Fundacja Strefa Kobiet

Tag: Fundacja Strefa Kobiet Strona 5 z 9

17.09.2015 Jesienna reaktywacja – cudnie tętni w Strefie!

 

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Otwieramy nasze podwoje na jesienne działania.

Całe wakacje Strefa służyła indywidualnym spotkaniom – przychodziłyście po porady, na konsultacje, po wskazówki lub zwyczajnie – podzielić się z nami swoimi radościami czy bolączkami. To bardzo cenny dla nas czas – wzbogaca, dał wskazówki do dalszych działań dedykowanych Wam, upewnił też kolejny raz o potrzebie naszego istnienia.

Wczoraj ruszyły pierwsze po wakacyjnej przerwie warsztaty, Strefa znowu zatętniła gwarem, śmiechem i kolorytem różnych osób! Świetne wrażenie!

 

 

 

 

 

Pielęgnujemy wnętrza Strefy, po to by były dla Was i dla nas jak najbardziej przyjazne.

Na warsztatach pracujecie ze sobą doceniając odmienność innych, w atmosferze dyskrecji i szacunku, angażując się na miarę swoich możliwości, w poczuciu bezpieczeństwa własnego i poszanowaniem granic innych.

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Wszystko wstępnie rozplanowane na najbliższy czas, z zachowaniem przestrzeni na sprawy nieprzewidziane, po to by mogło nas/Was coś zaskakiwać, by czas obfitował w niespodzianki.

Zresztą już za kilka dni ogłosimy kilka nowych naszych pomysłów 😉

Zapraszamy! Odwiedzajcie naszą stronę!

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

 

 

 

 

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – KAJA, Kobieta konsekwentnie poszerzająca własną strefę komfortu!

codziennieW ramach autorskiego projektu CODZIENNIE KROK DO PRZODU zamieszczamy opowieści zwykłych-niezwykłych kobiet, które poznałyśmy w naszej fundacji lub które przewinęły się przez nasze życia przy okazji różnych naszych działań, wyjazdów, wydarzeń. Zaprosiłyśmy je do tego, żeby podzieliły się z innymi swoimi doświadczeniami, żeby opowiedziały o tym, jak udało im się podnieść po różnych życiowych zawirowaniach i nie tylko wstać, ale CODZIENNIE stawiać chociażby ten jeden KROK DO PRZODU! To kobiety, które uwierzyły, że warto się starać i żyć jak najpełniej się tylko da. Kobiety w różnym wieku, z różnych miejsc, z różnym wykształceniem, pochodzeniem, zasobnością portfela – prawdziwa przebogata mozaika!

Kaję znamy już od dłuższego czasu. Wiedziałyśmy dobrze, że proponując Jej udział w naszym projekcie uzyskamy bardzo cenny materiał i dla siebie i dla Was. I tak się stało. Umówiłyśmy się w Strefie, po to bym mogła spisać Jej opowieść, ale zapisałam niewiele – wsłuchałam się w słowa, wpatrzyłam w miny i gesty – to był bardzo dobry przekaz, wartościowy, pełen różnych, prawdziwych emocji. Wiedziałam, że po naszym spotkaniu Kaja sama, w zaciszu domowym, spisze najlepiej własną opowieść. Nie myliłam się!

*Kaja – młoda, piękna Kobieta, po ogromnej życiowej przemianie, odważna i konsekwentna, a przy tym wszystkim niezwykle ciepła i miła, radosna, ze specyficznym poczuciem humoru (pomieszanie delikatności z zadziornym pazurkiem); Kobieta, która zawalczyła o siebie i wzięła swoje życie pod własną opiekę… Obserwujemy, jak zmienia się w cudownego motyla, dopingujemy też zmianie – to bardzo pozytywny obraz.

Kaja zmieniła swoje życie, a teraz je troskliwie pielęgnuje, bo dobrze wie, że pamięć o własnych potrzebach nie może być okazyjna, z doskoku. To proces i ciężka praca, ale niezwykle opłacalna.

Poznajcie opowieść Kai 🙂

O strefie komfortu, życiu poza nią i byciu sobą

Mam bardzo mocno zapuszczone korzenie w strefie komfortu. Wynika to z mojego życia, które dotychczas prowadziłam.

Okres dzieciństwa i dorastania spędziłam w tradycyjnym modelu rodzinnym, czyli rodzice dający poczucie bezpieczeństwa swoim dzieciom. Głównie to ojciec był osobą, która dawała je całej mojej najbliższej rodzinie czyli mamie, mnie i mojemu rodzeństwu. Było tak dlatego że ojciec odgrywał rolę najważniejszego, najmądrzejszego, wiedzącego najlepiej, a reszta była mu podporządkowana, szanując jego zdanie, decyzje, bo przecież on wie najlepiej i chce naszego dobra.

W takim modelu przeżyłam 25 lat, nie zawsze zgadzając się ze zdaniem rodziców, ale bojąc się mieć swoje własne. Gdy minął okres wspólnego mieszkania i przyszedł czas by wziąć życie we własne ręce, czyli wyprowadzki do innego miasta, czułam się szczęśliwa, ale i przerażona. Zamieszkałam sama, podjęłam pracę i zaczęłam żyć po swojemu. Realizowałam swoje plany, to czego zawsze chciałam spróbować, uczyć się tańczyć, bo tego od dawna pragnęłam.

Jednak to czego kiedyś chciałam spróbować nie uczyniło mnie szczęśliwą. Szybko pojawiła się niechęć, brak wiary w siebie, we własne możliwości, zbyt wysokie stawianie sobie poprzeczki. To wszystko zniechęcało, sprawiło, że szybko poczułam się samotna, bez kogoś bliskiego, kto by był przy mnie i motywował w takich chwilach. Nie musiałam długo czekać, bo w moim życiu pojawił się ktoś, kto stal się dla mnie kimś ważnym. Był gdy potrzebowałam wysłuchania, pomocy, dawał mi swoje zainteresowanie, wspierał i zaopiekował się. Wtedy zrezygnowałam ze wszelkich moich zainteresowań, tańca i schroniłam się w życiu z drugą osobą i dla niej.

Z czasem moja intuicja, mój wewnętrzny głos, zaczął mi podpowiadać i oznajmiać, że coś jest nie tak, że nie jestem szczęśliwa w tej relacji, z tym partnerem, ze sobą samą i domagał się żebym coś z tym zrobiła. Jednak robiłam niewiele, bo zrobienie czegoś oznaczało sprzeciwienie się drugiej osobie, życie po swojemu, a to wiązało się z konsekwencjami, choćby takimi, że będę musiała opuścić dotychczasową strefę komfortu i ponownie żyć w pojedynkę. Myśl o tym powodowała u mnie przerażenie tak silne, że po próbach przeciwstawienia się, zawalczenia o siebie, zawsze pasowałam. Stwierdzałam, że jednak spróbuję naprawić tą relację, uszczęśliwić siebie i dalej żyć. W strefie komfortu, nie zawsze wygodnej, komfortowej, ale własnej i znanej. Takie postępowanie sprawiało, że coraz bardziej słabłam w sensie psychicznym, wegetowałam; zamiast żyć w zgodzie ze sobą, unieszczęśliwiałam siebie i jednocześnie oskarżałam samą siebie – masz czego chciałaś! W tym wszystkim byłam niepewna siebie, swoich myśli, uczuć, pogubiona, chcąca z tym skończyć, ale jak mam to zrobić? Wyjście poza strefę komfortu oznaczało zmianę życia, otoczenia – niby chciałam, ale bałam się nieznanego.
Teraz żyję w mojej własnej strefie komfortu, w pojedynkę sama ze sobą i wiem, że da się tak żyć. Po opuszczeniu mojej kolejnej strefy komfortu zrozumiałam, że muszę zacząć żyć według własnych zasad, a nie czyichś. Teraz żyję we własnej strefie komfortu, czyli reguły ustalam ja sama, w porozumieniu ze sobą :). Często pytam siebie czego chcę, co czuję, jak bym chciała coś zrobić, czego się boję i słucham mojego wewnętrznego głosu, tego co mi odpowiada, co by chciało moje wewnętrzne dziecko. Teraz już nie obwiniam siebie, nie ganię za niepowodzenia. Poprzeczki ustawiam, ale już nie tak wysoko jak kiedyś, bo wiem, że wszystko jest pracą, nawet ciężką, a każda, nawet najmniejsza zmiana czegoś w sobie, jest jednocześnie tą największą. Pokochałam siebie, wszystko co robię, robię dla mnie samej.

Przez ten okres, kiedy opuściłam moją strefę komfortu było mi cholernie ciężko! Wtedy wszystko się posypało, moje życie, cała Ja, nawet o moje zdrowie. Jedyną osobą, którą zawsze miałam, mam i będę miała to Ja sama, więc kogo mam kochać najbardziej w świecie, jak nie siebie?! Tylko Ja sobie pomagałam, gdy choroba powaliła mnie z nóg. Wszystkie osoby, na które mogłabym wtedy liczyć, były daleko. Stanęłam na wysokości zadania i zawalczyłam o siebie. Zaczęłam zwracać większą uwagę na to co jem i ile, bo był taki okres, że nie czułam potrzeby by jeść, dostarczając organizmowi minimum. Zmieniłam nastawienie do kupowania jedzenia i jego konsumowania. Chciałam dostarczyć swojemu organizmowi cennych witamin, żeby miał siłę dalej walczyć, żeby miał siłę żyć, a nie jechał na rezerwach. To wszystko to ciągły proces, który będzie trwał przez całe życie. Teraz wiem, że to co zrobiłam było słuszne. Zawalczyłam o siebie. Robiąc to co teraz robię, jestem spójna sama ze sobą, a to daje mi wiarę, że to wszystko ma sens.

W chwilach zwątpienia (a bywa ich dużo), które co jakiś czas mi towarzyszą, szukam zrozumienia mojego stanu i drogi, którą przemierzam w literaturze – lubię czytać. Szerokim źródłem informacji jest także Internet. Mam ulubione strony, na których znajduję wartościowe przemyślenia, rady i biorę z nich to, co dla mnie najlepsze. Lubię także chodzić na wszelkiego rodzaju warsztaty, które wpływają na mój rozwój, pozwalają spojrzeć na sytuacje z innej perspektywy, a także zintegrować się z innymi osobami. Moja strefa komfortu ciągle ewoluuje razem ze mną, ale najważniejsze jest to, że nie obawiam się zmian i jestem na nie otwarta, bo przecież życie pisze różne scenariusze.

Nie wspomniałam jeszcze o jednym – w strefie komfortu, którą sama zbudowałam i wciąż buduję, podjęłam naukę tańca. W końcu robię to pełna piersią i to mnie uszczęśliwia! Oprócz tego rozwijam także inne zainteresowania, które w sobie odkrywam. Oczywiście także i teraz mam chwile zwątpienia w to co robię, bo każda nauka czegoś nowego to duży trening dla nas samych, dla naszych słabości, ale teraz wiem, jak siebie zmotywować i jakich argumentów w stosunku do siebie użyć, żeby nie dać się pokonać własnym słabościom, żeby wciąż mi się chciało, żeby iść do przodu, codziennie krok do przodu! 😀

Pozdrawiam serdecznie Kaja

*Kaja – na prośbę rozmówczyni, jej imię zostało zmienione

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – BARBARA, kobieta smakująca świat pisaniem.

 

 

 

 

Dziś opowieść Barbary, kobiety, która napisała do nas z drugiego końca Polski, po to by podzielić się z nami i z Wami historią swojej miłości do pisania, do innych ludzi i do samego życia!

 

Opowieść Barbary:

W moim życiu wiele się wydarzyło. Mam za sobą wiele ciekawych chwil, miłych, niemiłych. Los mnie doświadczył.
Miałam 25 lat jak wydawało mi się wtedy runął mój świat, nastąpiła zmiana, nastąpiło przebudzenie. Narzeczony mnie porzucił dla innej, ot banalna historia, tylko powód może mniej banalny jak na tamte czasy- pieniądze. Wtedy jeszcze studiowałam, ale po okresie rozpaczy, a bardzo to przeżyłam, to bolesne, przykre rozstanie wstąpił we mnie nowy duch, nowa nadzieja, zaczęłam działać. Znalazłam na czas wakacji pracę w dużym mieście, tam się przeprowadziłam, znalazłam też dodatkowe zajęcie, dodatkowe źródło dochodu, sprzedaż kosmetyków. Potem skończyłam studia, zaczęłam pracować, któregoś razu szef mnie nagle zwolnił, wykrętnie się tłumaczył, w tym czasie doszły poważne problemy ze zdrowiem, co utrudniało mi bardzo życie codzienne i zawodowe, mimo to, mimo cierpienia nie poddawałam się chodziłam do pracy. Zaczęłam też szukać nowej pracy i ją dostałam, mimo że wyniki badań lekarskich były zatrważające, nieciekawe, co mnie zdołowało, ale cieszyłam się, że dostałam pracę, tym razem w innym mieście, w którym zamieszkałam, poznałam nowe osoby, pracując tam zaczęłam tworzyć, ot, niewinne, miłe, nieskomplikowane, ale wesołe, rymowane życzenia- wierszyki dla koleżanek na urodziny czy imieniny, co bardzo im się podobało i mówiły, że marnuję się w tym urzędzie. Pisałam już kiedyś dawno temu wiersze, ale siostra z tego kpiła, stwierdziła, że ze mną jest chyba coś nie tak, skoro piszę wiersze, nikt nie czytał tych wierszy, więc po jakimś czasie zeszyt z nimi wylądował gdzie na dnie szafy.
5 lat temu przez przypadek znalazłam w Internecie stronę Marzycielska Poczta, wspaniała akacja pisania listów do dzieci, pisanie na stronie Marzycielskiej Poczty do dzieciaków, wspaniałych, mądrych, wrażliwych dzieci, to One zainspirowały mnie do pisania. Zaczęłam pisać wiersze o zwierzątkach, o tym jakie są, co je charakteryzuje, wyróżnia, wiersze te czytały marzycielskie dzieci. Niejednokrotnie pisałam wiersze o tych dzieciach, tworzyłam historyjki o Nich, dla Nich. Kiedyś też napisałam nową wersję pewnej znanej współczesnej bajki, wydrukowałam ja i oprawiłam, dałam w prezencie mojej siostrzenicy, inne dzieci też ją czytały, podobała się im ona.
W tamtym roku odważyłam się i wzięłam udział w konkursie literackim z okazji Światowego Dnia Kota, napisałam wiersz o moich kotach, spodobał się jury, zostałam wyróżniona, nagrodzona w konkursie, dodam, że w tym roku też zostałam wyróżniona w tym konkursie literackim organizowanym przez Miejską Bibliotekę Publiczną, tym razem napisałam opowiadanie o kotach, z dreszczykiem to było dla mnie wspaniałe osiągnięcie, miła sprawa.
Od ubiegłego roku intensywnie tworzę, wiersze dawałam do przeczytania moim znajomym, mówili, że dobrze się czyta moje wiersze, że mam lekkie pióro, że tak ładnie w słowa ubieram swoje emocje, pragnienia, wyrażam w nich w siebie, czytanie moich „dzieł” sprawiało im radość.
Brałam udział w innych, internetowych konkursach literackich i nic, bez echa, nawiązałam nawet kontakt z jednym z łódzkich stowarzyszeń literackich, na ich potrzeby, specjalnie dla nich napisałam przeszło 25 wierszy, Pani z tego stowarzyszenia przysłała mi wiadomość, że nie są jednak Oni zainteresowani wydaniem moich wierszy, było mi przykro, że mam się skontaktować z lokalnym środowiskiem twórców, co zrobiłam, ale nie dostałam, żadnej odpowiedzi, znowu nic lub założyć bloga z wierszami, ten pomysł jakoś budził we mnie wątpliwości. Nie poddałam się, wzięłam więc udział w pewnym konkursie literackim, internetowym, brałam już raz w nim udział, nie zdobyłam żadnej nagrody, ale trudno, raz byłam rozżalona, smutno mi było, byłam też zrezygnowana, napisałam więc do redaktora, organizatora tego konkursu, napisał, że dobrze, że mam samokrytykę, ale trochę niepotrzebnie, za bardzo, że bardzo wielu ludzi brało udział w tym konkursie, nie sposób więc wszystkich wyróżnić, docenić, było tylko 3 laureatów.
Któregoś razu jednak spontanicznie utworzyłam bloga, napisałam kilka wierszy, jednak mój entuzjazm został szybko zgaszony, ktoś wyśmiał mnie, moją twórczość, zlekceważył, stwierdził, że nie umiem pisać, nie mam talentu, że wiersze są żenujące, po namyśle usunęłam więc bloga, dodam jednak, że ktoś napisał, że mam się nie przejmować negatywnymi komentarzami, że to mój blog i mogę na nim piać co i jak chcę, potem znowu założyłam następny blog, ale go też usunęłam, ale „do trzech razy sztuka”. Mój najnowszy blog prowadzę już ponad miesiąc, na wszelki wypadek wyłączyłam opcje komentarze, by się nie denerwować, co jakiś czas zamieszczam tam wiersze, blog ten ma już kilkaset odsłon.
Piszę, bo lubię, to mój sposób na życie, na smutki, na stres, choć mój stan zdrowia się pogarsza, za mną dwie i przede mną kolejne dwie operacje kręgosłupa to staram się znaleźć czas by pisać, piszę oczywiście, jak mogę, jak ból nie jest zanadto dokuczliwy.
Teraz moje wiersze czyta ktoś jeszcze, nie wiem co z tego wyniknie, z tej znajomości, ale trzeba być dobrej myśli, ten ktoś, dla mnie ważny wspiera mnie w moich działaniach, nie śmieje się ze mnie, z mojej pasji, nie kpi z niej jak siostra czy kolega, lubi czytać moje wiersze, podobają się Mu one, też kiedyś pisał wiersze, mamy więc jedno z kilku wspólne zainteresowanie.
Oprócz pisania wierszy, piszę też maile, kontaktuję się z różnymi fundacjami, stowarzyszeniami, które pomagają innym, min. chorym dzieciom, kobietom, na ogół dostaję pozytywne maile z miłymi słowami, podziękowaniami, czasem moje maile pozostają bez odpowiedzi.
Kiedyś poznałam miłą, starszą Panią z lokalnego oddziału Amazonek, razem zorganizowałyśmy profilaktyczne spotkanie na temat walki z rakiem piersi, mało Pań było na tym spotkaniu, ale ważne, że choć kilka na nie przyszło, było zainteresowane tym tematem, rozdałam też koleżankom stosowne kalendarzyki, materiały jak walczyć z rakiem, jak się badać.
Lubię myśleć o innych, pomagać innym, warto, to cieszy, daje chęć, bodźce do działania, życie czyni lepszym, ciekawszym, to miłe, wyjątkowe wyróżnienie jak chore dzieci z całej Polski mówią do mnie ciociu, spotykają się ze mną, piszą do mnie, dzwonią, przysyłają kartki z różnych okazji, wspierają w ciężkich chwilach choć same lekko nie mają.
Oto moja historia, historia trzydziestoparoletniej kobiety, „artystycznej duszy”, trochę zwariowanej i narwanej kobiety, która więcej i więcej chce smakować życia, cieszyć się nim, dzielić je z innymi, poznawać świat, innych ludzi, która tak bardzo chce żyć, po prostu żyć.

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – WERONIKA: o bagażu DDA, o tańcu i o byciu Księżniczką!

codziennie

W ramach autorskiego projektu CODZIENNIE KROK DO PRZODU zamieszczamy opowieści zwykłych-niezwykłych kobiet, które poznałyśmy w naszej fundacji lub które przewinęły się przez nasze życia przy okazji różnych naszych działań, wyjazdów, wydarzeń. Zaprosiłyśmy je do tego, żeby podzieliły się z innymi swoimi doświadczeniami, żeby opowiedziały o tym, jak udało im się podnieść po różnych życiowych zawirowaniach i nie tylko wstać, ale CODZIENNIE stawiać chociażby ten jeden KROK DO PRZODU! To kobiety, które uwierzyły, że warto się starać i żyć jak najpełniej się tylko da. Kobiety w różnym wieku, z różnych miejsc, z różnym wykształceniem, pochodzeniem, zasobnością portfela – prawdziwa przebogata mozaika!

Do fundacji weszła młoda, piękna, wysoka dziewczyna. Znamy się od jakiegoś czasu. Na początku nasze spotkania były nieco tajemnicze, ale z czasem Weronika* zaczęła mówić o sobie coraz więcej i to były słowa z rodzaju tych dobrych i bardzo wartościowych, i dla mnie, i dla innych kobiet. Weronika ma bardzo przyjemną umiejętność komentowania rzeczywistości: z odrobiną wycofania i delikatności, ale trzeźwo i rzeczowo, a to wzbudza ufność i powoduje, że chce się jej słuchać.

Spotkałyśmy się, spisałam to, czym Weronika zechciała się ze mną podzielić, po to bym przekazała to dalej Wam. Było emocjonalnie i zapewne niezbyt dla niej łatwo, ale miałam wrażenie, że oczyszczająco. Mijały godziny, miałam się zabrać za spisanie tego co usłyszałam, ale poczułam, że to zbyt delikatna materia, której na pewno w żaden sposób nie chcę uszkodzić. Zapytałam więc, czy teraz, po naszej rozmowie, zrobi to sama. Zgodziła się chętnie.

Nieraz takie opowieści o skrawkach własnego życia, które zadźwięczą w uszach osoby opowiadającej, zaczynają się porządkować, układać, nabierać kształtów. Mam wrażenie, że to właśnie zdarzyło się Weronice.

Weronika o sobie:

Znasz nieco zarys mojego niełatwego dzieciństwa i młodości. Dziś pewne sprawy to już przeszłość i pozamykane pudełka, których nie otwieram, mając świadomość, że zawsze będą one częścią mnie. Niska samoocena i brak pewności siebie, niewielu przyjaciół (ale przynajmniej ci właściwi), wieczne poczucie winy, dużo tajemnic i wstydu, ciężki bagaż, jaki wynoszą z domu dzieci DDA.
Kiedy 5 lat temu zmarli rodzice w niedługim odstępie czasu mój świat się zawalił… Długo się obwiniałam, choć w gruncie rzeczy wiedziałam, że nie mogłam nic zmienić, bo oni nie chcieli niczego zmienić w swoim życiu. Nałóg to coś nad czym bardzo trudno zapanować.
Jak sobie z tym wszystkim poradziłam? Miałam przy sobie przyjaciół, którym zawszę będę wdzięczna za ich obecność. Niektórzy z nich są przy mnie do dziś, a niektórzy byli tylko przez jakiś czas, ale za to przez ten ważny i trudny dla mnie okres. Oni dawali mi siłę, podnosili, kiedy uginały mi się kolana, po prostu byli. Nie ważne, ile razy upadniesz, liczy się to ile razy się podniesiesz i pójdziesz dalej. Nie umiem sobie tego wytłumaczyć, ale zawsze pojawiały się w moim życiu osoby potrzebne mi w danym czasie, jak ja to mówię, moje anioły.
W międzyczasie w moim życiu pojawił się taniec, który pomógł mi w walce z nieśmiałością, rozbudził apetyt na podróżowanie. W końcu coś sprawiało mi przyjemność, wywoływało uśmiech, w końcu chciało mi się żyć! Dzięki niemu na nowo rozbudziła się moja kobiecość, skrywana za powyciąganymi swetrami i spodniami. Nauczyłam się na siebie patrzeć w lustrze i akceptować to, co w nim widzę. Nauczyłam się też spędzać czas sama ze sobą i doceniać te chwile. Ktoś mnie kiedyś zapytał: „Jak nie polubisz sama siebie, to jak chcesz, żeby inni ludzie ciebie lubili?” i to był taki kopniak, że do dziś mnie kopie, jak sobie przypominam te słowa. Dziś z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że siebie lubię (czasem bardziej lub mniej, ale jednak;) ).
Zapytałaś mnie, Gosiu, co mnie motywuje, żeby codziennie wstać z łóżka, zrobić makijaż i wyjść z domu… Trochę się nad tym zastanawiałam, bo odpowiedź nie jest jednoznaczna i oczywista. Każdy dzień to nowe możliwości, nowe sytuacje, ciekawość tego, co się może wydarzyć. To mi daje siłę.
Są takie dni, kiedy i mi się nie chce nic, nawet otworzyć oka, a co dopiero mówić o wstaniu. Wtedy szukam mądrych myśli, blogów, cytatów zwykłej rozmowy, czasem na siłę zmuszam się do wyjścia z domu na spacer, na zakupy, na rolki, umawiam się z koleżankami na kawę. Ciągle się uczę odganiać te gorsze dni, bo sprawdzone sposoby za którymś razem przestają działać, a ja wiem, że nie chcę się cofnąć. Wiem, że chcę iść do przodu, raz wolniej, raz szybciej, ale już nie do tyłu…to to na pewno nie. Uczę się cieszyć z małych przyjemności, ładować nimi baterie np. czytać książkę w parku na kocu. A dziś np. jadłam najlepszą pizzę od bardzo dawna ze świeżymi pomidorami, mozzarellą i ruccolą – mała rzecz, a cieszy.
Wszystko zależy od Twojego nastawienia do życia. Życie to jest dar, więc trzeba je doceniać. Nigdy nie jest za późno, żeby coś zmienić. Nie wszystko dzieje się też od razu. Musisz zacząć od siebie, a potem zaczyna działać cała reszta. I nie można się poddawać, nawet gdy masz wrażenie, że cały świat jest przeciwko Tobie. Życie daje nam lekcje, a my powinniśmy nauczyć się wyciągać z nich wnioski, a nie rozpaczać miesiącami albo i latami, i analizować, co by było gdyby. Przerobić zadanie domowe i postawić kropkę.
Ostatnio miałam urodziny. Dostałam w prezencie bransoletkę i koleżanka na kartce z życzeniami napisała ”Prezent, który ma Ci przypominać o tym, że jesteś Księżniczką, więc nawet gdy się przewrócisz-Powstań-Otrzep się-Popraw koronę-Idź i baw się dalej”.
I tak jest w życiu, jeśli Ty nie traktujesz siebie jak księżniczkę, to inni też nie będą i nie odnajdą jej w Tobie. Trzymam się mocno tej myśli!
Dziękujemy, Weroniko!

*Weronika – na prośbę rozmówczyni, jej imię zostało zmienione.

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – ANNA, świat ciszy i teatr

codziennie

W ramach autorskiego projektu CODZIENNIE KROK DO PRZODU będziemy zamieszczały opowieści zwykłych-niezwykłych kobiet, które poznałyśmy w naszej fundacji lub które przewinęły się przez nasze życia przy okazji różnych naszych działań, wyjazdów, wydarzeń. Zaprosiłyśmy je do tego, żeby podzieliły się z innymi swoimi doświadczeniami, żeby opowiedziały o tym, jak udało im się podnieść po różnych życiowych zawirowaniach i nie tylko wstać, ale CODZIENNIE stawiać chociażby ten jeden KROK DO PRZODU! To kobiety, które uwierzyły, że warto się starać i żyć jak najpełniej się tylko da. Kobiety w różnym wieku, z różnych miejsc, z różnym wykształceniem, pochodzeniem, zasobnością portfela – prawdziwa przebogata mozaika!

 

 

 

ANNA*, kobieta dojrzała, niesamowicie energetyczna, zarażająca optymizmem, z planami na przyszłość, świetnie dogadująca się ze swoimi rówieśnikami i maluchami do 1,20 m też.

 

MM: Aniu, co sobie pomyślałaś, gdy zaproponowałam Ci inny powód wizyty w Strefie, niż dotąd?

ANNA: Najpierw poczułam podekscytowanie, tak wiesz, nigdy w czymś takim nie brałam udziału, nikt nie widział we mnie na tyle ważnej osoby, żebym miała udzielić mu wywiadu.

MM: A jak myślisz, dlaczego ja to zrobiłam?

ANNA: Ty to pewnie wiesz najlepiej. A tak serio, to wielkie dzięki, bo to dla mnie wyróżnienie. Trochę lat już mi się nazbierało, trochę przeżyłam, więc jeżeli moja opowieść o tym, jak staram się postawić CODZIENNIE ten jeden chociaż KROK DO PRZODU może się komuś przydać, to będzie mi fajnie. A tak w ogóle, dobry tytuł projektu! Podoba mi się!

MM: O czym porozmawiamy?

ANNA: Nie porozmawiamy. Ja będę mówiła. Posłuchaj mnie, opowiem taką krótką historię, która sporo namieszała w moim życiu, ale też (widzę to teraz) bardzo je zmieniła.

Moje życie było zwyczajne, choć w niezwyczajnych szarych i ciężkich czasach dorastałam, wtedy tak bardzo było nijako, że szkoda o tym nawet wspominać. W sumie myślę, że wiodłam wtedy bardzo poukładane, spokojne życie, bez większych niespodzianek, bez cięższych chorób, z kiepską kasą w portfelu, ale regularną, z mężem, dwójką dzieci, mieszkaniem w bloku, znajomymi do grillów i imieninowych nasiadówek… I tak się toczyło do około pięćdziesiątki, więc dość długo. Trochę wtedy zaczęło wysiadać mi zdrowie, wiesz, choroby kobiece, przytyłam, rozleniwiłam się, zaczęły dopadać mnie smutki. Dzieci poszły w swoje, dość odległe od nas, strony. Z mężem dogadywaliśmy się dobrze, choć wiadomo, że po latach, trochę już wszystko wypłowiało. Zajmowałam się różnymi sprawami, żeby nie wariować z nudów: robótkami, czytałam, trochę kina, ale to wszystko stawało się coraz bardziej na siłę. Zaczęłam myśleć, że to jakaś, kurczę, równia pochyła. Już sama nie wiem, ile to trwało. Trochę… z pięć lat, chyba. Rodzina i znajomi pewnie mało zauważali, bo robiłam dobrą minę do złej gry. Źle mi było, ale chyba już się jakoś tak usadowiłam w tej sytuacji. Nie próbowałam nic zmienić, a zresztą kompletnie nie wiedziałam jak. A może mi się nie chciało, nie wiem.

W styczniu zaczął się nowy kolejny rok i pierwszy z moich następnych lat, już całkowicie innych od poprzednich. Przy śniadaniu mój mąż nagle się rozpłakał. Ledwo wykrztusił z siebie, że już dłużej tak nie może, że nie da rady, że to go przerasta, że … odchodzi! I odszedł do swojego drugiego życia, od lat, jak mi powiedział, tworzonego z inną kobietą, do innego równoległego z moim świata, o którym nie miałam zielonego pojęcia.

Zostały mi po nim otwarte ze zdziwienia oczy, mnóstwo pytań, cały wachlarz emocji, ale o tym sza! Tego już nie chcę!

Potem przyszła redukcja mojego etatu. Potem znowu cały wachlarz emocji.

Próby znalezienia innej pracy, jakiejkolwiek, bo byłam grubo po 50. I znowu cały wachlarz emocji.

A potem rozmowa, w windzie, zdawkowa, taka, ot, z sąsiadką, młodą osobą, z małym synkiem,  czteroletnim wtedy.

A potem stałam się … nianią! Nianią małego chłopca w grubych szkłach na nosie, chłopca zatopionego w świecie ciszy. Od razu kupił mnie całą. Niesamowicie spokojna istotka, choć to okazało się nie lada wyzwaniem, bo trudno było mi dotrzeć do niego.  I jeszcze ta bariera słuchowa. Zaczęłam czytać na temat jego świata. Wciąż nie dawało mi spokoju pytanie, jak do niego dotrzeć. Nie chciałam go tylko karmić, bawić się z nim czy spacerować. Chciałam, żeby wstąpiło w niego trochę więcej życia. Wreszcie wymyśliłam! A właściwie, podchwyciłam pomysł, przejęłam go po wizycie u mojej terapeutki. Na jednej z wizyt u niej zobaczyłam porozkładane na stole pacynki. Genialne! Że też wcześniej na to nie wpadłam. Szyłam, dziergałam, malowałam – stworzyłam kilkadziesiąt postaci i zaczęliśmy naszą przygodę z graniem. Fenomenalne zabawy, mnóstwo emocji, wciąż nowe pomysły, a mój mały chłopiec z grubymi szkłami na nosie, zatopiony w świecie ciszy, stawał się coraz bardziej aktywny, wesoły i otwarty!

Wieści rozchodzą się szybko, jak się okazuje, bo nie wiedziałam skąd, w jaki sposób, dowiedziała się o mnie dyrektorka jednego z domów dziecka w naszym mieście. Przez znajomą zaprosiła mnie do siebie i tak zaczęła się druga moja przygoda: teatrzyk dla i z dzieciakami z domu dziecka. Ona trwa nadal. Pojawiam się u nich raz w tygodniu, maluchom czytam, ze starszymi rozmawiam, okazyjnie tworzymy spektakle kukiełkowe, wychodzimy z nimi do seniorów. Oj, już sama się zadziwiam, jak to rozwiązał się worek z różnymi zajęciami i ile ich teraz mam!

W międzyczasie koleżanka zachęciła mnie do wzięcia udziału w projekcie. Uczyliśmy się tam pisania bajek. Fantastyczna przygoda i cudne osoby tam poznałam. Mam już kilka zeszytów spisanych bajkowych opowieści, dwa całe o małym chłopcu z grubymi szkłami na nosie, zatopionym w swoim przebogatym świecie ciszy.

Mówią, żeby komuś pokazać te bajki, może ktoś by je wydał, ale czy ja wiem? Leżą. Może czekają na dogodny czas. Na to, co się zdarzy. Bo ja już wierzę, że mimo wszystko, mimo różnych zawirowań i trudnych zwrotów w życiu, może się w nim zdarzyć dużo dobrego. Chociaż wiem też, że samo się nie zdarzyło: w trudnych sytuacjach miałam koło siebie życzliwych ludzi, nie zamknęłam się przed nimi, oni nie pozwolili mi upaść i pomogli robić właśnie te codzienne małe kroczki, nawet takie, które wydawały mi się wtedy bez sensu.

Teraz też bywa różnie, bo przecież to jest życie, a w nim jest raz tak, a raz tak, ale ja już nie jestem tamtą kobietą! Teraz mam pasje i plany, no i trochę maluchów, które na mnie czekają. A na tańce do klubu też muszę chodzić, bo jakbym nie przyszła, to wiem, że jest tam kilka osób, które by się o mnie bardzo zamartwiały. Dobrze jest mieć przy sobie ludzi, bardzo dobrze.

No, to naopowiadałam! Jesienią zaproszę Cię na nasze pacynkowe występy! Nie zdecydowałam się na żadne sensacyjki w swojej opowieści, więc może jest niezbyt ciekawa, ale po co odgrzebywać te wspomnienia i biadolić nad sobą? Trochę jeszcze bolą, a poza tym nic nikomu dobrego by nie przyniosły, a Ty mówiłaś, że wy tu w Strefie chcecie wzmacniać kobiety.

MM: Aniu, bardzo dziękuję za ciepłą i energetyczną rozmowę i do kolejnych naszych spotkań.

*ANNA – imię bohaterki, na jej prośbę, zostało zmienione.

29.06.2015 Wolniej!

Po okresie intensywnych działań zwalniamy nieco bieg na czas wakacji, po to by złapać trochę oddechu, dystansu, słońca – tego wszystkiego, co przyjemne i regenerujące. Jesteśmy jednak, działamy! Spotykamy się z osobami potrzebującymi porady, wsparcia, pomocy, ale też takimi, które są dla nas skarbnicą wiedzy i doświadczenia – jednym słowem bierzemy pełnymi garściami od wszystkich.

Wzmocniły się nasze szeregi o nową członkinię, małą (póki co), białą kulkę, pełną radości i chęci do zabawy! Witamy na pokładzie – suczka Fema (Femina) http://westeathome.blogspot.com/. Będziecie ją spotykały/li przy okazji różnych naszych działań.

Do spotkań więc!

Zapraszamy, czekamy na Was, również towarzysko, na tzw. kawę! Piszcie też do nas z wakacji, ciekawi nas jak odpoczywacie!

Fot. Weste at home

15.06.2015 PARADA RÓWNOŚCI 2015 ZAKOŃCZONA!

Parada Równości 2015 za nami!!!

Było cudownie, kolorowo, energetycznie, bezpiecznie, przyjaźnie!!!

Dziękujemy organizatorom – wszystko działało jak w zegarku!!!

Mnóstwo emocji, bo to niezmiernie dla nas ważne maszerować z taką masą ludzi, dla których ważne są takie same wartości, jakie ważne są dla nas. Ważne widzieć całe mnóstwo ludzi, stojących na chodnikach, pozytywnie nastawionych do naszego, niemalże 20 tys., tłumu. Mniej życzliwi też byli – skrzywieni i smutni, z wrogimi hasłami i z różańcami w dłoniach. No cóż, pojęcie r ó ż n o r o d n o ś ć również i ich dotyczy, czy tego chcą czy nie! Szkoda tylko, że ci ludzie nie wczytują się dokładniej w hasła głoszone przez Paradę i nie biorą pod uwagę tego, że w imieniu wielu z nich też co roku idziemy: w imieniu różnych mniejszości, które wśród nich są! Ale kropla drąży skałę! Dajemy radę!

Codziennie pracujemy dla dobra nas wszystkich bez wyjątku, każda organizacja w swoim zakresie, zgodnie ze swoimi założeniami. Borykamy się z trudnościami, napotykamy na betonowe mury, ale mamy też zwycięstwa. Ważne, że mamy taki czas i miejsce, gdzie co roku możemy razem przejść kilkanaście kilometrów, uściskać znajomych, poznać nowe osoby i wzmocnić przekonanie, że warto robić to, co robimy!

Teraz wszyscy powracamy do swoich siedzib, zabieramy się za rozpoczęte projekty, piszemy nowe, przyjmujemy potrzebujących/ce, przekonujemy urzędników, szukamy sponsorów, tworzymy wydarzenia, szkolimy siebie i innych, rozmawiamy, dopytujemy, manifestujemy… Jest co robić. Ale jak jest przekonanie, że warto, to chce się chcieć!

Korowód trwa, mili Państwo!

Do za rok!!! I oby w jeszcze większym gronie!!!

 

Fot. Fundacja Strefa Kobiet_Parada_2015 (136) (300x200)

02.06.2015 Wszystko jest możliwe! – przedwakacyjnie

cropped-logo-małe1-e1369174076568.png

Za każdym razem, gdy kończy się kolejna seria naszych działań pojawiają się nowe refleksje, wnioski… Tak jest i teraz. Przez ostatnie miesiące kilkadziesiąt nowych kobiet wzięło udział w naszych wydarzeniach. Zostawiły po sobie wycinki ze swoich życiorysów, swoje uwagi, doświadczenia, pomysły…

Przychodzą różne: te pogubione i niepewne siebie, zawiedzione swoimi partnerami, dziećmi, przyjaciółmi, nierzadko sobą… Te, które zrozumiały, że czas najwyższy coś dla siebie zrobić, zająć się przede wszystkim sobą, zacząć spełniać swoje marzenia, zerwać toksyczne relacje, nauczyć się nowych rzeczy, poznać nowe osoby, zaryzykować, odważyć się… Co osoba to właściwie inna intencja, inny problem. I to jest właśnie największe bogactwo płynące dla nas z kontaktów w Strefie – r ó ż n o r o d n o ś ć!!! Same wciąż dzięki tym relacjom uczymy się nowych rzeczy, które bywa, że zadziwiają nas nieraz, nieraz też oburzają, cieszą lub wzmacniają – na pewno nie przepływają bez śladu.

Możemy z całą pewnością, bazując przede wszystkim na doświadczeniach z pracy w naszej fundacji, czyli na tzw. żywym organizmie, stwierdzić, że zmiany są możliwe, że ludzie podnoszą się z kolan, zmieniają swoje życia, stają się bogatsi w przeżycia i doznania, a nierzadko i w pieniądze, umacniają się i zaczynają żyć, tak jak tego chcą, po swojemu! To jest możliwe!

Możliwe też, żeby odejść od toksycznego partnera/rki, nawet po wielu wspólnych latach.

Możliwe, żeby w dojrzałym wieku uzupełniać swoje wykształcenie.

Możliwe, żeby odzyskać dawną figurę.

Możliwe, żeby na/uczyć się nowych rzeczy.

Możliwe, żeby stawać się coraz silniejszą osobą.

Możliwe, żeby nauczyć się prosić, dziękować i odmawiać.

Możliwe, żeby cieszyć się z drobnostek.

Możliwe, żeby odcinać się od toksycznych osób i sytuacji.

Możliwe, żeby nauczyć się wyciągać z przeszłości jak najwięcej korzyści, żyć tu i teraz, a przyszłość planować elastycznie i z troską o siebie.

Możliwe, żeby przestać wymagać od siebie zbyt wiele.

Możliwie, żeby nauczy się wypoczywać.

Możliwe, żeby nieraz brać życie takim jakie jest.

Możliwe, żeby zaryzykować.

Możliwe, żeby na jakiś czas odciąć się od wielu spraw i/czy osób, po to by przemyśleć, odpocząć, „pobyć”, a potem wrócić silniejszą i bardziej świadomą.

Możliwe, żeby wykrzyczeć wszystko, co zalega, oczyścić się dzięki temu i pójść dalej.

Możliwe, żeby zrozumieć swoje błędy i na nich się uczyć.

Możliwe, żeby zawalczyć o swoje i wygrać, albo też przegrać i … żyć dalej.

Możliwe, żeby wierzyć, że zła passa nie trwa wiecznie.

Możliwe, żeby złapać okazję i dobrze ją wykorzystać.

Możliwe, żeby stracić, a kiedy indziej zyskać.

Możliwe, żeby pomagać i mieć satysfakcję, choć też całkiem możliwe, żeby dostać za to tęgiego kopa.

Możliwe, żeby „prawdziwe przyjaźnie” się kończyły.

Możliwe, żeby… no cóż, wszystko jest możliwe, dlatego warto o siebie zawalczyć i stanąć na własnych nogach. Szkoda czasu na czekanie na kolejną okazję, do następnego roku, na kolejny wyjazd…

I jeszcze jedna refleksja: prawdziwy sukces osiągają tylko te osoby, które konsekwentnie, krok po kroku, dążą do tego, co sobie wyznaczyły. Tu nie ma ulg! Każde odpuszczenie czy rezygnacja nas cofa. Musimy potem wzmóc siły, by wskoczyć na poprzedni tor. Nie wszystko udaje się od razu. Mało tego: nie wszystko udaje się wszystkim. Ale bez prób nigdy się o tym nie przekonamy. Masz teraz chęć powiedzieć, że to znane i oklepane prawdy? Nie inaczej. Ale od teorii do praktyki często odległość jest całkiem spora. Wiedzieć to jedno, ale zrozumieć, że warto zacząć stosować i nie poddawać się na zakrętach – to drugie!

Do dzieła więc! Wielu z Was się udało/udaje. Wiemy o tym i jesteśmy z Was mega dumne! Wiele z Was próbuje i odpuszcza, a nieraz wraca i próbuje jeszcze raz i kolejny… Wam w szczególny sposób dopingujemy! Są i takie kobiety wśród Was, które czują, że to jeszcze nie ich czas na zmiany. Liczymy, że gdy tylko poczujecie, że Wasz czas właśnie nadszedł, zatroszczycie się o siebie solidnie! Są też takie, które rezygnują ze zmian, odpuszczają, czują się przegrane, nie wierzą, że cokolwiek dobrego może je jeszcze spotkać. Pamiętajcie, że nie jesteście same! Możemy Wam pomóc uwierzyć w siebie, zainicjować zmiany, doradzić, być przy Was w potrzebie!

Pracujemy teraz na zwolnionych obrotach, bo zbliża się czas, który wykorzystamy w pełni na doładowanie akumulatorów: na wyjazdy, długie rozmowy z przyjaciółmi, odpoczynek, kontakt z naturą, na czas z dobrą książką, na koncerty, na wychowywanie nowego zwierzaka w naszej rodzinie, na konferencje naukowe, na uczestnictwo w Paradzie Równości, na Spoiwa Kultury, na wolontariat w nowych ciekawych dla nas miejscach i na jak największe ilości przyjemności, tak po prostu!

A już dziś zapraszamy Was do Teatru Kana na 2 dni warsztatowe, oparte przede wszystkim na dramie! Szczegóły dosłownie za chwilę w osobnym poście. Tak, i to jest też ta jedna z przyjemności!!! 🙂 http://www.kana.art.pl/program_2015_06_kobieta_matka.html

Rewelacyjny czas w Strefie Kobiet!

kim jest kobieta, która mieszka we mnie?

Kolejne wydarzenie w ramach naszego autorskiego projektu „Kim jest kobieta, która mieszka we mnie” za nami!!!

Dziękujemy Edycie i Marii za świetny instruktaż i opiekę nad uczestniczkami warsztatu decoupage „Serca dla Mam”. Pod Waszym wpływem powstały małe dziełka sztuki 🙂 🙂 🙂 Brawo!

Dziękujemy też Wam, drogie Panie, za uczestnictwo i zaangażowanie!

Przy okazji każdego spotkania z fantastycznymi kobietami odkrywamy, ile w nas wszystkich jest różnych, ciekawych talentów. Drzemią, zalegają głęboko w nas, odsunięte przed laty w natłoku spraw „ważniejszych”, warto więc zajrzeć do swojego wnętrza, wpuścić tam odrobinę światła i pozwolić, żeby od nowa wykiełkowały. Bardzo warto! Wiele z Was już to wie! Posmakowałyście i chcecie więcej i więcej!

Równie ważne są nowe znajomości, toczące się podczas zajęć rozmowy, zacieśniające się więzi – to ogromna wartość!

Jeszcze raz: wielkie dzięki za Waszą obecność, drogie Panie!

!!! A tak przy okazji: mamy już kolejne plany! Jesień zapowiada się bardzo różnorodnie i niezmiernie ciekawie!

Wciąż upewniamy się, że warto było stworzyć dla Was/dla nas Strefę!

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Warsztaty twórczego rozwiązywania problemów

logo małe_jpg

Fundacja Strefa Kobiet

zaprasza Panie na

warsztat dla Kobiet

Jak twórczo rozwiązywać problemy?

 

Czy bywa tak, że mimo wkładanego wysiłku masz wrażenie, że stoisz w miejscu? Czy doświadczasz rutyny, znudzenia i bezsilności w codziennych działaniach? Czujesz, że od lat poruszasz się wśród dobrze sobie znanych schematów? Brak Ci pomysłów na wprowadzenie zmian? A może wiesz, co chcesz zmienić, ale brakuje Ci odwagi, by ruszyć z miejsca? Nie jesteś pewna, czy Twoje pomysły są dobre i przyniosą Ci korzyści? A może po prostu masz potrzebę zwiększenia własnych zasobów?

Podczas warsztatu:
– nauczysz się jak odblokowywać swoje schematy myślenia,
– odkryjesz własne zasoby twórcze,
– poznasz techniki i strategie twórczego myślenia,
– dowiesz się, jak twórczo radzić sobie z problemami w życiu prywatnym i zawodowym,
– będziesz miała możliwość twórczo się bawić.

Warsztat składa się z 2 połączonych ze sobą tematycznie modułów:

1. Moduł I – Twórcze myślenie
2. Moduł II – Twórcze działanie

Organizacja pracy grupy:
Liczba osób: grupa zamknięta (do 12 osób)
Liczba spotkań: 2 spotkania
Daty spotkań: czwartki – 21.05. i 28.05.2015
Godziny spotkań: 17.30-20.00
Miejsce spotkań: Szczecin, Aleja Papieża Jana Pawła II 15/12
Inwestycja: 70 zł (kwota za obydwa spotkania – płatne z góry na 1. spotkaniu)

Zapisy: Małgorzata Mrozik, tel. 506 074 740, info@strefakobiet.org lub przez stronę www.strefakobiet.org (formularz poniżej)

Warsztaty poprowadzi:
Małgorzata Mrozik – doświadczona trenerka kompetencji psychospołecznych, warsztatów rozwoju osobistego (certyfikaty: trener biznesu, trenerka antydyskryminacyjna), mentorka, pedagożka, prezeska Fundacji Strefa Kobiet.

[contact-form-7 id=”10119″ title=”Twórczość_21.05″]

 

 

Strona 5 z 9

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén