Fundacja Strefa Kobiet

Miesiąc: październik 2013 Strona 3 z 6

Anna Dryjańska tłumaczy „ideologię gender”

Ideologia gender jest, zdaniem KK, jedną z przyczyn pornografii i rozwodów. Wyzwolone kobiety nie chcą rodzić dzieci, małżeństwa są nietrwałe, rozpadają się, a dzieci z takich rozbitych rodzin lgną do dorosłych, w tym także do księży i stąd przypadki pedofilii wśród duchownych. 
Anna Dryjańska o faktycznym znaczeniu pojęcia gender, stwierdzając jednoznacznie, że księża płeć społeczną posiadają również.
Polecamy!
 

Źródło: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,14801939.html

„Ideologia gender” a pedofilia

 

Ideologia gender… gender groźniejszy od faszyzmu… masoni wspierający antykoncepcję i aborcję… gender źródłem pedofilii…

„– Robienie z gender studies malowanego diabła to jakaś aberracja – odpowiada na głosy płynące ze środowisk katolickich Agnieszka Graff. Nasza rozmówczyni dodaje jednak, że ataki na gender studies to coś więcej niż dowód głębokiej niechęci Kościoła do nowoczesnej nauki. 

– To próba odwrócenia uwagi od faktu, że Kościół od lat ukrywa i tuszuje przypadki pedofilii. Obwinianie o to feminizmu czy gender studies czy kogokolwiek innego to niegodziwość. Czas, by Kościół zrobił w tej sprawie rachunek sumienia – własnego, a nie cudzego – ocenia Agnieszka Graff.”

Polecamy cały artykuł!

Jesteś piękniejsza niż myślisz

 

Nos garbaty. Perkaty. Oczy? Za małe. Zbyt blisko rozstawione. I włosy proste, niedobrze. Kręcone — źle. Wąskie usta. Wiele kobiet, patrząc w lustro, widzi w nim kogoś mało atrakcyjnego. Ale czy taka jest prawda? Stawiam inną tezę. Jesteśmy piękniejsze, niż sądzimy. Udowodnię to. Z pomocą eksperta warszawskiej policji.

77 proc. Polek unika aparatu fotograficznego na imprezach rodzinnych, 65 proc. bardziej niepokoi się w momencie, gdy ktoś robi zdjęcie niż w trakcie pierwszej randki /Studio 5 /Twój Styl
77 proc. Polek unika aparatu fotograficznego na imprezach rodzinnych, 65 proc. bardziej niepokoi się w momencie, gdy ktoś robi zdjęcie niż w trakcie pierwszej randki /Studio 5 /Twój Styl

Dzwoni telefon: – Nigdzie nie idę. Dostałam uczulenia na policzku, wyskoczył mi pryszcz na nosie, jestem niewyspana i mam wory pod oczami. Wyglądam jak potwór! – burczy w słuchawkę Ania. Jest pogodna, jesienna sobota i zamierzałyśmy razem miło spędzić parę godzin. Wystawa, śniadanie w Wedlu… Ale rozumiem ją. Sama miewam dni, kiedy patrzę w lustro i mówię: „O nie! I ja mam się ludziom pokazać w takim stanie?”. Jestem więc zdumiona, gdy spotykam się w końcu z Anką, którą udało mi się namówić do wyjścia z domu, a ona wygląda normalnie. Coś tam ma na tym nosie, jeśliby się przyjrzeć przez szkło powiększające…

Z badań wynika, że ponad 80 proc. kobietw naszym kraju jest niezadowolonych ze swojego wyglądu. Co trzecia Polka nie cierpi swojego brzucha, co dziesiąta – nosa. Ankieterzy, którzy pytali kobiety, co sądzą o swojej urodzie, od ani jednej nie usłyszeli: „Jestem piękna”. Tylko osiem procent z nas uważa się zaledwie za ładne!

Prawda, uroda to nie wszystko. Liczy się wnętrze, mądrość, wrażliwość. Ale prawdą jest też, że ładnym lepiej się żyje. Urocze dzieci są bardziej lubiane przez rówieśników i przez nauczycieli. Ludzie atrakcyjni fizycznie łatwiej znajdują pracę i zarabiają więcej. A gdy trafią przed oblicze sprawiedliwości, mogą liczyć na łagodniejszy wyrok.

Kto nie chciałby być ładny. Każdy by chciał, a może nawet jest, ale o tym nie wie. Jak moja przyjaciółka Anka… Idę ulicą, rozglądam się i nie mam wrażenia, że mijające mnie kobiety to brzydactwa. Są całkiem w porządku, a sporo nazwałabym pięknymi. Jak to jest z tą urodą? Dlaczego nie oceniamy jej właściwie? I co można zrobić, by to zmienić?

W gabinecie luster

– Aniu, czy ty uważasz siebie za ładną? – pytam, popijając gorącą czekoladę. – No, klasyczną pięknością nie jestem. Ale lubię swoją twarz, lubię siebie – mówi przyjaciółka. Ma kompleksy jak każdy. Dociekam, czy pamięta, jak oceniali jej urodę rodzice, brat, przyjaciele. Nie przypomina sobie nic negatywnego. Z jakiegoś jednak powodu uważa, że ma duży nos, małe oczy i usta. A ja się z tym nie zgadzam. Skąd więc jej opinia? 

Obraz ciała, czyli to, co myślimy o swojej sylwetce, twarzy – zaczyna się kształtować w drugim roku życia. Wtedy po raz pierwszy rozpoznajemy własne odbicie w lustrze. Niedługo potem uczymy się, że jedno odbicie drugiemu nierówne. „Śliczna dziewczynka!”, możemy słyszeć na spacerach z mamą. Albo: „Ładne dziecko, ale proszę jej tak nie czesać, ma odstające uszy”. Efekt? W pamięć zapada nam informacja, że czymś różnimy się od innych, na przykład uszami, które przyciągają wzrok.

Potem szkoła podstawowa. Przezwiska: „Marchewka”, „Gruba”, „Piegus”. Okres dojrzewania. Na policzkach pojawia się trądzik, na biodrach, brzuchu – warstwa tłuszczu, ciało się zmienia, staje się obce. To wtedy rodzą się kompleksy albo, mówiąc językiem psychologów, zaburzenia samooceny. Dziewczynkom i młodym kobietom trudniej jest zaakceptować własną twarz i ciało.

Istnieje wiele wzorców męskiej urody. Ale w przypadku kobiet obowiązuje schemat, który Naomi Wolf, amerykańska pisarka, autorka Mitu piękna, nazywa „the official body” – ciało oficjalne, publicznie obowiązujące, jak służbowa garsonka. Modelki, aktorki reprezentują właśnie ten rodzaj fizycznej atrakcyjności. Ale tylko co setna z kobiet ma szansę porównywać się z tym ideałem urody. Większość z nas odpada w przedbiegach: z powodu zbyt niskiego wzrostu, nie bardzo szczupłej budowy ciała…

Tymczasem codziennie oglądamy ok. 400-600 reklam w prasie, telewizji, kinie, na przystankach, na billboardach. W co jedenastej występuje modelka, posiadaczka „ciała oficjalnego”: chudego, o odpowiednich rysach twarzy. Porównujemy się z tymi kobietami. I zaczynamy gorzej o sobie myśleć. Patrząc w lustro, widzimy kogoś, kto wygląda inaczej. Czyli nie jest ładny.

– No i co z tego? Nie można być szczęśliwym i nieładnym? – pyta Ania zaczepnym tonem, zamawiając drugą filiżankę czekolady z bitą śmietaną. – Można, ale jest to znacznie trudniejsze do osiągnięcia – tłumaczę. Linda Papadopoulos, psycholożka, w książce Lustereczko, powiedz przecie… pisze, że przekonania na temat własnej twarzy i ciała stanowią istotną część samooceny. I że subiektywna negatywna ocena własnej fizyczności jest ściśle powiązana z życiem seksualnym.

Kobiety, które sądzą, że są nieładne, czerpią mniejszą radość ze zbliżeń i rzadziej się kochają. Ale nie te, które – w ocenie obiektywnych sędziów – naprawdę są nieładne, choć uważają, że jest inaczej. One same inicjują zbliżenia i w ogóle lubią seks. W jednym z eksperymentów uczestniczkom mówiono, że prawdopodobnie będą często odrzucane przez mężczyzn. Połowie wyjaśniono to defektami urody, połowie – niskimi zarobkami. Okazało się, że zaraz potem panie z pierwszej grupy wyraźnie gorzej siebie oceniały. Informacja o tym, że nie są zbyt bogate jak na męski gust, nie podziałała na kobiety tak druzgocąco jak wiadomość, że nie są wystarczająco atrakcyjne.

W kolejnym badaniu udowodniono, że kobiety, którym przekazano negatywną – i fałszywą – ocenę ich urody, były mniej wybredne przy wyborze partnera. Myślenie „nie jestem zbyt ładna” prowadzi więc do wniosku: „on jest dla mnie za dobry, powinnam celować niżej”. Warto jest samą siebie uważać za atrakcyjną. Ci, którzy mają siebie za atrakcyjnych, tak też są postrzegani. I korzystają ze wszystkich dobrodziejstw zarezerwowanych dla „ładnej buzi”. „Tylko jak w to uwierzyć?”, zastanawiam się, wychodząc z pijani czekolady. Chyba mam pomysł. Zamierzam udowodnić Ani, że jest naprawdę piękną kobietą. A pomoże mi w tym reklama. I stołeczna policja.

Większość z nas nie docenia swojej urody /Studio 5 /Twój Styl
Większość z nas nie docenia swojej urody /Studio 5 /Twój Styl

W policyjnym laboratorium

„Jesteś piękniejsza, niż myślisz”, przekonuje reklamówka Szkice prawdziwego piękna Dove, która w czerwcu na festiwalu filmów reklamowych Cannes Lions zdobyła jedną z głównych nagród. Na krótkim filmiku oglądamy, jak szkolony w FBI rysownik tworzy dwa portrety pamięciowe tej samej kobiety. Pierwszy według wskazówek osoby portretowanej, drugi według wskazówek osób postronnych. W prawie wszystkich przypadkach pierwszy rysunek przedstawia twarz brzydszą niż drugi. Zaskakujące. Ale czy prawdziwe?

http://www.youtube.com/watch?v=XpaOjMXyJGk

Kobiece piękno: Kampania marki Dove

Postanawiam to sprawdzić. Powtórzyć eksperyment w Polsce z Anią, moją przyjaciółką, w roli głównej. O pomoc proszę policjantów z komendy stołecznej. Umówionego dnia stawiamy się w laboratorium KSP, gdzie pracuje nasz ekspert Robert Wiśniewski. Jest Ania (40 lat), której portret pamięciowy będziemy tworzyć, Kama (34 lata), która będzie ją opisywała, i ja. Ania ma na twarzy maskę z brystolu – chodzi o to, by specjalista nie widział jej twarzy.

CYTAT

Co dziesiąta Polka uważa, że jest ładna. Czy reszta to brzydule? Nie. My nie doceniamy własnej urody

Anka poczeka na korytarzu, gdy w tym czasie Kama będzie z pamięci odtwarzała jej wygląd. A ja się przyjrzę, co z tego wyniknie. Siadamy we trójkę z Robertem Wiśniewskim przed komputerem. To tutaj zasiadają świadkowie, którzy mają za zadanie opisać wygląd osób podejrzanych o przestępstwa. Najpierw kwestionariusz. Kama dostaje planszę z rozrysowanymi popularnymi kształtami twarzy.

Jaka jest twarz Ani? Owalna? Trójkątna? Okrągła? Kwadratowa? – Owalna – mówi Kama bez wahania. Potem policjant prosi o opis wyglądu Anki. – Włosy blond słoneczny. Usta ładnie zarysowane – opowiada Kama. Policjant chce, by doprecyzować, co to znaczy „słoneczny blond”. Jakiej wielkości, jakiego kształtu są „ładnie zarysowane” usta? Nos normalny, prosty. Brwi proste. Usta średnie. Dopiero po opisaniu tych parametrów rysownik otwiera program graficzny służący do komponowania portretów.

W bazie znajduje się kilka tysięcy elementów: twarze o różnych kształtach,fryzury, rozmaicie wykrojone usta, oczy od maleńkich do ogromnych, od jasnych do ciemnych, nosy, brwi… Teraz dopiero zaczyna się prawdziwa łamigłówka. Pozbawione rysów twarze i łyse głowy pojawiają się na ekranie. Trudny wybór. Kama ogląda się na mnie przerażona. Wzruszam ramionami, nie mogę pomagać. Potem przechodzimy do włosów i brwi, tu decyzja zapada szybko.

I oczy. Po jednym kliknięciu myszką para oczu pojawia się we właściwym miejscu na twarzy. Klik! Znika. Klik – kolejne oczy, zupełnie inne. Pod wpływem tego jednego elementu zupełnie się przeobraża, łagodnieje lub przekształca w przerażającą maskę. Wreszcie są. Kama decyduje się na parę jasnych oczu ze świetlistymi tęczówkami, bo rzucają na nas z ekranu przenikliwe, znaczące spojrzenie jak żywe oczy Anki. Tylko ten mocny makijaż w stylu lat 80. – Proszę się nie martwić, makijaż zmyjemy w retuszu – obiecuje Robert Wiśniewski.

W końcu na twarz trafiają nos i usta. Podstawa jest gotowa. Teraz rysownik zabiera się do retuszowania. Zmniejsza nieco nos i usta według wskazówek Kamy. Wyrównuje koloryt skóry, zagęszcza grzywkę, dodaje zmarszczki mimiczne, pieprzyk i kolczyk w nosie. Po dwóch godzinach z ekranu patrzy na nas… Ania. Uśmiechnięta i ładna. Rozpoznaję ją z łatwością.

 

Przed toaletką w domu

Twarz, którą widzę, w jakiś sposób jest twarzą Ani. Wygląda jak jej starsza o 20 lat i bogatsza o wiele cierpień wersja. Portret skończony. Anka ściąga maskę. Robert Wiśniewski pokazuje jej teraz na ekranie oba rysunki naraz, ten Kamy i jej własny. – Ale Kama mi zrobiła wielkie oczy! I usta! A ten maleńki nosek? Nie, no ja nie mam takiego nosa! Źle to wyszło! – wykrzykuje poruszona.

Policjant mówi spokojnie: – To jest eksperyment psychologiczny. On nie może wyjść źle ani dobrze. A poza tym jako specjalista od antroposkopii muszę powiedzieć, że koleżanka lepiej oddała zarówno proporcje pani twarzy, jak i ogólny wyraz. Sprawia pani wrażenie miłe, radosne, a na tym portrecie odmalowała siebie w ponurych barwach.

Anka milczy. Gdy wsiadamy do samochodu, zerka w lusterko. – Wiesz, teraz gdy patrzę na swój nos, rzeczywiście wydaje mi się jakiś taki dziwnie krótki. A wcześniej miałam wrażenie, że jest ogromny! – wyznaje. Oba portrety zabiera do domu. Przygląda im się, porównuje ze swoim odbiciem w lustrze. Następnego dnia dzwoni i mówi: – Nos, oczy, usta, te z mojego portretu, mają kształt tych z mojej twarzy. Znam je świetnie i myślę, że dobrze opisałam, lepiej niż Kama. Ale faktycznie, kompletnie pomyliłam się w proporcjach! – przyznaje.

Sama tłumaczy ten fakt tak: nie ogląda swojej twarzy zbyt często, patrzy na poszczególne jej elementy. Jedno oko, drugie oko – podczas malowania rzęs. Usta, gdy nakłada pomadkę. Rzut oka na całość przez jakieś dwie sekundy i można wyjść z domu. Większość z nas nie jest po prostu przyzwyczajona do własnych twarzy (i pewnie też ciał), jakkolwiek zaskakująco to brzmi. Patrząc w lustro, skupiamy się na fragmentach: na nosie, na oku, na pupie, na nogach.

Nie widzimy SIEBIE. W tym kontekście nie dziwi, że 77 proc. Polek unika aparatu fotograficznego na imprezach rodzinnych, 63 proc. zniszczyło jakieś swoje zdjęcia „bo brzydko wyglądam”, 65 proc. bardziej niepokoi się w momencie, gdy ktoś robi zdjęcie, niż w trakcie pierwsze  randki albo spotkania w sprawie pracy (dane z raportu Nieśmiała kamera Dove). Poczucie, że potem będziemy musiały obejrzeć swoją twarz na fotografii – taką dziwną, obcą – napawa nas przerażeniem.

A ten zmęczony, sfrustrowany wyraz twarzy Anki na autoportrecie pamięciowym? – Kama, moi przyjaciele, rodzina, widzą mnie umalowaną, uśmiechniętą. A ja samą siebie widzę, jak wstaję z łóżka zapuchnięta po nieprzespanej nocy, bo do późna pracowałam. Z twarzą zmęczoną, gdy jestem zestresowana. Czasami czerwoną od płaczu, gdy spotkała mnie przykrość. Wypada mi zupełnie inna średnia niż wam. Może mniej prawdziwa? – zastanawia się Ania.

Ale mówi, że chyba przyszedł czas na zmianę myślenia o własnej urodzie. Trzeba będzie spojrzeć na samą siebie z innej perspektywy. Zobaczyć w korzystniejszym świetle. Uwierzyć, że to, co wydaje się po prostu odbiciem w lustrze, faktem, jest tak naprawdę obrazem, który w dużej mierze istnieje w głowie Ani. W mojej głowie. W umyśle każdej kobiety, która patrząc w lustro, widzi kogoś nieładnego. Każda z nas jest piękniejsza, niż sądzi.

Jagna Kaczanowska, psycholog

 

Źródło: http://www.styl.pl/magazyn/w-swiecie-kobiet/news-jestes-piekniejsza-niz-myslisz,nId,1042406

Lady Facebook i jej lean in

 

Sheryl Sandberg prawa ręka Marka Zuckerberga  „w 2011 r. zarobiła ponad 30 mln dol., posiada ponad miliard w akcjach firmy. „Forbes” w rankingu najbardziej wpływowych kobiet świata klasyfikuje ją na szóstym miejscu.” Porównuje swoją pracę do małpiego gaju, gdzie trzeba nieraz zmieniać kierunku, drogi dojścia do celu, dopasowywać się, być elastyczną. Ważne, żeby się nie wycofywać, a przyjmować pozycję lean in, czyli nachylenie do przodu, po to by wychodzić z widowni i śmiało wkraczać na scenę.

O swojej książce Włącz się do gry. Kobiety, praca i chęć przywództwa, wydawnictwa Sonia Draga 2013 z cennymi wskazówkami dla kobiet Sheryl Sandberg.

Ewa – ofiara księdza pedofila z Tylawy

 

Ewa Orłowska, jedna z ofiar księdza Michała M. o 9-letnim molestowaniu, o życiu w traumie, chorobach, terapii, wybaczaniu i wierze w Boga. W kontekście ostatnich wypowiedzi hierarchów KK, dotyczących przyczyn pedofilii wśród księży, wyznania pani Ewy stają się dla nas prawdziwym manifestem prawdy!

Źródło: http://wyborcza.pl/1,75478,14797155,Ofiara_ksiedza_pedofila_z_Tylawy___Abp_Michalik_gardzi.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza#ixzz2i0LIUb78

Liza Marlund o kobietach i kryminałach

 

Czy feminizm może mieć się dobrze w powieści kryminalnej? Skoro przemoc wobec kobiet i w ogóle cała prawda o ich życiu była trudno przyswajalna przez konserwatywne społeczeństwo szwedzkie Liza postanowiła przemówić do niego językiem beletrystyki.

Rozmowa z Lizą Marlund, popularną szwedzką dziennikarką i pisarką, autorką serii kryminałów, piszącą o reporterce kryminalnej Annice Bengtzon, kobiecie z krwi i kości. O przedstawianiu w powieściach kryminalnych trudności, z jakimi borykają się kobiety w społeczeństwach w jakich żyją, w pracy zawodowej, o ich życiu prywatnym…

 

SSK wzięło udział w debacie panelowej na UW

 

Na zaproszenie Biura Rady Europy Stowarzyszenie Strefa Kobiet wzięło udział w debacie panelowej „Standardy Rady Europy dotyczące przemoc wobec kobiet oraz przemocy domowej w polskim prawie i praktyce”. Spotkanie odbyło się w 14 października br. w Sali Senatu UW.

Organizatorzy debaty to m.in.: Pracownia Badań Dorobku Prawnego Rady Europy, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania, Biuro Rady Europy i Fundacja „Centrum Praw Kobiet”.

Gości przywitała prof. Monika Płatek, podkreślając szczególność tego spotkania, dzięki obecności przedstawicieli organów rządowych, organizacji samorządowych i środowisk naukowych.

Poniżej stanowiska niektórych uczestników i uczestników spotkania:

Anna Błaszczak, Zastępczyni Dyrektora Zespołu Prawa Konstytucyjnego z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich stwierdziła, że przemoc wobec kobiet ma charakter dyskryminacyjny, a częstokroć kobiety doświadczają dyskryminacji wielokrotnej (ze względu na płeć, wiek, niepełnosprawność). Panelistka poruszyła również sprawę braku unormowań prawnych dotyczących dostępności i przetwarzania danych wrażliwych, co doprowadza często do tego, że ofiary przemocy nie otrzymują należnej im pomocy, a ich skargi są bagatelizowane.

Prokurator Alfred Staszak z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze przedstawił najnowsze dane dotyczące przemocy w rodzinie na terenie województwa lubuskiego, podkreślił wzrost ilości Niebieskich Kart oraz omówił Lubuską Niebieską Tarczę – powstałą w celu przeciwdziałania przemocy w rodzinie, a opartą na nowym podejściu do starych problemów, czyli zintegrowanym systemie pomocy (zwiększona ilość dyżurów prokuratorów, pracowników OPS, pedagogów).

Kolejny panelista, sędzia Sądu Rejonowego Sebastian Ładoś zaznaczył funkcjonowanie stereotypu ugruntowującego przeświadczenie o tym, iż przemoc psychiczna to inny (w znaczeniu: mniejszy) problem, niż przemoc fizyczna. A skutki przemocy psychicznej mogą być tragiczne (zaczyna się zazwyczaj od izolacji, zaburzeń psychicznych, np. depresji, przez degradację psychiczną (tzw. wyuczona bezradność), a często kończy na samobójstwach).

Przedstawicielka Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Katarzyna Więckiewicz, podkreśliła fakt powiązania przemocy ze względu na płeć ze zdrowiem reprodukcyjnym kobiet (nierówne traktowanie przez państwo – świadczenia zdrowotne, poniżający charakter restrykcyjnego prawa aborcyjnego).

Podsumowując wypowiedzi panelistek i panelistów prof. Eleonora Zielińska, z Wydziału Prawa i Administracji UW, podkreśliła, że w Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (Istambuł, 11.05.2011r.) chodzi głównie o wyeliminowanie stereotypowego postrzegania roli i znaczenia kobiet. Niezmiernie ważna jest również reparacja dla ofiar przestępstw, czyli przywrócenie ofierze sytuacji sprzed czasu, w którym doznawała przemocy, kompensacja, danie satysfakcji i gwarancja, że przemoc więcej się nie powtórzy.

Dziękujemy organizatorkom i organizatorom za możliwość uczestnictwa spotkaniu.

 

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

 

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

 

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

 

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

 

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

 

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

 

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

 

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

 

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

 

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

 

 

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

 

 

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Fot. Stowarzyszenie Strefa Kobiet

Gravid obsoleta

 

Ju­sty­na Bar­giel­ska, „Ob­so­let­ki”: „Za­wo­łał na po­łoż­ną, żeby przy­nio­sła słoik, po­dłu­bał znowu, wyjął ze mnie jakiś ka­wa­łek cze­goś i wrzu­cił do sło­ika. Po­łoż­na na­kle­iła po­lo­plast z moim na­zwi­skiem, ka­za­ła mi się prze­brać w ko­szu­lę nocną i po­szły­śmy na od­dział. Pod­zie­miem, bo od­dział był w innym bloku szpi­ta­la. Słoik nio­sła po­łoż­na. Na od­dzia­le zro­bi­li mi USG. Le­karz uprze­dził, że usły­szę różne dźwię­ki, ale że żaden z nich nie bę­dzie bi­ciem serca mo­je­go dziec­ka. – Oj, no wiem – ob­ru­szy­łam się. – Prze­cież serce mo­je­go dziec­ka jest w sło­iku”.

Tytuł książ­ki „Ob­so­let­ki” po­cho­dzi od ła­ciń­skie­go zwro­tu „gra­vid ob­so­le­ta”, czyli „ciąża ob­umar­ła”. Co­dzien­nie 68 ko­biet pod­czas po­ro­du za­miast pła­czu no­wo­rod­ka sły­szy prze­ra­ża­ją­cą ciszę. Pau­li­na uro­dzi­ła mar­twe dziec­ko w siód­mym mie­sią­cu ciąży. „Stra­ci­łam dziec­ko w mo­men­cie, gdy mi­łość do niego oka­za­ła się więk­sza i sil­niej­sza niż nie­po­kój i strach o to, czy wszyst­ko bę­dzie do­brze i czy ciąża się utrzy­ma”. Ewe­li­na zaraz po tym, jak wy­da­ła na świat nie­ży­we­go syna, usły­sza­ła od le­ka­rza: „Tak się cza­sem zda­rza. Mu­sisz jak naj­szyb­ciej o tym za­po­mnieć i po­sta­rać się o ko­lej­ne”. Choć mi­nę­ło już 14 lat od tam­te­go czasu, ona wciąż pa­mię­ta.

We­dług badań prze­pro­wa­dzo­nych w USA rocz­nie w łonie matki umie­ra 25 ty­się­cy dzie­ci. W 2/3 przy­pad­ków nie można zdia­gno­zo­wać przy­czy­ny zgonu. Śmierć dziec­ka po dwu­dzie­stym ty­go­dniu ciąży wy­wo­ła­na jest za­zwy­czaj kil­ko­ma czyn­ni­ka­mi. Do naj­częst­szych na­le­ży od­kle­je­nie ło­ży­ska, owi­nię­cie płodu pę­po­wi­ną, in­fek­cje i cho­ro­by matki, wady roz­wo­jo­we dzie­ci, ge­sto­za (za­tru­cie cią­żo­we), uwa­run­ko­wa­nia ge­ne­tycz­ne (wy­klu­cza się jed­nak dzie­dzi­cze­nie). Dok­tor nauk me­dycz­nych Krzysz­tof No­wo­siel­ski, Asy­stent w Kli­ni­ce Gi­ne­ko­lo­gii i Po­łoż­nic­twa Ślą­skie­go Uni­wer­sy­te­tu Me­dycz­ne­go w Ka­to­wi­cach, pod­kre­śla, że ważna jest pro­fi­lak­ty­ka i kon­tro­lo­wa­nie za­cho­wań dziec­ka pod­czas ciąży.

– Matka po­zna­je wów­czas cha­rak­te­ry­sty­kę ru­chów swo­je­go dziec­ka i umie oce­nić jego przy­zwy­cza­je­nia. Zdro­wy płód w ciągu dwóch go­dzin wy­ko­nu­je około ośmiu ru­chów. Jeśli ko­bie­ta ich nie wy­czu­je, po­win­na jak naj­szyb­ciej skon­sul­to­wać się ze spe­cja­li­stą.

„A co się pani tak upo­mi­na?”

Julka, córka Pau­li­ny, umar­ła rok temu. – Po mojej có­recz­ce mam dwa dość nie­wy­raź­ne zdję­cia z USG, bli­znę na brzu­chu, i mi­nu­tę na­gra­nia jej bi­ją­ce­go serca – od­kry­łam to na­gra­nie przy­pad­ko­wo kilka ty­go­dni po jej śmier­ci, mu­sia­łam nie­chcą­cy włą­czyć dyk­ta­fon w te­le­fo­nie – mówi. Kiedy Pau­li­na przy­je­cha­ła do szpi­ta­la na ru­ty­no­wą kon­tro­lę, nic nie wska­zy­wa­ło na kom­pli­ka­cje. – Byłam świa­do­mą i po­zy­tyw­nie na­sta­wio­ną do na­tu­ral­ne­go po­ro­du pa­cjent­ką. Czu­łam có­recz­kę, cze­ka­łam na „tę ma­gicz­ną chwi­lę pierw­sze­go spo­tka­nia”. Nagle wszyst­ko, co za­pla­no­wa­łam, prze­sta­ło mieć ja­kie­kol­wiek zna­cze­nie. Ból, skur­cze, poród i prze­raź­li­wa cisza.

– Le­ka­rze wal­czy­li o moje życie. Ce­sar­skie cię­cie w peł­nej nar­ko­zie, prze­ta­cza­nie krwi. Kiedy obu­dzi­łam się po ope­ra­cji, wie­dzia­łam, co się stało. Nie my­śla­łam wtedy o bólu, tylko o tym, żeby zo­ba­czyć Julkę. Nie­ste­ty, po­łoż­na nie chcia­ła mi jej po­ka­zać. Krzy­cza­łam: „Od­daj­cie nam ją! To moje dziec­ko!”. Usły­sza­łam od le­ka­rza, że jak na 31. ty­dzień miała pra­wi­dło­wą wagę i wiel­kość, nie była sina, przy­du­szo­na – wy­glą­da­ła nor­mal­nie. Z nie­wia­do­mych po­wo­dów jej tętno usta­ło – wspo­mi­na.

Śmierć dziec­ka była jed­nak do­pie­ro po­cząt­kiem dra­ma­tu Pau­li­ny i jej męża. Zroz­pa­czo­na matka chcia­ła się do­wie­dzieć, czy le­ka­rze prze­pro­wa­dzi­li już sek­cję zwłok i gdzie może ode­brać dziec­ko. Nie­ste­ty, pra­cow­ni­cy szpi­ta­la umy­wa­li ręce. – Panie z kan­ce­la­rii szpi­ta­la na mój widok re­ago­wa­ły aler­gicz­nie. „No, ja pani współ­czu­ję, ale to nie jest w za­kre­sie na­szych obo­wiąz­ków”. Od­po­wia­da­łam: „Co nie jest w za­kre­sie obo­wiąz­ków?! In­for­ma­cja, gdzie jest pro­sek­to­rium, numer te­le­fo­nu? Prze­cież w szpi­ta­lach po­łoż­ni­czych rodzą się też mar­twe dzie­ci i ktoś po­wi­nien udzie­lić zroz­pa­czo­nym ro­dzi­com pro­stej in­for­ma­cji, gdzie mogą ode­brać dziec­ko”. Od­sy­ła­ły mnie do po­łoż­nych na od­dział, na któ­rym le­ża­łam. W końcu do­wie­dzia­łam się, że sek­cja zwłok się już od­by­ła. Wy­cho­dzi­li­śmy szyb­ko ze szpi­ta­la, w dro­dze do domu przy­po­mnia­ła nam się pio­sen­ka „W pro­sek­to­rium naj­przy­jem­niej jest nad ranem” Ma­cie­ja Ze­mba­te­go, śmia­li­śmy się gorz­ko z tego sko­ja­rze­nia. Czło­wiek prze­dziw­nie re­agu­je w roz­pa­czy.

Pau­li­na była zdez­o­rien­to­wa­na, nie wie­dzia­ła, co robić. – Roz­ma­wia­łam z panem, który uspa­ka­jał mnie, że ubio­rą moją có­recz­kę, wszyst­ko od­bę­dzie się god­nie. Mówił, że znają za­kład po­grze­bo­wy, który ma ode­brać tru­mien­kę. Mo­głam prze­ka­zać dziec­ku małą ma­skot­kę. Na po­cząt­ku czerw­ca chcia­łam się do­wie­dzieć, czy są już wy­ni­ki sek­cji zwłok. Za­dzwo­ni­łam do po­ko­ju le­kar­skie­go tylko raz, a le­karz po­iry­to­wa­ny na­sko­czył na mnie: „A co się pani tak upo­mi­na? Nie ma jesz­cze!”, usły­sza­łam. Odło­ży­łam słu­chaw­kę i uzna­łam, że nigdy wię­cej nie chcę mieć z tym czło­wie­kiem do czy­nie­nia.

W świą­ty­ni pa­mię­ci

Ewe­li­na także na­rze­ka na le­ka­rzy, któ­rzy po­trak­to­wa­li ją w nie­wła­ści­wy spo­sób po „mar­twym po­ro­dzie”. – Po­dob­no w Pol­sce rocz­nie ciąże traci około 40 tys. ko­biet. To pra­wie 40 tys. dra­ma­tów i traum i prak­tycz­nie ze­ro­we wspar­cie per­so­ne­lu me­dycz­ne­go, brak pro­ce­dur. A to prze­cież nie jest kosz­tow­ne. Wy­star­czy krót­ka roz­mo­wa i słowo wspar­cia: „Ma pani prawo po­że­gnać się z dziec­kiem, jeśli chce”. I nie ma zna­cze­nia, czy jest to zy­go­ta, płód, dziec­ko, szcząt­ki… to nie jest COŚ, dla nas to jest KTOŚ. Za­wsze – mówi.

Do­brze pa­mię­ta ten dzień, kiedy w 23. ty­go­dniu ciąży gi­ne­ko­log w cza­sie USG po­ka­zał jej na mo­ni­to­rze dziec­ko – jego rącz­ki, głów­kę, stopy, a potem za­py­tał, jak to moż­li­we, że za­szła w ciążę z taką prze­gro­dą i stwier­dził, że płód jest mar­twy. – Pła­ka­łam, pro­si­łam, żeby coś z tym zro­bił. Że na pewno da się ura­to­wać dziec­ko, a ja pod­dam się każ­dej ope­ra­cji. Le­karz roz­kła­dał ręce, mówił, że jest bez­sil­ny. Za­pew­niał, że pół­to­ra roku po po­ro­dzie bę­dzie­my mogli sta­rać się o ko­lej­ne dziec­ko.

Od tego mo­men­tu wszyst­ko było ina­czej, niż za­pla­no­wa­łam. Za­miast ku­po­wa­nia za­ba­wek, ubra­nek i urzą­dza­nia po­ko­ju dla dziec­ka był płacz i obar­cza­nie się winą za to, co się stało. Byłam prze­ko­na­na, że zro­bi­łam coś, co mogło za­szko­dzić mo­je­mu syn­ko­wi. W końcu to pierw­sze dziec­ko – na pewno źle się od­ży­wia­łam, spa­łam w nie­wła­ści­wej po­zy­cji czy prze­by­wa­łam zbyt czę­sto w za­dy­mio­nym po­miesz­cze­niu. Każdą nawet naj­ba­nal­niej­szą czyn­ność trak­to­wa­łam jak czyn­nik ob­cią­ża­ją­cym mnie, matkę, któ­rej nie udało się uro­dzić dziec­ka. Pa­mię­tam, że obu­dzi­łam się któ­rejś nocy i ogłu­szo­na kosz­ma­rem, wy­krzy­cza­łam po­dob­no: „To ja je za­bi­łam! Za­bi­łam wła­sne dziec­ko!”. Mój mąż był prze­ra­żo­ny. Pew­nie dla­te­go pokój, który przy­go­to­wy­wa­li­śmy dla syna, szyb­ko za­mie­nił na ga­bi­net, „Ile jesz­cze bę­dzie­my trzy­mać tę świą­ty­nię pa­mię­ci?”.

To się musi udać

Psy­cho­log Mo­ni­ka Błasz­czak, uważa, że dla ko­biet, które tracą dziec­ko, naj­waż­niej­sze jest wspar­cie naj­bliż­szych. – Ro­dzi­na po­win­na oto­czyć matkę opie­ką, za­pew­nić jej po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa, utwier­dzać w prze­ko­na­niu, że ko­lej­na ciąża na pewno bę­dzie udana. Za­le­ca­ła­bym też od­wra­ca­nie uwagi od tych przy­krych wy­da­rzeń, w miarę jak naj­szyb­szy po­wrót do nor­mal­ne­go, co­dzien­ne­go życia, które po­zwo­li od­zy­skać ko­bie­cie rów­no­wa­gę psy­chicz­ną.

Ewe­li­na do dziś nie ma dziec­ka. Roz­sta­ła się z mężem, spo­ra­dycz­nie spo­ty­ka się z męż­czy­zna­mi, ale nie myśli o za­ło­że­niu ro­dzi­ny. – Przez kilka mie­się­cy po tam­tym wy­da­rze­niu, od­wra­ca­łam się na ulicy, kiedy usły­sza­łam słowo „mamo”, tak jak­bym chcia­ła wie­rzyć, że to, co się stało, było tylko złym snem. Dziś to tylko mrocz­ne wspo­mnie­nie, które po­win­nam wy­ma­zać z pa­mię­ci – mówi. Pau­li­na dzię­ki wspar­ciu Marka wró­ci­ła do pracy, która po­chła­nia całą jej uwagę. – Był czas, że roz­pacz­li­wie szu­ka­łam zdjęć 7-mie­sięcz­nych wcze­śnia­ków, żeby cho­ciaż spró­bo­wać wy­obra­zić sobie Julkę. Teraz zmie­ni­łam per­spek­ty­wę – nie pa­trzę wstecz, ale za­sta­na­wiam się nad tym, co bę­dzie za kilka lat, kiedy uro­dzę zdro­we dziec­ko. To się musi udać, praw­da?

Maria Sveland i jej nowa książka „Zgorzkniała pizda”

 

Polecamy wywiad z Maria Sveland, szwedzką pisarką, której nowa książka „Zgorzkniała pizda” właśnie ukazała się w Polsce. Wywiad na temat książki, ale i również powodów dla których Maria Sveland walczy o równość w jednym z najbardziej równościowych krajów świata. Opowiada o swoich doświadczeniach i motywacjach:

Newsweek: Czy to nie jest egoizm w czystej postaci? Chce być pani matką, a z drugiej strony – pozostać wolna?

Maria Sveland: Ach, ileż razy słyszałam to pytanie. I równie wiele razy oskarżano mnie o to, że kocham siebie bardziej niż dzieci. Podobne rzeczy słyszą wszystkie kobiety, które odważą się wyznać, że rodzina nie jest w ich życiu jedyna i najważniejsza. Nigdy nie mówi się tak o mężczyznach.

W Szwecji jest wielu wspaniałych artystów, którzy są bardzo kiepskimi ojcami. Ingmar Bergman właściwie wcale nie zajmował się swoimi dziećmi i nikt nie oskarżał go o egoizm, za to o jego talentach mówiło się z ogromnym podziwem. Ale gdyby tak zachowywała się kobieta, pewnie by ją zlinczowano.

Nie, nie uważam, że jestem egoistką. A jeśli ktoś upiera się, by mnie tak nazywać, to najwyraźniej w wulgarny sposób próbuje zmusić mnie do poczucia winy za rzeczy, których nie powinnam się wstydzić.                         

Więcej na temat Marii Sveland znajdziecie pod adresem:

http://kultura.newsweek.pl/maria-sveland-zgorzkniala-pizda-rozmowa-z-autorka-newsweek-pl,artykuly,271377,1.html

Gwałty małżeńskie

Przemoc w rodzinach, ta seksualna również, jest, istnieje i ma się całkiem dobrze. Istnieje na nią ciche przyzwolenie, w myśl dawnego stwierdzenie by nie ruszań tego, co rodzinne, nie mieszać się, nie ingerować, nie wtrącać.

Całymi latami gwałcone kobiety znoszą upokorzenie, strach, są bite, poniżane, boją się mówić o swojej sytuacji komukolwiek. Nie ma tu żadnej reguły co do ich wykształcenia, środowiska z jakiego pochodzą – gwałty małżeńskie dotyczą pań z tytułami naukowymi i tych bez jakichkolwiek dyplomów, tych z miast i tych z bardzo małych środowisk – nie ma reguły.

Niskie poczucie wartości, poczucie braku pomocy, osamotnienie, poczucie odpowiedzialności za rodzinę, zapieranie się siebie, po to by wizerunek rodziny i dobro dzieci nie zostały naruszone.

Źródło: http://polska.newsweek.pl/gwalty-w-malzenstwach-przemoc-domowa-molestowanie-seksualne-newsweek-pl,artykuly,271375,1.html

Strona 3 z 6

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén