Miesiąc: listopad 2013 Strona 3 z 4
Polecamy wpis blogerki Sylwii Kubryńskiej będący reakcją na słowa biegłego sądowego, w dodatku psychologa, Krzysztofa Boćkowskiego, który autorytarnie zaznawał kilka dni temu: „często same prowokują i doprowadzają mężczyzn do tych sytuacji” (o nas, kobietach, rzecz jasna, rzeczony raczył wspominać), bo: “Przykładowo, gdy kobieta umawia się na randkę, nie jest chyba świadoma, kolokwialnie mówiąc, że mężczyzna zawsze jest nastawiony na seks”.
Pani Sylwia zastanawia się więc co począć teraz z tyloma kontaktami, jakie dotąd nawiązywała z mężczyznami, a to na wódce, a to na kawie i … nic. Nic nie zaszło. Może odnowić kontakty i podziękować za szlachetność swoim znajomym i za to, że nie została przez nich zgwałcona?
Strach pomyśleć, co Sylwię i nas wszystkie czeka w przyszłości, bo w myśl cytowanego już wyżej Boćkowskiego Krzysztofa, psychologa w dodatku: „Jeżeli kobieta nie chce współżyć, to niech się nie spotyka z mężczyznami. Proste.” Przyjdzie nam omijać męski rodzaj łukiem szerokim, jeżeli tylko do współżycia gotowymi być nie będziemy.
Zachęcamy do lektury: http://kubrynska.com/2013/11/07/dziekuje-ze-mnie-nie-zgwalciles/
W czwartek 7 listopada 2013 r. o godz. 17.00 w Sali im. Zbigniewa Herberta w Książnicy Pomorskiej w Szczecinie odbyło się spotkanie autorskie z prof. Ingą Iwasiów. Autorka prezentowała swoje ostatnio wydane książki: „Umarł mi. Notatnik żałoby” (wyd. Wielka Litera) i „Blogotony” (wyd. Czarne, Wołowiec) oraz „Granice. Polityczność prozy i dyskursu kobiet po 1989 roku” (Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego).
Dziękujemy za cenne spotkanie.
***
Błyskotliwy strumień myśli, który rwie brzegi oczywistości. Autorka pisze nonszalancko i osobiście, rezygnuje z bariery języka akademickiego, nie chowa się za słowami. Swoją książką udowadnia własną tezę, że «prawdziwy wysiłek, intelektualny i emocjonalny, do jakiego nakłania nas sztuka, stanowi zawsze aktualną wartość».
Hanna Samson o Blogotonach
***
Nie ma tu cytatów ze świętych ksiąg i filozofów. Zresztą to najwyżej literatura pomocnicza. Żałoba to emocje i przeżywanie traumy, nie można się na nie przygotować, oczytać się w ich etapach, zaordynować cudownej mikstury znieczulającej. W książce Iwasiów właśnie to znajdziemy: próbę opisu zachowań wobec nieodwracalnego, czasu zamkniętego i pozbawionego kontynuacji, zmagania się z wyrzutami sumienia. Obraz świata w zawieszeniu. Wydaje się, że powinien przestać istnieć, ale tak się nie dzieje. Po pierwszym szoku zaczynamy ulegać jego żądaniom i regułom.
Ewa Glubińska o Umarł mi. Notatnik żałoby

Akceptacja na Paradzie Równości, Warszawa 2013
fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet
Na portalu Gazeta wyborcza.pl rozmowa Ewy Siedleckiej z Elżbietą Szczęsną, założycielką Stowarzyszenie Rodziców i Przyjaciół Osób LGBT „Akceptacja”.
Gdy syn ujawnił się, że jest gejem pani Elżbieta była zaskoczona i bardzo przerażona. To był 1999 rok, poziom świadomości w Polsce znikomy, za to poziom agresji wobec osób homoseksualnych wysoki. Po tym, jak Jerzy został pobity za swoją orientację seksualną, pani Elżbieta zrozumiała, że już dłużej nie może być bierna. Wiedziała, że trzeba wpływać na ludzką świadomość. Zaczęła chodzić z synem na Parady Równości, a w 2011 r. jechała na platformie na EuroPride w Rzymie wraz z włoskim rodzicami homoseksualistów. „To było niesamowite. Ludzie nas pozdrawiali, niektórzy nawet płakali. Zrozumiałam wtedy, że dla każdej lesbijki, każdego geja czy osoby transpłciowej otwarcie się przed rodzicami jest jednym z kluczowych momentów w życiu. W zależności od ich reakcji może się on stać traumą lub pomóc żyć zgodnie ze swoją tożsamością.”
W 2007 roku Elżbieta Szczęsna stała się jednoosobową „grupą” wsparcia dla rodziców dzieci homo-, bi- i transseksualnych. Nawiązywała kontakty z organizacjami (Lambda, KPH) i z rodzicami i tak powstała Akceptacja. „Każdemu należy się taki sam szacunek, każdy ma tę samą, ludzką godność. Ale żeby ludzie to zrozumieli, to musimy o tym głośno mówić. Rodzice też nie powinni się wstydzić.”
Akceptacja to głos matek (przez 6 lat zgłosił się po poradę jedynie 1 ojciec), który, zdaniem pani Elżbiety, ma większą szansę na wysłuchanie, niż głos ich nieheteroseksualnych dzieci czy organizacji LGBTiQ. Społeczeństwo polskie powoli nabiera świadomości, oswaja się z odmienną od hetero seksualnością, ale jest to długotrwały i niełatwy proces. Na przeszkodzie stają mu uprzedzenia i nietolerancja.
Za swoją działalność Elżbieta Szczęsna jest nominowana do tegorocznej niemieckiej nagrody RespektPreis, przyznawanej przez niemiecką Koalicję przeciw Homofobii. To koalicja złożona z firm, organizacji i instytucji, takich jak np. policja berlińska, Gmina Żydowska, Niemiecki Związek Piłki Nożnej, Coca-Cola, Deutsche Bank.
Serdecznie gratulujemy pani Elżbiecie i dopingujemy dalszej pracy Akceptacji
Cały wywiad: http://wyborcza.pl/1,75478,14907357.html
Możesz je nazywać całkowicie dowolnie: spowalniaczami, pasożytami, hamulcowymi, sabotażystami… Jedno jest pewne: działają na Twoją szkodę. Najgorsze jest to, że zagnieździły się w Tobie głęboko i karmią wszystkim, co tylko uda Ci się w sobie wypracować wartościowego.
***
Ile razy ciesząc się na jakieś spotkanie, ważne wydarzenie, wewnętrzny MĄDRALA zatrzymał Cię na dłużej przed lustrem i z kpiącym uśmiechem zwrócił uwagę na niewielką fałdkę na brzuchu czy lekko podpuchnięte oczy? Wygrzebał z najgłębszych Twoich pokładów wszystkie zakurzone określenia, które osoby ważne zaszczepiły Ci w głowie przed laty. I w jedną chwilę wszystko prysło. Ciężko już teraz dostrzegasz na sobie nową sukienkę, wypracowany makijaż… Fałda, fałda, fałda!!! Jesteś gruba!, brzydka!, nieatrakcyjna!…nie pasujesz!… nie zadaję się z Tobą!… nie umówię się z Tobą!, wstydzę się Ciebie!…
*
Twój wewnętrzny PROKURATOR z kolei tylko czeka, by przyłapać Cię na najmniejszym potknięciu i postawić w stan oskarżenia. Wyolbrzymi każde niedociągnięcie, rozdmucha każdą gafę, postawi pod mur za najdrobniejsze nawet niedopatrzenie. I nie jest ważne, że cały tydzień był pasmem Twoich ogromnych sukcesów! Nie jest istotne, że osiągnęłaś więcej nawet, niż zamierzałaś! Bo Ty jak zwykle…, nigdy…, zawsze…, przez Ciebie…, Ty gapo!, łamago!, durniu! – kolejne wdruki z przeszłości wynurzają swoje głowy.
*
Bo TOWSZYSTKOMOJAWINA, to PRZEZEMNIE, to MOJAWINAŻE… Znasz to, gdy po każdej trudniejszej chwili pojawiają Ci się w głowie takie słowa? Nawet gdy początkowo obwiniasz za daną sytuację kogoś obok, to i tak Twój wewnętrzny pasożyt przygniecie Cię oskarżeniami, doprowadzi do tego, że wściekłość zamieni się w Tobie w rezygnację i smutek. W końcu stwierdzasz, że właściwie winna jesteś wszystkiemu, co tylko nie udaje Ci się w życiu, bo masz pecha, bo już tak jest, bo taka jesteś, bo kto, jak nie Ty?, bo inni to zawsze lepiej, a Ty to tak już masz…
*
Próbujesz biec równo ze wszystkimi, a najbardziej byś chciała wygrywać, i to zawsze, i we wszystkim. Po to by wreszcie udowodnić…, by Cię zobaczyli…, by zdobyć jego uczucie…, by Cię wreszcie docenili… zaakceptowali… uznali… przyjęli… Jednak na podium są tylko 3 miejsca, a chętnych wielu. Twój wewnętrzny MEDALISTA nie uznaje, nie docenia miejsca 4, 5… To porażka, gdy wykonasz coś wystarczająco dobrze, gdy pracujesz nad czymś z radością, dla własnej satysfakcji, to strata czasu, to po nic. A więc gonisz od dzieciństwa za czerwonymi paskami, modniejszymi ubraniami, lepszym sprzętem, bardziej prestiżową uczelnią. Zabiegasz o to by chociaż odbijać czyjeś światło, jeżeli sama tego światła wytworzyć nie dajesz rady.
*
Nie ma wybacz! Albo czarne, albo białe. Albo na pudle, albo poza nim. Góra lub dół. Dobro, bądź zło. Mądrość lub głupota. WIELBICIEL KONTRASTÓW, jak prawdziwy koneser selekcjonuje w Twoim życiu wszystko, z czym się stykasz. Nie pozawala Ci na kontakt z czymkolwiek, co pośrednie. Nienawidzisz więc lub uwielbiasz, pożądasz lub porzucasz, zachwycasz się lub pomstujesz… Nie ma żadnych odcieni.
*
Bywa, że posiadasz dziwną umiejętność, umiejętność czytania w czyichś myślach, interpretacji czyichś spojrzeń, gestów. JASNOWIDZ nie pozawala Ci ani na chwilę odpocząć od ciągłej ruminacji. Analizujesz każdy odruch i sytuację, interpretujesz i wkręcasz się w przewidywania, przeczucia, czekasz na najgorsze, wszędzie widzisz sytuacje skierowane przeciwko Tobie. Przyczajona, czekasz tylko na pewny atak. Rzadko kiedy oczekujesz na coś dobrego, zawsze przecież wyłapiesz najdrobniejszy nawet szczegół, który da Ci do myślenia i nakręci niepokój.
*
Kto, jak nie Ty potrafi tak zadbać o tych najbliższych, ale o dalszych również? Kto, wezwany na pomoc, w jednej chwili jest w stanie rzucić wszystko i biec na ratunek? Kto zostawi wszystko: swoje zajęcia, przyjemności, dom, rodzinę i pogna z odsieczą? Jesteś BATMANKĄ, więc wiadomo, że dasz radę. Zawsze odbierzesz telefon, ugościsz kawą, wysłuchasz, dasz dobrą radę. Nieraz tylko pytasz, czemu tak wszyscy do Ciebie, czemu tylko Tobie wciąż zawracają głowę, zajmują czas… Ale za chwilę gnasz dalej.
***
Oswajać tych wewnętrznych krytyków czy z nimi walczyć?
Może warto jednak oswoić i przystosować do własnych potrzeb?
Mieć nad nimi kontrolę, by służyły, a nie zarządzały?
Karolina uczy angielskiego na wesoło,
czyli druga edycja konwersacji po angielsku z grupą młodzieżowo-dziecięcą trwa.
We wtorek, czyli już dziś, kolejne spotkanie o godz. 17.30.
Do zobaczenia w Słowianinie 🙂
Za zgoda autorki umieszczamy cały wpis dotyczący głośnej wypowiedzi K. Boćkowskiego. Polecamy wpis, jak i cały blog.
Kariera Krzysztofa Boćkowskiego, seksuologa i ginekologa, który zabłysnął na łamach najpierw Czasu Białegostoku, a później Tok FM zamiast przygasnąć po pierwszym trzęsieniu ziemi chyba niestety się rozwija. Winię o to odrobinę Judytę Kokoszkiewicz z Czasu Białegostoku, która w ogóle uznała, że opinia seksuologa (a nie, dajmy na to – policjantki czy psychologa) jest istotna, gdy mówi się o przyczynach gwałtu. Twierdzę bowiem, że przede wszystkim o gwałcie należy rozmawiać albo w wymiarze czysto kryminalnym, z wykorzystaniem policyjnych statystyk czy Niebieskiej Linii, albo też w wymiarze kulturowym. Specjalista od pożycia seksualnego, choćby i z pozycji biegłego sądowego, ma w tym temacie takie same kompetencje co przypadkowy pasażer w tramwaju i z takim samym prawdopodobieństwem trzaśnie z przytupem srogiego kocopoła.
O obwinianiu ofiary pisałam tu już tyle razy, że prawie czuję się zniechęcona tematem. Widząc jednak, jak facebookowi celebryci dołączają się do opinii “ofiara gwałtu nie jest winna, ALE”, poruszę ten temat raz jeszcze. I jeszcze, i jeszcze, bo chyba nigdy dość.
Spójrzmy jeszcze raz, co mówi pan doktór:
Dlaczego kobiety wstydzą się przyznać, że zostały zgwałcone? Bo często same nie wiedzą, co tak naprawdę się stało, sytuacja była niejasna. Przykładowo, gdy kobieta umawia się na randkę, nie jest chyba świadoma, kolokwialnie mówiąc, że mężczyzna zawsze jest nastawiony na seks. Dziwić może to zaskoczenie kobiet, które mówią „po fakcie”, że chciały się tylko pocałować, a tymczasem zdarzyło się więcej. Problemem mężczyzn jest to, że trudno jest im odczytywać sygnały płci przeciwnej – ciężko jest się domyślić, kiedy kobieta chce, a kiedy nie chce.
I wiecie co: to jest trafna diagnoza. Zanim mnie zakrzyczycie, już wyjaśniam, co w niej trafnego: w naszej kulturze pojęcie “gwałtu na randce” właściwie nie istnieje. Więc tak – kobieta doświadczywszy przemocy seksualnej nie jest pewna, co się stało i na ile stało się to z jej winy. Mężczyźni wzrastają w przekonaniu, że jeśli pozwoliła na pocałunek, to pozwoli na wszystko – przecież tak jest nawet w niewinnym kinie familijnym made in USA, nie tylko w pornografii. I faktycznie nie umieją rozpoznać sygnału, że pocałunek wystarcza, flirt wystarcza, nie posuwamy się dalej. Nie jest to jednak – a tak wydaje się twierdzić pan doktor – wina kobiet, lecz systemu, który uczy nas, kobiety, uległości, zaś mężczyzn nie uczy, by pytać o intencje. Potrzebna jest zmiana. Musimy powtarzać komunikat “jeśli nie jesteś pewny, czy chce, zakładaj, że nie chce” tak długo, aż stanie się oczywistym.
(kwestię męskiego wiecznego nastawienia na seks w cytowanej wypowiedzi pomijam – nawet jeśli to nastawienie występuje, nie jest ono wyłącznie męską domeną i nadal nic nie usprawiedliwia)
Dalej jednak pan doktor już odjeżdża ze stacji “Umiarkowana Mizoginia” w kierunku “Batshitcrazyville”, mówiąc:
Fakty, że tylko 10% kobiet zgłasza gwałt na policję wynika też z nastawienia – dla jednej ten gwałt był wielką tragedią, dla innej niekoniecznie. Wydaje mi się, że na policję zgłaszają się takie kobiety, które faktycznie nieszczęśliwie stały się ofiarami bestialskiego gwałtu, i które nie mają sobie samym niczego do zarzucenia.
Z całą pewnością jest tak, że nie wszystkie przeżywamy tę krzywdę tak samo. Przyczyny niskiej zgłaszalności gwałtów są jednak inne: aktualnie ofiara musi przejść przez długą drogę przesłuchań, niedowierzania i udowadniania, że nie zrobiła nic prowokującego. Biorąc jednocześnie pod uwagę, że ponad trzy czwarte gwałtów jest dokonywanych przez sprawców znanych ofierze – trudno się dziwić niechęci do zgłoszeń. Jak donieść na swojego męża, chłopaka czy kuzyna? Jak dowieść, że po dwóch piwach na randce i paru pocałunkach jednak nie chciało się seksu? Szansa na ukaranie czy choć odizolowanie sprawcy jest niewielka, zaś rozgrzebywanie intymnych szczegółów zajścia – upokarzające.
W dyskusji o zjawisku gwałtu bardzo często miesza się dwa porządki: jak jest i jak powinno być.
Jest tak, że męźczyźni gwałcą. Nie wszyscy. Pewna część. Czasem dlatego, że mają nasrane we łbie i chcą pokazać, kto tu rządzi, jak na przykład nadmiernie kontrolujący mężowie. Czasem dlatego, że są durnymi gimbusami, którzy całą wiedzę o życiu seksualnym mają z redtube’a, przechwałek kolegów i katechez zwanych przygotowaniem do życia w rodzinie – i nie wiedzą, że można poprzestać na pocałunku. Czasem dlatego, że przez całe życie słyszeli, że kobiece “nie” oznacza “być może”.
Dlatego, gdy przyjaciółka pójdzie na spotkanie z kolesiem poznanym przez internet, być może zasugeruję jej miejsce publiczne, naładowaną komórkę i pilnowanie drinka. Nie będzie to jednak moja sprawa i nie będę jej odpytywać, czy tego dopilnowała. Tak, jest to pewna hipokryzja. Godzę się z nią.
Powinno być tak, że choćby szła przez tę mityczną Pragę bez tych mitycznych majtek – nikt nie ma prawa jej tknąć (co najwyżej zadzwonić na Straż Miejską, bo może chora lub ućpana). Powinno być tak, że nastolatka umawiająca się z kumplem ze starszej klasy wróci do domu i będzie miło wspominała pierwszą randkę. Powinno być tak, że każde “nie” oznacza “nie”.
Dlatego nigdy nie wyskoczę z ogólną radą, by nie chodzić w dane miejsca, nie wkładać określonych ciuchów i unikać legalnych używek. Nie możemy chować się w twierdzach i zasłaniać ciała tylko dlatego, że jest jak jest. W żadnym wypadku do publicznego dyskursu nie powinniśmy dopuszczać porad, jak uniknąć gwałtu. Porada, jak go uniknąć jest bowiem jedna: nie gwałć.
Na to, że jest jak jest, nie pomoże więzienie kobiet we własnych domach i wychowywanie ich w atmosferze poczucia zagrożenia. Pomoże jednak przypominanie wszystkim, że sam popęd seksualny nie oznacza, że musimy mu ulegać wbrew woli drugiej strony – inne czynności fizjologiczne jakoś mamy pod kontrolą, prawda?
zapożyczone z Kącika Kiciputka (http://kiciputek.blogspot.com/2013/11/victim-blaming-po-polsku.html)
Powtórzę swoją wyliczankę z notki “Oczy ofiary“:
Kobieta w każdej chwili może powiedzieć “nie”. Jej “nie” znaczy “nie”. Nie daj sobie wmówić, że znaczy coś innego. Ludzie, którzy nie traktują poważnie czyjegoś “nie” kończą w brunatnych mundurach.
Jeśli ma krótką spódniczkę, to chce ładnie wyglądać, a nie być przeleciana.
Jeśli ma wielki dekolt, to lubi swoje ciało, a nie seks wbrew swojej woli.
Jeśli pije na imprezie, to chce się rozluźnić, a nie ściągnąć majtki.
Jeśli się z tobą całuje, to chce się całować w usta.
Jeśli ma opinię osoby, która chętnie sypia z innymi, to nadal nie oznacza, że jesteś na jej liście.
Jeśli się upiła i śpi, to woli odespać niż dostać otarć w miejscach intymnych.
Jestem wściekła, że powtarzamy tę dyskusję, że zawsze po “nie winię ofiar gwałtu” jest jakieś “ALE”. Przeświadczenie, że każda opinia jest cenna – jest przereklamowane. Większość opinii o gwałtach, jakie czytam na facebooku czy blogach to drętwe pierdolenie o prawdzie leżącej pośrodku bez śladu choćby próby poznania zjawiska, sięgnięcia po statystyki policyjne czy teksty na stronie Niebieskiej Linii. Bez śladu pojęcia, że żadne inne przestępstwo nie jest tak obudowane kulturową chęcią obwinienia ofiary o to, co się stało i bez żadnej refleksji, że dotyka najbardziej intymnej strefy życia.
Mam zatem taką propozycję: jeśli ktoś zamierza sformułować opinię o ofiarach z dodaniem “ALE”, niech zastanowi się, kogo interesuje ta opinia – bo nas, osoby zajmujące się od długiego czasu profilaktyką przemocy seksualnej zupełnie nie. NIKT WAS NIE PYTA O ZDANIE. Wynoście się z nim z przestrzeni publicznej na dobre.
Źródło: http://szprotestuje.wordpress.com/2013/11/03/seksuolog-prowokuje-wymioty/
W dzisiejszej Gazecie wyborczej wywiad Doroty Wodeckiej z prof. Ingą Iwasiów pod tytułem „Sukienka dla feministki”.
Zapytana o to czy jest silną kobietą Inga Iwasiów stwierdza jednoznacznie, że tak. Mówi o sobie, że jest perfekcjonistką, nawet perfekcyjnie popada w uzależnienia, te od ludzi, ale te od używek również. Tak jak poddała się kiedyś nałogowi alkoholowemu, tak i sama z niego wyszła, bez terapii. „Ten balans między utratą i odzyskaniem kontroli uważam za swoją największą porażkę” – stwierdza. Porażka polega na tym, że zostało w niej zbyt dużo melancholii i smutku.
Wciąż dokłada sobie nowych obowiązków, podejmuje nowe wyzwania. Nie znosi w sobie słabości, szczególnie tych fizycznych. Nie okazuje słabości, kojarzonej z kobiecością, choć jest osobą empatyczną. Są kobiety, które wycofują się, ustępują lub stosują gry, strategie, na „zgrabne nogi”, na bolącą głowę i to też może przynosić zamierzone efekty.
Zdaniem pani profesor kobiety wykształcone bywają ośmieszane przez mężczyzn, wmawiane mają braki intelektualne lub nadmierną emocjonalność. Sama tego doświadczała.
Zapytana o strach jaki wywołuje obecnie w Polce gender Inga Iwasiów stwierdziła, że przeciwnicy „ideologii gender” w sumie słusznie się jej obawiają, ponieważ zdają sobie sprawę, że ulega zachwianiu odwieczny porządek silnego patriarchatu. Kościół katolicki broni się w sposób szczególny przed kobietami, które niejako wypowiadają „pokorną służbę”.
W usunięciu swojej osoby z kapituły nagrody literackiej Gryfia Inga Iwasiów widzi częściowo podłoże genderowe, ale też fakt, że będąc ekspertką w swojej dziedzinie wchodziła w rolę zarezerwowaną dla mężczyzn.
Wychowywała swoich synów intuicyjnie, nie wg. obowiązujących wówczas podręczników. Byli przy niej i w dobrych i w tych trudniejszych chwilach. „Dzieci nie powinny być trzymane w pokoju dziecinnym, tylko blisko rodziców” – uważa.
Nie przebiera się w wieczorowe kreacje, ponieważ ma „skłonność do dekonstrukcji stereotypów oraz głębokie poczucie braku znaczenia wyszukanych form”. Pilnuje kodów kulturowych, by w sytuacjach dla siebie ważnych strojem nie musieć zwiększać swojego wysiłku, „by być usłyszaną”. Ma świadomość, że kultura masowa jej w tym nie pomaga.
Inga Iwasiów wspomina też ojca, ojca, który przed wyjściem do pracy „zdążył odkurzyć dywan i w ciągu godziny już nie żył”. „Nagle pole rodziny , pole bliskości pustynnieje, zostajemy z amputowaną częścią naszej tożsamości.” Stała się w wieku 50 lat osobą nieodwracalnie dorosłą, bez zaplecza. Przewartościowało jej się wszystko. Doznała „silnego dotknięcia śmiertelności”.
To tyle nasze streszczenie, bez próby interpretacji, by zaburzyć jak najmniej wypowiedzi pani profesor.
Zachęcamy do lektury całości
GW, 2-3 listopada 2013, str. 24 – 25.
Agata Bielik – Robson postanowiła wyjść z szafy, jak to uczyniło w ostatnich miesiącach wielu dorosłych już dziś ofiar księży.
Ciężko jest czytać o samotności małej dziewczynki w świecie dorosłych, dziewczynki, która najpierw odczuwa, że zachowania księdza nie są dla niej dobre,choć od razu, już po pierwszym kontakcie, włączył jej się mechanizm samoobwiniania. Po drugim i następnych tym podobnych sytuacjach mała Agata wiedziała już, że zachowania księdza wykraczają poza to, co mogłoby wydawać się jej prawidłowe. Ale milczy, czuje wstyd, zażenowanie, zostaje z problemem sama. Nie informuje o niczym rodziców, z obawy, z przeświadczenia, że nie zostanie zrozumiana. Kiedy zbiera się na odwagę i próbuje przekazać sprawę najbliższej sobie wówczas osobie – niani – już na wstępie posądzona zostaje o zmyślania. Zostaje więc ze swoją tajemnicą sama. A gdy dorośleje, dziwnym trafem, ma poważne zahamowania, seks nie kojarzy jej się z czystą przyjemnością i doznawaniem.
Ofiary lepkich rąk noszą swój ciężar przez całe życie. Zazwyczaj nie otrzymywały pomocy w czasie, gdy dochodziło do tych „zdarzeń”, żyły w poczuciu, grzechu, winy, z odczuwaniem obrzydzenia, pamięcią złego dotyku. Wchodzą w dorosłość wypłoszone, zamknięte w sobie, nieufne.
Są wśród nas!
Polecamy cały tekst!
Źródło: http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20131102/molestowanie-nasze-powszednie










