą sporządzić o sobie krótką notkę, jednak jest w niej zbyt mało miejsca na to, aby cokolwiek sensownego napisać – a podczas gali kandydatki odpowiadają tylko na krótkie pytania, na przykład dotyczące tego, ile pięter ma rektorat. Reszta konkursu poświęcona jest seksownemu pląsaniu w skąpych ciuszkach, podczas gdy widownia patrzy i ocenia – a studentki wchodzą w rolę przedmiotów, a nie podmiotów.

1620162_10203045889768598_588732474_n

A przecież Uniwersytet powinien przede wszystkim kształcić podmioty – jest to instytucja naukowa, a nie mająca nauczać, że w zasadzie najszybszym i najbardziej pewnym sposobem na osiągnięcie sukcesu czy uzyskanie aprobaty jest model oparty na cielesności. Model, który niestety najlepiej sprawdza się jako nośnik uzyskania szybkiej niezależności, pieniędzy czy „odpowiednich” znajomości. Jednocześnie uniwersytety nie robią dostatecznie wiele, by wyrównywać szanse studentek, które są zainteresowane robieniem kariery naukowej – nadal doktorantki wykruszają się wraz z urodzeniem dziecka i brakiem wsparcia często tak ze strony partnera, jak i uczelni. Jest to dla kobiet dość jasny komunikat – możesz się uczyć, ale za pomocą ciała szybciej osiągniesz sukces.

1060729_10203045890128607_1488400018_n

Jednocześnie podkreśla się, że udział w imprezie jest dobrowolny – a co roku uczestniczek wyborów przybywa. Czy w świetle masowej seksualizacji kobiet w kulturze i mediach, nielicznych alternatyw dla studentek, a także corocznego utrwalania rządów cielesności na uczelni, słowo „wybór” nie brzmi jak okrutny żart? Jak pisze Katarzyna Kazimierowska w swoim eseju „Gruby żart lalki Barbie”, „Ten wybór, tak przecież demokratyczny, oznacza albo podążanie za rówieśnikami, za innymi dziewczynami czy kobietami, albo wyłamanie się z zaklętego kręgu presji społecznej, jaką wytwarza grupa rówieśników w każdym wieku. Seks jest wszędzie, większość komunikatów reklamowych jest podszyta seksem, sceny erotyczne występują niemal w każdym filmie dla widzów powyżej 14 roku życia, internet ocieka seksem. A to wszystko zaczyna się już w ramach edukacji kilkuletnich dziewczynek, „za pośrednictwem postaci będących wzorami do naśladowania, za pośrednictwem mody, sposobu widzenia własnego ciała, a nawet zabawek. Ich wygląd – na przykład popularnych lalek Bratz – pokazuje, jakie są kulturowe oczekiwania: już od dzieciństwa dziewczynka ma być sexy. Z wydętymi ustami, zamglonymi oczami, z przesadnym makijażem, w błyszczącej biżuterii, w minispódniczkach i butach na wysokich obcasach(…)”. Ta seksualizacja kobiet, patrzenie na nie jedynie przez pryzmat ich wyglądu i płci, zaczyna się tak wcześnie, że późniejsza mowa o wolnym wyborze jest kolejnym rubasznym żartem”. Żartem, który jest pretekstem i usprawiedliwieniem dla dalszego postrzegania kobiet głównie przez pryzmat wyglądu, utrwalania ich „miejsca” w kulturze, podkreślania, że atrakcyjność fizyczna jest ważniejsza dla kobiet niż dla mężczyzn – a z drugiej strony odmawiania im równych szans na rynku pracy i uczelni, partnerstwa w pracach domowych i wychowywaniu dzieci, a także kręcenia nosem na te, które wybrały karierę zamiast funkcji Pani Domu.

O prawdziwym wyborze będziemy mogli i mogły mówić wtedy, gdy każdy i każda będzie miał/a faktycznie równe szanse we wszystkich dziedzinach kultury, gospodarki, polityki i rodziny. A tymczasem? Nie zwalajmy naszej zbiorowej odpowiedzialności za zwalczanie stereotypów na „wybór” kobiet, którym wszędzie dokoła komunikuje się, że wygląd jest ważniejszy niż intelekt. Zwłaszcza, gdy dzieje się to na uczelni.

Czy osiągnięciem, które powinny promować uczelnie wyższe, jest posiadanie najbardziej atrakcyjnego kształtu ciała, najbardziej odpowiedniego wzrostu i najbardziej uroczego uśmiechu wedle aktualnych standardów piękna, które obserwujemy codziennie w gazetach i reklamach? Konkursy piękności sprowadzają kobiety do towaru, który uśmiecha się bez końca, wygląda „bez zarzutu” i jest  postrzegany jako ten lepszy. Uniwersytet to instytucja, w której powinnyśmy być oceniane pod względem naszej wiedzy i intelektu, a nie przez to jak prezentują się nasze ciała.

Źródło: http://codziennikfeministyczny.pl/oswiadczenie-ws-konkursu-na-umk/

Odpowiedź ws. seksistowskiej kampanii informacyjnej „Zaufajne drogi”

 

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju odpowiedziało na pismo, opracowane przez Hollacback! Polska, Stowarzyszenie Strefa Kobiet, Codziennik Feministyczny, Fundację Feminoteka oraz Porozumienie Kobiet 8 Marca, W piśmie prosiliśmy o kontrolę  programu  edukacyjnego „Drogi Zaufania” ze względu na brak poszanowania zasady równości szans kobiet i mężczyzn.

W odpowiedzi Ministerstwo potwierdza, że wcześniej oceniało kampanię negatywnie. Niestety, dopiero po nagłośnieniu sprawy w mediach, podjęto decyzję o skierowaniu sprawy do Centrum Unijnych Projektów Transportowych,  z „prośbą o szczegółową weryfikację spełniania przez beneficjenta zasad równości szans kobiet i mężczyzn oraz niedyskryminacji w ramach realizowanego projektu, a także podjęcie ewentualnych środków zaradczych w związku z zaistniałą sytuacją”.

odpowiedz mir

Link do listu protestacyjnego: http://www.strefakobiet.org/sygnowalysmy-list-w-sprawie-kontroli-w-gddkia-zwiazanej-z-projektem-zaufajne-drogii/

Oświadczenie ws. seksistowskiej kampanii informacyjnej „Zaufajne drogi”

 

984081_209581435855979_219222847_n8

 

W dniu 11.12.2013 r. zespół Codziennika Feministycznego przesłał do:
• Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, GDDKiA
• Komisji Etyki Reklamy
• Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, Pełnomocniczki Rządu ds. Równego Traktowania

pismo w sprawie kampanii informacyjnej GDDKiA „Zaufajne drogi”.

Pismo podpisały/li:
Fundacja Feminoteka
Hollaback! Poland
„Dziennik Opinii” Krytyki Politycznej
Fundacja MaMa
Centrum Praw Kobiet
Bez Dogmatu
Stowarzyszenie Strefa Kobiet
Porozumienie Kobiet 8 Marca
Kolektyw redakcyjny „Praktyki Teoretycznej”
Stowarzyszenie Kobiet Konsola
Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego
Razem Przeciw Przemocy Seksualnej
Grupa „Głosy Przeciw Przemocy”
Nowe Peryferie
Lewica.pl
Furia, nieregularnik lesbijsko-feministyczny
Replika, Dwumiesięcznik społeczno-kulturalny LGBT
prof. Monika Płatek, prawniczka
Wanda Nowicka, Wicemarszałkini Sejmu RP
dr Ewa Majewska, filozofka
r.pr. Karolina Kędziora, PTPA
Piotr Szumlewicz, dziennikarz, doradca OPZZ
Agnieszka Grzybek, Przewodnicząca Partii Zieloni
Anna Zawadzka, Fundacja Anka Zet Studio
Kinga Dunin, publicystka
dr Izabela Desperak, socjolożka, wykładowczyni
dr Agnieszka Graff, tłumaczka, wykładowczyni
Anna Dzierzgowska, nauczycielka
Ewa Rutkowska, nauczycielka

Zwracamy się do Państwa w sprawie kampanii informacyjnej pt. „Zaufajne drogi” realizowanej w ramach programu „Drogi zaufania” przez GDDKiA z funduszy unijnych. Jak można wyczytać na stronie inicjatywy, jest to „Program ochrony życia i zdrowia ludzi na drogach krajowych” zakładający „realizację społecznej kampanii komunikacyjnej adresowanej do użytkowników dróg krajowych. Celem Kampanii jest wypracowanie postawy partnerstwa w ruchu drogowym.”

Rzeczonego partnerstwa jednak ani w filmiku, ani na plakacie promującym kampanię nie widać. Zdecydowanie jednak obecne jest zjawisko uprzedmiotowienia kobiet reprezentowanych przez „piersi” (żartobliwie „pieeeesi”), które „idą” po pasach. Kobieta jest tutaj zatem zredukowana do swojego biustu, co powiela szkodliwe stereotypy i jest wyrazem braku szacunku dla kobiet.

Seksistowskie treści są w tej kampanii legitymizowane jako „żart”, co nie czyni ich wcale mniej uwłaczającymi. Sprzeciw wobec dyskryminujących kampanii w przestrzeni publicznej to nie jest kwestia braku poczucia humoru, tylko powszechnego prawa do tego, by uczyć rzeczywistego partnerstwa, nieopartego na tanich i krzywdzących stereotypach płciowych.

Zdecydowanie protestujemy przeciwko finansowaniu seksistowskich kampanii z publicznych pieniędzy, żądamy wycofania plakatu oraz filmu informacyjnego, oficjalnych przeprosin ze strony GDDKiA oraz podjęcia odpowiednich działań przez Komisję Etyki Reklamy oraz Pełnomocniczkę Rządu ds. Równego Traktowania, panią Agnieszkę Kozłowską Rajewicz.

Zespół Codziennika Feministycznego
Kamila Kuryło
Justyna Kowalska
Katarzyna Siemasz
Zuzanna Janisiewicz
Mateusz Romanowski
Aleksandra Kamińska
Dominika Wróblewska

–  –  –  –  –  –  –  –  –  –  –  –

Co Ty możesz zrobić?

1. Złożyć skargę do Komisji Etyki Reklamy. Można do tego użyć formularza on-line pod adresem: http://www.radareklamy.pl/zloz-skarge/skarga-konusmencka.html.

2. Napisać do Pełnomocniczki Rządu ds. Równego Traktowania, Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz: bprt@kprm.gov.pl.

3. Wysłać maila do GDDKiA: kancelaria@gddkia.gov.pl

Feministki – dlaczego nimi jesteśmy

 

Poniżej prezentujemy fragmenty rozważań Pani Ewy Oracz na temat feminizmu oraz postaw m.in kobiet z cylku” Nie jestem feministka, ale oczywiście jestem za równością”. Każdą z nas chyba spotkała sytuacja, w której tłumaczy innej kobiecie dlaczego jest fministką i które z jej poglądów o tym świadczą. Autorka artykułu sprawnie rozprawia się z wszelkimi „zabobonami feminizmu”.

„Czego wy się kobiety boicie? Tego, że stracicie w męskich oczach? Naprawdę interesują was tacy mężczyźni? Nie wiem skąd wziął się pogląd, że feministka to babochłop nienawidzący mężczyzn. Media? Pokazują sytuacje skrajne, medialne, czyli to co się dobrze sprzedaje i zwiększa oglądalność. Rzadko mówią o sprawach naprawdę istotnych, jeśli nie towarzyszy temu skandal. W mediach jest aborcja, parytet i relacje z manify. Dlaczego tak rzadko pojawia się w mediach informacja o postulacie feministek, by opłacać pracę domową kobiet? By zabezpieczyć je emeryturą? Tak, chodzi o te kobiety, którymi rzekomo feministki pogardzają. To dlaczego walczą o pieniądze dla nich? Dlaczego wciąż musimy tłumaczyć, że chodzi o wolny wybór i możliwość realizacji w każdej sferze życia? Dlaczego przy okazji rozmów na temat feminizmu pojawia się hasło „Kobiety na traktory”? Ktoś najwidoczniej nie odrobił lekcji z historii. I wiem, że choćbym sto razy napisała, że feministkom nie chodzi o to, żeby kobiety zostawiły dzieci i poszły do pracy, tylko o to, żeby same o tym decydowały, żeby nie narzucała tego tradycja, wychowanie i mąż, to i tak pojawi się wpis, że feminizm niszczy rodziny i zmusza kobiety do pracy. Jak grochem o ścianę.”

Więcej na stronie:http://www.kafeteria.pl/przykawie/obiekt.php?id_t=7560

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén