Fundacja Strefa Kobiet

Miesiąc: wrzesień 2013 Strona 2 z 7

Femen. Ukrainskie sekstremistki

 
Agnieszka Graff – po raz kolejny krótko i dokładnie przeprowadza nas przez ciekawe zagadnienie: tym razem na tapecie jest FEMEN. Dość kontrowersyjne feministki z Ukrainy, protestujące poprzez obnażanie swojego torsu w ramach protestu. Trudno nie zgodzić się z jednym stwierdzeniem: że FEMEN odbiera ciała kobiece i oddaje je kobietom. Jak mawiają: skoro do sprzedaży ciastek używa się ciała, dlaczego nie użyć go i do przekazu społecznego? Jak kilka lat temu jedna z uczestniczek wzięła udział w proteście w Szczecinie przeciwko budowie atomu w Zielonkach. Cała Polska mówiła o Szczecinie i femistkach z Femen – jedna z nich wystąpiła z nagim torsem i doczepioną piersią.
Cyt” Najbardziej zachwyca mnie Inna Szewczenko. Ironicznie uśmiechnięta, z błyskiem w oku i wiankiem na rozczochranych płowych włosach spokojnie tłumaczy, że na świecie panuje patriarchat i że to jest nieznośne. Jak go obalą, to się ubiorą. Jest bezczelna i bezkompromisowa. Piękna i nieustraszona. I to imię! Czy ultraradykalna feministka mogła sobie wymarzyć lepsze? Wygląda na to, że się wirtualnie zadurzyłam. Buszuję w necie, zbieram linki, nie mogę się nasycić. Jeszcze chwila i kupię sobie plakat z Inną. Ostatnio tak miałam w podstawówce, a wybrankiem był Harrison Ford (pamiętacie, jaki był cudny za młodu?).”
Polecamy gorąco.

Co mówią pomniki? – Projekt Porozumienia Kobiet 8 Marca

Ignacy Paderewski Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

Ignacy Paderewski
Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

 

Ronald Regan Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

Ronald Regan
Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

 

Pomnik Partyzanta Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

Pomnik Partyzanta
Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

 

Mikołaj Kopernik Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

Mikołaj Kopernik
Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

 

Adam Mickiewicz Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

Adam Mickiewicz
Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

 

Pegaz Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

Pegaz
Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

 

Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

Fot. Porozumienie Kobiet 8 Marca

 

Źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10151906127488331&set=a.10151906126003331.1073741829.91820153330&type=3&theater

Polska a tolerancja

Pani minister ds. integracji Cecila Kyenge z włoskiego rządu, Włoszka z Kongo, lekarka z wykształcenia Bardzo rozpoznawalna postać, narażona na rasistowskie ataki, obrzucanie bananami podczas wystąpień publicznych, koledzy politycy „od niechcenia rzucali porównania do goryla, sugerowali wprowadzanie plemiennych obyczajów we Włoszech, albo że powinna być zgwałcona, bo dopiero wtedy poczułaby co to znaczy być ofiarą”.
Europa, XXI wiek, nie chce się wierzyć! „W proteście przeciw rasizmowi na szczytach władzy w Europie do Rzymu zjechali się ministrowie ds. równego traktowania z całej Europy, w tym z Polski, aby dać wyraz poparcia, solidarności z minister Kyenge i gremialnie zaprotestować przeciw rasizmowi w ogóle.” 

O to czy w Polsce dzieją się podobnie rzeczy dziennikarze pytali pełnomocniczkę rządu ds. równego traktowania Agnieszkę Kozłowską – Rajewicz. Pani minister opowiadała o innych, nie mniej bolesnych, wystąpieniach i atakach Plaków przeciwko Polakom czy obcokrajowcom, o walkach międzypartyjnych, do których wykorzystuje się najdelikatniejsze często wspomnienia, bohaterów narodowych, sprowadza do parteru dobre imię i wartości. 

Całość poniżej. Polecamy!

 

to tak jakby uznać legalność niewolnictwa…

 

Pod projektem zaostrzającym ustawę antyaborcyjna złożyło podpisy ponad 400.000 osób. Nie jest dla nich istotne, że kobieta może urodzić dziecko z głęboką niepełnosprawnością, jej życie przewróci się do góry nogami, zabraknie jej funduszy na utrzymanie rodziny, leki, rehabilitację, ponieważ będzie zmuszona zostawić pracę zawodową i sprawować całodobową opiekę nad dzieckiem, często pozostawiona przez partnera, który „nie poradził sobie z problemem”. 

Profesor Magdalena Środa stwierdza, że to tak jakby „uznać legalność niewolnictwa lub odebrać pewnej grupie ludzi prawo do decydowania o własnym życiu i skazać ich na los, na który mało kto by się pisał”. 

Znowu chcą zmuszać

Beata Kozak

Wiadomo, że jeśli chcemy kogoś do czegoś przekonać, powinniśmy przemawiać łagodnie, uzbroić się w cierpliwość, używać wyważonych argumentów, robić słodkie oczy, a może nawet się podlizywać i oferować korzyści majątkowe, czyli łapówki. Sprzedawczynie, które chcą wcisnąć klientce niechodliwy, zalegający w magazynie ciuch, przekonują dziewczynę, że jest jej w tym ciuchu wręcz niezwykle do twarzy. Deweloperzy sprzedają mieszkania, dorzucając dla zachęty miejsce parkingowe i darmowy Internet przez pierwszy rok. Szkoły języków obcych wabią uczniów i uczennice native speakerami i bezstresową atmosferą. Podstawowa zasada marketingu i reklamy, czyli nakłonienia kogoś do kupienia danego produktu lub skorzystania z usługi, każe być dla potencjalnej klienteli miłym i uprzejmym, oczarować i przekonać do kupna. Manipulatorzy najróżniejszej maści postępują podobnie: nagadają ładnych rzeczy, roztoczą pawi ogon, omotają czarem i urokiem, a potem przeciągną na swoją stronę, ewentualnie wykorzystają i porzucą. Wspólnym elementem tych wszystkich starych jak świat zabiegów jest staranie się o czyjeś względy, uprzejmość, oferowanie w zamian czegoś, co jest dla nas cenne. Nawet treser w cyrku karmi dzikie zwierzęta smakołykami, żeby nakłonić je do skakania przez płonącą obręcz czy dreptania na tylnych łapach z piłką na nosie ku uciesze publiki. Można to sprowadzić do lapidarnego „coś za coś”.

Całkiem inaczej postępuje się w Polsce z kobietami w wieku rozrodczym, które chce się nakłonić do rodzenia. Media trąbią od dawna o katastrofie demograficznej, o zamykanych szkołach (za mało dzieci) i uczelniach (za mało studiujących), o wymierającym narodzie, który czeka całkowite zniknięcie z powierzchni Ziemi. Tzw. brak następowalności pokoleń to problem niemal wszystkich społeczeństw Europy, tak więc bicz na bezdzietnych „kto ci na starość poda szklankę wody?” i straszak ekonomistów „kto będzie pracował na nasze emerytury?” działają nie tylko w Polsce. Raz po raz można także dowiedzieć się z mediów, że wciąż brakuje przedszkoli i żłobków, a także o tym, że olbrzymie pieniądze zostały wydane – i są wydawane nadal – na obiekty tak ważne dla walki z wymierającym narodem, jak stadiony i boiska sportowe. Bynajmniej nie na przedszkola i żłobki. Z patriarchalnych powodów niedostatek przedszkoli i żłobków uznaje się za problem nieodłącznie związany z sytuacją kobiet. Z tych samych patriarchalnych powodów jakoś się w Polsce przyjęło uważać i zachowywać tak, jakby ojcowie nie mieli z dziećmi nic wspólnego. Być może nawet zapłodnienie przez mężczyznę to zwykła plotka, ciemnota i zabobon. Być może kobiety fundują sobie dzieci pstrykając palcami – a potem mają problem z brakiem przedszkoli.

Na tzw. chłopski – czy raczej babski? – rozum logiczna polityka dążąca do zastopowania wymierania narodu i do zwiększenia liczby rodzonych dzieci, powinna wyglądać tak: zamiast pompowania pieniędzy w stadiony, pompujemy kasę w poprawę sytuacji kobiet. Wiadomo przecież, że kobieta, która nie chce mieć dzieci – nie będzie ich miała. Jeśli zależy nam na zwiększeniu dzietności Polek, trzeba je czymś przekonać do tego, żeby chciały rodzić. Jak je do tego nakłonić? Budując stadiony dla mężczyzn? Chyba nie. Wygląda na to, że lepszym sposobem na skłonienie Polek do rodzenia dzieci byłaby zamiana stadionów w żłobki, przedszkola, zasiłki na dzieci, pomoc finansową lepszą niż becikowe-ochłapowe, zapewnienie powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim, słowem – autentyczne wspieranie.

Zamiast tego w Polsce jest tak, jakby reklamy mówiły: kup ten samochód, bo jak nie, to cię załatwimy. Pani kupi tę bluzkę, bo jak nie, to powiem kierownikowi, że pani ją chciała ukraść. Kupcie od nas mieszkania na tym wygwizdowie, bo jak nie, to naślemy na was mafię, która was zniszczy. Uczcie się w naszej szkole angielskiego, bo jak nie, to was ośmieszymy przed ludźmi. A treser trzyma lwa na muszce i krzyczy: skacz przez tę obręcz, bydlaku, bo jak nie, to ci łeb rozwalę.

Strach Polek przed ciążą to nie tylko kwestia utrudnionego dostępu do badań prenatalnych, częstych przypadków odmowy znieczulenia w czasie porodu i niepewność, czy po urodzeniu będzie można wrócić do pracy albo znaleźć jakąś inną. Ponieważ do Sejmu trafi tej jesieni kolejny projekt zaostrzenia i tak już restrykcyjnej ustawy aborcyjnej, kobiety będą się bać także tego, że państwo zmusi je do rodzenia nawet, jeśli płód będzie nieuleczalnie chory, pozbawiony rąk, nóg lub mózgu. Przy takich metodach zachęcania do rodzenia Polska wyludni się w tempie błyskawicznym. Ale jak widać, rządzą nie ci, którzy chcą ratować wybitny polski naród przed wymarciem, a ci, którzy traktują kobiety jak podkładki dla swoich moralnych uniesień. I oczywiście nie ma mowy o żadnej konkretnej pomocy ze strony państwa – ani rządzącego w nim Kościoła – dla kobiet, na które ewentualne zaostrzenie ustawy aborcyjnej nałożyłoby ciężar wieloletniego zajmowania się niepełnosprawnym dzieckiem. Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, która od lat zajmuje się w Polsce prawami reprodukcyjnymi kobiet, w liście do posłów i posłanek nazwała kolejny projekt zaostrzenia ustawy aborcyjnej – nieludzkim. Pomysł ustawowego zmuszania kobiet do rodzenia w każdych okolicznościach zasługuje na określenie o wiele mocniejsze, ale jeszcze takiego nie wymyślono.

Źródło: http://pismozadra.pl/felietony/beata-kozak/649-znowu-chca-zmuszac

TO JUŻ JUTRO! PRZYPOMINAMY!

 

Codziennik Feministyczny nawołuje na Fb do wzięcia udziału w akcji: Przyjdź jutro pod Sejm i zaprotestuj przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej! Razem jesteśmy silniejsze!

Popieramy i choć tylko wirtualnie, ale będziemy tam z Wami!

 

Źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=245232698957519&set=a.208229165991206.1073741839.208010309346425&type=1&theater

 

Zakaz aborcji z powodów genetycznych to nowy totalitaryzm-W. Nowicka

 

Kolejny obywatelski projekt zaostrzenia obwiązującej ustawy antyaborcyjnej w sejmie. Tym razem chce się zakazać aborcji z powodu ciężkiego i nieodwracalnego upośledzeniu płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Wanda Nowicka powiedziała portalowi Onet, że to nowa forma totalitaryzmu i trudno się z nią nie zgodzić. Jak można kazać urodzić płód, który nie ma mózgu albo wiadomo, że będzie umierał po narodzinach w strasznych męczarniach i nie przeżyje nawet kilku dób?

Więcej na: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/wanda-nowicka-zakaz-aborcji-z-powodow-genetycznych-to-nowy-totalitaryzm/l0fn3

Czy doba pracującej matki to „Dzień świstaka”?

 

Polecamy artykuł oparty na badaniach brytyjskich, dotyczących sytuacji kobiet na macierzyńskim. Próbowano dociec jak wygląda dzień niepracującej matki. Okazało się, że wiele z nich skarży się na rutynę wykonywanych zajęć.

Co na to matki pracujące? O tym wszystkim w artykule pod adresem:  http://www.edziecko.pl/nakrecone_matki/1,132868,13276415,Doba_niepracujacej_matki___czy_przypomina__Dzien_swistaka__.html#BoxLSTxt

Na zachętę cytat: „Słuchając opowieści moich pracujących i niepracujących koleżanek, często myślę, że znalezienie złotego środka jest bardzo trudne. Niewiele z nas, matek, może szczerze powiedzieć, że za czymś nie tęskni, że wybierając jedną z opcji: dom lub praca, nie traci czegoś cennego. Warto wyciskać z dnia jak najwięcej, bez względu na to, czy spędzamy większość czasu przy biurku, czy na placu zabaw… „Urozmaicenie planu to mój sposób na rutynę” – mówi Agnieszka, a ja przygarniam te słowa, dzisiaj po pracy będę z dziećmi rysować laurki i grać w memo, zamiast standardowego „kolacja-kąpiel-czytanie-sen”.

Rodzina! i to w dodatku z wyboru!

Bardzo nas to cieszy, że możemy Wam zaprezentować okładkę najnowszego numeru „Repliki” (nr 45). A na niej – polska tęczowa rodzina – czteromiesięczny Mateusz i trójka jego rodziców – Marta Abramowicz, Anna Strzałkowska i Lech Uliasz.
Marta i Ania zakochały się w sobie 4 lata temu. Mieszkają w Gdańsku, związek partnerski zawarły w Wielkiej Brytanii. Lech, tata Mateusza, jest ich przyjacielem.
O swojej rodzinie, o narodzinach i wychowaniu Mateusza opowiadają w wywiadzie Marty Konarzewskiej.
Lech: „Mam o 5 lat starszego brata, wszyscy w rodzinie czekali na jego ojcostwo, a tu nagle ja, gej, oświadczam: będę tatą!”
Ania: „Przyjaciel powiedział mi: przecież Ty będziesz świetną matką. I nagle oświeciło mnie, że tak, że mogę. Kiedy spotkałam Martę, wszystko się ułożyło”
Marta: „W Kampanii Przeciw Homofobii nauczyłam się, że rzeczy niemożliwe są w zasięgu ręki. Trzeba tylko zadziałać. (…) Tylko z Leszkiem mogłyśmy się tak dopasować, by zdecydować się na dziecko.”

Cały wywiad z Martą, Anią i Leszkiem oraz moc innych atrakcji – do przeczytania w najnowszej „Replice”. Najnowszy numer dostępny w prenumeracie i w najlepszych klubach LGBT-friendly już od najbliższej środy, 25 września!

Spotkanie promocyjne numeru – debata z udziałem Leszka Uliasza – odbędzie się w warszawskiej Bastylii 3 października (czwartek) o godz. 20.00.

 

Zachęcamy do lektury!

Jednak coś się zmienia, powoli, to powoli, ale jednak do przodu!

Tresowanie stanikiem

Beata Kozak

Kilkunastoletnia córka znajomej z zapałem zaczęła naukę i treningi w szkole sportowej. Szkoła była fajna, koleżanki i koledzy też, pani od WF-u – wymagająca, ale spoko i na luzie. Dziewczynka trenowała z przyjemnością, aż tu któregoś dnia fajna pani od WF-u wzywa ją do siebie i nakazuje surowo, że pod koszulką należy nosić stanik. „Dlaczego?” – zdziwiła się dziewczynka, która nie cierpi stanika. „Bo rozpraszasz chłopców”. Ponieważ nastolatka wychowała się w rodzinie nastawionej krytycznie do standardów kobiecości i męskości, odpowiedziała, że to przecież problem chłopców, a nie jej. Tu jednak skończyła się gotowość nauczycielki do rozmowy: „Żartujesz sobie? Na następne zajęcia ubierz stanik”.

Mama nastolatki, feministka, kobieta otwarta i aktywna, opisała tę sytuację na swoim profilu na Facebooku, podsumowując: „Córka, rzecz jasna, jest wściekła. Pyta mnie, dlaczego chłopcy mogą chodzić półnadzy i nikt im nie zwraca uwagi, a jej się bez pardonu pod koszulkę zagląda i komentuje, co ma na sobie”. Swoją drogą, dziewczyna ma charakterną, inteligentną, rezolutną córkę – pogratulować. Mama nastolatki zdecydowała się zaopatrzyć ją w stanik, tłumacząc, że to kwestia kompromisu: „Niech się koncentruje na ćwiczeniach, a skoro brak stanika miałby w jakiś sposób przeszkadzać jej w spokojnym i prawidłowym ćwiczeniu, to niech go założy”.

Kompromis jest cieniutkimi nićmi szyty, bo przecież to nie dziewczynce przeszkadza w ćwiczeniach brak stanika, lecz jej otoczeniu: nauczycielce od WF-u i chłopcom. Nauczycielka kosztem samopoczucia dziewczynki dba o chłopców, zwracając uwagę na ich reakcje, a dziewczynkę ustawiając w zależności od zachowania chłopców tak, jak jej samej (nauczycielce) jest wygodnie. Chłopcy natomiast dostają wyraźny sygnał: tu się wokół nas chodzi na palcach i ustawia wszystko pod nas. Liczą się z nami. Jesteśmy ważni. Nauczycielka zauważyła, że gapimy się na piersi tej dziewczyny – i na drugi dzień dziewczyna musi ćwiczyć w staniku. Wow, to znaczy, że mamy władzę! Może pogapimy się jutro na legginsy baby od WF-u, a na drugi dzień ona przyjdzie na trening w luźnych spodniach od dresu? Ciekawe, czy jak będziemy wytykać palcami fryzurę dziewczyn ze starszej klasy albo rechotać z butów dyrektora szkoły, to dziewczyny zaraz będą musiały założyć chustę na włosy albo się zgolić na łyso, a dyrektor zacznie chodzić w trampkach? Chodźcie spróbujemy, jak daleko sięga nasza władza, bo jak na razie, to widać, że całkiem dużo możemy. W końcu jesteśmy chłopakami, no nie?

Jaki przekaz od systemu dostała dziewczynka? Pokazano jej, że jej zdanie, samopoczucie i ona sama – mają mniejszą wartość niż cudze zdanie i cudze samopoczucie. Że rządzą chłopcy i trzeba się do nich szybko dostosować, zamiast zastanowić się nad sporną kwestią. Że jest przedmiotem oglądu i że męskie spojrzenie ma nad nią władzę. Gdyby chłopcy nie gapili się na jej piersi, mogłaby nadal trenować tak, jak jest jej wygodnie. Ale niestety, chłopcy się gapili, więc dziewczynka musi ponieść konsekwencje ich spojrzenia. Bo przecież to niemożliwe, żeby nauczycielka powiedziała chłopcom: ej panowie, macie porządnie ćwiczyć, a nie gapić się dziewczynom na piersi, zrozumiano jeden z drugim? Może dziewczynce ta sytuacja skojarzy się kiedyś z Afganistanem czy innym islamskim krajem, w którym kobiety muszą zakrywać całe swoje ciało, żeby nie narażać mężczyzn na grzeszne pożądanie.

Trudno nie połączyć tej sytuacji z podejściem, zgodnie z którym to kobieta/ dziewczyna jest odpowiedzialna za wszystko, co się jej przydarzy, szczególnie oczywiście za wszelkiego rodzaju napaści, agresję, molestowanie, nie mówiąc już o gwałcie. Taki właśnie komunikat dostała nastolatka, która nie chciała ćwiczyć na WF-ie w staniku: gdyby coś ci się stało, to będzie twoja wina. Jednocześnie trudno się dziwić jej mamie, która ustąpienie pod presją nauczycielki przedstawiła córce jako kompromis. Swoim znajomym, którzy w większości krytykowali (!) jej i jej córki wkurzenie, tłumaczyła: „Mój i jej światopogląd mogę sobie wsadzić gdzieś, jeśli chodzi o bezpieczeństwo mojego dziecka. Mam nadzieję, że dzięki temu kompromisowi nic jej się nie stanie, a to co ją może spotkać, to głupie i wulgarne przycinki, których i tak, jeśli mogłabym, chciałabym jej oszczędzić”. Tego rodzaju „kompromisy” zawierają z zaciśniętymi zębami rodzice, którzy posyłają swoje dzieci na religię i do komunii, bo obawiają się wytykania ich palcami, albo ludzie, którzy biorą kościelny ślub, żeby rodzina była zadowolona, chociaż sami od dawna nie pamiętają, jak wygląda kościół od środka. Najczęściej kierujemy się przy takich wyborach zasadą mniejszego zła lub tzw. świętego spokoju. Decydujemy, że ważniejsze jest dla nas uchronienie dzieciaka przed głupimi komentarzami i ostracyzmem niż obstawanie przy swojej, a czasem także i jego/jej, słusznej racji i logice. I rozsądnie, i smutno. „Wściekam się, bo o wolności, o seksualności tyle już powiedziano, tyle napisano, a dalej jesteśmy w lesie. Moja córka nie dość, że jest udręczona, bo musi nosić wstrętny plastikowy gorset, to również, jakby przymusów było mało, musi nałożyć na siebie uprząż ze stereotypów” – napisała jej mama.

Do tego te komentarze, których autorki (autorki!) piszą: „Chłopcy są wzrokowcy i nie ma na to rady” lub zarzucają mamie nastolatki egoistyczne (!) podejście do sprawy („Nie powinnaś myśleć tylko o swojej córce”). Nie obyło się także bez głupawego patriarchalnego mędrkowania: „Istotna jest tutaj jedna rzecz: z jakiego materiału zrobiona jest koszulka ćwiczącej”. Na litość boską, czy naprawdę można się spodziewać, że nastolatka trenuje na WF-ie w koszulce przezroczystej lub utkanej z koronki? Jest to tak samo istotne, jak długość spódnicy zgwałconej kobiety i rozmiar jej dekoltu. Stary, wyświechtany schemat: gapią się jej na piersi, więc pewnie przyciągała umyślnie ich spojrzenia. Sama sobie winna, bo przecież kobieta/dziewczyna zawsze jest winna. Podobnie jak: zgwałcili ją – pewnie ich sprowokowała. Okradli? Pewnie zostawiła otwarte drzwi do mieszkania. Zamordowali? Pewnie było za co.

Ciekawe, jak zareagowałaby nauczycielka WF-u, gdyby bystra nastolatka przyszła do niej – oczywiście w staniku, najlepiej pancernym – z uwagą, że bardzo ją rozpraszają zbyt obcisłe spodenki gimnastyczne chłopców, szczególnie Jacka, Krzyśka i Maćka. A najbardziej Sebastiana. Że raz omal nie spadła z drążka, kiedy zobaczyła, jak bardzo te spodenki są obcisłe. Innym razem z kolei była rozkojarzona i chciało jej się śmiać, a powinna była przecież skupić się na ćwiczeniach, prawda? Więc niech pani coś z tym zrobi.

Źródło: http://pismozadra.pl/felietony/beata-kozak/645-tresowanie-stanikiem

 

Strona 2 z 7

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén