Fundacja Strefa Kobiet

Autor: strefakobiet.org Strona 57 z 67

TO JUŻ JUTRO! PRZYPOMINAMY!

 

Codziennik Feministyczny nawołuje na Fb do wzięcia udziału w akcji: Przyjdź jutro pod Sejm i zaprotestuj przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej! Razem jesteśmy silniejsze!

Popieramy i choć tylko wirtualnie, ale będziemy tam z Wami!

 

Źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=245232698957519&set=a.208229165991206.1073741839.208010309346425&type=1&theater

 

Zakaz aborcji z powodów genetycznych to nowy totalitaryzm-W. Nowicka

 

Kolejny obywatelski projekt zaostrzenia obwiązującej ustawy antyaborcyjnej w sejmie. Tym razem chce się zakazać aborcji z powodu ciężkiego i nieodwracalnego upośledzeniu płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Wanda Nowicka powiedziała portalowi Onet, że to nowa forma totalitaryzmu i trudno się z nią nie zgodzić. Jak można kazać urodzić płód, który nie ma mózgu albo wiadomo, że będzie umierał po narodzinach w strasznych męczarniach i nie przeżyje nawet kilku dób?

Więcej na: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/wanda-nowicka-zakaz-aborcji-z-powodow-genetycznych-to-nowy-totalitaryzm/l0fn3

Czy doba pracującej matki to „Dzień świstaka”?

 

Polecamy artykuł oparty na badaniach brytyjskich, dotyczących sytuacji kobiet na macierzyńskim. Próbowano dociec jak wygląda dzień niepracującej matki. Okazało się, że wiele z nich skarży się na rutynę wykonywanych zajęć.

Co na to matki pracujące? O tym wszystkim w artykule pod adresem:  http://www.edziecko.pl/nakrecone_matki/1,132868,13276415,Doba_niepracujacej_matki___czy_przypomina__Dzien_swistaka__.html#BoxLSTxt

Na zachętę cytat: „Słuchając opowieści moich pracujących i niepracujących koleżanek, często myślę, że znalezienie złotego środka jest bardzo trudne. Niewiele z nas, matek, może szczerze powiedzieć, że za czymś nie tęskni, że wybierając jedną z opcji: dom lub praca, nie traci czegoś cennego. Warto wyciskać z dnia jak najwięcej, bez względu na to, czy spędzamy większość czasu przy biurku, czy na placu zabaw… „Urozmaicenie planu to mój sposób na rutynę” – mówi Agnieszka, a ja przygarniam te słowa, dzisiaj po pracy będę z dziećmi rysować laurki i grać w memo, zamiast standardowego „kolacja-kąpiel-czytanie-sen”.

Rodzina! i to w dodatku z wyboru!

Bardzo nas to cieszy, że możemy Wam zaprezentować okładkę najnowszego numeru „Repliki” (nr 45). A na niej – polska tęczowa rodzina – czteromiesięczny Mateusz i trójka jego rodziców – Marta Abramowicz, Anna Strzałkowska i Lech Uliasz.
Marta i Ania zakochały się w sobie 4 lata temu. Mieszkają w Gdańsku, związek partnerski zawarły w Wielkiej Brytanii. Lech, tata Mateusza, jest ich przyjacielem.
O swojej rodzinie, o narodzinach i wychowaniu Mateusza opowiadają w wywiadzie Marty Konarzewskiej.
Lech: „Mam o 5 lat starszego brata, wszyscy w rodzinie czekali na jego ojcostwo, a tu nagle ja, gej, oświadczam: będę tatą!”
Ania: „Przyjaciel powiedział mi: przecież Ty będziesz świetną matką. I nagle oświeciło mnie, że tak, że mogę. Kiedy spotkałam Martę, wszystko się ułożyło”
Marta: „W Kampanii Przeciw Homofobii nauczyłam się, że rzeczy niemożliwe są w zasięgu ręki. Trzeba tylko zadziałać. (…) Tylko z Leszkiem mogłyśmy się tak dopasować, by zdecydować się na dziecko.”

Cały wywiad z Martą, Anią i Leszkiem oraz moc innych atrakcji – do przeczytania w najnowszej „Replice”. Najnowszy numer dostępny w prenumeracie i w najlepszych klubach LGBT-friendly już od najbliższej środy, 25 września!

Spotkanie promocyjne numeru – debata z udziałem Leszka Uliasza – odbędzie się w warszawskiej Bastylii 3 października (czwartek) o godz. 20.00.

 

Zachęcamy do lektury!

Jednak coś się zmienia, powoli, to powoli, ale jednak do przodu!

Tresowanie stanikiem

Beata Kozak

Kilkunastoletnia córka znajomej z zapałem zaczęła naukę i treningi w szkole sportowej. Szkoła była fajna, koleżanki i koledzy też, pani od WF-u – wymagająca, ale spoko i na luzie. Dziewczynka trenowała z przyjemnością, aż tu któregoś dnia fajna pani od WF-u wzywa ją do siebie i nakazuje surowo, że pod koszulką należy nosić stanik. „Dlaczego?” – zdziwiła się dziewczynka, która nie cierpi stanika. „Bo rozpraszasz chłopców”. Ponieważ nastolatka wychowała się w rodzinie nastawionej krytycznie do standardów kobiecości i męskości, odpowiedziała, że to przecież problem chłopców, a nie jej. Tu jednak skończyła się gotowość nauczycielki do rozmowy: „Żartujesz sobie? Na następne zajęcia ubierz stanik”.

Mama nastolatki, feministka, kobieta otwarta i aktywna, opisała tę sytuację na swoim profilu na Facebooku, podsumowując: „Córka, rzecz jasna, jest wściekła. Pyta mnie, dlaczego chłopcy mogą chodzić półnadzy i nikt im nie zwraca uwagi, a jej się bez pardonu pod koszulkę zagląda i komentuje, co ma na sobie”. Swoją drogą, dziewczyna ma charakterną, inteligentną, rezolutną córkę – pogratulować. Mama nastolatki zdecydowała się zaopatrzyć ją w stanik, tłumacząc, że to kwestia kompromisu: „Niech się koncentruje na ćwiczeniach, a skoro brak stanika miałby w jakiś sposób przeszkadzać jej w spokojnym i prawidłowym ćwiczeniu, to niech go założy”.

Kompromis jest cieniutkimi nićmi szyty, bo przecież to nie dziewczynce przeszkadza w ćwiczeniach brak stanika, lecz jej otoczeniu: nauczycielce od WF-u i chłopcom. Nauczycielka kosztem samopoczucia dziewczynki dba o chłopców, zwracając uwagę na ich reakcje, a dziewczynkę ustawiając w zależności od zachowania chłopców tak, jak jej samej (nauczycielce) jest wygodnie. Chłopcy natomiast dostają wyraźny sygnał: tu się wokół nas chodzi na palcach i ustawia wszystko pod nas. Liczą się z nami. Jesteśmy ważni. Nauczycielka zauważyła, że gapimy się na piersi tej dziewczyny – i na drugi dzień dziewczyna musi ćwiczyć w staniku. Wow, to znaczy, że mamy władzę! Może pogapimy się jutro na legginsy baby od WF-u, a na drugi dzień ona przyjdzie na trening w luźnych spodniach od dresu? Ciekawe, czy jak będziemy wytykać palcami fryzurę dziewczyn ze starszej klasy albo rechotać z butów dyrektora szkoły, to dziewczyny zaraz będą musiały założyć chustę na włosy albo się zgolić na łyso, a dyrektor zacznie chodzić w trampkach? Chodźcie spróbujemy, jak daleko sięga nasza władza, bo jak na razie, to widać, że całkiem dużo możemy. W końcu jesteśmy chłopakami, no nie?

Jaki przekaz od systemu dostała dziewczynka? Pokazano jej, że jej zdanie, samopoczucie i ona sama – mają mniejszą wartość niż cudze zdanie i cudze samopoczucie. Że rządzą chłopcy i trzeba się do nich szybko dostosować, zamiast zastanowić się nad sporną kwestią. Że jest przedmiotem oglądu i że męskie spojrzenie ma nad nią władzę. Gdyby chłopcy nie gapili się na jej piersi, mogłaby nadal trenować tak, jak jest jej wygodnie. Ale niestety, chłopcy się gapili, więc dziewczynka musi ponieść konsekwencje ich spojrzenia. Bo przecież to niemożliwe, żeby nauczycielka powiedziała chłopcom: ej panowie, macie porządnie ćwiczyć, a nie gapić się dziewczynom na piersi, zrozumiano jeden z drugim? Może dziewczynce ta sytuacja skojarzy się kiedyś z Afganistanem czy innym islamskim krajem, w którym kobiety muszą zakrywać całe swoje ciało, żeby nie narażać mężczyzn na grzeszne pożądanie.

Trudno nie połączyć tej sytuacji z podejściem, zgodnie z którym to kobieta/ dziewczyna jest odpowiedzialna za wszystko, co się jej przydarzy, szczególnie oczywiście za wszelkiego rodzaju napaści, agresję, molestowanie, nie mówiąc już o gwałcie. Taki właśnie komunikat dostała nastolatka, która nie chciała ćwiczyć na WF-ie w staniku: gdyby coś ci się stało, to będzie twoja wina. Jednocześnie trudno się dziwić jej mamie, która ustąpienie pod presją nauczycielki przedstawiła córce jako kompromis. Swoim znajomym, którzy w większości krytykowali (!) jej i jej córki wkurzenie, tłumaczyła: „Mój i jej światopogląd mogę sobie wsadzić gdzieś, jeśli chodzi o bezpieczeństwo mojego dziecka. Mam nadzieję, że dzięki temu kompromisowi nic jej się nie stanie, a to co ją może spotkać, to głupie i wulgarne przycinki, których i tak, jeśli mogłabym, chciałabym jej oszczędzić”. Tego rodzaju „kompromisy” zawierają z zaciśniętymi zębami rodzice, którzy posyłają swoje dzieci na religię i do komunii, bo obawiają się wytykania ich palcami, albo ludzie, którzy biorą kościelny ślub, żeby rodzina była zadowolona, chociaż sami od dawna nie pamiętają, jak wygląda kościół od środka. Najczęściej kierujemy się przy takich wyborach zasadą mniejszego zła lub tzw. świętego spokoju. Decydujemy, że ważniejsze jest dla nas uchronienie dzieciaka przed głupimi komentarzami i ostracyzmem niż obstawanie przy swojej, a czasem także i jego/jej, słusznej racji i logice. I rozsądnie, i smutno. „Wściekam się, bo o wolności, o seksualności tyle już powiedziano, tyle napisano, a dalej jesteśmy w lesie. Moja córka nie dość, że jest udręczona, bo musi nosić wstrętny plastikowy gorset, to również, jakby przymusów było mało, musi nałożyć na siebie uprząż ze stereotypów” – napisała jej mama.

Do tego te komentarze, których autorki (autorki!) piszą: „Chłopcy są wzrokowcy i nie ma na to rady” lub zarzucają mamie nastolatki egoistyczne (!) podejście do sprawy („Nie powinnaś myśleć tylko o swojej córce”). Nie obyło się także bez głupawego patriarchalnego mędrkowania: „Istotna jest tutaj jedna rzecz: z jakiego materiału zrobiona jest koszulka ćwiczącej”. Na litość boską, czy naprawdę można się spodziewać, że nastolatka trenuje na WF-ie w koszulce przezroczystej lub utkanej z koronki? Jest to tak samo istotne, jak długość spódnicy zgwałconej kobiety i rozmiar jej dekoltu. Stary, wyświechtany schemat: gapią się jej na piersi, więc pewnie przyciągała umyślnie ich spojrzenia. Sama sobie winna, bo przecież kobieta/dziewczyna zawsze jest winna. Podobnie jak: zgwałcili ją – pewnie ich sprowokowała. Okradli? Pewnie zostawiła otwarte drzwi do mieszkania. Zamordowali? Pewnie było za co.

Ciekawe, jak zareagowałaby nauczycielka WF-u, gdyby bystra nastolatka przyszła do niej – oczywiście w staniku, najlepiej pancernym – z uwagą, że bardzo ją rozpraszają zbyt obcisłe spodenki gimnastyczne chłopców, szczególnie Jacka, Krzyśka i Maćka. A najbardziej Sebastiana. Że raz omal nie spadła z drążka, kiedy zobaczyła, jak bardzo te spodenki są obcisłe. Innym razem z kolei była rozkojarzona i chciało jej się śmiać, a powinna była przecież skupić się na ćwiczeniach, prawda? Więc niech pani coś z tym zrobi.

Źródło: http://pismozadra.pl/felietony/beata-kozak/645-tresowanie-stanikiem

 

One tego nie chcą, czyli kobiety w teledyskach

 

Wiem, że tego chcesz – śpiewa Robin Thicke do ucha roznegliżowanej modelce w teledysku do piosenki Blurred Lines. Długo nie czekał na damską ripostę. Studentki prawa z Nowej Zelandii nagrały parodię, w której role się odwracają. To faceci w samych bokserkach pląsają infantylnie w rytm Defined Lines. Autorki klipu zarzucają piosenkarzowi szowinizm i seksizm.

kobieta w teledyskach

Nie one jedyne. Na Youtube znaleźć można co najmniej kilkanaście mniej lub bardziej udanych parodii tej piosenki. Przynajmniej połowa z nich nawiązuje w warstwie tekstowej bądź wizualnej do kwestii feministycznych. O pastiszach rozpisywały się już media na całym świecie, a ilość wyświetleń najpopularniejszych liczy się już w milionach.

Co jest nie tak z Blurred Lines i jak udało się trójce studentek wywołać dyskusję na skalę globalną nad wizerunkiem kobiet w teledyskach?

Niewyraźna czerwona linia

Blurred Lines to jeden z typów na hit mijającego już lata. Piosenka była jednym z najlepiej sprzedających się singli w USA i Wielkiej Brytanii, a w chwili publikacji artykułu teledysk wyświetlono na Youtube blisko 169 mln. razy.

https://www.youtube.com/watch?v=mXOBOmsO2P4

Prosta melodia utrzymana w klimacie R&B, trzy gwiazdy – Robin Thicke, Pharrell Williams, T.I. i dużo seksu w tekście. Nie mniej w teledysku – trzy topowe modelki (w tym Emily Ratajkowski), ich nagość i w założeniu autorów ponętne pozy. Nie tylko od nadmiaru hashtagów mogło się zakręcić w głowie.

Pierwszy teledysk do piosenki przedstawiał trio modelek topless w samych stringach. Nie dziwi fakt, że został zablokowany przez administrację portalu YouTube. Został zaakceptowany przez serwis dopiero po ubraniu występujących w nim dziewczyn w bardziej zabudowaną bieliznę. Fala krytyki jednak nie ustawała.

Przez cały utwór pada tekst „Wiem, że tego chcesz” – dokładnie tak krzyczał do mnie mężczyzna, który próbował mnie zgwałcić. Robin, wielkie dzięki za to, że uczyniłeś ten zwrot popularnym i na czasie… – gorzko ironizowała blogerka Becca Knowlton.

Wierzę, że utwory i teledyski takie jak Blurred Lines, choć powstają w dobrej wierze i z założenia mają być lekkie, łatwe i przyjemne, tak naprawdę podsycają kulturę wykorzystywania seksualnego oraz przemocy, które istnieją w naszym społeczeństwie w sposób bardziej otwarty niż kiedykolwiek – napisała blogerka Liz Terry.

Robin Thicke odniósł się do krytyki w dość osobliwy sposób. Chcieliśmy zawrzeć w tym teledysku wszystko, co jest tematem tabu. Zoofilia, narkotyki i wszystko, co jest całkowicie obraźliwe w stosunku do kobiet. Dlaczego? Bo wszyscy jesteśmy szczęśliwymi mężami, mamy wspaniałe żony i dlatego jesteśmy idealnymi facetami, by naśmiewać się z takich tematów. Czy Blurred Lines jest poniżające dla kobiet? Oczywiście, że jest. Jaka to przyjemność degradować kobiety? Nigdy tego wcześniej nie robiłem i nigdy nie zrobię. Zawsze miałem ogromny szacunek do płci pięknej – piosenkarz próbował się wytłumaczyć z teledysku.

Jeżeli szanujemy kobiety, to możemy je obrażać, to zdanie chyba najlepiej oddaje to naprawdę zasmucające oświadczenie – napisała Elizabeth Plankin na łamach Independent.

Defined Lines

Przez portale informacyjne i blogi przetoczyła się fala krytyki, natomiast na YouTube triumfy zaczęły święcić parodie teledysku.

Jedną z nich jest Defined Lines, nagrany przez grupę studentek z Nowej Zelandii o nazwie Law Revue Girls. W ich wersji to skąpo odziani mężczyźni stanowili tło akcji, a zdaniem wielu pełen szowinistycznych treści tekst autorki zamieniły na wymierzony w przemysł muzyczny protest song.

Przesłanie teledysku jest tylko tym, co myślimy o konieczności równego traktowania kobiet. Staramy się zareagować na kulturę uprzedmiatawiania kobiet w teledyskach – tłumaczyła Olivia Lubbock, jedna z autorek przedsięwzięcia.

Sukces parodii, która szybko stała się viralem i była szeroko komentowana w mediach zaskoczył same twórczynie.Nigdy nie spodziewałyśmy się, że to urośnie do takich rozmiarów – powiedziała Lubbock. Dziewczyny zakładały, że skończy się na góra 10 tys. wyświetleń, uzyskanych głównie dzięki ciekowości przyjaciół i rodziny. Szybko jednak liczba odtworzeń urosła do 2 milionów.

Co ciekawe, ich parodia również została początkowo zablokowana na serwisie YouTube. Administracja sklasyfikowała wideo jako zawierające niewłaściwe treści seksualne. Dzięki staraniom aktywistek teledysk wrócił na portal. Lubbock nazwała usunięcie parodii przejawem funkcjonowania podwójnych standardów. Defined Lines choćby w połowie nie jest tak seksualne jak nawet ocenzurowana wersja klipu do Blurred Lines.

Walory edukacyjne

Sławomira Walczewska z Fundacji Kobiecej eFKa zdecydowanie zgadza się z zarzutami, które padają w stronę Blurred Lines. Ten teledysk jest świetnym przypadkiem patriarchalnej – protekcjonalnej, poniżającej, dyskryminującej, instrumentalizującej – relacji męsko-damskiej, tak powszechnej, że aż przezroczystej – nie szczędzi krytyki.

Aktywistka popiera akcję młodych feministek z Nowej Zelandii. Metoda odwrócenia ról, pokazania tej samej relacji z drugiej strony zazwyczaj otwiera oczy na brak symetrii w tej relacji. Odwracając konwencje dotyczące płci tłumaczą wprost, czym jest dyskryminacja kobiet – tłumaczy. Deklaruje również, że z parodii teledysku będzie od tej pory korzystać na warsztatach dotyczących uwrażliwiania na dyskryminację płci.

Jak zareagowałaby na ewentualne zarzuty, że parodie uprzedmiatawiają mężczyzn? Tak, parodie pokazują to samo, uprzedmiotowienie, ale ich cel jest wyraźnie edukacyjny. Parodie są reakcją i odpowiedzią na seksistowski teledysk – odpowiada Walczewska.

Marcin Świejkowski

Źródło: http://www.kampaniespoleczne.pl/kontrowersje,6115,one_tego_nie_chca_czyli_kobiety_w_teledyskach

Media bez świeckości

Tekst Anny Dryjańskiej na temat Marszu Świeckości, który odbył się wczoraj w Krakowie. Zadziwiające ja mało wzmianek na ten temat było w mainstreamowych mediach, co biorąc pod uwagę przemawiających na marszu, m.in. Joannę Senyszyn czy Wandę Nowicką, jest bardzo nieprawdopodobne.
Wygląda na to, że świeckość państwa w tym roku to temat mało medialny i… wygodny.
 
Cyt.: „Wydawałoby się, że w państwie, w którym dopiero buduje się społeczeństwo obywatelskie, wszelkie formy masowych działań w sferze publicznej zasługują na odnotowanie. Forma tego odnotowania to odrębna kwestia. Tymczasem okazuje się, że media głównego nurtu nabrały wody w usta i nie informują o tym, co dzieje się w Krakowie. Tak w sobotę wieczorem wyglądały wyniki wyszukiwania w Google dla Marszu Świeckości:

Google.pl

W wynikach nie ma ogólnokrajowej ani krakowskiej Gazety.pl, TVN24.pl, TokFm.pl czy Onet.pl. Redakcje milczą o Marszu Świeckości, ale za to informują o tym jak wyglądał Kraków na widokówkach z początku XX wieku (news Gazeta.pl), wypadku drogowym (TVN24.pl), fotoradarach (TokFm.pl) czy tegorocznych zbiorach miodu lipowego (Onet.pl). Więcej na: http://annadryjanska.natemat.pl/75637,media-bez-swieckosci

**
Dziś, w niedzielę 22 IX, ilość informacji nt. Marszu Świeckości w Internecie nie zwiększyła się. Sprawdziłyśmy – głucha cisza! Więcej wpisów poświęcono wczorajszemu meczowi piłki nożnej Crakovia Kraków – Wisła Kraków!!!
[SSK]

„Stworzenia sceniczne”

stworzenia sceniczne

 

„Stworzenia sceniczne” w szczecińskim Teatrze Lalek „Pleciuga” zapewniły nam dzisiejszego wieczoru sporo refleksji nad losem kobiet, tym głębsze, bo ze świadomością, że od XVII wieku niewiele się właściwie zmieniło w tym temacie.

Coś, co przez chwilę bawi podczas spektaklu, np. gesty sceniczne zgodne z układem wskazówek na tarczy zegara, za chwilę uzmysławia, jak łatwo można wysterować, wytrenować niemalże, osobę podległą czy w desperacji walczącą o osiągnięcie wyższego statusu życiowego. Kukły w rękach aktorek, bliźniaczo do nich podobne, wzmacniają poczucie zewnątrzsterowności postaci. Widz nie ma złudzeń: za sznurki pociągają w rzeczywistości mężczyźni, posiadający od pokoleń władzę i pieniądze.

Po to by osiągnąć nawet minimalny sukces czy zwyczajnie polepszyć sobie los kobiety zabiegają o względy mężczyzn, płacąc nawet własnym ciałem… Przez chwilę mają poczucie wyjątkowości, co nie trwa długo, bo po tym zaraz doznają wykorzystania, zdrady, osamotnienia… Niektóre z nich bronią się przed szkalowaniem, poniżaniem, popadają w biedę, załamują się, przegrywają życie.

Te, którym uda się przetrwać, odsuwają na bok różnice, jakie je dzielą: wiek, status społeczny, doświadczenie, i próbują współdziałać ze sobą. Ale życie każdej z nich plecie się według innych scenariuszy, więc i zawarte między nimi związki siostrzane nie zawsze wytrzymują presję zdarzeń i czasu.

Pięć brawurowo zagranych postaci, właściwie bez tej jedynej najważniejszej, każda ma swój moment, swoją historię…

>Stworzenia sceniczne< przemówiły i to własnymi głosami, wtedy, kilka wieków temu, po raz pierwszy z desek teatrów… Mówią do dziś, krok po kroku coraz odważniej i głośniej!

Polecamy gorąco!

[SSK]

Kolejna batalia o aborcję, tekst I. Desperak

 

Kolejny świetny tekst na temat aborcji w Polsce. tym razem Iza Desperak analizuje sytuację w Polsce,którą porównuje do Irlandii. I słusznie. Mam tylko nadzieję, że nie dojdzie do sytuacji takiej jak w Irlandii, która dopiero po śmierci młodej dziewczyny złagodziła swoją ustawę aborcyjną.

Więcej pod adresem:  http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20130921/desperak-zmuszone-do-szczescia

Cyt: „Czy można kogoś zmuszać, żeby podjął się opieki nad dzieckiem do końca swojego życia, tracąc środki na utrzymanie i w zasadzie bez żadnego wsparcia z zewnątrz? Zwłaszcza że częściej to matka zostaje z chorym dzieckiem sama, nie mogąc liczyć ani na współdzielenie opieki, ani wydatków.

Jaką propozycję „obrońcy życia” mają dla dzieci urodzonych z ciężkimi wadami? Jakie mają propozycje dla kobiet i rodzin przechodzących traumę utraty ciąży? Czy można nazywać obrońcami życia osoby, które nie oferują żadnego wsparcia dla dzieci ciężko upośledzonych, które się już urodziły, oraz ich rodzin? Prawo do pochówku i modlitwa nie wystarczą, bo ustawa obejmie także niewierzących. Jak dotąd NFZ nie refunduje kompleksowej opieki terapeutycznej rodzinom, które oczekiwane dziecko straciły.”

Polecamy lekturze cały artykuł.

 

Felieton A. Graff, „Życie” w natarciu

 

Agnieszka Graff po raz kolejny trafnie o aborcji i mechanizmach działania tzw. prolajfersów i ich groźnych dla wolności milionów kobiet taktyce. Fundamentaliści chcą nam zamknąć drogę do decydowania o naszym ciele i życiu, drogę, która i tak jest już wąska i bardzo trudna. Już teraz lekarze boją się przeprowadzać badania prenatalne i podawać wyniki kobietom, straszą komisjami. Droga do przeprowadzenia legalnej aborcji to droga przez mękę.
Cyt: „Piszmy zatem i my listy do posłów. Może nawet warto zadzwonić? Szkoleń po naszej stronie raczej nie będzie, bo organizacje walczące o sprawiedliwość i prawa człowieka mają ograniczone budżety, ale mam kilka pomysłów na podtrzymanie konwersacji. Czy poseł wie, ile wynosi zasiłek pielęgnacyjny? (153 zł). A może porozmawiamy o świadczeniu pielęgnacyjnym dla opiekunów, którzy zrezygnowali z zatrudnienia? (620 zł). Kolejny temat to renta socjalna dla osób dorosłych niepełnosprawnych od urodzenia lub dzieciństwa (600 zł). Czy poseł próbował żyć za takie pieniądze? Czy wie, jakie są realne koszty terapii i opieki? Niedawno zlikwidowano świadczenia dla opiekunów dorosłych osób niepełnosprawnych, w rodzinach gdzie dochód na członka rodziny przekroczy 623 zł – czy poseł ma dla nich jakieś rady? Jeśli rozmowa się rozkręci, możemy jeszcze spytać, czy poseł słyszał, że ogromna większość rodzin niepełnosprawnych dzieci to samotne matki, bo ojcowie, jak to się ładnie mówi „nie wytrzymują ciśnienia”? Doprawdy, jest o czym rozmawiać.”
Polecamy cały tekst.

Strona 57 z 67

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén