Autor: strefakobiet.org Strona 48 z 67
Marcin Piergies, kleryk Wyższego Seminarium Duchownego w Innsbrucku, ze zdziwieniem i niesmakiem pisze o różnicach, jakie dostrzega, między zawartością m.in. niemieckich katolickich stron internetowych i ich polskich odpowiedników. Na tych pierwszych znajduje przede wszystkim rzeczowe informacje, ale też krytykę KK, z tym że – tak jak stwierdza – „zawsze z szacunkiem i spokojnie” lub nawet samokrytycznie. Natomiast na polskich stronach, oprócz informacji o budowie kolejnych bazylik czy gigantów-Chrystusów, zauważa narastającą nagonkę na zagrażającą właściwie już wszystkiemu „ideologię gender”, bezrefleksyjną krytykę środowisk homoseksualnych, oskarżanych o pedofilię (mimo tego nawet, że w katechizmie kościoła katolickiego zaleca się w sumie pozytywny stosunek do osób homoseksualnych: „Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji”), informacje o wszechrozpleniającym się seksie i zepsuciu, o zbrodniczej aborcji, niemniej zbrodniczej antykoncepcji i przyczyniających się do tych wszystkich plag feministkach.
Całość: http://marcinpergies.natemat.pl/82339,dlaczego-upada-czlowiek-przez-gender
Kolejne zajęcia z konwersacji angielskich na wesoło (i ruchliwie też!) za nami. Prym wiódł Franek, postać papierowa, którą maluchy, i ci więksi oczywiście też, skrzętnie opisywali wszystkimi utrwalanymi od tygodni słówkami, określającymi części ciała człowieka.
Zabawa, konkurowanie ze sobą, ale też wzajemna pomoc – dzięki za Waszą pracę i zaangażowanie, dzieciaki! Fajnie się z Wami pracuje!
Do zobaczenia we wtorek 🙂
Powyżej: Franek boczny, bardzo dynamiczna i kolorowa postać!
Powyżej: Franek w wydaniu żeńskim, a więc raczej Franka, przecudnej urody, zadbana i estetyczna ogromnie!
Pozostałe Franki męskie i żeńskie powędrowały do domów ich twórczyń i twórców 🙂
[KD]
W 1819 roku Klementyna Hoffmanowa wydała książkę pt. „Pamiątka po dobrej matce czyli ostatnie jej rady dla córki”, będącą poradnikiem dla młodych panien i mężatek. Przez cały wiek XIX pozycja ta była niemal Biblią dla kobiet, kształtując ich światopogląd, ucząc uległości wobec męża i przyzwyczajając do niższej pozycji społecznej. Helena Kunachowiczowa jeszcze 41 lat po napisaniu książki (w 1860 roku) takie czyniła postanowienie wobec męża poślubionego z rozsądku: „przysięgam, że jakakolwiek przyszłość ma będzie, jaki dla mnie będzie mój mąż, którego zaledwie ośm (tj. osiem) razy widząc przed ślubem i znać nie mogę, to ja ze swojej strony dołożę wszelkich starań, aby stać się taką żoną, jaką Hoffmanowa w swoich pamiętnikach przedstawia, co mi Boże dopomóż.”
Poradnik K. Hoffmanowej należy uznać za niezmiernie ciekawą pozycję, pozwalającą spojrzeć na świat oczami naszych prababek i stworzyć ich portret psychologiczny. Jest on apoteozą uległości i cierpienia w małżeństwie.
To, że w XIX wieku pozycja społeczna kobiety była niższa, nikogo nie dziwi – wszyscy o tym wiemy z książek i podręczników do historii. Panie powszechnie uznawano za słabsze fizycznie, ułomne intelektualnie, niezdolne do wykonywania pracy zawodowej, a do tego niezdolne do dbania o własną reputację. Z tego też powodu trzeba było nieustannie je pilnować, zmuszać do przestrzegania surowych norm obyczajowych, które jednak w znacznej mierze nie dotyczyły mężczyzn. Dziwić natomiast może fakt, że wiele z nich broniło swojej niższej pozycji. Do grona tego bez wątpienia należała K. Hoffmanowa. Gdybyśmy mieli tłumaczyć jej sposób myślenia z dzisiejszego punktu widzenia, należałoby podejrzewać, że była ona ofiarą psychicznej przemocy w małżeństwie. Taką, która po pewnym czasie zaczyna wierzyć, że jest winna wszystkim nieszczęściom, jakie na nią spadają, a zupa? No cóż, czasami faktycznie bywa za słona.
***
Kobieta i małżeństwo:
Do zupełnego w małżeństwie szczęścia trzeba, aby mąż w wieku i w rozsądku, w naukach i w majątku wyższość miał nad żoną.
Miej zupełną ufność w mężu, nigdy nic przed nim nie taj, nie ukrywaj, niech zawsze twoim doradcą będzie.
Kobiety stworzone są do ulegania i posłuszeństwa, sztuki panowania nie znają i dlatego, kiedy im się przypadkiem pora rządzenia nadarzy, zawsze jej źle używają.
Każde znaczniejsze ubliżenie przyjmij ze słodyczą, mniejszym pobłażaj, a sama strzeż się najdrobniejszego.
Uwielbiaj więc posłuszeństwo i uleganie, licz je między pierwsze małżeńskie cnoty.
Od pieluch w podległości żyjemy najmniejszy upór surowo w nas karany… Pod nadzorem czułej matki aż do zamęścia we wszystkim pełnić jej wolę, jej się radzić, jej słuchać powinnyśmy, bez jej wiedzy i zezwolenia nic nam czynić nie wolno.
Ta podległość jest tylko cieniem i próbką względem niewoli później nas czekającej (wobec męża – przypis). Jakże więcej ciążą kajdany małżeństwa nad te, które rodzice tak słodkimi czynić umieli.
Pamiętać powinna, iż ją Bóg do ulegania i posłuszeństwa przeznaczył.
Niewiasta ulegać umiejące na zawsze szczęśliwą i kochaną zostanie.
Poznawaj najdrobniejsze gusta jego, dogadzaj mu, okazuj mu tysięczne względy, otaczaj go pieczołowitym staraniem. To sposób najlepszy przywiązania sobie na zawsze męża. Skoro będziesz nieustannie zajęta wygodą jego, uprzyjemnianiem każdej chwili, sprawisz, że mu nigdzie tak dobrze jak przy tobie nie będzie.
Nie wymagaj nigdy od męża starań kochanka.
Staraj się dom mężowi przyjemnym czynić, żeby nie był zmuszony gdzieindziej szukać zabawy. Żyj z tymi, których on lubi, poznawaj najdrobniejsze gusta jego, dogadzaj im, okazuj mu tysięczne względy, otaczaj go pieczołowitym staraniem. Skoro będziesz nieustannie zajęta wygodą jego, uprzyjemnianiem każdej chwili, sprawisz, że mu nigdzie tak dobrze jak przy tobie nie będzie.
Choć zdrowie twoje nadwyrężonym będzie, znoś cierpliwie dolegliwości, nie skarż się, nie narzekaj.
Mam nadzieję w łasce i dobroci stwórcy, że znajdziesz małżonka, dla którego posłuszeństwo i uleganie miłym dla ciebie będzie obowiązkiem.
Mężczyznom dobra część przypadła, niewolnikami są na czas jakiś (tj. przed ślubem, gdy zabiegają o rękę panny – przypis), a panami kobiety na zawsze.
Inne zupełnie jest nasze, inne mężczyzn powołanie, we wszystkim różnimy się od nich.
U mężczyzn dusz ma więcej piękności, u kobiet serca. W słabości naszej, a w ich mocy przyczynę tej różnicy znaleźć by można.
Mężczyźni na tyle sobie pozwalają, dla kobiet zaś tak są surowi. Nie trapmy się jednak tym.
Być żoną i matką przeznaczeniem jest kobiety, na to stworzona, (…) żeby potrafiła uszczęśliwić małżonka i dobrze wychować dzieci.
Małżeństwo nie jest tak szczęśliwym stanem, obowiązki jego nie tak łatwe, jak się wydają, tysięczne za sobą ciągnie kłopoty, i że żadna młoda osoba spieszyć się do niego nie powinna.
Najszczęśliwsze małżeństwo jest zawsze trudnym jarzmem.
Każde wejście w śluby małżeńskie, zupełnie wolności utratą być musi. (…) Cierpliwość, słodycz, uleganie, jednostajność humory nieodzownie potrzebnymi są każdej kobiecie pragnącej być kochaną i szczęśliwą. Lecz takie są ustawy pisane przez samego Boga, nikt ich zmienić nie potrafi i kobieta ulec im nie chcąca, zdaje się być pozbawioną rozsądku.
Kobieta i nauka:
Nigdy nie chwalę kobiety, kiedy się oddaje wysokim naukom, kiedy się uczy łacińskiego, hebrajskiego, greckiego języka, doświadczenia robi w fizyce, chemii i nad algebrą lub matematyką głowę sobie łamie. Umieć uszczęśliwić małżonka, uprzyjemnić jego życie, wychować dobrze dzieci (…) to jest system naukowy dla kobiety. A matematyki niech zna tylko tyle, by z prostej nie zboczyła linii.
Każda kobieta powinna znać dobrze rachunki, znać się na kuchni, na wszystkich szczegółach gospodarskich, umieć pokroić, uszyć, zrobić rzecz każdą. Znajomość ta więcej męża przywiąże, niż znajomość języków, taniec, śpiewanie, rysunek. Życie domowe jest to zawód, jakie Wszechmocny przeznaczył kobiecie. Nie wypada jej oddawać się naukom, u każdej igła pierwsze miejsce mieć powinna przed piórem i pędzlem. Nie zgadza się wcale z powołaniem kobiety, aby wiecznie siedziała nad książką…
Kobieta i książki:
Kobieta chcą dopełnić powołania swego, nie powinna zbyt wiele czasu poświęcać księgom, umysł jej słabszy, serce czulsze od męskiego, podatniejszą ją czyni do przyjęcia fałszywych zdań… Powinna więc jedynie czytać takie książki, które by podniosły jej duszę, ukształciły serce… Nie wypada jej także nigdy czytać bardzo wiele. Zbytek w tej mierze jest naganny, obarcza umysł i szkodę zamiast korzyści przynosi.
Przynajmniej do dwudziestu lat nie czytaj wcale romansów. Nie czytaj nigdy książek religii, obyczajności, cnocie, skromności przeciwnych. Pannom zabraniają ich rodzice i przełożeni ale najmłodsze mężatki pozwalają sobie powszechnie czytać podobne dzieła. Nie naśladuj ich Amelio, nigdy sobie zanadto nie ufaj.
Winę za swoje cierpienia ponosi kobieta:
Kobiety szanować się nie umieją, a chcą być szanowane.
Powszechnie skarżą się na mężczyzn, że związek małżeński zupełnie zmienia uczucia ich i charaktery, i że najtkliwszy kochanek wkrótce obojętnym staje się mężem. Po większej części winne temu są kobiety…
Zanim uwierzymy…
I zanim uwierzymy, że podległość wobec męża oraz brak wykształcenia mógł czynić kobiety w XIX wieku szczęśliwymi, zajrzyjmy jeszcze do jednego fragmentu, zdradzającego niemal oznaki depresji.
„Są jeszcze pewne dni odrętwienia w życiu, w nich zdaje się, że dusza moc swoją traci i wszystko nie jest tak miłem, jak zazwyczaj. Wtedy do modlitwy udawać się trzeba, błagać Boga o nową siłę (…). Nie ma smutku, który by mnie minął…”
***
Powyższe fragmenty napisane zostały zgodnie ze współczesnymi zasadami stylistyki i ortografii.
***
Powyżej obraz V. Pukirev’a, Aranżowane małżeństwo.
Powyżej obraz Vladimir’a Makovsky’ego.
Powyżej obraz Sergeyevich’a Zhuravlev’a, Przed ślubem, 1874
Źródło: http://www.lisak.net.pl/blog/?p=1856
***
Zamieszczamy powyższe po otrzymaniu zgody na publikację od autorki, pani Agnieszki Lisak.
Dziękujemy, pani Agnieszko, pani twórczość jest dla nas bardzo cennym źródłem wiedzy o kobietach z przeszłości.
Polecamy wpis blogerki Sylwii Kubryńskiej będący reakcją na słowa biegłego sądowego, w dodatku psychologa, Krzysztofa Boćkowskiego, który autorytarnie zaznawał kilka dni temu: „często same prowokują i doprowadzają mężczyzn do tych sytuacji” (o nas, kobietach, rzecz jasna, rzeczony raczył wspominać), bo: “Przykładowo, gdy kobieta umawia się na randkę, nie jest chyba świadoma, kolokwialnie mówiąc, że mężczyzna zawsze jest nastawiony na seks”.
Pani Sylwia zastanawia się więc co począć teraz z tyloma kontaktami, jakie dotąd nawiązywała z mężczyznami, a to na wódce, a to na kawie i … nic. Nic nie zaszło. Może odnowić kontakty i podziękować za szlachetność swoim znajomym i za to, że nie została przez nich zgwałcona?
Strach pomyśleć, co Sylwię i nas wszystkie czeka w przyszłości, bo w myśl cytowanego już wyżej Boćkowskiego Krzysztofa, psychologa w dodatku: „Jeżeli kobieta nie chce współżyć, to niech się nie spotyka z mężczyznami. Proste.” Przyjdzie nam omijać męski rodzaj łukiem szerokim, jeżeli tylko do współżycia gotowymi być nie będziemy.
Zachęcamy do lektury: http://kubrynska.com/2013/11/07/dziekuje-ze-mnie-nie-zgwalciles/
W czwartek 7 listopada 2013 r. o godz. 17.00 w Sali im. Zbigniewa Herberta w Książnicy Pomorskiej w Szczecinie odbyło się spotkanie autorskie z prof. Ingą Iwasiów. Autorka prezentowała swoje ostatnio wydane książki: „Umarł mi. Notatnik żałoby” (wyd. Wielka Litera) i „Blogotony” (wyd. Czarne, Wołowiec) oraz „Granice. Polityczność prozy i dyskursu kobiet po 1989 roku” (Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego).
Dziękujemy za cenne spotkanie.
***
Błyskotliwy strumień myśli, który rwie brzegi oczywistości. Autorka pisze nonszalancko i osobiście, rezygnuje z bariery języka akademickiego, nie chowa się za słowami. Swoją książką udowadnia własną tezę, że «prawdziwy wysiłek, intelektualny i emocjonalny, do jakiego nakłania nas sztuka, stanowi zawsze aktualną wartość».
Hanna Samson o Blogotonach
***
Nie ma tu cytatów ze świętych ksiąg i filozofów. Zresztą to najwyżej literatura pomocnicza. Żałoba to emocje i przeżywanie traumy, nie można się na nie przygotować, oczytać się w ich etapach, zaordynować cudownej mikstury znieczulającej. W książce Iwasiów właśnie to znajdziemy: próbę opisu zachowań wobec nieodwracalnego, czasu zamkniętego i pozbawionego kontynuacji, zmagania się z wyrzutami sumienia. Obraz świata w zawieszeniu. Wydaje się, że powinien przestać istnieć, ale tak się nie dzieje. Po pierwszym szoku zaczynamy ulegać jego żądaniom i regułom.
Ewa Glubińska o Umarł mi. Notatnik żałoby

Akceptacja na Paradzie Równości, Warszawa 2013
fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet
Na portalu Gazeta wyborcza.pl rozmowa Ewy Siedleckiej z Elżbietą Szczęsną, założycielką Stowarzyszenie Rodziców i Przyjaciół Osób LGBT „Akceptacja”.
Gdy syn ujawnił się, że jest gejem pani Elżbieta była zaskoczona i bardzo przerażona. To był 1999 rok, poziom świadomości w Polsce znikomy, za to poziom agresji wobec osób homoseksualnych wysoki. Po tym, jak Jerzy został pobity za swoją orientację seksualną, pani Elżbieta zrozumiała, że już dłużej nie może być bierna. Wiedziała, że trzeba wpływać na ludzką świadomość. Zaczęła chodzić z synem na Parady Równości, a w 2011 r. jechała na platformie na EuroPride w Rzymie wraz z włoskim rodzicami homoseksualistów. „To było niesamowite. Ludzie nas pozdrawiali, niektórzy nawet płakali. Zrozumiałam wtedy, że dla każdej lesbijki, każdego geja czy osoby transpłciowej otwarcie się przed rodzicami jest jednym z kluczowych momentów w życiu. W zależności od ich reakcji może się on stać traumą lub pomóc żyć zgodnie ze swoją tożsamością.”
W 2007 roku Elżbieta Szczęsna stała się jednoosobową „grupą” wsparcia dla rodziców dzieci homo-, bi- i transseksualnych. Nawiązywała kontakty z organizacjami (Lambda, KPH) i z rodzicami i tak powstała Akceptacja. „Każdemu należy się taki sam szacunek, każdy ma tę samą, ludzką godność. Ale żeby ludzie to zrozumieli, to musimy o tym głośno mówić. Rodzice też nie powinni się wstydzić.”
Akceptacja to głos matek (przez 6 lat zgłosił się po poradę jedynie 1 ojciec), który, zdaniem pani Elżbiety, ma większą szansę na wysłuchanie, niż głos ich nieheteroseksualnych dzieci czy organizacji LGBTiQ. Społeczeństwo polskie powoli nabiera świadomości, oswaja się z odmienną od hetero seksualnością, ale jest to długotrwały i niełatwy proces. Na przeszkodzie stają mu uprzedzenia i nietolerancja.
Za swoją działalność Elżbieta Szczęsna jest nominowana do tegorocznej niemieckiej nagrody RespektPreis, przyznawanej przez niemiecką Koalicję przeciw Homofobii. To koalicja złożona z firm, organizacji i instytucji, takich jak np. policja berlińska, Gmina Żydowska, Niemiecki Związek Piłki Nożnej, Coca-Cola, Deutsche Bank.
Serdecznie gratulujemy pani Elżbiecie i dopingujemy dalszej pracy Akceptacji
Cały wywiad: http://wyborcza.pl/1,75478,14907357.html













