Fundacja Strefa Kobiet

Tag: feminizm Strona 2 z 3

Sukienka dla feministki

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

W dzisiejszej Gazecie wyborczej wywiad Doroty Wodeckiej z prof. Ingą Iwasiów pod tytułem „Sukienka dla feministki”.

Zapytana o to czy jest silną kobietą Inga Iwasiów stwierdza jednoznacznie, że tak. Mówi o sobie, że jest perfekcjonistką, nawet perfekcyjnie popada w uzależnienia, te od ludzi, ale te od używek również. Tak jak poddała się kiedyś nałogowi alkoholowemu, tak i sama z niego wyszła, bez terapii. „Ten balans między utratą i odzyskaniem kontroli uważam za swoją największą porażkę” – stwierdza. Porażka polega na tym, że zostało w niej zbyt dużo melancholii i smutku.

Wciąż dokłada sobie nowych obowiązków, podejmuje nowe wyzwania. Nie znosi w sobie słabości, szczególnie tych fizycznych. Nie okazuje słabości, kojarzonej z kobiecością, choć jest osobą empatyczną. Są kobiety, które wycofują się, ustępują lub stosują gry, strategie, na „zgrabne nogi”, na bolącą głowę i to też może przynosić zamierzone efekty.

Zdaniem pani profesor kobiety wykształcone bywają ośmieszane przez mężczyzn, wmawiane mają braki intelektualne lub nadmierną emocjonalność. Sama tego doświadczała.

Zapytana o strach jaki wywołuje obecnie w Polce gender Inga Iwasiów stwierdziła, że przeciwnicy „ideologii gender” w sumie słusznie się jej obawiają, ponieważ zdają sobie sprawę, że ulega zachwianiu odwieczny porządek silnego patriarchatu. Kościół katolicki broni się w sposób szczególny przed kobietami, które niejako wypowiadają „pokorną służbę”.

W usunięciu swojej osoby z kapituły nagrody literackiej Gryfia Inga Iwasiów widzi częściowo podłoże genderowe, ale też fakt, że będąc ekspertką w swojej dziedzinie wchodziła w rolę zarezerwowaną dla mężczyzn.

Wychowywała swoich synów intuicyjnie, nie wg. obowiązujących wówczas podręczników. Byli przy niej i w dobrych i w tych trudniejszych chwilach. „Dzieci nie powinny być trzymane w pokoju dziecinnym, tylko blisko rodziców” – uważa.

Nie przebiera się w wieczorowe kreacje, ponieważ ma „skłonność do dekonstrukcji stereotypów oraz głębokie poczucie braku znaczenia wyszukanych form”. Pilnuje kodów kulturowych, by w sytuacjach dla siebie ważnych strojem nie musieć zwiększać swojego wysiłku, „by być usłyszaną”. Ma świadomość, że kultura masowa jej w tym nie pomaga.

Inga Iwasiów wspomina też ojca, ojca, który przed wyjściem do pracy „zdążył odkurzyć dywan i w ciągu godziny już nie żył”. „Nagle pole rodziny , pole bliskości pustynnieje, zostajemy z amputowaną częścią naszej tożsamości.” Stała się w wieku 50 lat osobą nieodwracalnie dorosłą, bez zaplecza. Przewartościowało jej się wszystko. Doznała „silnego dotknięcia śmiertelności”.

 

To tyle nasze streszczenie, bez próby interpretacji, by zaburzyć jak najmniej wypowiedzi pani profesor.

Zachęcamy do lektury całości

GW, 2-3 listopada 2013, str. 24 – 25.

O końcu posłuszeństwa – rozmowa prof. Moniką Płatek

 

„Mama mówiła, że najważniejsze, co mam, to cnota. Nie rozumiałam, dlaczego ważniejsze od tego, co mam w głowie, jest to, co mam między nogami.” – wywiad z panią prof. Moniką Płatek.
O tym jak rodzi się świadomość, że prawo nie jest neutralne płciowo, o „rżniętych”, bo zbyt młodych, „bez poczucia własnej integralności” dziewczynach, o piętnastolatkach mogących uprawiać seks, zachodzących w ciążę, ale bez prawa do decydowania o sobie i dziecku, o zakazach, o brakach wyborów dla kobiet… i odrobina prywatności pani profesor również.
Gorąco polecamy!

„Jak człowiek dostanie porcję takiej dobrej miłości na początku, to potem bardzo dużo zniesie. On sobie później naprawdę poradzi.”

Źródło: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,14761263.html

Lady Facebook i jej lean in

 

Sheryl Sandberg prawa ręka Marka Zuckerberga  „w 2011 r. zarobiła ponad 30 mln dol., posiada ponad miliard w akcjach firmy. „Forbes” w rankingu najbardziej wpływowych kobiet świata klasyfikuje ją na szóstym miejscu.” Porównuje swoją pracę do małpiego gaju, gdzie trzeba nieraz zmieniać kierunku, drogi dojścia do celu, dopasowywać się, być elastyczną. Ważne, żeby się nie wycofywać, a przyjmować pozycję lean in, czyli nachylenie do przodu, po to by wychodzić z widowni i śmiało wkraczać na scenę.

O swojej książce Włącz się do gry. Kobiety, praca i chęć przywództwa, wydawnictwa Sonia Draga 2013 z cennymi wskazówkami dla kobiet Sheryl Sandberg.

Liza Marlund o kobietach i kryminałach

 

Czy feminizm może mieć się dobrze w powieści kryminalnej? Skoro przemoc wobec kobiet i w ogóle cała prawda o ich życiu była trudno przyswajalna przez konserwatywne społeczeństwo szwedzkie Liza postanowiła przemówić do niego językiem beletrystyki.

Rozmowa z Lizą Marlund, popularną szwedzką dziennikarką i pisarką, autorką serii kryminałów, piszącą o reporterce kryminalnej Annice Bengtzon, kobiecie z krwi i kości. O przedstawianiu w powieściach kryminalnych trudności, z jakimi borykają się kobiety w społeczeństwach w jakich żyją, w pracy zawodowej, o ich życiu prywatnym…

 

Maria Sveland i jej nowa książka „Zgorzkniała pizda”

 

Polecamy wywiad z Maria Sveland, szwedzką pisarką, której nowa książka „Zgorzkniała pizda” właśnie ukazała się w Polsce. Wywiad na temat książki, ale i również powodów dla których Maria Sveland walczy o równość w jednym z najbardziej równościowych krajów świata. Opowiada o swoich doświadczeniach i motywacjach:

Newsweek: Czy to nie jest egoizm w czystej postaci? Chce być pani matką, a z drugiej strony – pozostać wolna?

Maria Sveland: Ach, ileż razy słyszałam to pytanie. I równie wiele razy oskarżano mnie o to, że kocham siebie bardziej niż dzieci. Podobne rzeczy słyszą wszystkie kobiety, które odważą się wyznać, że rodzina nie jest w ich życiu jedyna i najważniejsza. Nigdy nie mówi się tak o mężczyznach.

W Szwecji jest wielu wspaniałych artystów, którzy są bardzo kiepskimi ojcami. Ingmar Bergman właściwie wcale nie zajmował się swoimi dziećmi i nikt nie oskarżał go o egoizm, za to o jego talentach mówiło się z ogromnym podziwem. Ale gdyby tak zachowywała się kobieta, pewnie by ją zlinczowano.

Nie, nie uważam, że jestem egoistką. A jeśli ktoś upiera się, by mnie tak nazywać, to najwyraźniej w wulgarny sposób próbuje zmusić mnie do poczucia winy za rzeczy, których nie powinnam się wstydzić.                         

Więcej na temat Marii Sveland znajdziecie pod adresem:

http://kultura.newsweek.pl/maria-sveland-zgorzkniala-pizda-rozmowa-z-autorka-newsweek-pl,artykuly,271377,1.html

Feministki – dlaczego nimi jesteśmy

 

Poniżej prezentujemy fragmenty rozważań Pani Ewy Oracz na temat feminizmu oraz postaw m.in kobiet z cylku” Nie jestem feministka, ale oczywiście jestem za równością”. Każdą z nas chyba spotkała sytuacja, w której tłumaczy innej kobiecie dlaczego jest fministką i które z jej poglądów o tym świadczą. Autorka artykułu sprawnie rozprawia się z wszelkimi „zabobonami feminizmu”.

„Czego wy się kobiety boicie? Tego, że stracicie w męskich oczach? Naprawdę interesują was tacy mężczyźni? Nie wiem skąd wziął się pogląd, że feministka to babochłop nienawidzący mężczyzn. Media? Pokazują sytuacje skrajne, medialne, czyli to co się dobrze sprzedaje i zwiększa oglądalność. Rzadko mówią o sprawach naprawdę istotnych, jeśli nie towarzyszy temu skandal. W mediach jest aborcja, parytet i relacje z manify. Dlaczego tak rzadko pojawia się w mediach informacja o postulacie feministek, by opłacać pracę domową kobiet? By zabezpieczyć je emeryturą? Tak, chodzi o te kobiety, którymi rzekomo feministki pogardzają. To dlaczego walczą o pieniądze dla nich? Dlaczego wciąż musimy tłumaczyć, że chodzi o wolny wybór i możliwość realizacji w każdej sferze życia? Dlaczego przy okazji rozmów na temat feminizmu pojawia się hasło „Kobiety na traktory”? Ktoś najwidoczniej nie odrobił lekcji z historii. I wiem, że choćbym sto razy napisała, że feministkom nie chodzi o to, żeby kobiety zostawiły dzieci i poszły do pracy, tylko o to, żeby same o tym decydowały, żeby nie narzucała tego tradycja, wychowanie i mąż, to i tak pojawi się wpis, że feminizm niszczy rodziny i zmusza kobiety do pracy. Jak grochem o ścianę.”

Więcej na stronie:http://www.kafeteria.pl/przykawie/obiekt.php?id_t=7560

Etykieta zastępcza

 

Pamiętacie etykiety zastępcze? Ja średnio, w końcu miałam wszystkiego 12 lat, gdy w telewizji nie było teleranka, a za to wystąpiła jedna okropna pani z loczkami i ogłosiła, że skończył się komunizm. W tym czasie bardziej mnie interesowały moje pierwsze miłości, jeżdżenie na rowerach z koleżankami z klasy i dość już kobiece ciało, wzbudzające niezdrową ciekawość tego czy owego wujaszka tudzież kuzyna.

Tematy, jakie poruszam na tym blogu – feminizm, przemoc domowa, prawa mniejszości – regularnie są nazywane “zastępczymi”. Jest to dla mnie kolejny przykład na to, że choćbyśmy nie wiem, jak zaklinali rzeczywistość i ogłaszali, że rewolucja jest wygrana – światem nadal rządzą bogaci, biali, heteroseksualni faceci, których w dużej mierze nie dotyczy dyskryminacja.

Mające skłonności do lekkiej mizandrii koleżanki mawiają niekiedy, że widać to po tematach, jakie zastępcze nie są: kolejne igrzyska (chłopcy lubią grać), tasowania w partiach (chłopcy lubią rywalizować), figle na giełdzie, architektoniczny kult cargo (postawimy wieżowiec i firma sama się sprowadzi) – działania polityczne i ekonomiczne służące w dużej mierze do utrzymania status quo, nie naprawy problemów, które w żaden sposób ich nie dotykają. Nierówność płac? Mniejsza emerytura? Pomoc ofiarom przemocy? Sfiksowały te baby.

Pierwszym krokiem do zrozumienia, w jak wielkim stopniu niezastępcze są to tematy, jest uświadomienie sobie uprzywilejowanej pozycji. Pisałam już kiedyś o tym: nigdy nie zwalczę do końca hipokryzji dyskutując o bezdomnych zza monitora drogiego laptopa, bo nie jestem w ich skórze. Jedyne, co mogę zrobić, to przypomnieć sobie okres, w którym nie było mi daleko do takiego stanu i uświadomić sobie, jak dużo miałam szczęścia, uzyskując wówczas wsparcie. Czasy niepewności ekonomicznej trochę pomagają w zrozumieniu tego wspólnotowego aspektu wydobywania się z dołka.

Tematy zastępcze są najbliżej życia, jak tylko mogą. Dotykają codziennej ekonomii: nie tej loterii na giełdzie, lecz tej, co do garnka włożyć i jak przeżyć do wypłaty. Dotykają codziennej psychologii: nie tej, jak sprzedać opony do nissana, lecz tej, jak wytłumaczyć córce, czemu ksiądz mówi o niej “diablica”, bo nie chodzi na religię. Socjologii: nie tej od promowania lepperów tego świata na liderów, lecz tej od przyczyn dziedziczenia biedy w łódzkiej kamienicy. The Other 99% science.

Uprzywilejowani po prostu nie pamiętają, że to, co mają zastane: ciepłe łóżko, wyżywienie, wspierający bliscy, dostęp do wiedzy, opieki lekarskiej i działających mediów – to nadal są przywileje, choć powinny być prawami. Neoliberalny paradygmat, w jakim żyjemy mniej więcej od czasów obwieszczenia pani z loczkami sprawia, że nadal jest problem z powszechną dostępnością tych świadczeń.

Więc my, nosicielki tematów zastępczych, przypominamy im o tym. Mówimy, że kluczowym jest najadać się pełnowartościowym posiłkiem, bo z tego rosną zdrowe, rozumne dzieci. Tłumaczymy, że ważny dla wszystkich jest bezpieczny dom, bo bez niego człowiek popada w depresje, uzależnienia i toksyczne relacje. Podkreślamy, że krzywda dzieje się częściej za drzwiami sąsiada niż w mrocznych uliczkach czy w luksusowych kasynach. Pokazujemy na to statystyki i badania, co jest trochę daremne w kraju, w którym najwięcej do powiedzenia ma gromada kolesi opowiadających mnóstwo rzeczy o swoim niewidzialnym przyjacielu.

Walczymy o poczucie bezpieczeństwa i spokój. O najbardziej podstawowe potrzeby emocjonalne każdego z nas.

Chciałabym, by inne dwunastolatki nie przeżywały przykrego zawstydzenia, jakiego doświadczałam (i jakiego doświadczają inne dwunastolatki na całym świecie); tego obmacywania wzrokiem, głupkowatych uwag, niezupełnie przypadkowych dotknięć – bo jak sobie z tym poradzić? My, feministki, staramy się także w ramach programów edukacji seksualnej uczyć młodych ludzi, jak reagować w takich sytuacjach. Ja, fetyszystka, doskonale wiem, że może się podobać tak młodziutkie ciało – wiem też, że najgorsze, co mogę zrobić, to pójść full Humbert Humbert. Nigdy nie wprowadzimy policji myśli, zależy nam tylko na tym, by potencjalny molestator poprzestał na własnych fantazjach.

kadr z komiksu "Blacksad" - chciałabym, by wszyscy reagowali na gwizdy jak kot po prawej

kadr z komiksu “Blacksad” – chciałabym, by wszyscy reagowali na gwizdy jak kot po prawej

Gdy miałam 12 lat, ważne były dla mnie pierwsze miłości, wypady na rowerach i moje ciało. Dwunastolatki w innych krajach kończą edukację, zachodzą w pierwsze ciąże, próbują narkotyków, trafiają na ulice. Byłam uprzywilejowana i staram się o tym pamiętać.

Źródło: http://szprotestuje.wordpress.com/2013/08/28/etykieta-zastepcza/

Powrót do feminizmu

 

Co to jest „biały feminizm”? Czy feminizm to doktryna uprzywilejowanych? Jeśli tak to dlaczego tak było lub jest? Czy patriarchat istnieje jeszcze? Jak walczyć z nim i z seksizmem? Czy kobiety są dobre a mężczyźni źli? Na m.in.te pytania odpowiada autorka książki bell hooks, Teoria feministyczna. Od marginesu do centrum. Więcej na ten temat na stronie: http://lewica.pl/?id=28479&tytul=%A3ukasz-Drozda:-Powr%F3t-do-feminizmu

Cyt: „Autorka udowadnia, że trudno kreślić paralele sytuacji kobiet walczących o codzienne przeżycie swoich rodzin z tymi, dla których podstawowym wymiarem opresji jest przemoc symboliczna. Nie zgadza się zwłaszcza na przekreślanie rodziny, możliwe jedynie dla osób z warstw wyższych, które nie muszą się obawiać utraty ochrony i opieki towarzyszących temu najbardziej tradycyjnemu rodzajowi więzi. Dla tych, którzy w klasowej hierarchii plasują się niżej, rodzina stanowi oparcie, którego odrzucić nie można. Nawet jeżeli zawiera w sobie wyraźne pokłady seksizmu czy bardziej otwartych form opresji. Trudno bowiem oczekiwać, aby wyzwolenie dla prekariuszek miało oznaczać porzucenie mężczyzn. Bo gdzie niby przejawia się wolność samotnych rozwódek, niewykwalifikowanych zawodowo matek, stanowiących wyjątkowo łatwy obiekt wyzysku?”

Polecamy.

Autonomia feminina

Polskie społeczeństwo jest bierne – to już niemal rytualne utyskiwanie. Utyskują głównie ci, którzy śnią o „społeczeństwie obywatelskim”, mitycznej krainie jednostek spontanicznie jednoczących się w uświęconej sferze publicznej na rzecz dobra wspólnego. Jeśli już się to społeczeństwo mobilizuje, to pod krzyżem i pod Szczerbcem. Leszek Balcerowicz także ma swoją wizję społeczeństwa obywatelskiego, bliższą zresztą rozumieniu tego terminu przez Marksa – wspólnocie właścicieli i przedsiębiorców dbających o dobre funkcjonowanie kapitalizmu. Lewicowcy zaś nader często uważają tę spontaniczną aktywność „obywateli” za dobro samo w sobie, realizację „polityczności” – nowego fetyszu autentycznej wolności urzeczywistnianego w czasie wolnym od pracy. I nikt z nich nie dostrzega, że w Polsce dokonuje się rewolucja, rewolucja oddolna, sięgająca głębi stosunków społecznych, ekonomii, podmiotowości, władzy i więzi społecznej. Rok w rok na Manifie pojawia się transparent z hasłem „Pierdolę, nie rodzę”, zawsze też pojawia się w telewizji jako niewypowiedziane potwierdzenie wizerunku feministek – egoistycznych nihilistek żyjących nie wiadomo jak, ale wiadomo za czyje pieniądze… Prawicowcy strojący się w szaty obrońców ludu twierdzą, że feministki nie występują w imieniu polskich kobiet. Być może, ale pod względem stosunku do rodzenia dzieci to właśnie one reprezentują kobiety. Polskie kobiety pierdolą, nie rodzą! Nie tylko te z wielkiego miasta, nie te modne i zaradne ani te rozpolitykowane. One nie rodzą masowo, nie rodzą radykalnie, nie rodzą trans-klasowo, nie rodzą niemal bezwarunkowo. Według ONZ, jeśli chodzi o poziom dzietności, Polska znajduje się na 190 miejscu na 195 klasyfikowanych krajów. Hegemoniczny dyskurs, penetrujący także głos feminizmu, każe nam udzielać prostej socjalnej odpowiedzi. W gruncie rzeczy urządza ona równie dobrze prawicę, jak i lewicę, rzecz jasna przy innym rozłożeniu akcentów. Dla prawicy „one” nie rodzą, bo rodziny mają za mało pieniędzy (oczywiście z powodu nadmiaru socjalu w gospodarce), dla lewicy nie rodzą, bo jest za mało socjalu: brak bezpieczeństwa zatrudnienia, żłobków, przedszkoli i tym podobnych. Czyli, jakby nie było, „one” nie rodzą z braku środków. W sukurs tym teoriom przychodzą niezastąpione sondaże. Polacy chętnie przyznają, że nie mają więcej dzieci z powodów ekonomicznych. Problem w tym, że – co socjologia dawno już rozpoznała – wielu respondentów udziela odpowiedzi nie tyle szczerej, co prawomocnej, to znaczy odpowiadają zgodnie z przewidywanymi oczekiwaniami. Jednak sondaże nie są całkiem bezradne w odsłanianiu rzeczywistości, jeśli się zada dobre pytania. I tak w tym samym badaniu (INSE dla Tok Fm, luty 2013) gdzie większość tłumaczy swoje wybory przyczynami ekonomicznymi, przyznaje też, że nigdy nie myślała o założeniu rodziny wielodzietnej….

Na czele listy krajów o najwyższym wskaźniku rozrodczości jest afrykański Niger (ponad siedmioro dzieci na kobietę), zamykają ją bajecznie bogate Makau i Hongkong (poniżej jednego). Polsce o wiele bliżej do tych ostatnich, zarówno demograficznie, jak i ekonomicznie. Potrzeba niemałej ekwilibrystyki, żeby twierdzić, że za „kryzys” demograficzny odpowiedzialna jest bieda. Spadek dzietności to tendencja globalna, a główną jej przyczyną jest wzrost wykształcenia kobiet i, co za tym idzie, ich autonomii społecznej, która wyraża się w pierwszym rzędzie w uzyskaniu kontroli nad własną płodnością. Demografowie Youssef Courbage i Emmanuel Todd w książce Spotkanie cywilizacji pokazują, że wyraźny spadek dzietności następuje niezmiennie w 20 lat po przekroczeniu 50% poziomu alfabetyzacji kobiet i to niemal niezależnie od kulturowych, religijnych i politycznych uwarunkowań. Nie oznacza to, że działa tu jakiś automatyzm. Sposoby uzyskiwania kontroli nad własnym życiem i ciałem zachodzące w rodzinie są jednocześnie sposobami omijania, neutralizowania społecznej kontroli. To cała seria praktyk, trud samodzielnej edukacji i wzajemnego uczenia się. To cicha praca mas kobiet, która w znacznym stopniu pozostaje ukryta dla demografii i ilościowej socjologii. Widzimy jednak dalekosiężne skutki tej zmiany. To nie tylko zmiana astruktury rodziny, to także wzrost statusu dzieci, autonomizacja jednostek, sekularyzacja etc. „Trzeba sobie wyobrazić, do jakiego stopnia dotyka ona intymności ludzi i społeczeństw. (…) Zgadzając się z postulatem decydującego znaczenia kontroli urodzeń jako motoru nowoczesności ujawniającego ewolucję mentalności, możemy uniknąć katastroficznego wyobrażenia planety, podzielonej przez ksenofobiczne cywilizacje stworzone z ludzi, których oddziela od siebie religia” [1] – piszą nieco patetycznie demografowie. Niewiele jednak przesadzają – zmiana, jakiej autonomia mas kobiecych dokonała i dokonuje w świecie społecznym, jest być może największą od czasów pojawienia się rolnictwa. I jest to zmiana pozytywna w tym znaczeniu, że generuje zarówno wolność jednostki, równość między płciami, jak i większą społeczną wartość dzieci (oczywiście może być to ważne tylko dla tych, którzy cenią te wartości). W tym znaczeniu kobiety, być może po raz pierwszy, stały się podmiotem historii powszechnej za sprawą walki, która przynajmniej na początku przebiegała w ciszy, była intymna.

Paradoks polega na tym, że rewolucja demograficzna, która jest w istocie rzeczy wielkim osiągnięciem, przedstawiana bywa – także w kręgach postępowych – jako porażka i zagrożenie. Tymczasem jest ona nieodłącznie związana ze społecznym wzmocnieniem kobiet – jednym z nielicznych w dzisiejszym świecie procesów, które budzą nadzieję na lepsze jutro (dla wszystkich). A może komuś przeszkadza fakt, że uderza ona w podstawy akumulacji kapitalistycznej, przez co powoduje kryzys na rynku siły roboczej?

Wróćmy jednak do Polski – kraju, który kroczy w awangardzie rewolucji demograficznej. Co inteligentniejsi z architektów polskiego państwa konfesyjno-narodowego wiedzą doskonale, że ekonomiczne podstawy tego kryzysu to tylko zasłona dymna, służąca podtrzymaniu głównej tezy legitymizującej ten porządek: polskie społeczeństwo jest w swej masie konserwatywne i niechętne nowinkom, a fundamentalna zmiana demograficzna to tylko efekt przejściowych i obiektywnych trudności. Owi architekci mają jednak świadomość, że tak naprawdę jest to skutek uzyskania przez kobiety autonomii i jedynym sposobem, żeby sytuację odwrócić, jest je tej autonomii pozbawić. Ideologicznie i praktycznie aparaty polskiego państwa są na wskroś prorodzinne, czyli natalistyczne. Państwo zakazuje aborcji, a media prowadzą istne polowanie na matki dzieciobójczynie. Jest prawdopodobne, że skrajnie niski poziom dzietności w Polsce to właśnie oddolna, spontaniczna odpowiedź na tę politykę. Polskie kobiety nie rodzą na przekór państwu, Kościołowi i opinii publicznej. „Ich twarze nieprawomyślne, ich brzuchy antypaństwowe” – trawestując stary wiersz Broniewskiego. Oczywiście nie znaczy to, że kobiety polskie są bliższe bycia równymi mężczyznom i bardziej wyzwolone niż Francuzki lub Dunki. Świadczy to raczej o sile autonomii, o trudnościach, jakie napotyka władza, gdy pragnie brutalnie odzyskać kontrolę tam, gdzie raz ją utraciła. Jeśli naprawdę uda się zwiększyć w Polsce dzietność, to cena będzie znacznie wyższa niż przedszkole i becikowe. Konieczna będzie głęboka przebudowa społecznego podziału pracy i jego konsekwencji: hierarchii władzy, prestiżu i zasobów. Na to się jednak na razie nie zanosi. Tak się przynajmniej wydaje.

 


[1] Y. Courbage, E.Todd, Spotkanie cywilizacji, tłum. Szczepan Całek, WUJ, Kraków, 2009, s. 147.

Michał Kozłowski

Źródło: http://www.iwkip.org/bezdogmatu/

 

Czy jesteśmy na froncie? O „Reakcji. Niewypowiedzianej wojnie przeciw kobietom”. Susan Faludi

 

Emilia Kaczmarek

Tytuł wydanej niedawno w Polsce książki Susan Faludi to tłumaczenie znanego socjologicznego terminu backlash. Jak pisze Agnieszka Graff, tytułowa „reakcja” oznacza „zmasowany kontratak konserwatywnej kultury, REAKCJĘ na drugą falę feminizmu, (…) gwałtowne cofnięcie” [1]. Jak pisze sama Faludi: „Reakcja nie jest spiskiem, nie ma ani swojej rady, ani centrali rozsyłającej agentów” [2]. O jakiej więc wojnie z kobietami pisze autorka? I czy nadal jesteśmy na froncie?

Tekst Faludi jest drobiazgową analizą amerykańskiej kultury lat 80. Po co wydawać dziś w Polsce taką książkę? Z dwóch powodów. Po pierwsze, dzieło Faludi jest uważane za klasykę feministycznej literatury (ukazało się w serii Biblioteka Kongresu Kobiet). Po drugie, większość opisywanych w nim problemów pozostaje aktualna.

Faludi analizuje amerykańskie filmy, seriale, publicystykę i kampanie reklamowe. Wszystkie te zjawiska interpretuje przez pryzmat sytuacji kobiet. Czy ta jednowymiarowość opisywanego przez Faludi świata wynika z jej przewrażliwienia? Czy ocenianie każdej reklamy pod kątem wizerunku przedstawianych w niej kobiet to ograniczenie, obsesja? A może brak dystansu lub poczucia humoru? Nie. Jest to po prostu rzetelna, dziennikarska robota. Tylko przez zebranie pojedynczych przypadków możemy uzyskać całościowy obraz. Jak pisze Faludi: „Wszystkie te szyfry, perswazje, szepty, pogróżki i mity prowadzą potraktowane całościowo zdecydowanie w jednym kierunku: starają się wepchnąć kobiety z powrotem w «akceptowalne» role – córeczki tatusia, rozszczebiotanej romantyczki, aktywnej budowniczki gniazda lub biernego przedmiotu miłości” [3].

Jak działa reakcja?

Backlash przypomina kulę śnieżną. Jedne zdarzenia pociągają za sobą następne. Reakcyjny przekaz przybiera na sile, mimo że nie jest przez nikogo sterowany. Faludi rozpoczyna swoją opowieść od weryfikacji kilku popularnych statystycznych mitów. W 1986 roku gazety publikują nierzetelne badania socjologiczne na temat kobiet. Wynika z nich, że wykształcona kobieta po trzydziestce ma zaledwie 20 procent szans na znalezienie męża. „Statystyki znalazły się na pierwszych stronach niemal wszystkich gazet, w niemal wszystkich serwisach informacyjnych i programach talk show. Pojawiały się w serialach komediowych, (…) w pismach kobiecych, (…) w dziesiątkach poradników, w serwisach randkowych, na wieczorowych kursach poświęconych związkom i na kartkach świątecznych. Magazyn reklamowy „The Street Fare Journal” umieścił te wyniki badań w autobusach miejskich w całym kraju, dzięki czemu niezamężne pasażerki mogły w drodze do pracy studiować wizerunek samotnej dziewczyny w ślubnym welonie i umieszczony obok wykres przedstawiający jej żałośnie niskie szanse na zamążpójście” [4]. Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się oczywistością. Sprostowania samych naukowców nikogo nie interesują (w końcu 60 procent szans na wyjście za mąż to żadna sensacja).

Pseudonaukowy przekaz kształtuje wizerunek kobiet w popkulturze. Niezależni mężczyźni ukazywani są najczęściej jako cieszący się życiem i zafascynowani swoją karierą kawalerowie. Niezależna kobieta nie ma przyjaciół, jest znerwicowana i przemęczona, cierpi z powodu braku męża i bezpłodności. Jest niczym bohaterka „Fatalnego zauroczenia” – filmu, którego scenariusz został całkowicie zmieniony przez producentów. Opowieść o egoistycznym mężczyźnie ponoszącym moralną odpowiedzialność za własne czyny (w pierwotnej wersji scenariusza oszukana kochanka popełnia samobójstwo) zamienia się w historię ukarania kobiety-monstrum i ocalenia rodziny mężczyzny-ofiary. Faludi przytacza setki przykładów tego typu stereotypowych obrazów.

Ten sam mechanizm działa w przypadku historii o kobietach, które próbują pogodzić macierzyństwo z pracą zawodową. W latach 80. amerykańskie media trąbiły na temat szkodliwości zostawiania dzieci w przedszkolach lub w domach z nianią. Z okładek gazet krzyczały takie tytuły jak: „Mamo, nie zostawiaj mnie tu!” [5]. Bohaterki niezliczonych filmów, niczym Hope z serialu „Życie zaczyna się po trzydziestce”, rezygnowały z pracy, twierdząc, że „nie mogą mieć wszystkiego”. Reakcja każe kobietom wybierać – praca albo rodzina. W amerykańskich mediach lat 80. nie słychać ani słowa na temat systemowych zmian, które mogłyby pomóc kobietom łączyć macierzyństwo z pracą zawodową. To kobiety mają z czegoś zrezygnować, a jeśli wybiorą karierę to postąpią „wbrew własnej naturze”.

Faludi porównuje badania opinii kobiet z lat 70. i 80. Lęk przed samotnością i bezdzietnością pojawia się u młodych kobiet dopiero w latach 80. – pod wpływem medialnych kampanii.

Architekci reakcji

Reakcja ma wiele różnych źródeł. Pierwszym są oczywiście ugrupowania polityczne o konserwatywnych poglądach. W latach rządów Reagana liczba kobiet u władzy drastycznie się zmniejszyła, podobnie jak fundusze na wszelkie antydyskryminacyjne kampanie czy na pomoc finansową dla samotnych matek.

Jednak według Faludi to nie konserwatywni politycy wyrażający wprost swoje antyfeministyczne poglądy są największym zagrożeniem dla równouprawnienia kobiet. Równie niebezpieczne są „mass media i marketing – dwie instytucje, które od chwili powstania okazują się znakomitymi narzędziami ograniczania aspiracji kobiet, bardziej skutecznymi niż kary i zniewalające prawa. Panują, a ich berłem jest konformizm, nie cenzura; mienią się wyrazicielami opinii kobiet, nie zaś rzecznikami interesów wpływowych mężczyzn” [6]. Firmy kosmetyczne, farmaceutyczne i modowe zarabiają na reakcji. Kobieta nieustannie dbająca o swój wygląd to wzorowa konsumentka. W ciekawy sposób ilustruje ten fakt historia z damskimi garniturami. Ten typ ubrań był niezwykle popularny w latach 70. W latach 80. (mimo niesłabnącego popytu) damskie garnitury znikły ze sklepów. Przemysł modowy starał się przekonać kobiety do noszenia w pracy sukienek. „Oficjalne garnitury nie podlegają kaprysom mody i kobiety mogą poprzestać na noszeniu (podobnie jak zawsze robili to mężczyźni) jednego garnituru przez kilka dni, zmieniając jedynie bluzkę i dodatki – co jest bardziej ekonomiczne niż kupowanie innej sukienki na każdy dzień tygodnia” [7]. Co jest bardziej oszczędne dla kobiet, nie opłaca się firmom modowym – stąd zmasowany atak na damskie garnitury. Jednym ze źródeł reakcji jest chęć zysku – kult urody i młodości to maszynka do robienia pieniędzy.

Prezesi firm, domów mediowych, redaktorzy naczelni wpływowych gazet czy szefowie kanałów telewizyjnych to w przeważającej większości mężczyźni. Na podejmowane przez nich decyzje wpływają ich prywatne intuicje i przekonania na temat tego, czego potrzebują kobiety. Faludi cytuje znanego projektanta mody: „Większość kobiet nie wychodzi za mąż (…). Niezależność zdominowała ich życie osobiste, a ich życie osobiste jest przerażająco niedobre. Przekraczają trzydziestkę i wciąż są niezamężne, czują się tak, jak gdyby nie osiągnęły tego, czego pragnęły jako kobiety” [8]. Cytowany projektant stara się ocalić kobiety za pomocą bardzo obcisłych dżinsów.

Reakcja a feminizm liberalny

Największe polskie kobiece portale internetowe mają zazwyczaj około 8 działów – uroda, moda, gwiazdy, kuchnia, dziecko, seks, emocje i diety. Na męskich portalach przeważa – sport, biznes, seks, dziewczyny i gadżety. Stereotypy płciowe w mediach mają się świetnie. Tylko co z tego? Czy ludzie nie mają mózgu? Czy ktoś każe im klikać na horoskopy? Jednak, jak pokazuje Faludi, promowane przez media wzorce społeczne i powtarzane przez prasę „oczywistości” na temat natury kobiet są ważniejsze, niż mogłoby się wydawać. To fikcja, która kreuje rzeczywistość – kształtuje światopogląd mas, wpływa na samopoczucie kobiet, ich pozycję na rynku pracy oraz powstające prawa i regulacje.

Reakcja to dla feminizmu liberalnego twardy orzech do zgryzienia. Feminizm liberalny koncentruje się na stworzeniu formalnej równości, równości praw i szans kobiet i mężczyzn. Tymczasem większość działań reakcji dotyczy przekazu medialnego, polityki tożsamości. Feminizm liberalny nie pali się do cenzurowania mediów. Wolne media powinny być przestrzenią swobodnego wyrażania się jednostek. Liberalna feministka ma nadzieję, że gdy więcej kobiet znajdzie się na szczytach władzy, zaczną one mówić w swoim własnym imieniu. Dla Susan Faludi to za mało. Jak wyznała w wywiadzie dla „Wysokich Obcasów”, jest socjalistką i nie wierzy, by kobiety w zarządach korporacji były w stanie dokonać radykalnych zmian: „Chodzi nie tyle o wzięcie sobie możliwie największego kawałka tortu czy też umieszczenie kilku kobiet na szczycie, ile o całkowitą zmianę systemu dzielenia tego tortu” [9].

Czy system dzielenia tortu jest nadal niesprawiedliwy? Kobiety wciąż zarabiają mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach i dłużej szukają pracy. Być może dzieje się tak za sprawą mechanizmu błędnego koła. Pracodawca niechętnie zatrudni kobietę, wiedząc, że może ona pójść na urlop macierzyński i wychowawczy. Jeśli już ją zatrudni, może zaoferować mniejszą pensję, aby zrekompensować sobie jej przyszłą nieobecność. Kiedy kobieta rodzi dziecko, jej partner teoretycznie może wziąć na siebie część tego urlopu. Jednak jeśli znacznie więcej zarabia, jego przejście na urlop będzie dla nich nieopłacalne. Błędne koło się zamyka – pracodawca dalej widzi różnicę w zatrudnieniu kobiety i mężczyzny, bo jest bardziej prawdopodobne, że to ona zostanie na rok w domu.

Niedawna decyzja rządu (obowiązkowy miesiąc urlopu wychowawczego dla drugiego rodzica) wydaje się krokiem w dobrym kierunku. Być może słuszne rozwiązanie proponuje Monika Zakrzewska: „Twarde zmuszenie do podziału urlopu na część tylko dla matki i część tylko dla ojca. Tak, by ojcowie rzeczywiście z tej swojej części korzystali, tzn. jeżeli by się nie zdecydowali, przeznaczona dla nich część urlopu przepadałaby” [10]. Gdyby mężczyźni i kobiety korzystali z urlopu rodzicielskiego w takim samym stopniu, zatrudnienie kobiety przestałoby być dla pracodawcy ryzykowne. Na taką zmianę w podziale tortu może się chyba zgodzić i socjalista i liberał.

Przypisy:

[1] Agnieszka Graff, „Backlash nad Wisłą – reakcja przed akcją?”, [w:] Susan Faludi, „Reakcja. Wstęp do wydania polskiego”, s. 10.

[2] Susan Faludi, „Reakcja…”, s. 57.
[3] Tamże, s. 57.

[4] Tamże, s. 70.

[5] Tamże, s. 123.
[6] Tamże, s. 135.
[7] Tamże, s. 319.

[8] Tamże, s. 349.

[9] „Cicho sza, idzie czwarta fala feminizmu”, wywiad z Susan Faludi w „Wysokich Obcasach”.
[10] „Dłuższe urlopy dla rodziców: Matka liberałka nie chce znieczulenia”, wywiad z Moniką Zakrzewską w „Gazecie Prawnej”.

Książka:

Susan Faludi, „Reakcja. Niewypowiedziana wojna przeciw kobietom”, przeł. A. Dzierzgowska, Czarna Owca, Warszawa 2013.

* Emilia Kaczmarek, absolwentka filozofii na Uniwersytecie Warszawskim.

Kultura Liberalna” nr 241 (34/2013) z 20 sierpnia 2013 r.

Źródło: http://kulturaliberalna.pl/2013/08/20/kaczmarek-czy-jestesmy-na-froncie-o-reakcji-niewypowiedzianej-wojnie-przeciw-kobietom-susan-faludi/

Strona 2 z 3

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén