Fundacja Strefa Kobiet

Autor: strefakobiet.org Strona 15 z 67

21.09.2015 Szkolenie KPH Wsparcie psychologiczne dla osób LGBTQ

W ubiegły weekend Pomagacze i Pomagaczki z całej Polski zjechali/ły się na dwa dni do KPH na podsumowanie dwuletniego szkolenia Wsparcie psychologiczne dla osób LGBTQ. Bardzo pożyteczne spotkanie, tym bardziej że miałam wrażenie, że przyjechały osoby tak na serio zainteresowane tematem. To niełatwa do ogarnięcia strefa, ale bardzo pociągająca w swojej trudności i delikatności.

Spotkanie oscylowało przede wszystkim wokół wymiany doświadczeń, informacji zwrotnych, wyjaśniania wątpliwości – dużo tego było, a i tak miałam wrażenie, że poruszyliśmy/łyśmy jedynie nikły procent problemów, odpowiedzieliśmy/łyśmy sobie tylko na niewielką ilość pytań. Mimo wszystko był to dla mnie bezcenny czas: wymiana doświadczeń, wspólne rozwiązywanie problemów, a przede wszystkim sieć nowych kontaktów z całej Polski!

Bardzo wartościowe było dla mnie spotkanie z dr Danielem Bąkiem, psychologiem i psychoterapeutą, twórcą Programu pomocy psychologicznej i rozwoju osobistego „Tęczówka” (od 2009). Od dawna zaglądam na jego stronę i korzystam z materiałów. Polecam: http://www.psychoterapia-lgbt.pl/

Innego rodzaju przeżyciem i wartością było dla mnie spotkanie z Tamarą Uliasz. Przeczytajcie o tej mądrej Kobiecie, bardzo warto: http://akceptacja.uniainteractive.pl/o-nas/tamara-uliasz/.

Prezent przekazany nam przez p. Tamarę, świeżo wydaną publikację, rozmowy Wiktorii Beczek z rodzicami osób LGB, „Rodzice, wyjdźcie z szafy!”, z przemową prof. Moniki Płatek, pochłonęłam jednym tchem. Dziękuję za nią, dostarcza dużo pozytywnych emocji i pokazuje, że nawet tzw. trudne tematy można „przetrawić” i żyć ze sobą pozytywnie.

Rozjechaliśmy/łyśmy się do swoich miejscowości, wróciliśmy/łyśmy do swoich miejsc pracy bardziej gotowi/e do jeszcze aktywniejszego pomagania i podejmowania coraz trudniejszych wyzwań.

Dzięki wielkie dla KPH za zaproszenie do projektu, a Kasi, Magdzie i Janowi za realizację. Piszcie już następne dobre projekty dla nas 🙂 Bardzo czekam 🙂

Fot. Fundacja Strefa Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Strefa Kobiet

17.09.2015 Jesienna reaktywacja – cudnie tętni w Strefie!

 

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Otwieramy nasze podwoje na jesienne działania.

Całe wakacje Strefa służyła indywidualnym spotkaniom – przychodziłyście po porady, na konsultacje, po wskazówki lub zwyczajnie – podzielić się z nami swoimi radościami czy bolączkami. To bardzo cenny dla nas czas – wzbogaca, dał wskazówki do dalszych działań dedykowanych Wam, upewnił też kolejny raz o potrzebie naszego istnienia.

Wczoraj ruszyły pierwsze po wakacyjnej przerwie warsztaty, Strefa znowu zatętniła gwarem, śmiechem i kolorytem różnych osób! Świetne wrażenie!

 

 

 

 

 

Pielęgnujemy wnętrza Strefy, po to by były dla Was i dla nas jak najbardziej przyjazne.

Na warsztatach pracujecie ze sobą doceniając odmienność innych, w atmosferze dyskrecji i szacunku, angażując się na miarę swoich możliwości, w poczuciu bezpieczeństwa własnego i poszanowaniem granic innych.

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Wszystko wstępnie rozplanowane na najbliższy czas, z zachowaniem przestrzeni na sprawy nieprzewidziane, po to by mogło nas/Was coś zaskakiwać, by czas obfitował w niespodzianki.

Zresztą już za kilka dni ogłosimy kilka nowych naszych pomysłów 😉

Zapraszamy! Odwiedzajcie naszą stronę!

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

Fot. Fundacja Strefa Kobiet

 

 

 

 

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – KAJA, Kobieta konsekwentnie poszerzająca własną strefę komfortu!

codziennieW ramach autorskiego projektu CODZIENNIE KROK DO PRZODU zamieszczamy opowieści zwykłych-niezwykłych kobiet, które poznałyśmy w naszej fundacji lub które przewinęły się przez nasze życia przy okazji różnych naszych działań, wyjazdów, wydarzeń. Zaprosiłyśmy je do tego, żeby podzieliły się z innymi swoimi doświadczeniami, żeby opowiedziały o tym, jak udało im się podnieść po różnych życiowych zawirowaniach i nie tylko wstać, ale CODZIENNIE stawiać chociażby ten jeden KROK DO PRZODU! To kobiety, które uwierzyły, że warto się starać i żyć jak najpełniej się tylko da. Kobiety w różnym wieku, z różnych miejsc, z różnym wykształceniem, pochodzeniem, zasobnością portfela – prawdziwa przebogata mozaika!

Kaję znamy już od dłuższego czasu. Wiedziałyśmy dobrze, że proponując Jej udział w naszym projekcie uzyskamy bardzo cenny materiał i dla siebie i dla Was. I tak się stało. Umówiłyśmy się w Strefie, po to bym mogła spisać Jej opowieść, ale zapisałam niewiele – wsłuchałam się w słowa, wpatrzyłam w miny i gesty – to był bardzo dobry przekaz, wartościowy, pełen różnych, prawdziwych emocji. Wiedziałam, że po naszym spotkaniu Kaja sama, w zaciszu domowym, spisze najlepiej własną opowieść. Nie myliłam się!

*Kaja – młoda, piękna Kobieta, po ogromnej życiowej przemianie, odważna i konsekwentna, a przy tym wszystkim niezwykle ciepła i miła, radosna, ze specyficznym poczuciem humoru (pomieszanie delikatności z zadziornym pazurkiem); Kobieta, która zawalczyła o siebie i wzięła swoje życie pod własną opiekę… Obserwujemy, jak zmienia się w cudownego motyla, dopingujemy też zmianie – to bardzo pozytywny obraz.

Kaja zmieniła swoje życie, a teraz je troskliwie pielęgnuje, bo dobrze wie, że pamięć o własnych potrzebach nie może być okazyjna, z doskoku. To proces i ciężka praca, ale niezwykle opłacalna.

Poznajcie opowieść Kai 🙂

O strefie komfortu, życiu poza nią i byciu sobą

Mam bardzo mocno zapuszczone korzenie w strefie komfortu. Wynika to z mojego życia, które dotychczas prowadziłam.

Okres dzieciństwa i dorastania spędziłam w tradycyjnym modelu rodzinnym, czyli rodzice dający poczucie bezpieczeństwa swoim dzieciom. Głównie to ojciec był osobą, która dawała je całej mojej najbliższej rodzinie czyli mamie, mnie i mojemu rodzeństwu. Było tak dlatego że ojciec odgrywał rolę najważniejszego, najmądrzejszego, wiedzącego najlepiej, a reszta była mu podporządkowana, szanując jego zdanie, decyzje, bo przecież on wie najlepiej i chce naszego dobra.

W takim modelu przeżyłam 25 lat, nie zawsze zgadzając się ze zdaniem rodziców, ale bojąc się mieć swoje własne. Gdy minął okres wspólnego mieszkania i przyszedł czas by wziąć życie we własne ręce, czyli wyprowadzki do innego miasta, czułam się szczęśliwa, ale i przerażona. Zamieszkałam sama, podjęłam pracę i zaczęłam żyć po swojemu. Realizowałam swoje plany, to czego zawsze chciałam spróbować, uczyć się tańczyć, bo tego od dawna pragnęłam.

Jednak to czego kiedyś chciałam spróbować nie uczyniło mnie szczęśliwą. Szybko pojawiła się niechęć, brak wiary w siebie, we własne możliwości, zbyt wysokie stawianie sobie poprzeczki. To wszystko zniechęcało, sprawiło, że szybko poczułam się samotna, bez kogoś bliskiego, kto by był przy mnie i motywował w takich chwilach. Nie musiałam długo czekać, bo w moim życiu pojawił się ktoś, kto stal się dla mnie kimś ważnym. Był gdy potrzebowałam wysłuchania, pomocy, dawał mi swoje zainteresowanie, wspierał i zaopiekował się. Wtedy zrezygnowałam ze wszelkich moich zainteresowań, tańca i schroniłam się w życiu z drugą osobą i dla niej.

Z czasem moja intuicja, mój wewnętrzny głos, zaczął mi podpowiadać i oznajmiać, że coś jest nie tak, że nie jestem szczęśliwa w tej relacji, z tym partnerem, ze sobą samą i domagał się żebym coś z tym zrobiła. Jednak robiłam niewiele, bo zrobienie czegoś oznaczało sprzeciwienie się drugiej osobie, życie po swojemu, a to wiązało się z konsekwencjami, choćby takimi, że będę musiała opuścić dotychczasową strefę komfortu i ponownie żyć w pojedynkę. Myśl o tym powodowała u mnie przerażenie tak silne, że po próbach przeciwstawienia się, zawalczenia o siebie, zawsze pasowałam. Stwierdzałam, że jednak spróbuję naprawić tą relację, uszczęśliwić siebie i dalej żyć. W strefie komfortu, nie zawsze wygodnej, komfortowej, ale własnej i znanej. Takie postępowanie sprawiało, że coraz bardziej słabłam w sensie psychicznym, wegetowałam; zamiast żyć w zgodzie ze sobą, unieszczęśliwiałam siebie i jednocześnie oskarżałam samą siebie – masz czego chciałaś! W tym wszystkim byłam niepewna siebie, swoich myśli, uczuć, pogubiona, chcąca z tym skończyć, ale jak mam to zrobić? Wyjście poza strefę komfortu oznaczało zmianę życia, otoczenia – niby chciałam, ale bałam się nieznanego.
Teraz żyję w mojej własnej strefie komfortu, w pojedynkę sama ze sobą i wiem, że da się tak żyć. Po opuszczeniu mojej kolejnej strefy komfortu zrozumiałam, że muszę zacząć żyć według własnych zasad, a nie czyichś. Teraz żyję we własnej strefie komfortu, czyli reguły ustalam ja sama, w porozumieniu ze sobą :). Często pytam siebie czego chcę, co czuję, jak bym chciała coś zrobić, czego się boję i słucham mojego wewnętrznego głosu, tego co mi odpowiada, co by chciało moje wewnętrzne dziecko. Teraz już nie obwiniam siebie, nie ganię za niepowodzenia. Poprzeczki ustawiam, ale już nie tak wysoko jak kiedyś, bo wiem, że wszystko jest pracą, nawet ciężką, a każda, nawet najmniejsza zmiana czegoś w sobie, jest jednocześnie tą największą. Pokochałam siebie, wszystko co robię, robię dla mnie samej.

Przez ten okres, kiedy opuściłam moją strefę komfortu było mi cholernie ciężko! Wtedy wszystko się posypało, moje życie, cała Ja, nawet o moje zdrowie. Jedyną osobą, którą zawsze miałam, mam i będę miała to Ja sama, więc kogo mam kochać najbardziej w świecie, jak nie siebie?! Tylko Ja sobie pomagałam, gdy choroba powaliła mnie z nóg. Wszystkie osoby, na które mogłabym wtedy liczyć, były daleko. Stanęłam na wysokości zadania i zawalczyłam o siebie. Zaczęłam zwracać większą uwagę na to co jem i ile, bo był taki okres, że nie czułam potrzeby by jeść, dostarczając organizmowi minimum. Zmieniłam nastawienie do kupowania jedzenia i jego konsumowania. Chciałam dostarczyć swojemu organizmowi cennych witamin, żeby miał siłę dalej walczyć, żeby miał siłę żyć, a nie jechał na rezerwach. To wszystko to ciągły proces, który będzie trwał przez całe życie. Teraz wiem, że to co zrobiłam było słuszne. Zawalczyłam o siebie. Robiąc to co teraz robię, jestem spójna sama ze sobą, a to daje mi wiarę, że to wszystko ma sens.

W chwilach zwątpienia (a bywa ich dużo), które co jakiś czas mi towarzyszą, szukam zrozumienia mojego stanu i drogi, którą przemierzam w literaturze – lubię czytać. Szerokim źródłem informacji jest także Internet. Mam ulubione strony, na których znajduję wartościowe przemyślenia, rady i biorę z nich to, co dla mnie najlepsze. Lubię także chodzić na wszelkiego rodzaju warsztaty, które wpływają na mój rozwój, pozwalają spojrzeć na sytuacje z innej perspektywy, a także zintegrować się z innymi osobami. Moja strefa komfortu ciągle ewoluuje razem ze mną, ale najważniejsze jest to, że nie obawiam się zmian i jestem na nie otwarta, bo przecież życie pisze różne scenariusze.

Nie wspomniałam jeszcze o jednym – w strefie komfortu, którą sama zbudowałam i wciąż buduję, podjęłam naukę tańca. W końcu robię to pełna piersią i to mnie uszczęśliwia! Oprócz tego rozwijam także inne zainteresowania, które w sobie odkrywam. Oczywiście także i teraz mam chwile zwątpienia w to co robię, bo każda nauka czegoś nowego to duży trening dla nas samych, dla naszych słabości, ale teraz wiem, jak siebie zmotywować i jakich argumentów w stosunku do siebie użyć, żeby nie dać się pokonać własnym słabościom, żeby wciąż mi się chciało, żeby iść do przodu, codziennie krok do przodu! 😀

Pozdrawiam serdecznie Kaja

*Kaja – na prośbę rozmówczyni, jej imię zostało zmienione

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – BARBARA, kobieta smakująca świat pisaniem.

 

 

 

 

Dziś opowieść Barbary, kobiety, która napisała do nas z drugiego końca Polski, po to by podzielić się z nami i z Wami historią swojej miłości do pisania, do innych ludzi i do samego życia!

 

Opowieść Barbary:

W moim życiu wiele się wydarzyło. Mam za sobą wiele ciekawych chwil, miłych, niemiłych. Los mnie doświadczył.
Miałam 25 lat jak wydawało mi się wtedy runął mój świat, nastąpiła zmiana, nastąpiło przebudzenie. Narzeczony mnie porzucił dla innej, ot banalna historia, tylko powód może mniej banalny jak na tamte czasy- pieniądze. Wtedy jeszcze studiowałam, ale po okresie rozpaczy, a bardzo to przeżyłam, to bolesne, przykre rozstanie wstąpił we mnie nowy duch, nowa nadzieja, zaczęłam działać. Znalazłam na czas wakacji pracę w dużym mieście, tam się przeprowadziłam, znalazłam też dodatkowe zajęcie, dodatkowe źródło dochodu, sprzedaż kosmetyków. Potem skończyłam studia, zaczęłam pracować, któregoś razu szef mnie nagle zwolnił, wykrętnie się tłumaczył, w tym czasie doszły poważne problemy ze zdrowiem, co utrudniało mi bardzo życie codzienne i zawodowe, mimo to, mimo cierpienia nie poddawałam się chodziłam do pracy. Zaczęłam też szukać nowej pracy i ją dostałam, mimo że wyniki badań lekarskich były zatrważające, nieciekawe, co mnie zdołowało, ale cieszyłam się, że dostałam pracę, tym razem w innym mieście, w którym zamieszkałam, poznałam nowe osoby, pracując tam zaczęłam tworzyć, ot, niewinne, miłe, nieskomplikowane, ale wesołe, rymowane życzenia- wierszyki dla koleżanek na urodziny czy imieniny, co bardzo im się podobało i mówiły, że marnuję się w tym urzędzie. Pisałam już kiedyś dawno temu wiersze, ale siostra z tego kpiła, stwierdziła, że ze mną jest chyba coś nie tak, skoro piszę wiersze, nikt nie czytał tych wierszy, więc po jakimś czasie zeszyt z nimi wylądował gdzie na dnie szafy.
5 lat temu przez przypadek znalazłam w Internecie stronę Marzycielska Poczta, wspaniała akacja pisania listów do dzieci, pisanie na stronie Marzycielskiej Poczty do dzieciaków, wspaniałych, mądrych, wrażliwych dzieci, to One zainspirowały mnie do pisania. Zaczęłam pisać wiersze o zwierzątkach, o tym jakie są, co je charakteryzuje, wyróżnia, wiersze te czytały marzycielskie dzieci. Niejednokrotnie pisałam wiersze o tych dzieciach, tworzyłam historyjki o Nich, dla Nich. Kiedyś też napisałam nową wersję pewnej znanej współczesnej bajki, wydrukowałam ja i oprawiłam, dałam w prezencie mojej siostrzenicy, inne dzieci też ją czytały, podobała się im ona.
W tamtym roku odważyłam się i wzięłam udział w konkursie literackim z okazji Światowego Dnia Kota, napisałam wiersz o moich kotach, spodobał się jury, zostałam wyróżniona, nagrodzona w konkursie, dodam, że w tym roku też zostałam wyróżniona w tym konkursie literackim organizowanym przez Miejską Bibliotekę Publiczną, tym razem napisałam opowiadanie o kotach, z dreszczykiem to było dla mnie wspaniałe osiągnięcie, miła sprawa.
Od ubiegłego roku intensywnie tworzę, wiersze dawałam do przeczytania moim znajomym, mówili, że dobrze się czyta moje wiersze, że mam lekkie pióro, że tak ładnie w słowa ubieram swoje emocje, pragnienia, wyrażam w nich w siebie, czytanie moich „dzieł” sprawiało im radość.
Brałam udział w innych, internetowych konkursach literackich i nic, bez echa, nawiązałam nawet kontakt z jednym z łódzkich stowarzyszeń literackich, na ich potrzeby, specjalnie dla nich napisałam przeszło 25 wierszy, Pani z tego stowarzyszenia przysłała mi wiadomość, że nie są jednak Oni zainteresowani wydaniem moich wierszy, było mi przykro, że mam się skontaktować z lokalnym środowiskiem twórców, co zrobiłam, ale nie dostałam, żadnej odpowiedzi, znowu nic lub założyć bloga z wierszami, ten pomysł jakoś budził we mnie wątpliwości. Nie poddałam się, wzięłam więc udział w pewnym konkursie literackim, internetowym, brałam już raz w nim udział, nie zdobyłam żadnej nagrody, ale trudno, raz byłam rozżalona, smutno mi było, byłam też zrezygnowana, napisałam więc do redaktora, organizatora tego konkursu, napisał, że dobrze, że mam samokrytykę, ale trochę niepotrzebnie, za bardzo, że bardzo wielu ludzi brało udział w tym konkursie, nie sposób więc wszystkich wyróżnić, docenić, było tylko 3 laureatów.
Któregoś razu jednak spontanicznie utworzyłam bloga, napisałam kilka wierszy, jednak mój entuzjazm został szybko zgaszony, ktoś wyśmiał mnie, moją twórczość, zlekceważył, stwierdził, że nie umiem pisać, nie mam talentu, że wiersze są żenujące, po namyśle usunęłam więc bloga, dodam jednak, że ktoś napisał, że mam się nie przejmować negatywnymi komentarzami, że to mój blog i mogę na nim piać co i jak chcę, potem znowu założyłam następny blog, ale go też usunęłam, ale „do trzech razy sztuka”. Mój najnowszy blog prowadzę już ponad miesiąc, na wszelki wypadek wyłączyłam opcje komentarze, by się nie denerwować, co jakiś czas zamieszczam tam wiersze, blog ten ma już kilkaset odsłon.
Piszę, bo lubię, to mój sposób na życie, na smutki, na stres, choć mój stan zdrowia się pogarsza, za mną dwie i przede mną kolejne dwie operacje kręgosłupa to staram się znaleźć czas by pisać, piszę oczywiście, jak mogę, jak ból nie jest zanadto dokuczliwy.
Teraz moje wiersze czyta ktoś jeszcze, nie wiem co z tego wyniknie, z tej znajomości, ale trzeba być dobrej myśli, ten ktoś, dla mnie ważny wspiera mnie w moich działaniach, nie śmieje się ze mnie, z mojej pasji, nie kpi z niej jak siostra czy kolega, lubi czytać moje wiersze, podobają się Mu one, też kiedyś pisał wiersze, mamy więc jedno z kilku wspólne zainteresowanie.
Oprócz pisania wierszy, piszę też maile, kontaktuję się z różnymi fundacjami, stowarzyszeniami, które pomagają innym, min. chorym dzieciom, kobietom, na ogół dostaję pozytywne maile z miłymi słowami, podziękowaniami, czasem moje maile pozostają bez odpowiedzi.
Kiedyś poznałam miłą, starszą Panią z lokalnego oddziału Amazonek, razem zorganizowałyśmy profilaktyczne spotkanie na temat walki z rakiem piersi, mało Pań było na tym spotkaniu, ale ważne, że choć kilka na nie przyszło, było zainteresowane tym tematem, rozdałam też koleżankom stosowne kalendarzyki, materiały jak walczyć z rakiem, jak się badać.
Lubię myśleć o innych, pomagać innym, warto, to cieszy, daje chęć, bodźce do działania, życie czyni lepszym, ciekawszym, to miłe, wyjątkowe wyróżnienie jak chore dzieci z całej Polski mówią do mnie ciociu, spotykają się ze mną, piszą do mnie, dzwonią, przysyłają kartki z różnych okazji, wspierają w ciężkich chwilach choć same lekko nie mają.
Oto moja historia, historia trzydziestoparoletniej kobiety, „artystycznej duszy”, trochę zwariowanej i narwanej kobiety, która więcej i więcej chce smakować życia, cieszyć się nim, dzielić je z innymi, poznawać świat, innych ludzi, która tak bardzo chce żyć, po prostu żyć.

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – OLGA, o gwałcie na ciele i duszy!

codziennieW ramach autorskiego projektu CODZIENNIE KROK DO PRZODU zamieszczamy opowieści zwykłych-niezwykłych kobiet, które poznałyśmy w naszej fundacji lub które przewinęły się przez nasze życia przy okazji różnych naszych działań, wyjazdów, wydarzeń. Zaprosiłyśmy je do tego, żeby podzieliły się z innymi swoimi doświadczeniami, żeby opowiedziały o tym, jak udało im się podnieść po różnych życiowych zawirowaniach i nie tylko wstać, ale CODZIENNIE stawiać chociażby ten jeden KROK DO PRZODU! To kobiety, które uwierzyły, że warto się starać i żyć jak najpełniej się tylko da. Kobiety w różnym wieku, z różnych miejsc, z różnym wykształceniem, pochodzeniem, zasobnością portfela – prawdziwa przebogata mozaika!

Olga* mówi o sobie, że jest kobietą r o z k w i t a j ą c ą. Lubi swój czas dojrzałości, cieszy się nim i nic, oprócz obawy przed chorobami nie zaprząta jej głowy. Ma nadzieję, że praca, którą obecnie wykonuje będzie dawała jej na chleb jeszcze długo. Ma swoje hobby, dobry związek, tzw. odchowane dzieci, więc właściwie wszystko.

MM.: Przyjęłaś zaproszenie do naszego projektu po dłuższym namyśle… A właściwie na początku odmówiłaś. Powiedziałaś, że właściwie nie miałabyś się czym podzielić z innymi.

O.: No wiesz, trochę kokietowałam. W życiu pięćdziesięciolatki zdążyły się zdarzyć różne sprawy, i te dobre, i gorsze. Miałam swoje kryzysy i sukcesy, było różnie. Ja tylko nie miałam w głowie pomysłu na to, co z moich opowieści mogłoby posłużyć innym. Dopiero później pomyślałam sobie o… mojej matce. Jest trochę zadr, które tkwią we mnie. Mimo terapii, to takie bolesne wspomnienia. Za każdym razem, gdy do nich wracam widzę siebie, takie małe wystraszone dziecko, potem dorastającą wycofaną dziewczynę… ech!

Opowieść Olgi:

Neurotyczna, skoncentrowana na sobie, znerwicowana i niepohamowana w swoich gniewnych zapędach matka, to koszmar dla dziecka. Taka właśnie była moja. Zdominowała całkowicie ojca, ustawiła według swoich reguł. Mnie obrabiała, jak oporny materiał, heblowała tępym ostrzem, aż się poddałam w tym sensie, że wyparłam wszystkie swoje chcenia. Tkwiłam w swoim pokoju, zanurzona w książkach, w nauce. Czułam, że odstaję od wielu zadowolonych z siebie, spełniających się rówieśników, ale nie wiedziałabym nawet, jak to jest korzystać z życia i nawet, gdyby ona mi na cokolwiek pozwoliła nie umiałabym chyba tego. Krótka smycz, przemoc fizyczna i słowna zabiły we mnie spontaniczną radość, zadowolenie z siebie, nadzieję, że mogę mieć szczęśliwe życie, że ktokolwiek może mnie kochać.

Odeszłam fizycznie z domu zaraz po maturze, ale psychicznie zamknęłam się na moich rodziców, gdy miałam… 12 lat. Wtedy zdarzył się wypadek, który zakończył moje dzieciństwo, jakiekolwiek by nie było. Ledwo znajomy mi chłopak, sprawiający wrażenie zwyczajnego, zgwałcił mnie, tak po prostu, w biały dzień… Zwabił w ustronne miejsce, zastraszył i zrobił swoje. Zwyczajny chłopak, w zwyczajny dzień… Gdy biegłam zapłakana do domu, miałam wrażenie, ze wszyscy na ulicy wiedzą, co się stało. Uciekłam, wydawało mi się, do bezpiecznego miejsca. Innego nie miałam. W domu popłoch, zawodzenie: „Dlaczego mnie to spotkało?!” – „mnie”, czyli ją, moją matkę. Potem mobilizacja: trzeba zgłosić sprawę do prokuratury, „zniszczyć gnoja” i po godzinie, dwóch, od wydarzenia jazda PKSem do innego miasta. Niekończąca się dla mnie podróż, a tylko około godzinna, w zatłoczonym autobusie. Siedziałam wciśnięta w okno, ze strachu, bo obok mnie usiadł jakiś mężczyzna. Moi rodzice jechali z pozoru ze mną: czyli kilka siedzeń ode mnie, razem, matka wbita była w ojca, ze zgniecioną z rozpaczy twarzą… A ja tak chciałam wtedy, żeby ktoś bliski chociaż potrzymał mnie za rękę. Zamiast tego zaczęły pojawiać się we mnie wyrzuty sumienia, za to, że matka przeze mnie cierpi, że ją skrzywdziłam, tym co się stało.

Potem pierwszy raz ginekolog, a nawet pani ginekolog, „żebym czuła się lepiej z kobietą”. Nie było lepiej, bo pani była rozczarowana brakiem potężnych uszkodzeń mojego ciała. Skoro były nikłe, pozwoliła sobie na stwierdzenie: „same się nadstawiacie, a potem macie pretensje” – i znowu pojawił się we mnie wstyd i to cholerne poczucie winy, znowu kogoś zawiodłam.

Sprawa została umorzona. Chyba byłam mało wiarygodna – nigdy nie poznałam przyczyny! I znowu poczucie winy i coraz częstsze uwagi matki, świadczące o tym, że nie jestem dla niej wiarygodna, że ona właściwie nie ma powodów, żeby mi wierzyć, skoro inni nie uwierzyli. Po kilku latach dowiedziałam się, że mój gwałciciel dostał kilkuletni wyrok za serię gwałtów na kobietach. Poczułam się z tym lepiej i nie chodziło mi już tak bardzo o to, że zelżał przerażający strach przed nim, z jakim zmagałam się przez całe swoje dorastanie, ale o to, że wreszcie ktoś uwierzył, że on robił innym krzywdę. Nikt niestety nie uwierzył mi…

Miałam zawsze niemożliwe do zniszczenia przez kogokolwiek pragnienie doświadczania nowych rzeczy i podejmowania nowych wyzwań, dlatego mam teraz życie takie, jakie chcę. Mam też bardzo wyczulony radar na ludzi, którzy szkodzą temu, jak żyję i od nich uczę się na czas odchodzić. Daje mi siłę ciekawość, z jaką podchodzę do świata, dzięki czemu moje życie jest ciekawe, w wielu kolorach, zmienne, nie ma w nim mowy o nudzie. Dziś mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Może było mi trudniej, niż tym, którzy mieli dobre, kochające domy – oni mogli powielać pozytywne wzorce, a ja musiałam je sobie stworzyć. Ale udało się i teraz żyję pełnią życia. Włożyłam w naprawienie swojej zepsutej maszynerii mnóstwo pracy, wymieniłam wiele uszkodzonych elementów, aż zaczęła sprawnie działać. Dbam o nią cały czas, bo nic nie jest na stałe, na zawsze! Nie wolno zapominać o sobie, zostawiać siebie na potem. Trudno się pozbierać, gdy przez długi czas nie dbamy o nasze ciało, gdy tkwimy w napięciu, nie uwalniamy emocji, czy gromadzimy gniew.

Moja matka umiera, odkąd pamiętam, od zawsze jest w spazmach i histerii, podejrzeniach i strachu, w galopującej kontroli wszystkiego i wszystkich. Stara była już w wieku 30. lat tak o sobie mówiła. Całe swoje otoczenie skażała i skaża narzekaniem i złorzeczeniem. Ja tak nigdy nie chciałam żyć, taki miałam główny cel w życiu i wiecie co? UDAŁO MI SIĘ!

Odcinajcie się na czas od swoich domów, szczególnie tych toksycznych! Żyjcie swoim życiem. Naprawiajcie to, co Wam nie działa, tak jak trzeba w środku, bo kurcze, życie jest fajne i wcale nie musi być wieczną męką!!!

Ps. I dbajcie o swoje dzieciaki! One potrzebują WAS! Chcą mieć zrozumienie, zainteresowanie, troskę, bezpieczeństwo. Z pierdoł i zalewających ich gadżetów nie zbudują sobie szczęśliwego życia. Miejcie dla nich czas. Niańki to nie wszystko, babcie też za mało. One nie potrzebują 5 kół zainteresowań i 3 dodatkowych języków. Nie wychowujcie niepozbieranych samotników. Rozmowa i zwyczajne bycie nic nie kosztują!

*Olga – na prośbę rozmówczyni, jej imię zostało zmienione.

CODZIENNIE KROK DO PRZODU – MARCELINA: kobieta, która szuka i znajduje!

codziennieW ramach autorskiego projektu CODZIENNIE KROK DO PRZODU zamieszczamy opowieści zwykłych-niezwykłych kobiet, które poznałyśmy w naszej fundacji lub które przewinęły się przez nasze życia przy okazji różnych naszych działań, wyjazdów, wydarzeń. Zaprosiłyśmy je do tego, żeby podzieliły się z innymi swoimi doświadczeniami, żeby opowiedziały o tym, jak udało im się podnieść po różnych życiowych zawirowaniach i nie tylko wstać, ale CODZIENNIE stawiać chociażby ten jeden KROK DO PRZODU! To kobiety, które uwierzyły, że warto się starać i żyć jak najpełniej się tylko da. Kobiety w różnym wieku, z różnych miejsc, z różnym wykształceniem, pochodzeniem, zasobnością portfela – prawdziwa przebogata mozaika!

Marcelina* trafiła po raz pierwszy do Strefy kilka miesięcy temu. Potrzebna nam była jej fachowa wiedza i wsparcie, ale też energia i zdeterminowanie, jakim kieruje się w życiu i potrafi nimi zarażać innym. Nie było mowy o jakimkolwiek przełamywaniu lodów między nami – zatrybiło, mówiąć kolokwialnie, natychmiast. Kobieta pod każdym względem kolorowa, bardzo świadoma tego kim jest i z czym się mierzy. Konkretna i niezwykle delikatna – dwa w jednym. Niezwykły kontakt!

Kilka dni temu spotkałyśmy się ponownie. Słuchałam, notowałam, współodczuwałam, ale w efekcie, po wszystkim, zapytałam ją czy zechce spisać swoją opowieść sama. Miałam wrażenie, że Marcelina sama najlepiej czuje i wie czym chce się podzielić ze mną i z Wami i nie pomyliłam się.

Opowieść Marceliny:

Nazywam się Marcelina i urodziłam się 36 lat temu. Problemem było to, że urodziłam się w nie swoim ciele i musiałam funkcjonować jako chłopiec. Kiedy byłam dzieckiem nie było ogólnodostępnej wiedzy na temat transseksualizmu, nie było internetu, by znaleźć wsparcie i odpowiedź co się ze mną dzieje. Poza tym urodziłam się w patologicznej rodzinie – ojciec to alkoholik, neurotyk i sprawca przemocy. W takim domu szybko nauczyłam się, że ważniejsze jest to, by przetrwać, niż szukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.

Bardzo dużo energii zużyłam na przystosowywanie się. Nauczyłam się jak być „mężczyzną”, ale to nie był nigdy mój świat. Zawsze czułam, że coś jest nie tak. Uciekałam więc do świata książek i sztuki. Pisałam wiersze i opowiadania, tworzyłam instalacje i inne formy artystyczne. Była to dla mnie jakaś odskocznia.

Dzięki namowom przyjaciół zaczęłam terapię dla Dorosłych Dzieci Alkoholików. Uporałam się z moimi demonami: przemocą fizyczną, psychiczną i seksualną, które mnie spotkały w domu rodzinnym. Jednak ciągle czułam pod skórą, że coś jest nie tak, ciągle czułąm się nie na swoim miejscu, czułam że udaję…

Wyjazd służbowy na wiele miesięcy na drugi koniec kraju dał mi dużo czasu dla siebie, a narzędzia zdobyte na terapii pozwoliły na stanięcie przed lustrem i wyznanie samej sobie, kim tak naprawdę jestem. Nie było to łatwe, tym bardziej, że tyle lat „przystosowywałam się”, zamiast słuchać głosu mojego serca. Kiedy wreszcie pozwoliłam sobie na bycie sobą, na bycie kobietą, wszystko się ułożyło w mojej głowie i zaczęło do siebie pasować. Cała moja kobiecość, którą usiłowałam tłumić i nazywać jedynie „wrażliwością” wybuchła ze zdwojoną mocą.

Zrobiłam badania, które potwierdziły, że jestem zdrowa psychicznie i nie jest to tylko mój wymysł, a także rozpoczęłam terapię hormonalną prowadzoną przez specjalistę – seksuologa.

Mimo, że było ciężko ze znalezieniem pracy (nadal miałam dokumenty na stare dane), a badania i hormony kosztowały majątek, cały czas szłam do przodu, bo wreszcie mogłam być sobą!

Kiedyś nie wierzyłam w siebie i swoje umiejętności, a po zaakceptowaniu siebie, wszystko nagle zaczęło się zmieniać, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Po dwóch latach udało mi się uzyskać wyrok potwierdzający, że jestem kobietą. Z moim przyjacielem otworzyłam firmę usługową, zatrudniliśmy pracowników i prowadzimy biznes na zasadach fair-trade.

Wiersze i inne rzeczy, które tworzyłam tyle lat nagle okazały się atrakcyjne dla innych ludzi, że zaczęłam pokazywać moją sztukę w galeriach, zaczęłam także zarabiać na niej pieniądze!

Wystarczyło tylko po tylu latach „uśpienia” obudzić się z głębokiego snu, zacząć żyć po swojemu, a cały świat pomógł mi w moich działaniach. Na mojej drodze spotkałam wielu fantastycznych, inspirujących ludzi, którzy pomogli mi w ciężkich chwilach i zrozumiałam, że: „Kto chce szuka sposobu, a kto nie chce, szuka powodu”. Moje życie udowodniło mi, iż wszystkie marzenia się spełniają, wcześniej czy później, jeśli się w nie głęboko wierzy i stara się zrobić wszystko, by się spełniły.

Z gorącymi pozdrowieniami dla wszystkich kobiet, tych, które już ruszyły z miejsca i odmieniły swoje życie oraz tych, które właśnie się budzą.

*Marcelina – na prośbę rozmówczyni, jej imię zostało zmienione.

Plany Fundacji Strefa Kobiet – jesień, zima 2015 – wiosna 2016

Już jest! Kalendarz wydarzeń w Strefie powoli się zapełnia!

Przedstawiamy Wam nasze wstępne propozycje na sezon jesień-zima 2015 i wiosna 2016.

 

Jesień, zima 2015 – wiosna 2016

1. Warsztaty dla rodziców nastolatków (wrzesień 2015)

2. Krąg Kobiet (IX 2015 – V 2016)

3. Krąg Kobiet Dojrzałych (60+) (IX 2015 – V 2016)

4. Warsztat na dobry początek jesieni – Pozytywne myślenie zmienia życie (IX 2015)

5. Warsztaty rozwojowe dla Kobiet – W podróży po nowe! (X 2015 – IV 2016)

6. Strefa Aktywnego Rodzica XI – II warsztaty dla rodziców

7. Jesienne odstresowanie – Jak uspokajać emocje i redukować stres? – warsztat dla kobiet (XI – XII 2015)

8. Działania antydyskryminacyjne w ramach 16 Dni Przeciwdziałania Przemocy ze Względu na Płeć (XI – XII 2015) – spotkanie w Strefie Kobiet z Katarzyną Wojnicką

Wkrótce plan na 2016 rok! Kolejne warsztaty wzmacniające, rozwijające oraz warsztaty dla rodziców!

 

Informacja dodatkowa:

UWAGA! W ramach Pracowni terapii i rozwoju superEgo (www.terapia-mrozik.pl) prowadzone są:

– mentoring szczegóły TU

Pozytywne myślenie – obudź swoją wewnętrzną siłę! – warsztat dla kobiet

Zapraszamy na warsztat na dobry początek jesieni!

Twoje myśli tworzą Twoją rzeczywistość, zacznij więc myśleć inaczej, niż dotąd – pozytywnie. Skupiaj się na tym, co dla Ciebie dobre, otaczaj się przyjemnościami, spotykaj z pozytywnymi ludźmi!

To wszystko nie stanie się nagle, nie zmienisz się w ciągu jednego warsztatu, ale on może stać się dla Ciebie początkiem nowego sposobu funkcjonowania.

Podczas warsztatów dowiesz się, że warto:

  • zauważać i rozwijać swoje dobre strony
  • dostrzegać pozytywne aspekty wydarzeń
  • mieć pozytywne oczekiwania wobec wyników działań
  • rozwijać postawy aktywnego działania, po to by patrzeć w przyszłość
  • odsuwać od siebie skupianie się wyłącznie na przeszłości
  • mieć zapał do życia
  • odważne podchodzić do problemów
  • realizować własne marzenia
  • śmiało próbować nowych rozwiązań
  • wierzyć w swoje możliwości

A to wszystko w aktywny sposób, w kameralnych warunkach, w pozytywnej atmosferze, przy smacznej herbacie i kawie, dzięki ciekawym ćwiczeniom i wymianie doświadczeń z grupą.

KIEDY: 24 września 2015 (czwartek), godz. 17:30 – 20:00                                                                             

GDZIE: Fundacja Strefa Kobiet, Szczecin, Aleja Papieża Jana Pawła II 15/12

INWESTYCJA: 35 zł   

WARSZTAT POPROWADZI: Małgorzata Mrozik  Informacje TU

 

 

[contact-form-7 id=”10875″ title=”Pozytywne myślenie – obudź swoją wewnętrzną siłę!”]

Krąg Kobiet

Zapraszamy na pierwsze powakacyjne spotkanie Kręgu Kobiet.

Ideą Kręgu Kobiet jest tworzenie przyjaznego środowiska skupiającego kobiety, miejsca, w którym kobiety w różnym wieku, z różnymi potrzebami i doświadczeniami będą mogły cyklicznie, raz w miesiącu, spotykać się, dyskutować przy kawie, dzielić się swoimi pomysłami, potrzebami, doświadczeniami czy umiejętnościami z innymi kobietami.

Chętne osoby zaprosimy do podejmowania wraz z nami drobnych działań na rzecz osób starszych, samotnych matek lub dzieci z domów dziecka.

Ważne, żeby to był optymalny czas dla Was!

Zapraszamy! Spotkania są nieodpłatne.

 

Pierwsze spotkanie, pod hasłem:

 Za chwilę jesień – zbieram, gromadzę, korzystam,

czyli jak zapewniać sobie wszystko, co dla mnie najlepsze? 

21 września (poniedziałek),

godz. 18.00-20.00, w naszej siedzibie.

Następne spotkania zaplanowałyśmy następująco: w 2015r.: 19X, 16XI, 21XII; w 2016r.: 18I, 22II, 21III, 18IV, 16V.

 

UWAGA! Ze względu na ograniczoną ilość miejsc prosimy o wcześniejsze zgłoszenie się na adres: info@strefakobiet.org lub telefonicznie: 506 074 740 (Małgosia) lub formularzem zgłoszeniowym

[contact-form-7 id=”10851″ title=”Krąg Kobiet”]

Krąg Kobiet Dojrzałych – „Dojrzała i aktywna”

Ruszamy z kolejną odsłoną naszego Projektu “Krąg Kobiet Dojrzałych”. To nasz autorski projekt dedykowany kobietom z grupy wiekowej 60+. Realizujemy go od stycznia 2013 roku.

W ramach projektu zapraszamy kobiety dojrzałe na comiesięczne spotkania połączone z emisją filmów, dyskusjami, mini-warsztatami i prelekcjami.

Tytuł i główne przesłanie Kręgu Kobiet Dojrzałych w tym sezonie, to Dojrzała i aktywna.

Ideą Kręgu Kobiet Dojrzałych jest tworzenie przyjaznego środowiska skupiającego kobiety, miejsca, w którym panie będą mogły cyklicznie, raz w miesiącu, spotykać się oglądać filmy, dyskutować na ich temat przy kawie oraz tak zwyczajnie podzielić się swoimi pomysłami, potrzebami, doświadczeniami czy umiejętnościami z innymi kobietami.

Zapraszamy! Spotkania są nieodpłatne.

 

Pierwsze spotkanie, pod hasłem:

 Dojrzała i aktywna, bo wiem czego potrzebuję!

21 września (poniedziałek),

godz. 12.00-14.00, w naszej siedzibie.

Następne spotkania zaplanowałyśmy następująco: w 2015r.: 19X, 16XI, 21XII; w 2016r.: 18I, 22II, 21III, 18IV, 16V.

 

UWAGA! Ze względu na ograniczoną ilość miejsc prosimy o wcześniejsze zgłoszenie się na adres: info@strefakobiet.org lub telefonicznie: 506 074 740 (Małgosia)

 

[contact-form-7 id=”10887″ title=”Krąg Kobiet Dojrzałych”]

Strona 15 z 67

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén